za krótkie.
Już wiem dlaczego nigdy nie będę dobrym biznesmenem. Ta krótka spódniczka i zaproszenie na wino - podpisałbym co by tylko zechciała.
Napisane przez sebano2
Już wiem dlaczego nigdy nie będę dobrym biznesmenem. Ta krótka spódniczka i zaproszenie na wino - podpisałbym co by tylko zechciała.
A żona i rodzina ?
Nigdy nie dowiem się, do czego wtedy zmierzało, może tylko do zwykłej "biznesowej" rozmowy ;), a ja to wszystko tylko źle zinterpretowałem.
Nie mniej czasami żałuję, że się nie przekonałem
Napisane przez Stellified
za krótkie.
Jasne ;).
Kurcze przepraszam że wczoraj wyszedł mi taki tasiemiec (w dodatku dość chaotyczny), ale jak już piszę, to co chwilę przypominam sobie coś nowego.
Choćby ten sklep i projekt unijny. Tak naprawdę każdy z tych tematów mógłbym rozbudować do odrębnego wpisu, i naprawdę byłoby o czym pisać...
______
Dzisiaj troszkę o pensjonacie.
Pod koniec 2007r. rozpoczęliśmy tam generalny remont, który skończył się w lipcu 2008r. (więcej o tym w następnej części)
Budynek jest olbrzymi. Ma sto metrów długości i 3.750m/kw. pow. Ciągle wymaga nakładów.
Po każdej grupie są jakieś zniszczenia, i co chwila jakiś pokój jest zamknięty.
Do ubiegłego roku mieliśmy 53 pokoje, ale zaadoptowaliśmy kolejne 6 niewykorzystanych pomieszczeń, i obecnie jest 59.
Tylko 9 pokoi nie ma wyjścia na taras. Z biegiem lat, jak już uporamy się z wszystkimi modernizacjami (szczególnie sala restauracyjna wymaga uwagi), planujemy na terenie postawić jeszcze kilka drewnianych domków.
Budynek na zewnątrz

Długie korytarze
Spoiler



Pokoje i łazienki :
Spoiler





Widok z tarasu wieczorem :

Ogólnie czeka nas tam jeszcze masa pracy.
Musimy zrobić SPA, nowoczesną saunę, może z czasem basen kryty.
Od maja zeszłego roku wszystko układa się coraz lepiej (o tym później) i mam nadzieję, że wszystkie plany zrealizujemy w ciągu 3 lat.
Pozdrawiam.
Niesamowite, podziwiam takich ludzi jak Ty! Szczena mi opadała po tych zdjęciach!
Mega motywujące, że mimo różnych przeciwności to ciężką pracą i determinacją można wiele zdobyć, realizując swoje plany i marzenia
Oby tak dalej!
tak z ciekawości, jak tam z turystami? nie trzeba dokladać do biznesu? zawsze wydawało mi się, że czasy świetności Przesieki, Borowic, Zachełmia już minęły..
no, chociaż z drugiej strony jak byłem w PL w zeszłym roku i zaliczyłem obowiązkowe Odrodzenie, to byłem w szoku, jak Przesieka wygląda, damn, jak już nawet Chybotka wyremontowali, to znak, że coś się dzieje
Swietnie się czyta. Bardzo ciekawe historie i niesamowicie inspirująca Twoja znakomita postawa.
Napisane przez rockGH
Niesamowite, podziwiam takich ludzi jak Ty! Szczena mi opadała po tych zdjęciach!
Mega motywujące, że mimo różnych przeciwności to ciężką pracą i determinacją można wiele zdobyć, realizując swoje plany i marzenia
Oby tak dalej!
