Hej! Po treningu z lechrumskim doszedłem do wniosku, że trzeba zacząć działać! 3 razy już shotowałem NL4 z czego 2 razy źle. Drugi raz działo się ~ok, póki coś nie pyknęło i spadek, a teraz (trzecia próba) to kosmos.
Na NL2 bywało różnie, łapał mnie tilt po czym zaskoczony skończyłem ten limit z 8ptbb/100. Zatem 100$ wpadło przez 3 tygodnie (mówiłem sobie, że jak w 4 tyg. dam rade, to będzie zajebiście, także tym bardziej dalej jestem w szoku) i czas podejść do nL4.
Był spadek, wzrost i tak kilka razy po czym JEB w jeden dzień. Później 2 stoliki tylko (normalnie grałem 8 stolików, 10 na NL2), i dalej drastyczny spadek. Teraz wracam na NL2, drugi dzień nie chce mi się grać, ani nic. Ale to przejdzie, już kilka razy to miałem...
Zatem na NL4 jestem -5ptBB/100, ostro. Dobija mnie to, że z KK najwięcej traciłem, w pewnym momencie nie wiedziałem, jak rozegrać KK. Teraz mam -0,65$/170hands. Z AA mam +65$/172! Z KK też miałem ok. 50$... Ale zwalenie wszystkiego na nie to też przesada.
Oczywiście z tiltem walczę, szukam pozytywów: pasowałem fulle i okazywało się, że to ok decyzja, czy overparki, czytam artykuły (co mi idzie opornie, o tym później), oglądam filmiki... Ale, to za mało:/

Coś jest nie tak z wykresem, bo raz byłem nawet na +10$, a tutaj zawsze na minus byłem, wg tego wykresu, a grałem tylko NL4 (od ~32 000).
Coś o kolejnym problemie. Słowo poruszone na dzisiejszym treningu - rozczarowanie.
Skąd się to wzięło? Mama dużo wymagała. Wtedy uważałem że za dużo, teraz też myślę, że tak było. I do tego chore wymagania (nie mogłem nikogo zaprosić do siebie do domu, chodzić mogłem do dwóch kolegów itd., im później tym ważniejszych spraw). Mimo, że staram się to od zawsze jakoś wybaczyć (chociaż dalej nie wiem, czy to dobre słowo, czy o to chodzi? Bo nie ma czego wybaczać, tragedia się nie stała, ale czuje wewnątrz, że to przeszkadza)/wytłumaczyć, to jednak to siedzi. Rozmowy na głębsze tematy również źle się kończą, niezdrowa atmosfera się tworzy, mam wrażenie, że mama zaczyna myśleć i raczej użalać się, niż coś zrobić z problemem, ale tak już jest i raczej tego nie chce zmieniać. Dlatego też wolę pracować i mieszkać we Wro, niż więcej pokerzyć i nie pracować mieszkając w rodzinnym domu. Btw - o dziwo rodzice nic nie mówią na temat pokera!!
Zatem, ja, drugi syn, buntownik w rodzinie (podobno takie są drugie dzieci?), poszedłem w drugą skrajność i nie myślę o tym, co myślą inni. Rzucając studia uwolniłem się ostatecznie od stwierdzeń "co inni pomyślą" (od zawsze jedna z głównych maksym w domu, z która równie długo jawnie się nie zgadzałem), co dość mocno pomogło mi w życiu.
Ale, to dalej siedzi mam wrażenie:
-> na jednym ekranie mam lobby roomu otwarte i odświeżam co chwile patrząc, jak zmienia się bankroll;
-> Gdy robię all, z KK, albo z setem, czy czymś niepewnym i dostaję call, to w głowie zaraz myśli się pojawiające typu "no, wiedziałem, za chwile karetę mi pokaże", "I co, teraz na riverze skompletuje nutsa?". Włącza mi się taki myślowy agresor;
-> co chwile sprawdzam statystyki na PP. Ma to tylko jeden plus - wiem, że kiedyś grałem bardziej loose, a teraz gram 20% rąk, co jest dużym osiągnięciem. Na NL4 nieco mniej, jako że ludzie grają agresywniej.
A czym u mnie objawia się tilt? Vp$ip mi spada, przestaję na kilka dni grać w pokera (mini depresja?), myśli czy nie skończyć - ale to akurat raczej nie ma sensu, skoro lubię grać.
Cele?
-> uporządkować myśli,
-> mniej zaglądać w statystyki,
-> przestać myśleć w trakcie gry, denerwować się, że "noo, standard, znowu AA w plecy, to może jeszcze raz?",
-> problem jeszcze nie poruszany - mam problem z nauką pokera. Książki chłonę, jak mam. Czytam w pociągu, albo w tramwajach, nawet ebooki. Ale ostatnio mam problem z nauką pokerową. Nie mam ochoty na naukę. Chcę bardzo skończyć srebrne artykuły, ale nie mogę, dziś miałem 3, a jednego nie mogłem ruszyć, żeby dokończyć (no ale dziś to rozumiem, tilt),
-> może widzicie jeszcze jakiś problem?