W ostatnim temacie pisałem o pewnym leaku który powoduje, że nie mogę przestać grać gdy jestem na minusie, i czuje potrzebę, wręcz przymus do odegrania się. Mam też inny ważny leak, który odbiera mi możliwość zarobku i kontynuowania dobrej gry.
Boje się grać GDY WYGRYWAM! Przed momentem zasiadłem do pokera, z planem na dwu godzinną sesje, sesję skończyłem po 27 rękach, a powodem jest to, że szło mi za dobrze! Wygrałem 175bb, wychodzi ponad 600bb/100hands, i co zrobiłem? Od razu kliknąłem na wszystkich stołach sitout. Grałem poprawnie, złapałem seta na fishy, przed flopem z moim AA zestakował się AK, a jakiś short z moim KK stakował się z 77. I boje się grać dalej, bo boje się jakiegoś bad bita, który mi odbierze profit. I wtedy powiem sobie "Boże mogłem przestać grać i mieć fajny profit" (w południe też coś wygrałem) i bym był do końca dnia happy bo zamknąłem dzień na bardzo satysfakcjonującym mnie proficie. Miał ktoś taki problem? A jak tam to jak sobie z tym poradził? Coraz wyraźniej widzę, że to nie skill z gry a mindset bardziej uniemożliwia mi pokonywanie limitów.