Witam. Potrzebuję pomocy dotyczącej praktycznego podejścia do downswingu. Umiem się z tym pogodzić, akceptuję wariancję a i tak nadal kocham pokera:), ale mam trochę dosyć borykania się na mikrostawkach i braku perspektywy wygrania czegoś większego. Kiedy nadejdzie upswing, zaraz po nim karcący downswing i tak się bujam z tym swoim malutkim rollem. Gram głównie sitki 180os. za 2.50 na P*. Jak osiągnąłem rekordowy roll jak na siebie czyli 600$ to zaczął się downswing i teraz mam 270;/... Nie wiem co źle robię, za każdym razem tak się dzieje... Zacząłem grać MTT i 180tki z rebuyami za 3.50 mieszając je z 180tkami za 2.50. Przez downswing w ogóle nawet nie znajduje się w kasie, no może nie w ogóle, ale bardzo rzadko.
Dochodząc do sedna sprawy, chodzi mi konkretnie o to jak walczyć z tym downswingiem, ale nie psychicznie, bo to jakoś idzie, wkurzam się bo wkurzam, ale wciąż mam ochotę do gry i wiem że człowiek nie będzie przecież wiecznie wygrywał:)
Nie wiem, może źle robię że na rollu 500-600 zaczynam grać MTT i przez to nic z tego nie wychodzi i tylko tracę, czy źle robię grając na downswingu swoje normalne sesje? Może powinienem od razu jak zaobserwuję 2-3 sesje na minus, gdzie sprzedają mi suckouty jeden za drugim, przerzucić się na niższe stawki i "przeczekać" ten downswing? Nie mam pojęcia jak temu zaradzić a roll topnieje z dnia na dzień. Pewnie spadnę znowu do 150$ po to żeby potem wrócić do 500 i znowu spaść i tak do usranej śmierci.... Tracę wiarę że przekroczę magiczną barierę 1000$
Jak do tego podchodzicie? Od razu jak widzicie, że coś jest nie tak to modyfikujecie swoje sesje czy jak ?
Jakieś porady?:(