Witaj
Zawsze interesowały mnie wszelkiego rodzaju Multi Level Marketing'i, działałem w 1,2,3,4,5,6 niezależnych MLM'ach.
W jednym z przypadków zbudowałem grupę kilkunastu osób i sądziłem, że biznes już sam będzie się kręcił, tak niestety nie było.
Ty potrafisz rekrutować, ale czy Twoi współpracownicy też to potrafią?
Nakład czasu przeolbrzymi.
Wyniki? Jako takie. Bez ciągłej rekrutacji biznes się posypał.
Po latach doszedłem do wniosku, że mimo iż jestem osobą kontaktową, mam jakiś dar przekonywania do podjęcia przedsięwzięcia i zmobilizowania drugiej osoby aby wyszła ze swojej strefy komfortu, to jednak doszedłem punktu rozmyślań, że dość ciężko jest uzależniać swoje zarobki od efektów innych osób (mam tutaj na myśli budowanie przez te osoby swojej grupy, a nie sprzedaż produktów).
W tym biznesie nie chodzi o sprzedaż, chodzi o rekrutacje. Chodzi o penetracje rynku.
Każda nowo zrekrutowana osoba, musi dokonać sprzedaży i robi to wśród najbliższych znajomych, w których to też odnajduję swoich pierwszych współpracowników. Nowo zrekrutowani znajomi sprzedają natomiast u swoich znajomych i tam też znajdują swoich współpracowników i tym sposobem MLM się skutecznie rozwija.
Problem pojawia się gdy u Ciebie nie ma efektów. Twoi współpracownicy to widzą (nie ukryjesz tego), pojawia się brak wiary w ten biznes i zaczyna się powolne jego obumieranie.
JEDNAK jeśli masz bardzo dużą grupę znajomych.
Jesteś dla nich wiarygodny, Twoja opinie jest godna uwagi, innymi słowy masz w ich oczach autorytet to warto zająć się takim biznesem.
PAMIĘTAJ jednak:
To jakie efekty będzie miała Twoja grupa zależy TYLKO i wyłącznie od Twojego zaangażowania i Twoich własnych efektów, ponieważ Twoi współpracownicy są to dokładne kopie Twoich działań. Będą robić to co Ty i jak Ty.
Osobiście nie żałuje przygody z MLM, ponieważ wiem, że pomogłem wielu najbliższym i tym dalszym znajomym (mam na myśli produkt który im zaproponowałem), kiedyś mi podziękują, jestem tego więcej niż pewien. Wówczas pewnie zastanowię się nad tematem i stwierdzę "szkoda, że nie pociągnąłem tematu" jednak sprzedaż bezpośrednia mocno niszczy psyche (najgorsze są zimne telefony), dlatego postanowiłem przesiąść się na Poksa, bo tutaj do nikogo nie muszę dzwonić, niczego nie muszę sprzedawać, mogę skupić się na rozwoju, przyjąć wariancje jako coś oczywistego i jeśli to zaakceptuje to swoje zarobki oprzeć na umiejętnościach.