nie wiem co lepsze
dj premier czy faktura tych obrazów wyżej
ale za
( aby nie przynudzać edytowałem dalsze słowa, z których nic nie wynikało).
czyli szacunek dla czytelnika
zawsze okejka
nie wiem co lepsze
dj premier czy faktura tych obrazów wyżej
ale za
( aby nie przynudzać edytowałem dalsze słowa, z których nic nie wynikało).
czyli szacunek dla czytelnika
zawsze okejka
Niestety nie znam się na sztucę, ale murzyn towarzyszy mi od 15 lat, więc dla mnie snap call
Z gatunkiem muzycznym wiąże się dość śmieszna (jak o tym myślę) historia, bo gdzieś przed 18 rokiem życia trafiłem w towarzystwo, które jarało się kulturą zachodniego wybrzeża (w tamtym okresie Bogiem był 2pac). Pamiętam jak te "gamonie" po obejrzeniu "Nad obręczą" zaczęli go naśladować (typowo młodzieńcza fascynacja). Mniejsza z podwiniętą jedną nogawką u spodni, czy tam wiązaną charakterystycznie chustą na głowie. Beka była jak im powiedziałem, że Pac "gryzie" w tym filmie prawdopodobnie "blaszkę" do dzielenia towaru, a nie kurwa żyletkę POLSILVER z kiosku RUCH, po której co drugi miał pocięty ryj lel. No, ale raperzy na miarę wioski i to była podstawówka, więc w sumie można wybaczyć. Zawsze miałem pod górkę, bo nie stać mnie było na luźną "stylówę" i szlajałem się z nimi w jaskrawych, dość wąskich zielonych spodniach z lumpu
Stare czasy, bo wtedy i Punk i Skini byli dostrzegani na ulicach, a nawet narkusy, którzy walili publicznie kompot. Dzisiaj raczej nie uświadczysz. Przynajmniej tam skąd pochodzę nie widać ich w ogóle.
Napisane przez chudyand1
(typowo młodzieńcza fascynacja).
strzykające kolana po 'treningu' super dunks 3 do wspominam do dzisiaj, za każdym razem jak wchodzę na schody
@OP ktoś wrzucił na funpage banisa twojego posta odnośnie dramy z ss, banis oczywiście zero konstruktywnej odpowiedzi tylko jakieś piardy, zaorane:appl:
Mam od dłuższego czasu problemy z poruszaniem się po forum, o których już kiedyś wspomniałem. Pisałem do moda w tej sprawie, ale nie doczekałem się odpowiedzi. Problem występuje tylko na PS i z różnym natężeniem. Raz nie mogę napisać posta, bo mnie wywala, innym razem mogę przełączyć się między wątkami określona ilość razy, a jeszcze innym nie mogę się nawet połączyć ze stroną. Nie zauważyłem, aby ktoś takie "awarie" zgłaszał na forum, więc problem chyba leży gdzieś po mojej stronie, chociaż to dziwnie, że przeglądarka wybiera sobie moment, w którym zajebie sobie dąsy i tylko na PS. Postawiłem kilka razy FF na nowo, łącznie z flashem, to racze nie wirus etc.

Niech ktoś da znać, bo nie mam do końca pewności czy to wina oprogramowania, czy PS w ramach cięcia kosztów znowu postawiło sobie serwer na pendrive
Jestem cierpliwy do określonego momentu i zaczyna mnie powoli wkurzać to ciągłe wywalanie ze strony, a co za tym idzie muszę zabrać się za to. Na 95 % błąd wynika z problemów po mojej stronie, ale niech ktoś już to klepnie dla świętego spokoju. Wtedy zajmę się na poważnie tym dziadostwem.
Wina ewidentna po stronie PS, zauważyli że jesteś mądrzejszy od nich , za dużo ciekawych i trafnych wpisów , to próbują Cię dyskretnie odsuwać.
w/boskibogdan
Odniosę się do twoich komentarzy jak znajdę chwilę czasu, bo to dłuższy wpis (kosz heh). Mam teraz sporo roboty i nie wiem za co się zabrać.
