Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko
3,256 Posty
99 Użytkownicy
1578 Reakcje
87.3 K Wyświetlenia
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Kark mi dokucza od dłuższego czasu. Miałem zrobić sobie wolny weekend od sportu, ale pierdole i zrobię jeszcze więcej niż zazwyczaj, tylko z mniejsza intensywnością. Na obiad chilli w teksańskim stylu, bo trzeba znaleźć sobie jakiś substytut pokera :coolface:.

Do kiedyś myszki.


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Przypomnij mi gdzie mieszkasz to przejazdem jak będę to wpadnę na dobre żarełko i może jakiś melanż zrobimy. :f_drink:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

TOP SECRET


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Chudy , zaczynam się bać , bo to kurwaaa moja ulica i miasto. Ulica bardzo długa , ale na pewno bym Cię znał. Znam wszystkich "pijaczków". :f_cool:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Jakie są szanse na to, że to wymyśliłem ? O_o


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Miasto znałeś moje , ale ulica???????:f_o:


Odpowiedz
Cytat
emomaniac
Dołączył: 11.08.2006

Ja pierdole...


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

A jutro na koncie masz debet :). Nie wiem czy wiedziałem z jakiego miasta jesteś, a już na pewno nie znałem ulicy. Uroki pisania w necie. A na dokładkę zobacz sobie w jaki sposób funduje się "tajne przeszukanie".

do 20.40.

Mam nadzieje, że uspokoiłem :coolface:

No dobra bez trolingu to mieszkam +,- 2.5 godziny drogi trabantem od ciebie, więc to żaden problem, ale nie pije, a na żarcie umawiam się tylko z kobietami więc... dopóki nie przeproszę się z alkoholem, dopóty nie wybieram się poza miasto ;)

BTW: Edytuje tego posta wcześniejszego, bo nie sądziłem, że strzelę tak dokładnie a ty to klepniesz, ale czutkę to jednak zawsze miałem dobrą, więc mogłem to przewidzieć, że jednak trafię. Przepraszam.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Dzisiaj rower wyrzucił mnie przez kierownicę gdy zjeżdżałem z górki w lesie. Drugi raz w życiu zrobiłem salto ( i to nie hiperbola) z tym, że nie ustałem na nogach i wyrzuciło mnie na plecy. Nie powiem, tętno podskoczyło srogo, bo wizja upadku z wysokości ~ 1.5 metra na ryju nie jest czymś czego usilnie poszukuje wybierając się na przejażdżkę po lesie, ale udało się "dokręcić" jeszcze pół obrotu i szczęśliwie nie zrobić sobie większej krzywdy. Nota chujowa, bo brak telemarku, ale dostałem bonus za obsrane ze strachu gacie i umorusanie się w błocie. Chyba zbyt nonszalancko na nim jeżdżę (lel), ale przecież nie będę poruszał się w tempie rekreacyjnym i znosił to, że wyprzedzające mnie ślimaki pokazują mi środkowy palec. Za pierwszym razem zgubiłem telefon i klucz a dzisiaj takie rzeczy. Chyba ktoś z góry próbuje powiedzieć, że rower jest dla starych ludzi, abym wrócił do prawdziwego sportu (troll).


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Niektórym upadek na twarz może pomóc. Mnie tam zderzenie z Tirem nie zaszkodziło, wyglądam lepiej. :coolface:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Wczoraj stwierdziłem, że rower jest dla starych ludzi, wiec tłumaczyć mi się gęsto, który na mnie doniósł, bo dzisiaj się obraził jebany i potraktował mnie jak szmatę. Właściwie to powtórzył numer z dnia poprzedniego i znowu wyrzucił mnie przez kierownicę tylko, że dzisiaj nie skończyło się to dla mnie za dobrze. Jakiego wyznania jest to ustrojstwo, że mną tak pomiata ?

Mam mieszane uczucia co do upubliczniania takich zdjęć ( choć noszę się z zamiarem zrobienia obdukcji i zgłoszenia tego do prokuratury), dlatego wrzuciłem najmniej szpetną kontuzje, a widoku tego jak wyglądam od pasa w górę ( całe ramię, plecy i biodro) wam oszczędzę, bo wygląda to o wiele bardziej poważnie. Właściwie mogłem tego nie pokazywać, ale wyszłoby trochę, że pierdole, bo jakie są szanse na to, że dwa dni z rzędu zrobię na rowerze salto ? Zresztą stop przemocy.