Napisane przez golfiarzp
Swietnie się czyta. Bardzo ciekawe historie i niesamowicie inspirująca Twoja znakomita postawa.![]()
Wielkie dzięki Panowie
Napisane przez Stellified
tak z ciekawości, jak tam z turystami? nie trzeba dokladać do biznesu? zawsze wydawało mi się, że czasy świetności Przesieki, Borowic, Zachełmia już minęły..no, chociaż z drugiej strony jak byłem w PL w zeszłym roku i zaliczyłem obowiązkowe Odrodzenie, to byłem w szoku, jak Przesieka wygląda, damn, jak już nawet Chybotka wyremontowali, to znak, że coś się dzieje
![]()
O turystów łatwo nie jest. Trzeba się bardzo starać.
Większość ośrodków w Przesiece ma spore problemy.
Setki telefonów, setki maili.
Mamy tą przewagę nad innymi, że możemy przyjąć naprawdę duże grupy, nawet 200-osobowe.
Mamy też na placu boiska do siatkówki, koszykówki i do nogi, altankę z grillem, miejsce na ognisko.
Dodatkowo wewnątrz jest siłownia (sala gimnastyczna) i duża sala konferencyjna.
Indywidualni klienci natomiast traktują Przesiekę bardziej jako bazę wypadową do innych miejsc. Wszystko co jest do zwiedzenia na miejscu (w promieniu 10km.) można obejść w kilka dni. Ale z Przesieki wszędzie jest blisko, i w parę minut dojeżdżasz do większości ciekawych miejsc.
Ale po co ja to piszę, przecież Ty to wiesz, bo tam mieszkasz
Napisane przez Stellified
no, prawie![]()
No tak.. źle się wyraziłem. Chciałem napisać, że to Twoje rodzinne strony.
Napisane przez Pietrenko
Jak dla mnie świetne miejsce na odpoczynek![]()
Dla mnie również. Spędzam tam większość wakacji od 12-stu lat
Gdzie to jest dokładnie, bo jestem leniwym śmierdzielem i nie chce mi się czytać od początku
I jak cenowo ? Zniżki dla pokerzystów są ?
Przeszukiwałem dzisiaj blogi, trafiłem tutaj i jestem pod ogromnym wrażeniem! Blog mega motywujący życiowo, pokerowo, zawodowo, pod każdym względem...!!! Będę stałym bywalcem i już nie mogę się doczekać na kolejny wpis
O boszzzzzzzz ktoś odpisał mi, i nawet odpowiedział!!
Jestem tak podniecony nową opowieścią, że aż przeczytam jutro
I stawiam następną kropkę, i mam nadzieję na jakieś fajne wyniki z PS ze scoopa, piszesz się Incasent?
Napisane przez Pietrenko
Gdzie to jest dokładnie, bo jestem leniwym śmierdzielem i nie chce mi się czytać od początkuI jak cenowo ? Zniżki dla pokerzystów są ?
![]()
Qrcze...
Nie chciałbym, żeby te moje wypociny wyglądały jak jakaś autoreklama.. Po prostu opisując tą całą historię nie mogłem pominąć tak ważnego elementu jakim jest pensjonat. Ja się nim nie zajmuję. Nie mam na to czasu.
Mimo wszystko jeśli naprawdę chciałbyś się tam wybrać, to służę pomocą, tylko proszę wszystko na priv.
Napisane przez Luke160
Przeszukiwałem dzisiaj blogi, trafiłem tutaj i jestem pod ogromnym wrażeniem! Blog mega motywujący życiowo, pokerowo, zawodowo, pod każdym względem...!!! Będę stałym bywalcem i już nie mogę się doczekać na kolejny wpis![]()
Dzięki
Tylko w jakim sensie pokerowo ?
Chyba tylko takim, że jak będziemy uparci i wytrwali to i w pokerze przyjdą efekty
Napisane przez nightmaare
mam nadzieję na jakieś fajne wyniki z PS ze scoopa, piszesz się Incasent?![]()
Co Wy z tym pokerem ? Gdzie ja i SCOOP'y ??
Co najwyżej jakieś sitki i mtt z mikro stawek.
Pewnie że bym chciał, ale na to trzeba mieć roll i umiejętności.
