Napisane przez Macio86
Udało się zarezerwować pokój
Na początku lipca opiszę tutaj swoje wrażenia
edit: gdyby nie ten blog to nigdy bym się nie dowiedział o istnieniu tego pensjonatu (z mojej perspektywy na drugim końcu Polski), tak więc jednak warto pisać i "reklamować" i nie ma się czego wstydzić
Obyś tylko był równie zadowolony z pobytu jak teraz z tej rezerwacji
Jest kilka miejsc w okolicy, które musicie odwiedzić.
1. Wodospad Podgórnej
2. Zamek Chojnik
3. Skalne Miasto - bezwzględnie - wycieczka samochodem do Czech, ale musicie to zobaczyć.
4. Ogród Japoński
5. Termy Cieplickie ( bilety wstępu kupicie w pensjonacie z 10% rabatem)
6. Jak dacie radę to wejdźcie na Odrodzenie
7. Karpacz wraz ze Świątynią Wang, a z pod Świątyni Wang wejdźcie chociaż na "Samotnię"
I jeśli planujecie jakieś dłuższe wycieczki, to zróbcie sobie co najmniej 2/3 dni przerwy między nimi. NP: jeśli drugiego dnia pójdziecie na Odrodzenie, to na Samotnię wybierzcie się dopiero piątego dnia. W pozostałe dni zaplanujcie delikatniejsze wycieczki takie jak Wodospad Podgórnej, czy Zamek Chojnik.
___________________________________________________________
Przesieka.
Do pensjonatu dotarliśmy z żoną i córką we wtorek późnym wieczorem. Syn w tym czasie znowu wybrał się do Gostynia na kilkudniową randkę z Jego „wirtualną dziewczyną”
Niewiele pamiętam z tego wieczora, bo byłem totalnie zyeahbany. Poprzedniej nocy sporo się działo i poszedłem spać dopiero po 4-ej nad ranem. Najpierw zawiozłem syna na autobus do Gostynia, który odjeżdżał z dworca w Radomiu o 23;45, a jak wróciłem do domu u Joli nasiliły się bóle brzucha (trwające od kilku dni) i ciśnienie skoczyło Jej do 170/100. Takie objawy to nie przelewki więc zapakowaliśmy Ją do samochodu i przed pierwszą w nocy byliśmy w szpitalu na Józefowie.
Rejestracja. Oczywiście nikogo nie ma. Po paru minutach z jakiejś kanciapy wychodzi Pani z kubkiem herbatki w ręku i ciasteczkami na talerzyku. Wypisanie papierów (kolejne 10min. ) i czekamy pod wskazanym gabinetem na pielęgniarkę. Pojawiła się po kolejnych 15 minutach, zmierzyła Joli ciśnienie (nawet nie zrobiła EKG), wyprosiła z gabinetu i kazała czekać na lekarza. Jola wije się z bólu nie mogąc znaleźć sobie miejsca a Ona wywaliła Ją na korytarz i kazała czekać na plastikowych krzesełkach. Czekamy. Pól godziny, 40-ci minut, godzina. Nikt do nas nie schodzi. Wqrwiłem się i poszedłem z pretensjami do Pani z rejestracji. Pani popijając kolejną herbatkę owocową i zagryzając jakimś wafelkiem zadzwoniła do pielęgniarki która przyjmowała Jolę w gabinecie. Pielęgniarka odpowiedziała, że poinformowała lekarza, ale On jest w tym momencie zajęty i zejdzie jak będzie mógł... - „A może pojadą Państwo do szpitala na Tochtermana ? Tam dzisiaj mają ostry dyżur”
Qwa! Nie można było tak od razu? Zmarnowaliśmy prawie dwie godziny nie licząc dojazdu, a Ona dopiero teraz nam to mówi ? No ale papiery wypisane, zgłoszenie przyjęte i kasa z NFZ płynie...
Pojechaliśmy na Tochtermana. Izba przyjęć, dyżur całodobowy. Zapukałem do okienka z rejestracją budząc śpiącą pielęgniarkę. Co się dzieje?, jakie objawy? Od dawna to trwa?. Po wywiadzie weszła do jakiegoś gabinetu i po kilku minutach wyszedł z niego zaspany lekarz. -„Poproszę panią tutaj”
Oczywiście nie zrobili Joli EKG, nawet nie zmierzyli Jej ciśnienia! Pan doktor pomacał brzuch w bolącym miejscu, dał przeciwbólowy i rozkurczowy zastrzyk w dupę, i wypisał świstek. -” jak nie przejdzie do godz. siódmej rano, proszę ponownie przyjechać do szpitala” No ja pierdolę!! Co się qwa dzieje z tymi wszystkimi lekarzami?! Nic tylko dać Im jeszcze więcej kasy ...
