Witajcie ; )
Chyba każdy powinien stworzyć tutaj swój temat w momeńcie, w którym sobie z czymś zupełnie nie radzi i dla mnie jest to włąśnie ten moment.
Na początku trochę przybliżę czasy, w których problemów mindsetowych nie było(do pewnego momentu). Niecały rok temu, gdy byłem już po pierwszych dziecięcych kroczkach w sprawach pokera natknąłem się na SNG 18 mt na starsach i stwierdzilem, że jest to odmiana dla mnie. Większość wakacji zeszła mi na naukę i już we wrześniu roll przekroczył ponad 2k$. Kolejne dwa miesiące to ciągła nauka i przekładanie jej nad volume na stawkach 15/30$, co niestety nie przynosiło oczekiwnanych rezultatów. Stwierdziłem, że poszukam pewnej odmiany,czegoś nowego. Zawsze chciałem grać MTT lecz wtedy czasowo nie było to możliwe a więc po kilku dniach znalazłem: Cash NL 6 max CAP tables. Po kilku swingach, przeczesaniu filmików z angielskiej sekcji PS wychodziłem w okolicach b/e robiąc dobre volume, niestety, nadszedł dzień, w którym spotkałem pana X.
Był to jakiś mój gorszy dzień i strasznie ale to strasznie denerwowało mnie to, że X niszczy dosłownie wszystko nie mając o tej grze żadnego pojęcia. Wtedy namówiłem go na gre HU, dając możliwość wybrania stawek( :facepalm:). Wyłączyłem wszystkie stoły i zaczeliśmy grać NL200(przy czym roll oczywiśćie na to nie pozwalał, mialem okolice 10 BI a przede wszystkim umiejętności były żadne) i stwierdziłem, że tutaj na pewno z nim wygram. Niestety, pierwszy BI poszedł szybko ale co tam, dam rade ! Gdy udalo mi się odrobić tego BI, dwa rozdania pod rząd, gdzie byłem zdecydowanym faworytem przegrałem ponad 300$ i w ostateczności odszedłem od stolika, co było chyba najrozsądniejszym krokiem tego dnia. Byłem na siebie niemiłosiernie zły, zacząłem wypłacać pewne kwoty $$, pożyczyłem także znajomemu trochę pieniędzy i od tamtego momentu nie potrafię znaleźć "miejsca dla siebie".
Po kilku dniach od tamtego zajścia, kilku butelkach lepszego alkoholu i wielu godzinach "co dalej" wypłaciłem resztki pieniędzy i przenioslem się na PP by grać cash. Grałem kiedyś trochę w NL, wziąłem się porządnie do nauki i gdy zaczynałem już wychodzić na prostą, miałem grupę learningową i regularnie gralem na P* NL25/NL50 znów coś we mnie pękło,zaczął się tilt, częste spazzy"bo tak".
Następnie stwierdzilem, że przy grze SNG nigdy nie tiltowałem, a więc czemu by nie wrócić do odmiany, w której coś tam kiedyś osiągnąłem. Kilka dni przypomnienia, sweaty ze znajomym i $$ ze stakingu były na moim końcie. Niestety, staking nie jest dla mnie, nie potrafilem grać za czyjeś pieniądze a do tego umiejętności nie były już co kiedyś a więc zrobiłem wszystko, by starata $$ była jak najmniejsza dla stakerów i go zakończyłem.
Mógłbym tak jeszcze opisać inne krótkie przygody ale nie w tym rzecz.
Ponad miesiąc temu zacząlem grać SNG 6 max turbo, założyłem bloga i wspinalem się po limitach, szło mi nadwyraz dobrze oraz naprawde przykładałem się do gry i nauki. Przyszedł jednak swing, traciłem kolejne BI i zupełnie nie potrafiłem sobię z tym poradzić. Po pewnym czasie przestałem to akceptować, tak po prostu nie może być, zacząłem zrzucać wszystko na to, że Tmfinger powiedzial kiedyś "w 6 maxach najtrudniej o wykorzystanie edga nad przeciwnikami" i tym sobię tłumaczyłem mój brak wyników.
Stwierdziłęm w końcu, żę spróbuję znów czegoś nowego i zacząłem grać krótkie sesje różnych rodzaji SNG, gdy wpadło kilka BI od razu pojawiały się myśli "tak, to jest dla mnie, tutaj będę rządził !" a gdy był swing w dół "nie, to jednak nie to, let's try sth new !".
W szczytowych momentach zacząłem narzekać na soft, że wypłaciłęm kilkadziesiąt $ i to magiczny system mnie teraz kara.
Oczywiście w nic takiego na trzeźwo, tj w momeńcie zamknięcia softu ani nie wierzę a także zupełnie akceptuje wariancje.
Mam teraz 4 miesiące wakacji, jestem po maturze i nie chce ich zmarnować na taką dziecinade, którą aktualnie wyprawiam. Moim celem jest zbudowanie rolla, który pozwoliłby mi zacząć grę oraz edukację MTT.
Nie osiągnę tego jednak w taki sposób. Nie wiem od czego to wszystko może zależeć, dlaczego kiedyś potrafiłem grać w pokera a teraz traktuję gre tak jak traktuję.
Jak to w 71 ktoś powiedział: "Pomożecie ?"