Tigerek da radę chociaż odpalać obecnie fl 50 cztery stoły? Miałem dzisiaj wrócić do gry, ale problemy osobiste i znowu muszę to odwlec, bo nie mam głowy, ale po prawie roku (z małymi wyjątkami) opierdalania się w tym miesiącu raczej zacznę grę. Co ciekawe nie stać mnie na Fl50 i muszę zaczynać od centów
No i romans z FL na krótko, bo chce tylko zbudować rolla i spróbować sił w innej odmianie (może nawet pierwszy raz podejdę do gry na poważnie
).
Znowu pierdolisz i tak nic nie zrobisz, twój max to 0,25/0,5.:f_love:
Tak na marginesie to se myślę że jesteś jedyną osobą ( chociaż mój przyjaciel mocno konkuruje ) żebym bez skrupułów zajebał Ci w ryj.

Nawet nie wiesz jak zazdroszczę
Co z tymi stołami? Da średnio cztery dziennie otworzyć?
BTW: Dzięki za miłe słowa. Znam niewiele osób, które chciały mi przyjebać ze szlachetnych pobudek
Napisane przez boskibogdan
Moze dodaj jakies wyjatki do adblocka
Chciałem napisać, że się jakieś frukty należą, bo to może być dobry trop, ale...
Miałem wyłączonego adblocka na PS i nie sądziłem, że w takim stanie może sprawiać jakiś problem. Gdy go włączyłem, to przestało mnie wywalać, jednak jakiś czas temu znowu był out. Raczej zaliczyłem za pierwszym razem efekt placebo postrzegania rzeczywistości (heh). Po raz kolejny ręce nie mają mi gdzie opaść. Jestem typem osoby, która nawet jak wie, że ma wirusa, a nie utrudnia on zbyt przesadnie pracy, to oleje sprawę. Po prostu rzeczy martwe mnie nie lubię i jak zabiorę się za zrobienie jednej, to spierdolą się po drodze trzy inne, dlatego zabieram się za to często niechętnie. Prawo Murphy'ego all day long
I nie są to raczej dwie lewe ręce. Kończyłem techniczna szkołę średnią i techniczne studia, więc wkrętakiem potrafię się posługiwać (no przynajmniej w teorii
).
W godzinach porannych to raczej 2 stoły, ale później już 4 spoko. Ja oczywiście biorę większą pule i gram 6.
W sprawie tych problemów z forum mam podobnie. Wchodzę otwieram kilka wątków, czytam pierwsze strony, a jak chcę załadować następne to już jest problem ze "zbyt długim czasem oczekiwania". Tylko u mnie to jest jednorazowe i dopóki nie wyłączę przeglądarki hula bez problemowo.
Być może problem jednak leży po stronie forum albo we dwóch mamy tak samo spier**lone komputery
Napisane przez boskibogdan
Napisane przez chudyand1
(typowo młodzieńcza fascynacja).Spoiler
strzykające kolana po 'treningu' super dunks 3 do wspominam do dzisiaj, za każdym razem jak wchodzę na schody
![]()
Miałem napisać dłuższy post, ale nie wiem od kiedy zaglądasz, a już wspominałem o mojej historii jeżeli chodzi o kosza nie raz i nie chce zbytnio przynudzać. W skrócie mi to pajacowanie z AND1 zostało do dzisiaj. To znaczy w pewnym momencie uznałem, że i tak już nie nauczę się grać w kosza na przyzwoitym poziomie, więc chociaż raz na jakiś czas założę komuś "owned combo" i będę miał ten minutowy fejm. Planowałem wrzucić coś na blog, aby podzielić się tym, czym zajmuje się całymi godzinami w lato, bo zdaje się mam kilka prostych autorskich "moves", których nie widziałem u nikogo, ale mój ryj daje raka, a nie chce mi się siedzieć i tego "blurować". Chociaż tak naprawdę po prostu sporo z tym roboty, a koszem interesuje się garstka osób na forum, a co dopiero w tym miejscu i nie mam na tyle dużo motywacji aby się tym zająć, ale i tak chce to kiedyś zrobić chociażby dla siebie do szuflady. W ogóle to moje myślenie w zeszłym sezonie się trochę zmieniło, bo przez większą cześć wakacji miałem z kim grać 1v1, a wiadomo, że przy wymagającym przeciwniku najbardziej sprawdzają się najprostsze ruchy a jako, że cały czas robiłem „freestyle”, to miałem problem ze zwykłym step backiem chociażby.