Do domu wróciliśmy dobrze po czwartej nad ranem i byłem prawie pewny, że nie pojedziemy do Przesieki na ten weekend. O dziwo, jak wstaliśmy po siódmej rano,ból brzucha ustał. Ciśnienie również wróciło do normy (125/85) i Jola stwierdziła że pojedziemy.
Plan mieliśmy na wyjazd do godziny 14-ej, niestety opóźniła się ciężarówka klienta z Białorusi, i wyjechaliśmy dopiero przed 17-tą. Cały dzień nie byłem przekonany do tego wyjazdu po nocnych „przygodach”, ale Jola czuła się dobrze i zdecydowała że jedziemy.
Na miejsce dotarliśmy przed dziesiątą późnym wieczorem. Mama z Cezarym przywitali nas kilkoma butelkami dobrze zmrożonej wody rozmownej i nie pamiętam jak tej nocy poszedłem spać.
W środę wstałem przed 10-tą bez najmniejszego kaca. Nigdzie nie „spożywa” mi się tak dobrze jak tam. Żeby chorować następnego dnia, to muszę naprawdę wypić „wiadro” wódki i wypalić „wagon” papierosów. A to ostatnimi czasy nierealne. Najwyżej po po dwóch połówkach jestem ugotowany i urywa mi się film. Na szczęście od kilku lat włącza mi się „autopilot” i grzecznie szukam łóżeczka.
Jak wstałem, Czarek razem z chłopakami zaczęli napełniać wodą przygotowane wcześniej „oczko wodne”. Oczko wodne to trochę nieodpowiednie określenie. Jest to zbiornik wodny o wymiarach 12 x 17 metrów i ma ponad 1,6mtr. głębokości w najgłębszym miejscu. Spokojnie można w nim pływać i do tych celów został przygotowany. Przed napełnieniem wodą został pogłębiony, wyłożony włókniną (żeby nie rosły żadne chwasty), wreszcie wysypany odpowiednia warstwą piachu i żwiru rzecznego, aby przyjemnie było tam wchodzić. Żeby wypełnić zbiornik wodą potrzeba było ponad 48 godzin.
Po 13-ej obok „oczka” wylana została płyta betonowa pod Saunę i balię, którą mają montować pod koniec czerwca. Spora powierzchnia, bo weszło tam 15 metrów sześciennych betonu, pomimo wcześniejszego wypełnienia szalunków gruzem i siatką zbrojeniową. Sauna i balia mają być 12-to osobowe. Spora inwestycja, w sumie ponad 45.000zł, ale myślę że warto, będzie to niewątpliwie duża atrakcja dla naszych klientów. Latem zimna woda w balii i bliskość zbiornika z wodą, zimą gorąca woda w balii. W spoilerze zdjęcia tego co powstanie.
Spoiler

Oczywiście będzie to wyglądać troszkę inaczej niż na zdjęciach. Na płycie powstanie drewniany podest, balia będzie trochę obniżona względem sauny, żeby łatwiej było się do niej dostać. Zdjęcia dają jednak pewne wyobrażenie.
Po obiedzie ok. 16-ej dowiedziałem się jeszcze o istnieniu miejsca należącego do pensjonatu, o którym nie miałem zielonego pojęcia. W najwyżej położonej części działki ośrodek posiadał własną stację paliw. Choć zarośnięty, to płaski teren z którego roztacza się piękny widok na całą Dolinę Czerwienia i górskie szczyty. Cezar z Mamą planują tam w przyszłości postawić dla siebie domek, tak aby mogli wreszcie troszkę odetchnąć od zgiełku po pracy. No i przy okazji wróci do pensjonatu dwa apartamenty, które zajmują w chwili obecnej. Mają moją aprobatę
Środa 3-ci czerwca to był dzień moich 42-ich urodzin. Wieczorem szykowała się solidna impreza. Późnym popołudniem zaczęli zjeżdżać koledzy, znajomi, znajomi znajomych. W sumie ponad 50 osób z Radomia. Jednak pierwszy na miejsce dotarł Markus, mój przyjaciel/klient z Niemiec, właściciel firmy SIEBERG, o której wielokrotnie pisałem. Przyjechał ok. siedemnastej i się zaczęło
W krótkim czasie zjechali następni goście i impreza przeniosła się do naszego pokoju. Szybko zabrakło stołów i krzeseł, które znosiliśmy z apartamentów Mamy i Czarka. W pokoju zrobiło się gęsto. Niestety Jolę znowu rozbolał brzuch i położyła się w bocznym pokoju. Zapytałem Markusa czy ma ze sobą ten specyfik (o tym kiedyś przy okazji) nad którym pracują od kilku lat. Miał. Wsypał do szklanki dwie łyżeczki, uzupełnił wodą i podał Joli. Po pewnym czasie ból minął jak ręką odjął i dzięki Bogu.
