U nas na PWr chodziła inna anegdotka:
Profesorek z matmy miał szajbę na punkcie całkowania i liczenia tą metodą wszystkiego i wszelkiego rodzaju zagadnień. Akurat planowany był remont sali wykładowej, więc postanowił umilić czas studentom i zadać im wyliczenie powierzchni podłogi, dosyć, skomplikowanej tejże sali.
Więc po zapisaniu kilku tablic, całkowaniu całek i ich pochodnych
otrzymali wynik 46,80m2. Mniej więcej z czasem rozwiązania tej mega- matematycznej zagadki do sali wchodzi dwóch roboli- upapranych w betonie, itp.
: Kazik- tych płytek to będzie gdzieś 50m2??
: Taaaa, powinno k.... starczyć
I druga historyjka:
Pewna studentka baaardzo bała się poważnego egzaminu. Wiedziała, że wymagana wiedza jest po za zasięgiem jej możliwości. A że, egzaminujący doktorek był całkiem przystępnym facetem postanowiła inaczej załatwić temat.
A więc po "upojnej" nocy z doktorkiem stawia się wesoło na egzamin
Doktorek zadaje pierwsze pytanie- brak odpowiedzi, 2gie- brak odpowiedzi, podobnie z następnymi
Dobrze jednak pamiętając wczorajszą noc, otwierając indeks pyta kochanej studentki czy 4 wystarczy. Ta zadowolona z siebie odpowiada, że w zupełności.
Studentka rozpromieniona wychodzi z sali, otwiera indeks i patrzy, a tam:
400zł
EHH anegdotki, anegdotki......