Moje MindSetowe przemyślenia po 10k rąk.
1) W niedziele najwięcej tracę. Nie wiem czy to dlatego że w niedziele jest "inny poziom"...na NL2 to chyba bez sensu teza...czy dlatego że w niedzielę jestem bardziej skłonny do myslenia o innych niż poker sprawach. Faktem jest że niedzielne sesje są moim utrapieniem.
2) Człowiek jest fascynującą istotą. Mój winrate to ok 10BB/100 - wiec tak średnio powiedziałbym. Za każdym razem gdy dochodze do jakiejśc okrągłej liczby zarobionych $ to jest ona dla mnie prawie namacalną barierą do przełamania. Do każdej okrągłej liczby 10, 20, 30...$ muszę podchodzić kilka razy, przełamywać ją potem znów spadam i znów ją przełamuję. Między tymi poziomami jest w miarę stabilny wzrost
3) trudno się wyzbyć idiotycznych przyzwyczajeń...czasem więc tracę pieniadze bo sprawdzam mimo że wiem że jestem z tyłu bo ktoś sprawdził pot-bet na fopie i dozbierał w ten sposób. Szczególnie wkurza rogrywanie TP na flop gdzie ta top para to np T i raczej prawdopodobne jest że kolejna karta może być scary.
pozdro
Skowik