Jola przed trzecią w nocy odholowała mnie do sypialni, bo byłem już tak nawalony, że nie mogłem utrzymać się na nogach
Nawet nie pamiętam jak dotarli wszyscy goście na imprezę. Ale tak kończy się picie zdrowia ze wszystkimi i z każdym z osobna ;). Jola zrobiła sobie ten specyfik jeszcze dwa razy i brzuch nie boli do dzisiaj.
W czwartek planowaliśmy wejście na Odrodzenie. Wyjście z pensjonatu o 11-ej więc znów musiałem wstać przed dziesiątą. Wstałem, znowu zero kaca. O jedenastej byliśmy gotowi do wyjścia. Niestety, 50-cio osobową grupę nie jest łatwo zebrać na czas i wyruszyliśmy z półgodzinnym opóźnieniem. Po drodze na Odrodzenie zahaczyliśmy jeszcze o Wodospad Podgórnej, stały punkt programu, którego nie można pominąć będąc w Przesiece. Z 50-cio osobowej grupy na Odrodzenie dotarło zaledwie 18 osób. Ja z Jolą i córką byliśmy tam pierwszy raz. Mariusz, mój przyjaciel z dzieciństwa (pisałem o Nim wcześniej) zawracał ze trzy razy. W końcu ostatni odcinek wjechał na szczyt w tajemnicy przed nami jakąś terenówką wiozącą zaopatrzenie do schroniska. Zatrzymał faceta a On Go zabrał. Schował się kładąc na tylnym siedzeniu przykryty jakimś kocem. Trasa faktycznie jest trochę ciężka, szczególnie że cały czas idzie się asfaltem. Na szczęście nie jeżdżą tam auta (zakaz ruchu) a większość szlaku biegnie przez las. Ze schroniska Odrodzenie roztacza się piękny widok, zresztą już po drodze są miejsca, gdzie przecinki leśne odsłaniają piękną panoramę Kotliny Jeleniogórskiej. Trasa warta zachodu i pewnikiem jeszcze nie raz tam zawitam. Na górze piwko, jakiś posiłek i powrót do pensjonatu. W sumie zrobiliśmy ponad 20km. Po górach, a wieczorem czekało nas jeszcze ognisko
Do ośrodka dotarliśmy po 19-tej. Jakież było moje zdziwienie jak po powrocie zastałem mojego niemieckiego przyjaciela razem z trzema moimi kumplami i żoną jednego z Nich raczących się kolejną flaszką...Żaden z moich kumpli nie rozmawiał po angielsku, a jednak znaleźli wspólny język
Nawet dogadał się z Nimi w sprawie problemów ze skrzynia biegów jakie miał po drodze do Polski. Jeden z kumpli (mechanik samochodowy) obiecał Mu pomóc następnego dnia. Nie ma to jak „woda rozmowna”
Żona kumpla stwierdziła że „Markus jest cudowny” i w życiu nie spotkała równie pozytywnego człowieka ;). Fajnie że znalazł towarzystwo i potrafił się zintegrować. Nie mógł iść z nami na Odrodzenie bo ma problemy z nogą od czasu wypadku sprzed kilkunastu lat, więc było mi trochę łyso że musiałem Go zostawić samego. A tu taka niespodzianka
Na wieczorne ognisko zwalili się chyba wszyscy goście pensjonatu, nie tylko Radom. Fajnie, lubię takie imprezy. Ludzie się mieszają, nawiązują się nowe znajomości. Kiełbaski, karkówka, kaszanka, smalec własnej roboty i świeżo ukiszone ogórki małosolne. Wódka, bimber (również własnej roboty) i piwo lało się strumieniami. Po zakończonym ognisku (pewnie po 2-ej w nocy) ja, Markus i kilku moich dobrych kumpli wciąż mieliśmy ochotę na więcej. Zaprosiłem Ich do mojego pokoju. Zapukaliśmy do drzwi, otworzyła Jola. Wpuściła mnie do pokoju zatrzymując pozostałych w progu. WRACAĆ DO ŻON !! powiedziała pokazując palcem długi korytarz ... Zamurowało mnie i nie tylko mnie. Zdziwieni Panowie odwrócili się na piętach i poszli się dobić z Markusem w jednym z pokojów...
-”Nie wierzę w to co zrobiłaś”
-”Jutro idziemy na Śnieżkę, pamiętasz ? Jeszcze mi będziesz dziękował”
Nie pamiętam tej akcji, bo film urwał mi się już przy ognisku
zresztą nie tylko mi, więc następnego dnia wszyscy byli ubawieni z wersji mojej żony.