Jeżeli chodzi o programy na wyskok typu AAII etc, to dzisiaj wiem, że niszczą kolana, ale kto się tym za młodu przejmował i zdawał sobie z tego sprawę. Mnie nigdy specjalnie wyskok nie interesował z powodów, o których wspominam powyżej. Przez pewien czas w ubiegłym sezonie próbowałem go jednak poprawić, ale po kilku treningach sobie darowałem, bo miałem po prostu za dużo aktywności i brakowało do tego siły (zdarzały mi się 5 godzinne gry nie licząc treningów w pozostałe dni tygodnia). Może wrócę (tym razem na poważnie) do tego w tym sezonie. Tzn. w zeszłym też podszedłem na poważnie (miałem ułożony plan etc), ale brakło siły, aby to ciągnąć. Zastanawiam się również czy w moim wieku jest sens próbować w końcu zrobić wsad na wymiarowym koszu. To jest spore wyzwanie i nie wiem czy w ogóle możliwe, bo musiałbym poprawić wyskok pewnie z 15 cm (jak nie lepiej), a to tylko jeden z problemów z jakim musiałbym się uporać, bo w moim wypadku sam trening eksplozywny się pewnie nie sprawdzi wystarczająco. Aby mierzyć progres zrobiłem sobie nawet w pokoju odpowiednie do tego narzędzie i wklejki wiszą już tak rok heh.

Jakbym doskoczył do sufitu, to dosiężny wynosiłbym jakieś ~ 55 cm. Obecnie to marzenie ściętej głowy, ale nie potrafię ocenić obiektywnie czy w moim wypadku to wykonalne...
Chciałem sobie na spokojnie zacząć miesiąc licząc, że trochę odpocznę psychicznie, ale wszystko wskazuje na to, że powstały jakiś czas temu problem (jeden z najmniej istotnych, z którymi się obecnie zmagam) prowadzi do sprawy w sądzie :ayfkm:. Cebulak sprzedawca pogrywa z reklamacją na blaty kuchenne. Odbarwiły od temperatury jakiś czas temu. Oczywiście jego zapewnienia, że te blaty wytrzymują wejście w ziemską atmosferę z grubsza traktowałem jak opowieści z mchu i paproci, jednak nie sądziłem, że to aż taki syf, że nie można szklanki z gorącymi napojami na nich stawiać. Zresztą odbarwiły również w okolicach płyty indukcyjnej, a na to nie miałem żadnego wpływu, więc na koniec dnia nawet połowicznie nie poczuwam się do winy, bo oboje wiemy (co koleś w rozmowie przyznał), że to wada fabryczna blatów i niby klej wyłazi (jego opinia).
