Chciałbym poruszyć temat Kończenia sesji z ujemnym bilansem.
Co wtedy. Czytamy nie raz - nie bój się kończyć sesji ze stratami. Przychodzi nowy dzień, czegoś się tam podszkoliliśmy, szło fajnie, ale raz drugi trzeci, przegrywamy. Overall results, sesja na minusie, dodajmy jakis bad beat który nam nie wszedł.
Ok, mieliśmy się nie bać kończyć na minusie, więc gasimy room, zrobiliśmy jak trzeba. Ale teraz, gaśnie motywacja do dalszej gry/nauki przynajmniej na parę godzin, gaśnie chęć przemyślenia sesji, bo koncowo dobijajacy bad beat mówi nam - "było by dobrze/lepiej gdyby nie wariancja, zagralem dobrze". Fakt faktem, jak już zmusimy się do prejrzenia sesji, są spassy, ale i tak trzymamy się wersji - ten bad beat, spowodował że z przodu jest minus. Nauczylismy sie już odchodzic od stołu, choć z początku ciężko o to i czesto po prostu popadamy w tilt.
Można powiedzieć, że to o czym piszę teraz jest pewnym rodzajem tiltu. Nie tiltujemy, widząc słabszą grę odchodzimy od stolika. Ale też, mija jakiś czas, kilka godzin albo noc, zasiadamy przed komputer i myśl - zrobie przegląd ostatniej sesji, zastępuje nam myślenie typu - "zagram jeszcze raz, tym razem nie będzie bad beatów, jakieś spassy pamiętam, więc postaram się ich nie grać" . I teraz są dwie sytuacje. Stracimy znów pieniądze, i popadamy w błędne koło, wszystko wygląda jak dzień wcześniej. Wykres ciągnie do dołu...
Lub, analogicznie, zyskaliśmy parę BI. Zeszliśmy od gry, by powrócic w wielkiej chwale po czasie,
-po co session reviev
-już będe grać lepiej
- nie było bad beatów i gram mistrzowsko .
- dzisiaj musze jeszcze podwoic albo potroic winnings
- nie potrzebuję więcej nauki
- muszę się sprawdzić raz jeszcze
Umysł nastawiony na zwyciężstwo, ale wciąż niedopracowany, sesje wyglądają jak sinusoida. kilka na plus, kilka na minus, z moźliwością przeskoczenia do punktu wcześniejszego.
Trzeba tu coś poprawić, grę? chyba nie od tego powinno się zacząć. MINDSET? jak najbardziej, przyczyna leży w myśleniu, bo myśląc trzeźwiej, poleciał by ten session reviev, poleciały by posty w dziale rąk i jakies artykuły. Ale, co dokladnie jest tu problemem i jak sobie z tym poradzić ? Nastawić się na zwyciężstwo nie jest wcale ciężko, jest to ważne i chyba jest podstawową rzeczą na jaką nastawić się powinien chcący być dobrym gracz. Największe bariery i możliwości są skryte w naszych głowach, więc ok. Ale tu potrzebne jest coś więcej, trzeba dostrzec, i dostrzegać nie tylko chęć wygrywania, ale również potrzebę rozwoju, nie w postaci - odklepie jeden dwa filmy, zanotuję to co tam powiedzą, wbiję do głowy. Tu trzeba dostrzec dokładny problem naszej gry/rozwoju. I właśnie to jest tym, czego nie potrafię odkryć. Jeżeli chcę zrobić krok do przodu, znam swój cel i krążę w kółko, rzeczą którą powinienem zrobić powinno być znalezienie punktu, w którym się aktualnie znajduję, tak?
Ale, to wszystko w dalszym ciągu jest błądzeniem po omacku, gdyż, niszczą spassy, niszczy wariancja, bad beaty, niechęć do dalszego rozwoju, i sam fakt, że po prostu uczymy się źle. Fakt, że przeciez nasz wykres to wspomniana wcześniej sinusoida, że tym razem to był bad beat i następnym razem się uda. W takim razie, na co nastawić powinien się chcący rozwoju gracz, dokładniej. Co powinien wyrzucić ze swojego myślenia, a na co zwrócic szczególną uwagę? Jak wyjść z tego błędnego koła, i w końcu... jak Pokonać siebie ?
uznałem ze rozwój pokerzysty to przede wszystkim dzienna próba pokonania siebie, gdybym codziennie grał coraz lepiej, a dzien później tak że byłbym w stanie siebie ograć z dnia poprzedniego, byłbym zwyciężcą. Gdybym codziennie uczył się dużo, a następnego dnia, zaskakiwał siebie swoim jeszcze większym parciem do celu, osiągnął bym wszystko. Więc, w jaki sposób można zostać pokonanym, przez samego siebie ? (chyba właśnie sam odpowiedziałem sobie w głowie na to pytanie, ale niech pojawi się ktoś chetny do dyskusji
ps; kur pisać dobrze jest pisać takie rozkminy, początkowo post zawierał dwa zdania, potem do głowy wpadały pomysły, jeden za drugim)