Jak to się w ogóle dzieje ? Wygląda na to, że mój instynkt samozachowawczy przy jeździe na rowerze leci ze mną ostro w chuja i aspiruje do nagrody Darwina ( w zeszłym roku otarł się o podium. lecz widocznie nie zaspokoiło to jego ambicji). Dobra rower nie jest mój, a problem polega na tym, że przedni hamulec łapię o wiele wcześniej niż tylni ( oczywiście olałem tą informację, bo wczoraj już to wiedziałem), a ja mam odruch łapania za obydwa jeżeli muszę gwałtownie hamować. Cały jestem zdarty, bo dzisiaj nie zdążyłem nawet wjechać do lasu i rozpędzony z górki wyleciałem z roweru na asfalt przy dużej prędkości. Ja się domyślacie z miejsca rower przy takich hamulcach staje pionowo na przednim kole, a ja robię przewrót w przód, którego nie jestem w stanie uniknąć.

Zły byłem, na tyle zły, że nie obeszło się bez skopania łajzy i założeniu gilotyny, ale nic sobie z tego dziesięciominutowego duszenia nie robił i nie odklepał ( co w sumie wyszło na dobre, bo miałem na czym wrócić). W zasadzie wywrotkę zaliczyłem 20 minut po tym jak wyjechałem z chaty i właściwie chciałem wracać, bo wyglądałem jak statysta z "Martwicy mózgu", ale stwierdziłem po chwili, że chuj z tym i zmęczyłem 2.5 godziny po lesie, bo i tak mnie nikt nie widzi. Teraz niech mi tylko ktoś napiszę, jak przenieś to "wychodzenie ze strefy komfortu" w sporcie na wszystko co ze sportem się nie wiążę, i do końca roku będę noblistą z astronomii zarabiającym miliony ziemniaków.

Ogólnie problemem nie było to, że się zdarłem, bo koszulka skutecznie sprawdzała się w roli opatrunku, byłem już niemal w lesie i trochę głupio było wracać, a ten cały ból i pieczenie z obtarć da się rzucając gromkimi kurwami co jakiś czas znieść, tylko to, że poważnie stłukłem sobie lewą rękę ( choć może to być coś bardziej poważnego). Na tyle dotkliwie, że nie jestem w stanie po tym jak wróciłem do domu otworzyć drzwi łapiąc nią za klamkę. W lesie wiadomo jak jest ukształtowany teren przez co czułem każdy konar,dół, patyk i szyszkę na którą najechałem, ale dla kogoś kto oglądał i pamięta wstyd byłoby od tak zrezygnować skoro płaczek Eric dał radę :

Pop it Tommy !!! Ból nie istnieje :coolface: :ayfkm:

Przede mną trening kosza. W lesie łudziłem się, że będę w stanie hasać z jedną rękę, ale prawdopodobnie jestem wyłączony z jakichkolwiek treningów do końca tygodnia, a znając życie to pewnie będę się męczył z tą łapą co najmniej do końca miesiąca. Trudno i darmo. Jak się jest zjebem to nie poradzisz i trzeba z takimi sytuacjami handlować. Do wesela się zagoi i jest w zasadzie pozytyw w tym wszystkim. Nie mam teraz wymówki od roboty z którą zalegam i nie będę w stanie przekładać jej w nieskończoność usprawiedliwiając to dodatkowym treningiem ( a tylko pretekst w postaci sportu nie powoduje u mnie wyrzutów sumienia).

Idę położyć się do jakieś komory kriogenicznej, bo po tym jak się wykąpałem jest średnio, które idzie w stronę "o ja pierdole, dobijcie mnie"

Widziałem dopiero wczoraj ( bo brak tv) reportaż Gadowskiego z Berlina i zważając na to, że on gówna raczej nie robi wydaje się, że będzie w najbliższym czasie poważny problem jak się nic nie zmieni, a raczej nie zmieni. Trzeba będzie kupić sporo kredek i zbierać na tatuaż... eh.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Z siłowni jestem wyłączony co najmniej do końca miesiąca, jednak jakoś strasznie mnie to nie martwi, bo w gruncie rzeczy nie przepadam za taką formą aktywności, a przerwa jak będę oscylował w okolicach utrzymania nie zaszkodzi, a może jedynie pomóc. Mam silnie stłuczony staw łokciowy, więc w zasadzie odpada jakikolwiek sport ( z tego co robię obecnie), jednak od poniedziałku spróbuje wprowadzać już light kosza. Na razie mam ograniczony zakres ruchu w tej łapie, bo nie mogę podrapać się nawet po uchu, a rozsądek podpowiada żebym nie pajacował i tym razem go posłucham, bo sprawna ręka mi się jeszcze przyda.

