Napisane przez Przemo88
Napisane przez lemens
nieźle
mam jeszcze jedną ale tym razem poziom hard
Wchodzi ślepy marynarz do knajpy i mówi do kelnerki " poproszę martwego surowego albatrosa " ta zaskoczona przynosi mu zamówione danie. Marynarz bierze kęsa po czym popełnia samobójstwo strzelając sobie w głowę.
Dlaczego tak zrobił ?
Marynarz razem z 2 kumplami rozbili sie na bezludnej wyspie. Po pewnym czasie jeden umarl z glodu. Kolega powiedzial ze go pogrzebal. Pozniej powiedzial ze znalazl martwego albatrosa ktorego moga zjesc. Zjedli go i przezyli do czasu az ich uratowano. Slepy marynarz zamowil teraz albatrosa, zobaczyl ze nie smakuje tak jak tamten = zjadl martwego kolege. Wiec sie zabil.
To poważnie jest dobra odpowiedź na tą zagadkę?
Jeśli tak to ja zaproponuje swoją odpowiedź, tak samo łatwą do wydedukowania:
Dawno, dawno temu, w odległym kraju, żył sobie człowiek, którego marzeniem było spróbowanie wszystkich rodzajów mięs na świecie.
Mięs ssaków, gadów, płazów...wszystkiego co dało się upiec i dobrze przyprawić. Zaciągnął się więc na statek, by odwiedzając różne kraje i spotykając ludzi z całego świata, dać upust swojej obsesji i mieć okazję do degustacji rozmaitych, najbardziej egzotycznych potraw.
Podróżował tak przez niemal całe swoje życie. Zwiedził arktyczny i tajemniczy kontynent, wędrował po wielkich polach piasku w Afryce, spoglądał na majestatyczne szczyty gór w Tybecie (choć tam akurat nie znalazł żadnego mięsa bowiem mnisi są wegetarianami). Na dzikim lądzie, pojmany przez straszliwe plemię kanibalów stracił oczy, gdy wódz nabrał ochoty na małą przekąskę przed głównym daniem na które składała się załoga statku naszego bohatera.
Samotnego i zziębniętego w bambusowej klatce odnalazł i uratował oddział Legii Cudzoziemskiej przemierzający tamte regiony w poszukiwaniu miłości, szmaragdów i krokodyli. Wódz zostawił go bowiem na deser i gdy pozostali członkowie załogi zwiedzali już ciemne zakamarki tubylczych żołądków, on czekał na swoją kolej w zamknięciu.
Wyprawa jednak nie poszła na marne, bo w oczekiwaniu na wielka ucztę, tubylcy tuczyli więźniów rozmaitymi mięsiwami, by załoga prezentowała się godnie w bulgoczącym kotle, gdy nadejdzie ich czas.
Dzięki temu nasz bohater mógł dopisać kilka ostatnich, brakujących pozycji na swojej -To Eat- liście.
Został mu tylko jeden, ostatni rarytas do spróbowania, o którym marynarz zapomniał całkowicie, gdyż pływając na okrętach, po morzach całego świata zbyt często widział latające wysoko kształty i z czasem przestał zwracać na nie uwagę. Albatrosy - te majestatyczne ptaki unoszące się gładko nad okrętami, przyjaciele wszystkich wilków morskich widniały jako ostatnia pozycja w jego menu.
Ze smutnym uśmiechem zaciągnął się na statek zmierzający w rodzinne strony marynarza, by tam spróbować w jednej z licznych karczm tego popularnego przysmaku.
Gdy usiadł w kącie, przy stoliku przy który jako młodzian często pijał grog wraz z kamratami, uświadomił sobie, że ostateczny element układanki za którą gonił całe życie był tak blisko niego, tuż na wyciągnięcie ręki.
Starym, zmęczonym i łamiącym się głosem krzyknął "Poproszę mięso z Albatrosa dobrze podsmażone i nie krwiste podane z tymiankiem i kminkiem w sosie cynamonowo-miodowym, zalane czerwonym, dwudziestoletnim winem!!!"
Gdy po chwili oczekiwania zatopił swoje zęby w mięsie z Albatrosa dobrze podsmażonym i nie krwistym podanym z tymiankiem i kminkiem w sosie cynamonowo-miodowym, zalanym czerwonym, dwudziestoletnim winem, zrozumiał, że razem ze smakowitym kęsem zniknęło coś co przez tyle lat pchało go bez przerwy do przodu. Cel, który zmuszał go, by co rano podnieść się ze swojego łóżka w kabinie statku i uparcie, mimo przeciwności losu walczyć o to co sobie zamarzył...
Spojrzał smutno na talerz, wyciągnął stary, pordzewiały pistolet, który podarował mu na pamiątkę kapitan oddziału Legii Cudzoziemskiej, przyłożył sobie lufę do skroni i pociągnął za spust...
THE END ♠_p: