Pytanie na śniadanie - jak gracie pocket quad aces

Napisane przez roommate1000
O blokerach do flusza zapomniales i opcjach na FH![]()
yeah... wychodzi na to że monster troche ♠_biggrin:
Hey Guys,
Chwilowo nie będzie więcej zdjęć rodem National Geographic ze starsów. Postanowiłem po prawie rocznej przerwie wrócić na Party. Tutaj mam konto podczepione pod PS, dali mi na zachętę reload bonus, no i chyba TFPT też tu działa, więc będę mieć dostęp do materiałów z CR'a.
Póki co, może 3 sesje krótkie tam rozegrałem i mi się podoba. Jednak potrzeba trochę większego sample size, żeby coś więcej mądrego napisać na ten temat. Zbieram statystyki, robię pierwsze notatki, nadaję kolorki itd. - powoli robi się kolorowo prawie jak na choince świątecznej a to przecież jeszcze tyle czasu. Na pewno też odświeżę sobie filmy Bociana z serii Party Time. Powinny pomóc w przetrwaniu tej szalonej imprezy.

Napisane przez kacper3k
Pytanie na śniadanie - jak gracie pocket quad aces![]()
Tak samo jak pocket quad Jacki

Nie! Napi3rd@l@jąca z rana wiertara nie brzmi jak dubstep! Niestety. Ani człowiek się nie wyśpi ani nie zrelaksuje w ostatnie wolne dni bo tu spory remont mam.
To pewnie też nie do końca jest dubstep, ale chociaż odrobinę zagłusza dookólną atmosferę:
W weekend trochę imprezowałem, teraz praca fizyczna a od przyszłego tygodnia już zajęcia na uczelni. Chyba EV to co zabiera mi w pokerze, oddaje w życiu codziennym, bo się okazuje, że zapowiada się całkiem znośny plan na najbliższy semestr. Wbrew moim wcześniejszym Obamom. :fdrink Ważne, aby hobby mi nie przeszkadzało w grindowaniu PLOmaszki.
Na koniec specjalnie dla was - Tip of the Day:
Pamiętajcie, aby na każde Party dobrze się ubrać.

Suit up!
Właśnie zdałem sobie sprawę gdzie moje zarządzanie czasem i zadaniami najbardziej kuleje.

W idealnym świecie wszystko jest idealnie. Zwykłem planować sobie dość precyzyjnie najbliższe dwa dni używając to do lists. Codziennie wieczorem robię stosowny update. W trakcie dnia jak jestem przy kompie patrzę co jest do zrobienia, a jak wykonam kolejnego taska, stawiam sobie z radością "ptaszka", że zrobione. Dodatkowo to motywuje do robienia kolejnych zadań, tak aby jak najwięcej wykonać każdego dnia, i nie przepierdalać czasu na jakiś niepotrzebnych pożeraczach czasu. Działa bardzo dobrze... niestety nie zawsze.
Raz na jakiś czas... no tak 1-2 razy na tydzień, wkracza jakiś losowy czynnik, który mocno mi zaburza cały układ. I jak to mówią w polskich filmach:
Co wtedy? Sam właśnie nie wiem. Nauczyłem się już, że nie ma co każdego dnia do pełna upychać zadaniami, bo potem i tak wszystkich się nie wykona. Trzeba sobie dać odrobinę wolnych zasobów czasowych i energetycznych na jakieś niewielkie losowe czynniki. A jak się zdarza raz na jakiś czas taki większy? Chyba po prostu nie należy się tym frustrować. Zaakceptować, że w życiu dookoła też się czasem trafiają bad beaty albo inne wyboje, które utrudniają naszą drogę do sławy, bogactwa, szczęścia, perfekcji, pięknych kobiet (mężczyzn).... niepotrzebne skreślić.
Obecnie właśnie mi się wyjebał plan na dzisiejszy dzień i jeszcze się odrobinę frustruję
On the plus side - zrodził się z tego dzisiejszy post
Na koniec wlepiam wykresik z wczoraj. Ostatnio rzadko wykresy i raczej tak pozostanie - nie podoba mi się wlepianie za częste bo albo wiąże się to z odczuciem chwalenia się, albo z narzekaniem. Dlatego postarałem się na dziś dobrać taki wykres "prawie" break even.