Dzięki za wszystkie wpisy i odwiedziny
Pozdrawiam.
Mnie też zainteresował pensjonat. Mógłbyś wrzucić link do strony pensjonatu? To raczej nie jest nielegalne
Fajnie się czyta Twoje opowieści
Edit: Sam se znalazłem łaski bez
Czytałem ostatnio parę wpisów na blogu txell2012.
Wierzycie w te wszystkie historie z Bogiem?, jakąś siłę która nad nami czuwa?.
I nie piszę tu konkretnie o Chrześcijaństwie, czy o innej religii, ale o samym przekonaniu, że jest coś ponad. Bliżej nieokreślona energia, inteligencja, czy jak tego nie nazwać.
Jeśli już mamy poczucie, że istnieje coś więcej, niż tylko „materia”, łatwiej nam jest zaakceptować takie sprawy jak wędrówka dusz, życie po śmierci, duchy itp.
Ja miałem z tym zawsze problem. Do czasu….
Pewnego lata jako nastolatek spędzałem wakacje u Babci na wsi. Uwielbiałem tam jeździć. Babcia zawsze na wszystko pozwalała. Las, rzeka, powroty do domu późną nocą. Babcia mieszkała w niewielkim domku z gankiem, na który prowadziły częściowo przeszklone drzwi, z wybitą jedną z szybek. Była to środkowa z 9-ciu szybek tworzących wzór jak z gry w kółko i krzyżyk. Bardzo podobna chatka do tej z ilustracji poniżej.

Jednego wieczora razem z moimi starszymi siostrami ciotecznymi „bawiliśmy” się w wywoływanie duchów. Karty, świece, miska z wodą, wosk, jakieś dziwne akcesoria. One oczywiście robiły sobie ze mnie jaja, ale ja już od tej samej „zabawy” byłem zesrany ze strachu.
Jak wracałem do domu oddalonego o kilkaset metrów, serce waliło mi ze strachu jak młot. Gdy już zobaczyłem ganek domu Babci, delikatnie oświetlony uliczną lampą, zacząłem biec ile tchu.
Wpadłem na ganek szybko zamykając za sobą drzwi i nagle…. ktoś stoi po drugiej stronie. Nikt za mną nie szedł, nikogo tam nie było jak wchodziłem do mieszkania, a teraz pojawił się w ciągu sekundy i na mnie patrzy !! Niewyraźna, delikatnie rozmyta, lekko przezroczysta postać.
Byłem sparaliżowany strachem. Stałem tam znieruchomiały jak kamień i wpatrywałem się w tego „ducha” dostrzegając coraz więcej szczegółów twarzy. Oddzielało nas dosłownie 30 centymetrów, bo po zamknięciu drzwi zamarłem mając twarz dosłownie 15cm. od wybitej szyby, a to coś znajdowało się kilkanaście centymetrów za nią.
Na przekór sobie wyciągnąłem rękę, i nagle poczułem opór i chłód… chłód szyby, którą wprawili podczas mojej nieobecności w domu…
Nie było żadnego ducha, a to co widziałem było tylko moim odbiciem w szybie.
No właśnie.
Nie był to moment w którym przekonałem się do istnienia istot „nadprzyrodzonych” i choć słyszałem od babci wiele ciekawych historii o „egzorcyzmach” i różnych wiejskich gusłach, to dalej mam z tym problem. Osobiście nigdy nie doświadczyłem czegoś wystarczająco namacalnego, no może poza jednym wyjątkiem, który opiszę później.
A Wy mieliście jakieś ciekawe przeżycia ?