Martwi mnie natomiast fakt, iż z powodu braku ruchu będę zmuszony jeść mniej niż zazwyczaj. To znaczy mógłbym wprowadzić LISS, jednak długie spacery są takie nudne, ale chyba się przełamie na te kilka dni coby nie siedzieć jedynie na dupie. Dzisiaj jak można było przypuszczać każde obicie wychodzi i boli mnie wszystko, ale na przestrzeni ostatnich 20 lat można policzyć na palcach jednej ręki kiedy sięgnąłem po proszki przeciwbólowe ( a raczej byłem zmuszony przez osoby trzecie), więc się przyzwyczaiłem do tego, że ma boleć jak się goi.

Idę zmusić się do tego by trochę popracować, chociaż pewnie z powodu tego, że mam wymówkę przez ten wypadek do roboty zabiorę się dopiero jutro :ayfkm: Serio, jak od jutra nie zacznę pracy w normalnym wymiarze czasu, to dam się publicznie obrzucać ekskrementami, bo już nawet mi to przekładanie ciąży. Nigdy nie potrafiłem znaleźć balansu, bo albo robię coś na 200 %, albo na -100 eh.

Tymczasem myszki


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Wiecie, że jak wyszedł Resident Evil na PSX, to często oddawałem bratu pada jak pojawiał się Hunter, bo darł mordę jak była skucha ( za kartę pamięci robił zeszyt w kratkę). Jest ode mnie dwa lata młodszy, ale na swoje usprawiedliwienie mogę napisać, że konsola była jego. Wiecie, że aby policzyć ile wtedy miałem lat, coby nie wyszło, że byłem za stary ( zarówno na gry, jak i opierdol od szczyla) najpierw odjąłem na kalkulatorze w Windowsie 1996 od 2017, a następnie wynik od mojego wieku ? Nie ? To już wiecie :ayfkm:

Nie mam wciąż ręki, ale poprawił się zakresu ruchu, bo już mogę prawie swobodnie dotknąć nią ucha. Pracuje sobie, ale tak mi się nie chce, że wynająłem szemranego ruska, któremu płace za to, by przystawiał mi pistolet z czułym spustem do głowy ilekroć próbuje się opierdalać. Koleś ma Parkinsona, więc trochę mi to pomaga w domykaniu celów.

Prawdopodobnie w poniedziałek pójdę na kosza, chociaż wciąż tak sobie z tym pomysłem, bo ból sprawia mi przekrojenie bułki na pół i wciąż nie mogę nawet do połowy ruszyć klamką, by otworzyć drzwi, ale na boisku nie ma ich zbyt wiele, więc luz. Chyba też dam sobie spokój z treningiem siłowym do listopada i będę męczył tylko kosza póki jest sezon, ewentualnie rolki. Może od czasu do czasu pierdolnę "górę", zobaczy się.

Peace out.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Nie dałem rady wyczekać nowego tygodnia i polazłem na boisko w niedziele. Boli mnie ta łapa ilekroć rzucam, ale trudno i darmo. Pierdyknąłem sobie opaskę uciskową, która nie pomaga redukować dyskomfortu, ale może chociaż nie pogłębi problemu. Gdybym miał czekać, aż całkowicie mi się zagoi ręka, to pewnie jeszcze tydzień musiałbym siedzieć na dupie. Poboli i przestanie, kiedyś...

<hejt mode on>
Jakoś ostatnio dowiedziałem się, że umorzyli sprawę Grzesiowskiego w gruncie rzeczy przypadkiem, bo dziwnym trafem przez ostatni tydzień nachalnie bombarduje mnie ciągle materiał STOP NOP. Naprawdę z całym szacunkiem ( tak naprawdę to nie ), ale dla Sochy najmniejszy wymiar kary jaki powinien być przewidziany to łamanie kołem za to pierdolenie bzdur. Musiałem swojego czasu by nie wyjść na ignoranta posłuchać co ma do powiedzenia i mało brakowało, aby jej argumenty pchnęły mnie w kolejny ciąg alkoholowy. Serio nie rozumiem czasem jak ludzie mogą być tak ograniczeni, a mimo to nie mieć bana na wypowiadanie się w mediach. Tam przy obiedzie w gronie znajomych może te brednie powtarzać, ale publicznie zabierając głos w sprawie szkodzi i to niemal czyste granie na emocjach bez grama rzeczowych argumentów i chuj a nie wolność słowa :ayfkm:
<>

