No to masz problem...
Z ciekawości pytam: jesteś otyły? Masz w związku z tym jakieś problemy zdrowotne?
Jeśli nie, może nie warto rzucać nałogu, w końcu to tanie, szybkie i smaczne jedzenie
Sam byłem od dziecka uzależniony od słodyczy. Nie wyobrażałem sobie dnia bez czegoś słodkiego w ustach. Non stop podjadałem cukierki, które zawsze były w domu, lizaki, żelki, czekolady, dosłownie wszystko o słodkim smaku. Jak wyjadłem całe zapasy, żarłem garście białego cukru. Ok. 16. roku życia zacząłem popijać i po roku przestałem jeść tyle słodyczy, za to nie wyobrażałem sobie dnia bez piwa. Czasem jedno już z rana albo setka wódki, wieczorem jeszcze dwa, trzy, czasem osiem i spokój... I tak w kółko. Do czasu, kiedy spróbowałem zielska. Na początku jeszcze nieraz łączyłem z alkoholem, ale potem już tylko kurzyłem. Odpalałem jointa od jointa i nie wiedziałem, co się dzieje, trwało to ze trzy miesiące do pamiętnego dnia, gdy sięgnąłem po kokainę. Nowy bodziec, silniejszy niż wszystko inne - niż cukier, alkohol i THC, także szybko przestawiłem się na konsumpcję tejże jedynej mojej ukochanej koki. Popijałem mlekiem i jadłem tylko czerwoną paprykę. Zero innych nałogów - uzależnienia od cukru czy alko wydały mi się śmieszne. Oczywiście, taki (błogo)stan długo trwać nie mógł, więc pewnego pięknego poranka stwierdziłem, że rzucam i to był koniec. Łapy się trzęsły, mózg rozjebany, ale wytrzymałem - dzień, drugi, trzeci, kolejny - na początku było coraz ciężej, ale z czasem coraz łatwiej. Od tamtej pory jestem czysty. Nie mam już żadnych nałogów. Owszem, lubię czekoladę, nieraz lubię się napić, nawet schlać, ale mam wszystko pod kontrolą. Nie życzę Ci takiej drogi, ale może to dobry sposób na pizzoholizm.
A serio, to może zrób coś w stylu survival challenge - postanowienie, że przez miesiąc będziesz jadł tylko własnoręcznie przygotowane posiłki, i to nie takie z półproduktów. Wymyśl sobie nagrodę za wytrwanie i próbuj. Tak zdrowiej, a imo też smaczniej
Pozdrawiam i powodzenia!