Napisane przez halunoman
heh... miałem olać, ale uber nuda w robocie, więc:Napisane przez mariana262
Czy ksztalt glowy a dokladniej jej duzy rozmiar (=wiekszy mozg) tez rezultuje wyzszym IQ?
Sa jakies nowe rzeczowe badania na ten temat?Rozmiar głowy NIE rezultuje wyższym IQ. Jest sto ton badań, analiz i metaanaliz w tym temacie.
Rozmiar czaszki i mózgu korelują z IQ w zależności od badań r=0,2 - ~0,4, co znaczy w NISKIM, a NIE wysokim stopniu, jak pisałeś . Dodatkowo korelacja NIE JEST zależnością przyczynowo- skutkową.
Pytanie brzmiało : "Czy większa głowa/większy mózg = większe IQ?", na co odpowiedziałeś, że zasadniczo tak, kiedy z badań wynika, że zasadniczo nie. Istnieje pewna niska współzależność między jednym drugim, ale nieuprawnione jest wnioskowanie o czyimś intelekcie na podstawie obwodu czaszki czy samej wielkości mózgu przy korelacjach średnio 0,3.
Na IQ wpływa ilość i jakość szarej materii, innymi słowy ilość neuronów i połączeń między nimi w pewnych obszarach mózgu, a nie sama jego objętość.
Jakbyś się tak nie zacietrzewiał, to może byłoby mniej nieporozumień. Musisz dokładniej czytać to co piszę.
"Rozmiar czaszki i mózgu korelują z IQ w zależności od badań r=0,2 - ~0,4, co znaczy w NISKIM, a NIE wysokim stopniu, jak pisałeś" - napisałem, że rozmiar mózgu koreluje w wysokim stopniu ze zdolnościami umysłowymi. Przecież jestem świadomy, że jeśli chodzi o IQ to ta korelacja jest niska, ale u ludzi z innym stosunkiem zdolności umysłowej do rozmiaru mózgu, mężczyźni kontra kobiety, bądź Innuici lub londyńscy taksówkarze, tam gdzie przy większym mózgu jest niższe IQ, tam są inne zdolności umysłowe.
"Na IQ wpływa ilość i jakość szarej materii" - tak, wiem, nawet linkowałem w tym threadzie do tego typu badań, albo co najmniej mówili o nich Rushton i Jensen. Sęk w tym, że Mariana miał w moim odczuciu pytanie historyczne, a naukowcy w XIX wieku do takich danych nie mieli dostępu. Chodzi o to, że mimo wszystkich uchybień ludzie tacy jak Francis Dalton byli na dobrym tropie, a ich Łysenkoistyczni hejterzy nie. Każda nauka najpierw raczkuje zanim nauczy się chodzić, ale na przykład Francis Dalton określił intelekt sub-saharyjskich murzynów jako "dwie kategorie" niżej niż europejczyka oraz indian południowo amerykańskich o "jedną kategorię" niżej posługując się analogią to kategorii krowiego mięsa, gdyż wtedy nawet nie było testów IQ. IQ sub-saharyjskich murzynów jest niższe nieco ponad dwa standardowe odchylenia od europejczyków, indianie południowo-amerykańscy mają IQ niższe o jedno standardowe odchylenie. W epoce szaleństwa Łysenkoistycznego po drugiej wojnie światowej odsądzono go od czci i wiary, mimo to, że pomimo swoich jak na dzień dzisiejszy wybrakowanych metod, był relatywnie bliski prawdy i przede wszystkim nie był szarlatanem.
Napisane przez halunoman
Orientacja przestrzenna kobiet nie jest MOCNO osłabiona względem samczej. Owszem, jest słabsza, ale według badań i eksperymentów( które na pewno sam potrafisz znaleźć) mało się różni od samczej. W badaniach na ten temat hipotetyzuje się, że my samce lubimy myśleć o sobie, że DUŻO lepiej się orientujemy w przestrzeni, natomiast dowody empiryczne mówią inaczej.
Dlatego poruszona została wielokrotnie w zamieszczonych wykładach analogia komputera i karty graficznej. Po prostu nawet małe zwiększenie przeciętnej predyspozycji co do orientacji przestrzennej wymaga ogromnych nakładów masy mózgowej, podobnie jak nawet relatywnie mała zmiana w jakości grafiki wymaga dużych nakładów mocy obliczeniowej. Stąd użyłem pojęcia "mózgochłonne".
Napisane przez halunoman
kobiety mają takie samo IQ jak samce KOSZTEM ich orientacji przestrzennej.
Czy człowiek z włosami ma włosy KOSZTEM łysego?
Mężczyźni musieli rozwijać i IQ i orientację przestrzenną, u kobiet takiej presji na orientację przestrzenną nie było, więc zostało tylko IQ. Stąd wzmianka o Innuitach, którzy mieli orientację przestrzenną jeszcze nieco większą od europejczyka i również jeszcze nieco większe mózgi, mimo nie posiadania wyższego IQ. Rozsianie po innych obszarach mózgu niewiele tu zmienia, jakieś obszary mózgu muszą być poświęcone na tę orientacje przestrzenną i jeśli nawet marginalne zwiększenie predyspozycji w tym kierunku wymaga ogromnych nakładów to to nadal tłumaczy różnicę.
Napisane przez halunoman
Mik, niepotrzebnie się gotujesz i szukasz "hate'u" tam gdzie go po prostu nie ma.
Tak przy okazji: Zauważ, że prosisz o trzymanie nazwijmy to "kultury w wątku", a jednocześnie używasz wulgaryzmów, piszesz komuś "zabij się","wypierdalaj", zarzucasz chamstwo, hate'ing, shitposting, ból dupy, łysenkizm, dziecięcego focha i kilka innych, bo ktoś napisał "nie masz racji i nie chce mi się napisać dlaczego".
Smutne.ps: Miały być max 3 zdania, a wyszedł elaborat. Zadziwiające jest co nuda w robocie robi z człowiekiem.
W robocie nie ma nic gorszego, niż musieć odsiedzieć godziny, a nie mieć nic do roboty. Ale nie ma co się frustrować, bo to bierze się z dwóch czynników. Po pierwsze Twój czas jest relatywnie tani, więc zaplanowanie pracy tak, żeby go wykorzystać w 100% się nie opłaca, bo takie planowanie to większy problem niż po prostu wykupić Twój czas w nadmiarze. Po drugie Twoje stanowisko nie jest stworzone dla ludzi wysokiego kalibru, którym można ufać samowyszukiwaniem sobie pracy - dlatego ma relatywnie stricte określony zakres obowiązków i mało jest miejsca na to, żeby "zrobić coś jeszcze". Jak będziesz miał ludzi pod sobą to się zmieni, zawsze jeśli nie ma nic innego będziesz mógł aktywnie analizować jak im idzie praca, znajdować błędy, które zawsze będą u świeższych pracowników i brać ich na rozmowę, tłumaczyć im i ich doszkalać. Od ludzi na dole oczekuje się wykonywania zadanych obowiązków, a żeby nie mieć takich sytuacji, że się siedzi i nie ma co robić to trzeba po pierwsze uczynić swój czas cenniejszym, że pracodawca liczy się z każdą godziną pracy za którą płaci oraz mieć większą swobodę co do zakresu działania z racji na pracę na stanowisku dla aktywnych, sprawdzonych pracowników.
Tyle offtopu.