Szykuje się "wolne" do końca sierpnia, bo najpewniej od jutra zaczynam okres wakacyjny. Ciężko jest zmienić przyzwyczajenia, z którymi przechadzało się przez większość żywota. Nie żyje mi się strasznie źle z moimi "negatywnymi" cechami osobowości, a nawet powiedziałbym, że części z nich osobiście nie wrzucałbym nawet do tego worka z napisem "niepożądane". Jednak to wymogi społeczne i cywilizacyjne dzisiejszych czasów (w naszej szerokości geograficznej) poniekąd mnie do tego zmuszają i wymagają ode mnie robienia szpagatu, który przychodzi mi z trudem, i którego tak naprawdę robić nie chce. Niejako jestem zmuszany do praktykowania takiej formy aktywności od lat, jednak bardzo często zaniedbuje rozgrzewkę, co czasami negatywnie odbija się na moim zdrowiu, jak chociażby na początku tego roku. Wiecie, że nie potrafię chociażby zbyt długo pracować za sprawą złodziejskich podatków, niestety nie jestem w stanie przejść jak większość ludzi do porządku dziennego nad tym, iż niemal połowę roku nie otrzymuje wynagrodzenia (pracując za frajer), które zabiera w podatkach rząd. Nie jest to kwestia jakieś gówniarskiej anarchicznej postawy, bo wyrastam z niej i często nie wycieram już sobie mordy sloganami typu "jebać policję i pierdolić system". Po prostu mam świadomość, że te pieniądze zostają źle wydatkowane abstrahując już od tego, że to bardziej przypomina lichwę aniżeli uczciwy system. Zresztą co jakiś czas wracam do tego tematu, więc znacie moje poglądy w tej materii i wiecie, że jak mam najmniejszą szansę wypowiedzieć umowę, to wystarczy mi najbardziej idiotyczna wymówka do tego.
Tak więc w wakacje nie zarabiam, choć jak wspomniałem nie jest to optymalny sposób życia w miejscu, w którym przyszło funkcjonować większości z nas, bo wiąże się to z pewnymi ograniczeniami, o których pisał nie będę, bo można sobie łatwo wyobrazić jaki kaganiec zakłada mi pysk urzędnik jeden z drugim. Pewnie większość uzna to za brak odpowiedzialności, lenistwo czy coś tam jeszcze. Nie mam z tym problemu możecie sobie myśleć o mnie co tam chcecie, jednak coś wam opowiem. Załóżmy hipotetycznie sytuacje, że mam żonę od jutra. Oboje zarabiamy średnią krajową ( jeżeli dobrze pamiętam 4.8 K brutto). Moją żona dostanie statystycznie 20 % mniej niż mężczyzna ( za tą samą pracę). Nie jest to spowodowane szowinizmem, tylko czystą kalkulacją pracodawcy wynikającą z tego, iż kobiety rodzą dzieci, a więc wiąże się to ze wszelkimi urlopami, które będzie musiała w przyszłości wykorzystać i takie tam bzdury. Jeżeli uwzględni się w tym modelu koszty z tytułu podatków, które płacić musimy wyjdzie, że będę musiał godzić się z sytuacją, iż moja żona pracuje za około 200 zł miesięcznie. Niestety, ale taka jest gorzka prawda, wiec nie pierdolić mi tutaj o odpowiedzialności, bo kto odpowiedzialnie wysłałby swoją partnerkę do pracy za takie wynagrodzenie :coolface:. Jak myślicie ile jest rodzin w Polsce, które są do tego zmuszane, chociaż pewnie lwia cześć z nich nie zdaje sobie nawet z tego sprawy, a nawet jak zdaje, to nie może nic z tym zrobić ?
Ale wróćmy do mnie. Nie próbowałem realnie rozwiązać tego problemu ( pracy i płacenia tak wysokich podatków) i leczyć rozdwojenia jaźni z tego wynikającej, bo z tyłu głowy nie wierzyłem zbytnio w to, że będę w stanie skutecznie mierzyć się z moim największym problemem, który jest znany i miałem poniekąd wyjebane. Tak się jednak składa, że bardziej lub mniej, ale jakoś mi to wychodzi, a będąc trzeźwym ma się jednak inne priorytety, dlatego jak jebnie i we wrześniu minie rok abstynencji to postanowiłem, że zmienię swoje życie, czy na lepsze to się okażę
Tak smutno mi, ale to są moje ostatnie "wolne" wakacje ( o ile nie pokona mnie %) tak więc trzeba byłoby je zacnie spędzić. Nie będę się opierdalał, bo założyłem, że będą to wakacje sportowe i poprawię gierkę w kosza, ale niech mnie wykorzysta playmate lat 2000-2017 Playboy'a jak zapłacę przez ten okres jakiś podatek dochodowy...
Ale dobra wymówka z tymi podatkami, by sobie zrobić z tego ideologię, a tak naprawdę nie pracować bo się jest pierdolonym leniem, aspołecznym zjebem i nieudacznikiem co ? No cóż, wszystkim niezadowolonym z tego wpisu, którzy sobie coś uświadomili sugeruje, aby powstrzymali ból dupy, bo jedziemy na tym samym wózku, a ja od września będę takim samym niewolnikiem na pełny etat... niestety. Nie chciałem nikogo obrazić choć to mogło tak wybrzmieć. Po prostu przykro mi, że ludzie są zmuszani do pewnych rzeczy i łudzę się, że kiedyś społeczeństwo zmądrzej na tyle, by jednak coś z tym zrobić ( bo może ). A że mam problem z poprawnością polityczną, to czasami w takim tonie wychodzi to co myślę. No dobra, ale wakacji, to możecie zazdrościć...
( tak naprawdę to nie )
Eee znowu jęczę i się przypierdalam do rzeczy, na które nie mam wpływu ( choć mój głos {pierwszy w życiu} zmienił prezydenta w ostatnich wyborach heh), więc chyba zbliża się PMS... Od tygodnia obserwuje spadek nastroju, więc dwumiesięczny urlop się przyda.
Idę na 3 godziny na kosza, wciąż z jedną ręką fml.