Moja historia jest taka:
Kolega nauczył mnie sztuczki ze szklanka nitką i ołówkiem do wywoływania duchów. Mogłem wywołać co chciałem hehe. Uzbrojony w tą wiedzę pojechałam jak w każde wakacje do babci na wieś. Miałem może 18 lat. Po kilku dniach, uzbrojeni w mega ilości % udaliśmy się z kumplami do niezamieszkałej chatki, takiej jak Boryny z Chłopów. Wiadomo gazoneria na maxa i przebłysk, chłopaki może wywołamy duchy. Godzina lekko po północy, wiadomo same wirachy, napompowani procentową odwagą - jedziemy z koksem. Mistrzem ceremoni- uwaga -wybranym zostałem ja. W chatce nie było prądu plus klepisko i świeczki, lakko zawalony dach kryty strzechą robiły mega nastrój. Nie będę wdawał się w szczegóły jak tego dokonałem.
Efekt był taki że czterech kolegów (dziwnym trafem poza mną
) miał odprowadzić duch do domu. I tu zaczyna się ciekawie. Każdy z kolegów wychodził masakrycznie sesrany ze strachu (wóda zrobiła swoje), dwóch wracało do domu motorowerami i obaj złapali kapcia wracając do domu (mielismy max kilkaset metrów).
Na drugi dzień trzeci z nich wyjebał przyczepę snopków (może jeszcze niektórzy wiedza co to są snopki). Jak ich zobaczyłem za dwa dni to ja się przeraziłem, bałem się normalnie o ich zdrowie. Tłumacze chłopaki to były jaja i tak dalej. Żaden nie chciał mi uwierzyć, dla nich było to niesamowicie realne, a ten czwarty był sasrany najbardziej bo cały czas czekał na swoją kolej doświadczony przez kolegów którzy wizytę ducha mieli już za sobą.
Dopiero jak im pokazałem na czym to polega.......to spierd.......łem pół dnia, aż się zmęczyli i dali przekupić 6 prytami (trunek przed laty stosowany głównie w celu sponiewierania, bez walorów smakowych).
Jaki z tego morał - poza oczywistym by nie jeździć motorowerem po pijaku nawet paru metrów?
Siła sugestii jest OGROMNA plus zbieg okoliczności (przy oponach nie majstrowałem) =niezła sraczka
p.s jednemu powiedziałem o co chodzi , był najbardziej sceptyczny, a tak pomógł mi w budowaniu "napięcia"
Napisane przez sebano2
dali przekupić 6 prytami (trunek przed laty stosowany głównie w celu sponiewierania, bez walorów smakowych).
Dzięki za przypomnienie tego jakże wyrafinowanego i "dźwięcznego" określenia
Fajna historia
Widzę, że temat nie chwycił
W takim razie lecimy z następną częścią historii..
_____
.... Po złożeniu dokumentacji padłem jak „pies pluto”.
Ostatnie papiery dopinaliśmy z żoną w noc poprzedzającą ostateczny termin składania wniosków. Skończyliśmy nad ranem i po następnej kawie zawieźliśmy dokumenty do Warszawy. Po powrocie odsypiałem ze dwadzieścia godzin.
Wiosna i lato 2007r. ogólnie były okresem bardzo wytężonej pracy. Żeby sprostać zamówieniu naszego nowego klienta jakim było A.T.U. wydłużyliśmy zmiany z ośmiu do dziesięciu godzin. Krojownia też automatycznie musiała pracować dłużej, i często kończyliśmy pracę nawet po 20-stej. Dodatkowo prawie każdego dnia dostawałem ze sklepu nowy zestaw foteli do zrobienia formy. Dokładne zrobienie takiego szablonu (w przypadku bardziej skomplikowanych modeli) zajmuje nawet do 6 godzin. Jak kończyłem z chłopcami pracę na krojowni, siadałem do digitalizacji nowo przygotowanych szablonów. Jak kończyłem digitalizację, siadałem w domu do pisania projektu…
Przez kilka miesięcy wstawałem po siódmej rano, kładłem się spać po drugiej/trzeciej w nocy… ale było warto !
