Ja tam w kosza nigdy nie lubiłem grać, wolałem w tym czasie napić się wina i spalić lolka
Zaraz, zaraz co to za pomówienia o brak dzieciństwa? Nigdzie nie napisałem, że w kosza grałem trzeźwy
Moje zamiłowanie do napojów wyskokowych nie wzięły się znikąd bro
Piwo na "zakwasy" obowiązkowo bro. Kiedyś grałem nieco porobiony bro i zdarłem sobie pół mordy na asfalcie bro. Oczekiwanie jest pewnie takie, że przynajmniej napiszę, że wygrałem ten mecz, bo wypada to ubarwić jak każdą tego typu historię. Nic bardziej mylnego. Upokorzyła mnie koleżanka młodsza o dwa lata i niższa o dwie głowy
A co do piłki, to jarałem się nią przed tym jak poznałem kosza. Wczesna podstawówka (chodziłem do klubu nawet). Z przebitymi piłkami każdy miał do czynienia chyba. Do nas na boisko wpadała starsza ekipa pograć i kiedyś koleś jakąś z kosmosu piłkę, którą chyba dotknął osobiście Pele, czy inny tam zgred przyniósł heh. No ktoś ważny to podpisał z tego co pamiętam. Chociaż może typ sam to podpisał lel, ale piłka była sporo warta. Po trzecim kopnięciu wylądowała na kolcach od bramy otaczającej boisko i już tam została do końca meczu. Tylko, że to chłopaki, którzy jeździli do raichu po fanty, więc typ wzruszył jedynie ramionami, a jego brat wyciągnął z torby chyba jeszcze bardziej kozacką piłkę od tej pierwszej
Swoją drogą jak z niezliczonej ilości ciekawszych historii z młodzieńczych lat wpada mi jakaś bzdura do głowy związana z alko i na dodatek postanawiam ja bezrefleksyjnie zapisać, to wiem, że w nadchodzącym tygodniu będę "głodny" i będę miał chandrę
