Podobno wygrasz mistrzostwa HU nie grajac zadnego meczu =O
Uszanowanko.
Blogeł reaktywowany przez motylka wyżej
:f_love:. Bo gram. Bo pora się odgównić po milionie lat nie grania (i w międzyczasie torbienia Grindera na run badzie
a później spazzowania za swoje na nanostejks). Kto czytał wcześniej ten wie, kto nie - grałem sobie kiedyś wesoło w raju (tj. na Everst Poker, zanim się sprzedali do iKoker) NL50 i trochę początków setek, na owianym legendami najgorszym sofcie w historii hazardów (ja tam się przyzwyczaiłem, był program który ładnie ustawiał stoły w tile'a więc było ok
). Field był mały ale stały, jak by mnie porwali i zagrozili że mnie zabiją to bym im easy powiedział jak grać na każdego (fish)rega i ukochanych shortów. W porównaniu do wtedy teraz to to już nie poker na tych rumach
Ale sentymentalne gówno się ze mnie zrobiło. Tyle słowem wstępu dla nowicjuszy
A co się działo potem? Standard, hajs musiałem wypłacić, wypłaciłem za dużo, wydałem to co musiałem, resztę przejebałem na głupoty. Ot, taki rym. Smutne ale prawdziwe. Potem się grać nie chciało jakoś i ogólnie z gówno (ale wygrywającego!) rega wykreśliłem rega i zostało gówno
Teraz sobie siedzę w domu, gorąco jest tak że zaraz się zrzygam. Za dużo czasu na grę ogólnie nie ma, jak to w domu, typowe "wakacje" i co pięć minut dupę zawracają, ale parę godzin dziennie się znajdzie, za to sporo jest momentów gdzie mogę sobie na parę minut siąść i popatrzeć czy spazzowałem, policzyć spoty, więc ogólnie jest ok. Trochę chaos, ale ujdzie. No chyba że wcześniej będzie halucynacja i śmierć z odwodnienia i udaru resztek mózgu.
Jak pisałem gram nanostejks. Taka wdzięczna nazwa dla NL2
Czo będzie na bloku? A no spoty. Z nanostejks. Pewnie sporo spazzów, nie ma co kłamać, wartościowe spoty raczej się nie trafią, w końcu to NL2... a nie, przecież na NL2 to ciężej niż na NL100, tak czytałem gdzieś, więc rozkminy będą takie, że wam leveli zabraknie. lol nope. NL2 gówno, grind żeby przejść na coś, na czym są piniondze
A no i sporty szorthendowe. Ringi dla słabych
Czo jeszcze będzie? Będzie Tejlor, jak tutaj na przykład:
Spoiler
Napisane przez loosekiddie
Albo tutaj:

Będzie też Karlie, jak wyżej. Albo jak tutaj (double win w sumie, dziadzia to się chyba podniecił trochę):

Będzie muzyka, częściowo też Tejlor, albo na przykład o taka:
Lub też taka, bo słucham wszystkiego co mi się podoba:
Czasem random rozkminy. A, no i będą koteły. Na początek koteł w torbie, z duchem tytułu bloka. Bo będą koty, i będą torby.
Spoiler
Zwłaszcza jak wpadnie pastor

Koteł lepiej wygląda niż ja
W sumie żadne wyzwanie jakby się tak zastanowić
Z cyklu NL sześć złotych ciężkie, wszyscy solid:
A tu walety chuj:
Odkąd przegrałem tą rękę w grudniu to nic nie siada z waletami - jak mają na mnie walety to przegram, jak sam mam to powinienem w sumie foldować pre.
Jeszcze na T26AK mono dostałem call na river od AT valuebetując nisko waleta do flusha
(o, to jakaś pomyłka, bo wtedy walety miałem i wygrałem). Ogólnie mało grane, dzisiaj w sumie i tak "sporo" bo mam jakieś 1100 rozdań zagrane, dziennie mam możliwości na 2-3k może, ale gram też 3 stoły i jakoś specjalnie pod volume nie cisnę, próbuję myśleć (nie zawsze wychodzi)
Harpun wbity na 50bb.
Dostajesz króle.
Dostajesz 4bet.
Wrzucasz stacka
Przegrywasz na asy.

Moja sesja w sumie. Plus przegrane AK vs AQ pre, spada KTxx, river mógł spaść tylko jeden. Jutro będę przeglądał więcej spotów. Mogło być +50bb, jest -150bb. Harpun się wyjmie, ale ślad po plaskaczu pozostanie
Dżem dobry. Koteł z rana - i nie tylko koteł. Przychodzi czas pierwszej sesji a tu Zeus nakurwia piorunami, duszno jak sam skurwysyn, głowa zaczyna boleć, jak żyć ;___; Widocznie taki mamy klimat
Trzeba wyjąć wczorajszy harpun!
Wyciągania harpuna ciąg dalszy. Wczoraj wbili mi go trochę głębiej w dupę, głównie przez spazzy które potem na lekkim tilcie zagrałem, ale miałem już dość mocno wyjebane w momencie, w którym seryjnie betowałem monster drawy lub TP+monster drawy żeby nic nie weszło. Plus jakieś random flipy na short fishy w stylu 88 < T9. W zasadzie 3 spazzy po stacku poszły i tyle, gdyby nie one to byłbym na plusie mimo ogromnego wpierdolu na redline przez spadający z nieba na stół kał.
Wystackowałem też QQ na fisha, miał krule, krule chodzo.
Generalnie prawdą jest to, że wygrywa się nie spazzując. Bo mimo że wpierdol przez całą sesję dostawałem i nie siadały drawy, to bez 3 spazzów byłbym na plusie, bez coolera z QQ na fisha byłbym na przyjemnym plusie. Mindset taki silny, wow.
Myśl dnia:
"Nie spazzuj gownie" - autor nieznany