Po udanej dostawie do ATU szybko przyszły kolejne zamówienia. Statystyki sprzedaży były bardzo obiecujące. Niemcy chcieli również rozszerzyć asortyment i poprosili o nowe wzory. Wysłaliśmy je wraz z następną dostawą w połowie sierpnia. Spośród wysłanych przez nas kilkunastu wzorów, wybrali kolejne dwa. Pierwsze dostawy nowego asortymentu miały trafić do Niemiec na przełomie listopada i grudnia. Dramatycznie potrzebowaliśmy nowych dziewczyn do pracy !!
W między czasie, podczas jednego ze spotkań z Robertem (spec od dotacji), oprócz spraw związanych z bieżącym projektem (ISO, patenty itp.), poruszyliśmy również temat pensjonatu. Zapytaliśmy czy jest szansa na dofinansowanie kapitalnego remontu w Przesiece. Powiedział, że musi obejrzeć obiekt. Razem z Nim pod koniec sierpnia wybraliśmy się do pensjonatu na kilka dni. Był pod wrażeniem. Zdał sobie sprawę, jaki potencjał drzemie w budynku.
Odwiedziliśmy urząd gminy. Pytał o jakieś organizacje turystyczne, wytyczne dotyczące dofinansowanie przez gminę, jakieś dziwne ustawy.... Okazało się, że niestety nie przewidziane są dla turystyki w tym regionie żadne dotacje. Mimo to wcale się nie poddawał.
- „Nawet jeśli nie dostaniecie dotacji, to i tak „musimy” zrobić ten remont !! Jest cała masa firm w Polsce organizujących setki szkoleń. Ja sam, jak i kilku moich znajomych również organizujemy takowe. Niestety obiekt w obecnym stanie nie spełnia standardów. Jeśli „wyremontujemy” budynek, szybko „zapełnimy” go gośćmi. Musicie wziąć kredyt, i rozpocząć inwestycję jak najszybciej. Szkoda każdego miesiąca. Tylko „musimy” to zrobić z pomysłem”.
- „musimy”, „wyremontujemy”, zapełnimy” - mówił to tak, jakby już utożsamiał się z pensjonatem...
- Ale my w dalszym ciągu spłacamy kredyt zaciągnięty na zakup pensjonatu...
- Dużo tego zostało?
- 8 albo 9 rat. W kwietniu przyszłego roku będzie koniec.
- Nie ma na co czekać. Jeśli nie mieliście poślizgów ze spłatą rat, nie powinno być problemu z przyznaniem następnego kredytu.
Wróciliśmy do domu z masą pomysłów w głowach ! Robert miał racje. Z następnym kredytem nie będzie problemów, „jedynie” znowu pod zastaw pójdzie pensjonat i nieruchomości pod Radomiem.....
Przyszedł wrzesień. Nie mogliśmy się już doczekać wyników naszej wielomiesięcznej papierkowej (i nie tylko) pracy. W końcu w połowie miesiąca nastąpiło długo oczekiwane przez nas ogłoszenie listy firm, którym zostały przyznane dotacje. Byliśmy na liście !! Nasz projekt przeszedł !!! Rodzice przyjechali na weekend do Radomia i świętowaliśmy z Nimi przez dwa dni. Mój Tata był dumny jak paw !
Błyskawicznie uruchomiliśmy wszystkie procedury. Dopinanie kredytu na ostatni guzik, zamawianie maszyn, zatrudnienie firmy do przeprowadzenia „cyfryzacji”. Wszystko z dostawcami sprzętu mieliśmy ustalone już wcześniej, i byli częściowo przygotowani.
Szybkie wdrożenie nowego programu gwarantowało nam znaczny wzrost wydajności, bez zatrudniania kolejnych osób. Najnowsze w owym czasie maszyny szwalnicze, uzbrojone w odpowiednie przystawki do „specjalnych” operacji, miały podnieść produkcję na szwalni o przeszło 30% bez zwiększania stanu osobowego. Już nawet nie wspominam o Cutterze, który całkowicie miał odciążyć krojownię.