Po części jednak przy zakupie w zapewnienia sprzedawcy mogłem uwierzyć, bo poprzednie blaty kuchenne również były od niego i serio przez ponad dekadę nic się z nimi nie działo do tego stopnia, że mogłem na nich pewnie rozpalić ognisko i piec ziemniaki. Postawiony bezpośrednio z gazu garnek nie zostawiał żadnych śladów. Na obecnych odbarwienia powstają po szklankach z zaparzoną kawą, bo nic innego co mogłoby te ślady zostawiać na nich nie kładę. Zresztą koleś słownie uznał moje roszczenia za zasadne i zapewnił, że to wymieni, jednak wcześniej musi skontaktować się w tej sprawie z producentem. Jako że nie żyje w XVIII wiecznym Londynie, to dżentelmeńskich umów na słowo nie zawieram, bo wiem jak się z zasady kończą. Złożyłem reklamacje na piśmie i koleś miał 14 dni, aby się do niej ustosunkować. Widocznie ma plan taryfowy z 2002, bo po grubo miesiącu trzeba było kontaktować się z nim we własnym zakresie, coby się dowiedzieć, że jednak blatów nie wymieni, bo producent kazał mu się odpierdolić
Szkopuł w tym, że nie odpowiedziawszy w ustawowym terminie uznał zasadność reklamacji i blaty musi wymienić nawet gdyby były przeze mnie siekierą porąbane. Zostałem zmuszony, aby strzelić z ucha do rzecznika konsumenta po wzór kwitu, aby przedstawić mu jak bardzo głęboko w poważaniu mam jego zachowanie w tej sprawie. W odpowiedzi koleś wysłał mi instrukcję użytkowania blatów (dobry joke) i zaoferował 500 zł oraz wymianę we własnym zakresie. Ta kwota nie pokryje nawet ceny blatów. Jeszcze na początku chciałem się z nim jakoś dogadać, bo średnio mi się widzi, aby po niedawnym gruntownym remoncie "zrywali" blaty, bo siłą rzeczy mogą zostać po tym ślady i może być konieczne malowanie. Zresztą sam koleś stwierdził, że nie wie jak zachowa się szklana płyta warta kilka stów na ścianie przy ich ściąganiu i że może ulec pęknięciu (nie wiem na ile to jest tylko jego pierdolenie). Teraz mam na to wyjebane, bo koleś ewidentnie próbuje robić mnie w chuja. Przy wymianie przedstawię mu umowę, na której zastrzegę, iż ewentualne szkody ma pokryć z własnej kieszeni (łącznie ze zmyciem podłogi po wykonanej robocie), bo gnojek zaczyna mnie wkurwiać. Niby w piątek czerwony jak radziecki sztandar po tym jak usłyszał co o jego postawie myślę stwierdził, że te blaty wymieni i podbił lojalkę, ale prawnie nie jest uregulowane w jakim terminie ma to zrobić i pewnie i tak trzeba się będzie z paprykowym ryjem pałować. Co za gówno.
A tak w ogóle, to wygrałem ten tydzień, bo zrobiłem trzy treningi. Co prawda nie podnoszę tego co jeszcze dwa miesiące temu, ale powoli do przodu.
Tak naprawdę to pretekst, bo trafiłem na coś, co na chwilę przeniosło mnie o jakieś 15 lat w przeszłość. Jebać nostalgię, ale... Eh, te wariatki
Odnośnie kosza, mam takiego koleżkę, co On kiedyś potrafił wkurwić wszystkich na boisku. Niskie to to było nie wiem ze 175cm wzrostu, chude to to, wątłe i niewyraźne, wiecznie zaspany z papierosem przyklejonym do wargi, spodnie od garnituru i vansy
W czasie kiedy wszyscy siedzieli w domu oglądali NBA action wgapieni jak w Boga w czarnoskórych koszykarzy, te magiczne triki, łapali flow żeby wyjść na betonowe boisko i przynajmniej starać się zrobić to co oni na naszym szaroburym smutnym boisku zalanym asfaltem. Koleżka sobie smacznie spał, a potrafił spać kurwa niemalże cały dzień, NBA action dobiega końca wszyscy na hurra jak po karpie do lidla biegną na boisko, ćwiczą alley oopy i inne pierdoły kaleczą się przy tym niemiłosiernie. I wtedy wchodzi on na boisko na ryju widać jeszcze ślad po odciśniętej poduszce, podnosi sobie leniwie Spaldinga prosto zza oceanu (wtedy to było coś) i zaczyna odpierdalać z piłką takie cuda jakich nawet w TV nie pokazywali, gdy inni po bloku opadali na ziemię on jeszcze wisiał w powietrzu (cały czas z tym kipem na wardze) i sobie oddawał rzut. Koleś robił taką robotę, że szczęka opadała, a został kurwa żołnierzem zawodowym, bo mu powiedzieli, że jest za mały, żeby zostać koszykarzem
Właściwie to nie wiem czemu o tym piszę i po co, ale skoro już poświęciłem tyle czasu żeby to napisać, to już nie będę usuwał
W czym problem bro? Mi się tam takie historię dobrze czyta, bo ludzi tutaj zaglądających traktuje jak " dobrych kumpli" a sama "anegdota" jest związana z tematem kosza. Jak ktoś się chce czymś podzielić, to nic nie stoi na przeszkodzie. Ja talentu do kosza nie mam, ale jednak 8-10 godzin dziennie na boisku przed 20 rokiem życia trochę pomogły. Potem miałem 10 lat przerwy i w tym okresie nawet piłki nie miałem w ręce, a do gry wróciłem ponownie dopiero po trzydziestce, więc ciapek ze mnie.