Wyjście na Śnieżkę zaplanowaliśmy na 9;30 rano. Parę minut po ósmej zadzwonił zegarek i znów obudziłem się bez kaca
Trasę razem z nami planowało zrobić jeszcze 24 osoby, ale rano do wyjścia zameldowało się tylko 9 + ja. Czekając na pozostałych podszedłem do Markusa, który razem z moim kumplem próbowali zrobić coś z Jego skrzynia biegów. Niestety nic nie wskórali i moja wycieczka w góry zamieniła się w poszukiwanie serwisu Mercedesa.
Pojechałem z Nim do Jeleniej Góry. Znaleźliśmy serwis, ale powiedzieli nam, że nic nie poradzą. Auto Markusa to Jeep Commander wyposażony w 3-litrowy silnik Mercedesa i automatyczna skrzynie biegów również od Mercedesa. Markus był przekonany (robił to w Niemczech) że w Mercedesie załatwimy sprawę. Niestety nie załatwimy. Na szczęście jedna bardzo miła Pani z obsługi podała nam adres warsztatu samochodowego, do którego trafił jeden z byłych pracowników Mercedesa. Znaleźliśmy warsztat. Mechanik przeprowadził diagnostykę i stwierdził, że to może być coś poważnego. Markus miał nadzieję, że wymiana oleju i filtra załatwi sprawę a tu takie klocki. Groziło Mu, że zostanie w Polsce do następnego czwartku. Mechanicy otworzyli skrzynie i wylali stary olej. W misce było trochę opiłków żelaza, ale były bardzo drobne jak pył i powiedzieli, że nie wygląda to tak źle. Wzięliśmy taxi i pojechaliśmy na stare miasto zostawiając auto w warsztacie. Po 4-ech godzinach zadzwonili z warsztatu z informacja, że auto jest gotowe. Choć za wymianę oleju i filtra skasowali 850zł, nie dając nam przy tym faktury (głupie tłumaczenia) to Markus był szczęśliwy, że może wieczorem wracać do domu.
Przed dwudziestą do pensjonatu wróciła wycieczka ze Śnieżki. Byli zachwyceni. Wróciło również kilkanaście osób, które zamiast iść w góry tak jak planowali poprzedniego dnia, to wybrało się na rowerach do Karpacza. Byli dosłownie wyczerpani. -„Hardcore to mało powiedziane” oznajmili. Byli wściekli, że dali się namówić na „lajtową” wycieczkę rowerową, zamiast iść na Śnieżkę.
Wieczorem następne ognisko. Poznani nowi ludzie, zayeahbista atmosfera. Znowu skończyliśmy pewnikiem dobrze po drugiej w nocy. Nie pamiętam dokładnie :D. Moja kochana małżonka przyszła i po prostu zabrała mnie do pokoju
-”Miałeś przyjść do pokoju najpóźniej godzinę po mnie” , -”a ile już minęło ?”
Sobota lajcik cały dzień. Leżaki nad oczkiem wodnym, kąpiel w świeżo rozłożonym basenie ( basen 10 x 3mtr jak ktoś nie lubi naturalnych zbiorników wodnych), wyjście nad potok w lesie niedaleko od pensjonatu, gdzie woda utworzyła piękny przełom z zagłębieniem. Ławeczka, piwko. Nawet kilka osób wykąpało się w lodowatym strumieniu. Wieczorem mecz Barcelona – Juventus w barze (chyba nigdy nie było tam tyle osób w jednym czasie). No i w niedzielę po obiadku powrót do domu. Zostałbym dłużej qrcze, ale dużo pracy w firmie i nie mogłem. Nie wiem kiedy znowu się tam pojawię, choć bardzo chciałbym zobaczyć saunę i balię które niedługo powstaną. Może w lipcu, może w październiku.
Historia
Spoiler
Grecja, wrzesień 2001r.
Wracaliśmy właśnie z całodziennej wycieczki na Santorini. Siedzieliśmy już w autokarze, który odebrał nas z portu i wiózł do hotelu. Joli już od dłuższego czasu strasznie chciało się siku. Wizualizowała sobie wręcz moment, w którym wreszcie będzie mogła ulżyć swoim cierpieniom.
Z autokaru do hotelu, winda, długi korytarz, pokój...Jeszcze po drodze rozśmieszałem Ją jak tylko mogłem
... Wpadła do ubikacji ściągając z siebie spodnie z szelkami, rajstopy, i nieszczęsne body które musiała rozpiąć i jest ! ...
Nagle ciepło rozlało się po Jej nogach. Nie podniosła klapy od sedesu...
Pozdrawiam.