Zrobiłem spotkanie z całą załogą i przedstawiłem jak wygląda sytuacja. Omówiliśmy bieżące zamówienia, że w tym tempie nie wyrobimy się z terminami. Wyjaśniłem też, na czym będą polegać zmiany na szwalni - wymiana maszyn, wzrost wydajności. Choć część z dziewczyn nie wierzyła w ten „magiczny” wzrost wydajności, to ogromna większość zdecydowała, że wolą zostawać dłużej w pracy przez kilka następnych miesięcy, niż mam przyjąć nowe osoby, a one będą mieć przestoje po wdrożeniu projektu. Tak też się stało.
Maszyny dotarły najszybciej. Już na przełomie września i października szwaczki miały do dyspozycji nowy sprzęt. Maszyny wyposażone były w podwójny (dolny i górny) transport i miały znacznie większe obroty. Najbardziej przydatne były jednak „gumiaki*”. W krótkim czasie produkcja na szwalni wzrosła o kilkanaście % (z czasem jeszcze więcej).
Spoiler
Gumowanie, to jedna z ostatnich operacji podczas szycia. Każdy z elementów pokrowca musi zostać obszyty gumą pod odpowiednim naciągiem. Gwarantuje to odpowiednie wyłożenie się pokrowców na fotelach po zamontowaniu. Do tej pory dziewczyny robiły to ręcznie. Jedną ręka prowadziły materiał, drugą ręką prowadziły i naciągały gumę. Po zmianie guma jest podawana w szew przez specjalną przystawkę, która prostuje gumę, i jednocześnie zapewnia stałe, wymagane jej naprężenie. Zmiana ta pozwoliła skrócić proces gumowania o ponad połowę.
.
Do końca października wprowadziliśmy cały system magazynowy. Dedykowany program komputerowy, wewnętrzny system wi-fi, anteny pokrywające sygnałem teren wszystkich budynków, własny serwer, pistolety do skanowania kodów paskowych itd, itp
Zmontowaliśmy także „laboratorium”... totalna bzdura i wymysł w 100% pod dotacje… Specjalna lampa, którą „sprawdzaliśmy” odporność tkanin na światło słoneczne, jakieś obciążniki i szalka do mierzenia gramatury tkanin, Przyrząd do rozciągania i sprawdzania trwałości szwu... W zestaw nawet wchodziła mini stacja pogodowa mierząca wilgotność powietrza... i jej wpływ na kurczliwość materiałów.... no debilizm qwa... Jeszcze mieliśmy regularnie pisać raporty z wyników i trzymać to na serwerze...
No ale podobno (w/g Roberta), gdyby nie te wszystkie „bzdury”, nie dostalibyśmy wymaganej ilości punktów i nasz projekt mógłby zostać odrzucony. Wiecie.. punkty za stworzenie nowych miejsc pracy, punkty za zatrudnianie odpowiedniej ilości kobiet w stosunku do mężczyzn, punkty za eksport, wreszcie punkty za debilną stację pogodową....
Niestety, najbardziej oczekiwana maszyna, dla której pisałem cały projekt (Cutter) miała przyjść najpóźniej, bo dopiero na początku 2008r. i na krojowni naprawdę było „gorąco”. Produkcja wzrosła, więc trzeba było kroić coraz więcej. Bywały dni, że chłopcy mieli naprawdę dość. Sam miałem dość, wiec doskonale ich rozumiałem. Jeden z nich (z siedmioosobowego składu w owym czasie) odszedł z pracy, i zrobiło się jeszcze „weselej”. Żeby już bardziej nie obciążać pozostałych sześciu, sam jak za starych „dobrych” czasów siedziałem do późna w nocy, przygotowując Im rysunki na rano. Zawsze to następnego dnia skracało Ich dniówkę o godzinkę, czy dwie.
Pod koniec listopada zrobiło się jeszcze ciekawiej.....
Dostaliśmy informację z banku, że zostanie nam przyznany kredyt na remont pensjonatu !! Pieniądze powinny wpłynąć na nasze konto najpóźniej na początku stycznia 2008r.