Ale to, że w kosza nie może grać zawodowo powiedział mu ktoś z NBA?
Bo tam faktycznie kariery z takim wzrostem by nie zrobił, ale u nas spokojnie coś by pewnie mógł dłubać.
Jako, że kobieta zmienną jest, to wczoraj spędziwszy pół dnia na diagnostyce połączenia sieciowego i ogarnięciu przeglądarki moja opinia związana z moimi problemami na forum robi potrójnego ritbergera i obecnie uważam, że kłopoty związane są z cebulowym serwerem strategy na 90 %. Za kim z administracji mam wysłać Romana pieroga, aby tą sprawę rozwiązał huh?
BTW: Tylko asfaltowe boiska, jebać tartan
BTW2: Masz na myśli te Spaldingi, które zgrane(wytarte) były bardziej seksi od nowych? Osobiście szukam, aby coś takiego (co wygląda jak retro jak się trochę pogra) kupić, ale słabo z tym.
Ja tam w kosza nigdy nie lubiłem grać, wolałem w tym czasie napić się wina i spalić lolka (piękne czasy) ale w nożną mogłem kopać cały dzień, zawsze graliśmy w takim parku (w rzeczywistości to żaden park był, kilka drzew i trawa) do dzwonów w pobliskim kościele (punktualnie o 21:00) Każdy mówił na to park więc i tak zostało, żeby zagrać trzeba było co jakiś czas samemu trawę skosić, a na przeciwko mieszkał ( do dziś mieszka zresztą) niedoszły prezydent Kononowicz. Dzwonił na nas nagminnie na psy jak nie z powodu grania w piłkę (bo mu hałas przeszkadzał), to z powodu picia alko, niedaleko był taki murek i często po meczu kierowaliśmy się tam żeby uzupełnić płyny (sami wiecie sportowiec musi dbać o nawodnienie), ale o tym innym razem
U nas była szkoła Instal Białystok i mieli swoją drużynę grali chyba nawet w lidze? i tam go spławili.
Co do piłki Spaldinga, to też fajna historia. Wpadł na boisko mój dobry kolega, fanatyk koszykówki. Poszedł do Instalu specjalnie żeby grać w kosza, a jego wyjebali żeby grał w siatkówkę
podawali im jeszcze takie stroje rodem z lat 70 wiecie takie krótkie spodeneczki, to się chłopaki wstydzili wyjść z szatni (teraz jest policjantem ehehe) jak On zobaczył tego Spaldinga.. ten wzrok zupełnie taki sam jak się dostawało Pegasusa na gwiazdkę. Mówi do typa "daj rzucić, daj rzucić"
Koleś podał mu gałę, ten pyk zza 7metrów, piłka odbija się od obręczy i spada na taki wystający element bramki i tylko słychać "ssssssssssssssssssssssss" wszyscy dobrze wiedzieliśmy co się właśnie stało. Mina właściciela piłki bezcenna. Wziął tego flaka, schował do torby i nigdy więcej nie przyszedł już do nas grać