Jak widać starałem się rysować sinusoidę, ale pod koniec sesji coś nagle amplituda zaczęła rosnąć niekontrolowanie, więc szybko "wysiadłem" na najbliższym maximum lokalnym.
TILT Alert!
Napisałbym, że dawno tak mnie sesja nie stiltowała, ale tydzień temu trochę poimprezowo na kacu tiltowałem. Jednak dziś to było zupełnie inaczej...
Postanowiłem sprawdzić jak soft biega na Unibecie. Ostatnimi czasy sporo się tam, delikatnie pisząc waliło, więc chciałem zobaczyć czy może już jest lepiej.
Sesję z założenia podzieliłem na około 2 godzinne bloki. Na rozgrzewkę pierwszy blok na niższych stawkach - 20stki, potem jak będzie ok - 50tki. Standard, wszystko pięknie, z softem nie było żadnych problemów.
Piątki jednak mają to do siebie, że są magiczne. Magiczne fisze, magiczne rivery, magiczne suckouty. Friday Night Magic
Na 20stkach szedłem delikatnie ev na + wynik cały czas miałem w okolicach break even a po 2h skończyłem spokojnie z 1 bi na minusie. Pewnie kwestia tego, że z 5 flipów pod rząd przegrałem
oraz jeden absurdalny spot na deepie gdzie wtopiłem idąc AI na turnie vs draw tylko do gutshota (w PLO, w piątek).
Trochę mnie to na chwilę wytrąciło z równowagi. Na szczęście wybiła pora na przerwę. Uzupełniłem płyny, krótki spacer i zacząłem się zastanawiać czy wchodzić na te stawki wyżej.
Przestałem steamować po największym suckoucie, forma i koncentracja dobra, to czemu nie. Tutaj już szło na początku stabilniej. Dość szybko zrobił się już kolor zielony i nic nie zapowiadało, żebym miał zmieniać kierunek. Niestety. W jakimś bardzo głupim spocie z dużą akcją preflop, zrobił mi się misclick i zamiast folda dałem call.
Z flopa już były oddsy by jechać dalej, ale niestety nie zsuckoutowałem i na lekkim deepie oddałem stacka. No i ponownie zjechałem na czerwone. Ale nie ma się co przejmować. Tylko głupi misclick. Grać dalej porządnie, gierki dobre, będzie dobrze.
Dokładnie tak. Jeden stack wygrany, zaraz kolejny...zbliża się koniec sesji i z 3bi+ są tak więc wszystko świetnie :club:. W zasadzie już sitoutuję się na nadchodzących blindach ze stołów i na koniec na do widzenia kolejny świetny spot. Stackuję się na flopie set over set + bd fd. Nie kurwa, nie kareta. Wjechał back door i na ostatnie rozdanie tej piątkowej sesji tak pięknie wariancja mnie kopnęła. Ostateczny wynik i tak spoko na plus, ale...niepotrzebne to głupie myślenie: "a gdyby nie misclick...","...mogło wejść/nie wejść", "jak on się mógł z tym stackować"...blablabla.
Czemu o tym piszę? Zwykle mnie takie rzeczy nie ruszają za mocno. Nie wiem czemu tym razem tak to odczułem. Może tydzień remontu w domu, może to, że nie byłem dziś na siłce, za dużo wypitej coli, albo za mało seksu...
Obejrzę sobie jeszcze na chillout jakiegoś pokerka z pokercast'a i idę spać.
Na koniec jeszcze zerknę ponownie na swój wynik, przecież zrobiłem plus to zawsze lepiej niż minus.
Gnite.
Nie ma to jak dobrze zacząć miesiąc.
Kolejny shoot na wyższe stejki nieudany, samochód nie chce odpalić, matka krzyczy od rana a zaraz trzeba zacząć tyrać na zajęcia.
Chociaż fura mogła klęknąć tydzień wcześniej a nie teraz.
Tilt, demotywacja i ogólny rozpierdol systemu. No i do tego diament mi zabrali.
Powitajmy październik.

Zwykły, srebrny, nieumyty focus. Nie ma specjalnie czym się chwalić.
Natomiast jako, że 99,9% mojego omahowego skilla pochodzi z nauk Bociana, to swojej nowej łodzi nie mogłem inaczej nazwać
Spoiler

:fuckyeah
Wow. Just WOW.

Takiego runa nad EV naprawdę daaaawno nie miałem. Może w kwietniu. Próbka niewielka, sesja krótka, grałem dobrze, ale wszystko wchodziło. Żeby jeszcze tak się działo jak atakuję nowy limit, a nie odrabiam straty na niższych, to sukces murowany. :sdrink
Nie ma co spoczywać na laurach. Dzisiaj, z niezłym mindsetem będzie ostry grind. I tak planuję do końca tygodnia.
Na uczelni zapowiada się, że w dwa dni będę musiał się pojawiać stosunkowo rano i rozważam opcję nie grania w wieczory przed tymi dniami. Tak, żeby uniknąć niewyspania oraz gry z myślą, że za parę godzin muszę być na zajęciach. Chociaż może mi styknie tylko jeden dzień wolnego od pokera? Jeszcze nad tym pomyślę.
Strasznie nie lubię siadać do stołów tak "tylko na godzinkę". Też tak macie?