Zaczęło się prawdziwe „szaleństwo”.
Oprócz tego, że musiałem zadbać o bieżącą produkcję, wysyłki do ATU, przygotowanie nowych szablonów na sklep, oraz dziesiątek innych spraw takich jak zamówienia materiałów i tysięcy innych półproduktów, doszły nam (mnie i mojej żonie) cotygodniowe wyjazdy do Przesieki.
Spoiler
Na początku grudnia wieźliśmy do Przesieki jednego z potencjalnych wykonawców. Piotra wraz z Jego żoną. Wyjechaliśmy późnym wieczorem po pracy. Jeszcze nie było obecnej drogi expresowej i trasa biegła przez Oleśnicę. Kilkanaście kilometrów przed Oleśnicą wszyscy już spali. Nic dziwnego, myślę, że było ok. 23:30.
Do obwodnicy „Oleśnickiej” zostało mi dosłownie kilka kilometrów. Późna godzina, mały ruch, szczere pole, zero lasu. Jechałem pewnie ze 130km/h.
Nagle na drogę, bezpośrednio przed maskę wybiegło stado dzików. Wcisnąłem hamulec do dechy, ale było za późno. Wyhamowałem może do 100-110/km/h. Uderzenie było potężne. W aucie wystrzeliły poduszki powietrzne. Wszyscy obudzili się przerażeni. Moja żona tylko drzemała podczas jazdy i w samym momencie uderzenia miała już otwarte oczy. Ocknęła się podczas hamowania. Jak wybuchły poduszki, to miała wrażenie, że potrącony dzik wpadł przez przednią szybę do auta. Spanikowała. Krzyk, pisk... dobrą chwilę zajęło Jej zanim odnalazła się w sytuacji. Pył z wystrzelonych poduszek wypełnił całe auto.
Środek nocy, a my stoimy w rozwalonym samochodzie na jakimś zadupiu... W oddali dostrzegliśmy delikatnie jarzące się światła stacji paliw. Postanowiliśmy, że spróbujemy tam dojechać. Odpaliłem auto. Silnik pracuje. Powolutku dotoczyliśmy się na stację.
Dzwonimy do firmy ubezpieczeniowej, w słuchawce miły żeński głos....
- Mieliśmy wypadek tu i tu. Potrzebujemy auto zastępcze i lawetę.
- Czy wiedza Państwo, ze przysługuje Wam również w ramach ubezpieczenia zwrot kosztów za przejazd pociągiem pierwszą klasą ? ...
- Czy Pani słyszała gdzie mieliśmy ten wypadek ?? Do najbliższej stacji mamy pewnie kilkadziesiąt kilometrów !!
- Zwracamy również koszty za korzystanie z innych środków lokomocji, nie przekraczające kwoty biletu pociągiem, w przedziale pierwszej klasy...
- Proszę Pani... czy Pani mnie słucha ? Do najbliższej stacji mamy kilkadziesiąt kilometrów !!. Potrzebujemy auto zastępcze i lawetę, chyba że podstawicie nam pociąg z przedziałem pierwszej klasy tu i tu !!!
- W tej chwili nie posiadamy żadnego wolnego auta zastępczego w tym rejonie. Proszę o cierpliwość. Laweta powinna do państwa dojechać z Wrocławia w ciągu godziny.
- Poczekamy na lawetę, i zabierzemy się z kierowcą do Wrocławia. Tam coś znajdziemy.
Czekamy godzinę, półtorej, dwie... lawety nie ma ! Znowu dzwonię na infolinie do naszego ubezpieczyciela.
- Co z naszą lawetą ?? Miała tu być dobrą godzinę temu !!
- Dostałam informację, że pomoc wyjechała z Wrocławia 15 minut temu.
- Ale On miał być tutaj godzinę temu, a nie dopiero co wyjechać !! Poproszę o nr. tel do kierowcy.
- Podaję numer – xxx xxx xxx
Dzwonimy do kierowcy.
