Bloody Sunday...
Już w sobotę coś bolało mnie w szczęce przy ostatnim zębie. Pewnie minie... Niedziela rano (no dobra, to nie było rano, bo wstałem po 13) i niestety boli jeszcze bardziej. Jedno to jak poker tiltuje człowieka, a zupełnie inna rzecz jak zły run w życiu się załącza.
No nic, będzie trzeba do dentysty. Nikt chyba nie lubi wizyt u stomatologa. Umówiłem się telefonicznie na ten sam dzień, mam być za 3h. Chociaż tyle dobrego, że może szybko coś z tym zrobię.
Jak się ma mało czasu i trzeba zaraz gdzieś ruszać, to to nigdy nie jest dobry pomysł na otwieranie klienta pokerowego.
Oczywiście otworzyłem starsy. Standardowo pewnie chwilę bym poflipował na HU hyperturbo z możliwością wygrania kilku meczy z std fishkami lub tiltem i hu4rollz za 1k$. Tym razem było inaczej, "uratowały" mnie sunday millionsy. Wszędzie zachęcają do satelitek i grania, no bo 8 rocznica. No to kliknąłem i patrzę jakie są satelitki. Znalazłem swoje ulubione - 6 osobowe hyperturbo i to za punkty. Idealnie. Często gram 6 osobowe HT do Monday PLO i zwykle nieźle mi na nich idzie. Cóż... Tutaj było inaczej. W PLO chyba więcej fiszów jest a na tych satelitkach trafiłem na regującą ekipę rusków, którzy zdecydowanie lepiej znają się na push or fold w NLu (ja się w ogóle nie znam). Pomimo tego 4 razy się stackowałem - 4x byłem conflip lub lepiej i 4 razy wjebałem. 2 satelity były za punkty, jedna za cash. Eh dupa i tilt. Wydałem już 3/4 tego co warty ticket a mam nic. Jadę do dentysty stiltowany.
Szczęśliwie nic poważnego. Jednorazowa interwencja i ludzka opłata sprawiły, że sobie pomyślałem - w końcu gdzieś jestem nad EV...
...ale nie w pokerze. Siadłem jeszcze jedną satkę zagrać. Za cash, turbo, 10 os, 4 dostają wejściówki. Tu szło gładko i bez problemu się dostałem. No w końcu... :fdrink
Na sam sunday million się spóźniłem, bo coś w tv oglądałem i zapomniałem, że to w ogóle tak wcześnie startuje. No ale w końcu gram. Dołożyłem sobie 5 stołów 5c omahy i jedziemy. Początek wszędzie wpierdol. W Sunday faktycznie z 2 poty słabo zagrałem, omaha ssie ev. Std.
Przerwy 5 minutowe robiłem również na cash, co całkiem spoko działało. W turnieju zaczęło iść lepiej. Mocno nitowałem, a ludzie i tak się wypłacali vs moje nutsy. Po dwóch godzinach w sunday miałem dobrze ponad avg stack, na omaszce jakiś comeback powoli się rysował. Może to będzie ten dzień?
Nie, chyba jednak nie. Już dobrze po północy na omaha znów zaczęła odbierać. Głównie ev, ale powoli zmęczenie dawało znaki oraz większe emocje związane z grą w turnieju zabierały moje skupienie. Jeden decydujący pot na deepie, który mógł zrobić mi dzień i... bum. 2 pary + nut fd vs 1 para i zdominowany FD - niestety river dał lepszą drugą parę ziomkowi i mega pula pojechała sobie w przeciwnym kierunku
Może już 2 albo 3 am. Turniej też zaczyna ciężej iść. Jest już cash, coraz mniej osób, apetyt rośnie. Wcześniej miałem parę flipów wygranych, ale 2 suckouty też dostałem. Ale blindy gonią, gracze coraz lepsi a ja się zrobiłem super card dead. Jedną godzinę chyba dosłownie przefoldowałem. Najlepsze co miałem to K8s na HJ, mogłem zrobić open i dostałem z BB shove na który musiałem foldować.
W międzyczasie pozamykałem powoli stoły omahowe. Już za słabo tu gram, lepiej skupię się na turnieju. Ciężko będzie coś więcej wywalczyć, ale a nóż włączy się dobry run - żeby tylko wtedy głupiego błędu nie popełnić. O 4 w przerwie na pobudzenie trochę pompek i przysiadów i w całkiem jeszcze niezłej formie siadam na kolejną godzinę. Dalej godzina totalnego bezkarcia. A stół był już taki, że tak łatwo blindów i ante nie dało się podkradać. Dotrwałem do kolejnej przerwy. Było już coś poniżej 500 osób. Zaraz po 5am poległem. K2s na SB, foldy do mnie. Chociaż tyle dobrego. Shove vs BB a ten budzi się z TT. A przed chwilą z UTG miał chyba AA. Ja przez ostatnie 2h takiej ręki nie widziałem, a on back2back z takimi nutsami i jeszcze akcje 2x dostał. MTT
Cash i spoko wleciał i jakby ktoś mnie 12h wcześniej spytał czy wezmę taki wynik w turnieju - snap call. Ale po grze ponad 8h apetyt rośnie.
Może w takim razie dziś Monday PLO?