Przejdź do forum
Misja ratunkowa na ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

[Zamknięte] Misja ratunkowa na Marsa

8 Posty
7 Użytkownicy
0 Reakcje
1,138 Wyświetlenia
damianpat
Dołączył: 20.12.2007

Łódzka prawdziwa historia. Działo się w akademiku. Ostra impreza, alkohol, narkotyki. Policja dostaje dziwne zgłoszenie: "Z ostatniego piętra wieżowca został wyrzucony karton" Dociera na miejsce okazuje się, że był w nim człowiek
Na kartonie jest napisane:

Misja na Marsa

Jadą szybko na ostatnie piętro. Wchodzą do mieszkania, a tu gościa pakują do tekturowego pudełka. Na pudełku jest napisane

Misja ratunkowa.


7 odpowiedzi
Walderam
Dołączył: 06.01.2008

Słyszałem o tym, było to bodaj parę lat temu, gdy jeszcze studiowałem na dziennych.
Długo nie mogliśmy w to uwierzyć.
Po prostu przerażający finał akademickiej imprezy z przesadzoną ilością alkoholu i narkotyków, innego wytłumaczenia nie widzę.


MoroP
Dołączył: 09.01.2007

A tego co poleciał na misję ratunkową to zwerbowali przymusowo czy tak był naćpany że sam się zgodził>??


Historia stara jak Politechnika Lódzka, a czy prawdziwa to nie bylabym do konca przekonana, bo nigdy nie bylo to w zaden sposob naglosnione w mediach (bynajmniej ja o tym nigdzie w tv nie slyszalam). zreszta, historia krazy nie tylko na lodzkich uczelniach.


U nas na PWr chodziła inna anegdotka:

Profesorek z matmy miał szajbę na punkcie całkowania i liczenia tą metodą wszystkiego i wszelkiego rodzaju zagadnień. Akurat planowany był remont sali wykładowej, więc postanowił umilić czas studentom i zadać im wyliczenie powierzchni podłogi, dosyć, skomplikowanej tejże sali.

Więc po zapisaniu kilku tablic, całkowaniu całek i ich pochodnych ;) otrzymali wynik 46,80m2. Mniej więcej z czasem rozwiązania tej mega- matematycznej zagadki do sali wchodzi dwóch roboli- upapranych w betonie, itp.

: Kazik- tych płytek to będzie gdzieś 50m2??
: Taaaa, powinno k.... starczyć

:D

I druga historyjka:

Pewna studentka baaardzo bała się poważnego egzaminu. Wiedziała, że wymagana wiedza jest po za zasięgiem jej możliwości. A że, egzaminujący doktorek był całkiem przystępnym facetem postanowiła inaczej załatwić temat.

A więc po "upojnej" nocy z doktorkiem stawia się wesoło na egzamin
Doktorek zadaje pierwsze pytanie- brak odpowiedzi, 2gie- brak odpowiedzi, podobnie z następnymi

Dobrze jednak pamiętając wczorajszą noc, otwierając indeks pyta kochanej studentki czy 4 wystarczy. Ta zadowolona z siebie odpowiada, że w zupełności.

Studentka rozpromieniona wychodzi z sali, otwiera indeks i patrzy, a tam:

400zł

EHH anegdotki, anegdotki......


bMh
bMh
Dołączył: 01.03.2008

Dostałem to od kumpla z VOLKSWAGEN LEASING POLSKA SP. Z O.O. autentyk od ich działu klientów strategicznych
Autentyk, przekazany kanałami branży dealersko - motoryzacyjnej.
Paniom ku przestrodze, panom ku nauce...
Piątek, godziny dobrze popołudniowe, niedługo zamykają. Do salonu Rowiński & Wajdemajer na Targówku wkracza elegancki, nieco już starszy, ale pełen wigoru pan. Towarzyszy mu, cytuję: niewiarygodnie obłędna dupa (oczywiście w wieku jego potencjalnej córki). Chwilę kręcą się pomiędzy wystawionymi samochodami, po czym pan zwraca się do sprzedawcy z pytaniem, czy znalazłby dla pani coś równie pięknego jak ona. Sprzedawca przytomnie odpowiada, że na coś równie pięknego nie ma szans, ale może zaproponować jakieś tam nieduże Audi. Audi się pani podoba, w związku z czym następuje festiwal dobierania wyposażenia, na zasadzie: "kochanie, bierz co chcesz".
Po skompletowaniu wyposażenia jak z bajki, podpisują zamówienie - wszystko jak najbardziej correct. W końcu pojawia się kwestia zaliczki. Pan oświadcza, że ma przy sobie 1000,- zł, kasa wedruje na stół. Sprzedawca nieśmiało wtrąca, żę będzie to samochód wykonany na specjalne zamówienie, w związku z czym zaliczka wyniesie 10 % wartości, a zatem coś koło 10 tysięcy. Pan bynajmniej się nie wzbrania, tylko w związku z brakiem gotówki zostawia tysiąc, a co do reszty, prosi o podanie konta by załatwić to przelewem. Państwo wychodzą.
Poniedziałek rano. Tuż po otwarciu salonu ponownie zjawia się ten sam pan (tyle że już sam) i prosi o zwrot owego tysiaka, ponieważ jak szczerze wyznaje, chciał sobie po prostu poruchać.
NO CZYŻ NIE MISTRZ ???
Podobno nie bardzo chcieli mu oddać, bo jednak umowa podpisana, aż sprawa ostatecznie oparła się o prezesa. Temu, jak to usłyszał, szczęka opadła, ale bardzo się ubawił. Potwierdził jednak, że przyjemności kosztują i ostatecznie oddali facetowi 500.


damianpat Autor wątku
damianpat
Dołączył: 20.12.2007
matelusz
Dołączył: 04.04.2008

Historia o misji na Marsa to jedna z tzw. legend miejskich - tzn gdzieś podobno się to zdarzyło, za to niemal każdy kilkupiętrowy akademik przypisuje sobie, że było to właśnie u nich.