- Dobry wieczór. Dzwonimy w takiej i takiej sprawie. Za ile możemy się Pana spodziewać ?
- 20 minut temu załadowałem na lawetę inne auto i wracam do Wrocławia. Na miejsce dotrę za 35 minut. Zostawię auto u mechanika na parkingu i jadę do Państwa.
- Słucham ??? Na infolinii poinformowali nas, że 20 minut temu Pan wyjechał do nas !!
- To jakieś nieporozumienie. Będę u Państwa w ciągu dwóch godzin ...
Qwa !!!. Czekamy na tej stacji jak debile ponad dwie godziny, i tyle samo przed nami ?? Ja pierdolę, co za dziadostwo !! Po powrocie do domu zmieniamy ubezpieczyciela !!!
Nie wytrzymałem. Poszedłem na stację i kupiłem taśmę klejącą (taką mocną, srebrną do łatania gumowych przewodów). Pokleiliśmy grill i rozwaloną lampę. Załataliśmy dziurę w chłodnicy z której wyciekła woda i uzupełniliśmy jej braki. Odpaliłem samochód i dojechaliśmy do Przesieki przejeżdżając kolejne 170 kilometrów.
Na miejscu oddałem auto do mechanika. Połatał parę przewodów i wróciliśmy nim do domu.
W Radomiu przedstawiciel ubezpieczalni po oględzinach stwierdził, że auto nadaje się tylko do kasacji. Z ubezpieczenia wziąłem za niego niecałe 50% wartości.... Ubezpieczyciela zmieniliśmy w ciągu miesiąca.
Dziesiątki spotkań z firmami budowlanymi, hydraulikiem, elektrykiem, projektantką, i setką innych potencjalnych wykonawców/dostawców. Załatwianie miliona spraw takich jak glazura, wykładziny, drzwi, okna, armatura (z czasem również meble, łóżka, telewizory) i huk wie czego jeszcze... Kto kiedyś robił remont w mieszkaniu (w całym mieszkaniu), to niech to sobie pomnoży przez 50 razy i mniej więcej będzie miał obraz. Choć i tak zamglony, bo robiąc remont, nie wymienia się zwykle całej hydrauliki i elektryki, nie buduje się szybu windowego wyburzając uprzednio 4 łazienki z prysznicami na 4 kondygnacjach, i wreszcie nie wyburza się większości ścianek wewnętrznych i nie stawia nowych.
To wszystko zakładał projekt. A skoro to ja wraz z Robertem namówiłem rodziców na ten remont, to nie mogłem Ich z tym zostawić. Czułem się zobowiązany i uczestniczyłem we wszystkich istotnych spotkaniach i decyzjach. Ja i moja żona Jola.
Po wielu spotkaniach z potencjalnymi wykonawcami wybraliśmy dwie ekipy budowlane i podpisaliśmy umowy. Jedna z Radomia, której właścicielem był Piotr (stawiali nam biuro w firmie), druga z Jeleniej Góry, której właścicielem był Bartek. Młody i energiczny facet. Hydraulicy i elektrycy również byli z Radomia. Sprawdzili się wykonując uprzednio kilka zleceń u mnie w firmie.
Remont miał ruszyć z początkiem stycznia 2008r. I zakończyć się pod koniec czerwca. Ale żeby tego dokonać, już w na początku grudnia 2007r. musieliśmy rozpocząć przygotowania. Tata wraz z pracownikami przed pojawieniem się ekip budowlanych zaczęli demontować wszystkie drewniane elementy (imitacja desek z okleiną), całą armaturę, starą glazurę, stare meble, wykładziny, drzwi i ościeżnice. Na początku stycznia 2008r. wszystko było gotowe na przyjęcie ekip remontowych.
Zaczął się koszmar ! Wszystko co przeżyłem do tej pory było tylko wstępem do tego co miało nastąpić. Rozpoczął się najbardziej ekstremalny okres w moim życiu !
Ciąg dalszy nastąpi....