No siema
Bez zbędnego pierdolenia - ten blog, który zapewne wygaśnie za miesiąc, ma być kolejną rzeczą, którą potwierdzi mi, że moje podejście do pokera to bagno.
Najpierw może wykres, bo to lubią wszyscy a tak naprawdę nie znaczy wiele.

90% to NL10 reg, na którym utknąłem już na dobre?
Na pierwszy rzut oka winrate się zgadza, więc co ja będę narzekał? Może przyczepię się do czerwonej, bo z niej dużo wynika. Czy może zamknąć pysk, bo najważniejsza przecież i tak jest zielona?
Zaryzykuje. Mianowicie mój profit z gry na mikro to karanie spazerów i fishy. Nawet na regów nie trzeba patrzeć a potencjalne problemy z nimi odpuścić, bo przecież zaraz fish zrobi co trzeba by oddać stacka.
Przez to wszystko moja gra to głównie czekanie na spazy innych i wykorzystywanie, że fishe to stacje. Jeżeli sam akurat nie mam okresu spazów. Ostatnio dawno ich nie było stąd i wykres ma się dobrze.
Nie potrafię grać rangami. Nie widzę ich jak powinienem. Nie potrafię układać game planu, analizować rozdań, wyciągać wniosków, szukać błędów i je naprawiać. Nie mam nawet jakiś range openów. Dużo na czuja tu i teraz, bez większego namysłu o całości. Po prostu bagno.
Dosyć mam klikania mikrostawek. Za shotami powinien iść jakiś rozwój i podniesienie umiejętności a nie sam roll. Już samo to mnie paraliżuje, bo wiem, że nie jestem lepszy niż miesiąc temu, nie jestem pewnie lepszy niż pół roku temu. Nie znaczy to wcale, ze celuje w HS, bo jeżeli ktoś utknął na mikro na dłużej to raczej w jego możliwościach jest NL50 może przy odpowiedniej pracy NL100.
Uważam, że nie jestem na tyle głupi by zostać już na zawsze na mikro, ale bogowie pokera mają inna zdanie. Powalczę z nimi jeszcze trochę zanim przyznam im rację.
Chcę tu pisać bzdury i zadawać banalne pokerowe pytania zanim znowu się potknę i odpuszczę karty na jakiś czas. A to wszystko po to, bo ostatnim moim krokiem, by wyjść z tego bagna będzie pewnie trener pokerowy a nie chciałbym i tam marnować czasu na jakieś proste pytania.
Oby z fartem!