Wypłakałem się, więc mogę spać spokojnie. Dobrej nocy.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Szykuje się "wolne" do końca sierpnia, bo najpewniej od jutra zaczynam okres wakacyjny. Ciężko jest zmienić przyzwyczajenia, z którymi przechadzało się przez większość żywota. Nie żyje mi się strasznie źle z moimi "negatywnymi" cechami osobowości, a nawet powiedziałbym, że części z nich osobiście nie wrzucałbym nawet do tego worka z napisem "niepożądane". Jednak to wymogi społeczne i cywilizacyjne dzisiejszych czasów (w naszej szerokości geograficznej) poniekąd mnie do tego zmuszają i wymagają ode mnie robienia szpagatu, który przychodzi mi z trudem, i którego tak naprawdę robić nie chce. Niejako jestem zmuszany do praktykowania takiej formy aktywności od lat, jednak bardzo często zaniedbuje rozgrzewkę, co czasami negatywnie odbija się na moim zdrowiu, jak chociażby na początku tego roku. Wiecie, że nie potrafię chociażby zbyt długo pracować za sprawą złodziejskich podatków, niestety nie jestem w stanie przejść jak większość ludzi do porządku dziennego nad tym, iż niemal połowę roku nie otrzymuje wynagrodzenia (pracując za frajer), które zabiera w podatkach rząd. Nie jest to kwestia jakieś gówniarskiej anarchicznej postawy, bo wyrastam z niej i często nie wycieram już sobie mordy sloganami typu "jebać policję i pierdolić system". Po prostu mam świadomość, że te pieniądze zostają źle wydatkowane abstrahując już od tego, że to bardziej przypomina lichwę aniżeli uczciwy system. Zresztą co jakiś czas wracam do tego tematu, więc znacie moje poglądy w tej materii i wiecie, że jak mam najmniejszą szansę wypowiedzieć umowę, to wystarczy mi najbardziej idiotyczna wymówka do tego.

Tak więc w wakacje nie zarabiam, choć jak wspomniałem nie jest to optymalny sposób życia w miejscu, w którym przyszło funkcjonować większości z nas, bo wiąże się to z pewnymi ograniczeniami, o których pisał nie będę, bo można sobie łatwo wyobrazić jaki kaganiec zakłada mi pysk urzędnik jeden z drugim. Pewnie większość uzna to za brak odpowiedzialności, lenistwo czy coś tam jeszcze. Nie mam z tym problemu możecie sobie myśleć o mnie co tam chcecie, jednak coś wam opowiem. Załóżmy hipotetycznie sytuacje, że mam żonę od jutra. Oboje zarabiamy średnią krajową ( jeżeli dobrze pamiętam 4.8 K brutto). Moją żona dostanie statystycznie 20 % mniej niż mężczyzna ( za tą samą pracę). Nie jest to spowodowane szowinizmem, tylko czystą kalkulacją pracodawcy wynikającą z tego, iż kobiety rodzą dzieci, a więc wiąże się to ze wszelkimi urlopami, które będzie musiała w przyszłości wykorzystać i takie tam bzdury. Jeżeli uwzględni się w tym modelu koszty z tytułu podatków, które płacić musimy wyjdzie, że będę musiał godzić się z sytuacją, iż moja żona pracuje za około 200 zł miesięcznie. Niestety, ale taka jest gorzka prawda, wiec nie pierdolić mi tutaj o odpowiedzialności, bo kto odpowiedzialnie wysłałby swoją partnerkę do pracy za takie wynagrodzenie :coolface:. Jak myślicie ile jest rodzin w Polsce, które są do tego zmuszane, chociaż pewnie lwia cześć z nich nie zdaje sobie nawet z tego sprawy, a nawet jak zdaje, to nie może nic z tym zrobić ? :|

Ale wróćmy do mnie. Nie próbowałem realnie rozwiązać tego problemu ( pracy i płacenia tak wysokich podatków) i leczyć rozdwojenia jaźni z tego wynikającej, bo z tyłu głowy nie wierzyłem zbytnio w to, że będę w stanie skutecznie mierzyć się z moim największym problemem, który jest znany i miałem poniekąd wyjebane. Tak się jednak składa, że bardziej lub mniej, ale jakoś mi to wychodzi, a będąc trzeźwym ma się jednak inne priorytety, dlatego jak jebnie i we wrześniu minie rok abstynencji to postanowiłem, że zmienię swoje życie, czy na lepsze to się okażę :coolface: Tak smutno mi, ale to są moje ostatnie "wolne" wakacje ( o ile nie pokona mnie %) tak więc trzeba byłoby je zacnie spędzić. Nie będę się opierdalał, bo założyłem, że będą to wakacje sportowe i poprawię gierkę w kosza, ale niech mnie wykorzysta playmate lat 2000-2017 Playboy'a jak zapłacę przez ten okres jakiś podatek dochodowy...

Ale dobra wymówka z tymi podatkami, by sobie zrobić z tego ideologię, a tak naprawdę nie pracować bo się jest pierdolonym leniem, aspołecznym zjebem i nieudacznikiem co ? No cóż, wszystkim niezadowolonym z tego wpisu, którzy sobie coś uświadomili sugeruje, aby powstrzymali ból dupy, bo jedziemy na tym samym wózku, a ja od września będę takim samym niewolnikiem na pełny etat... niestety. Nie chciałem nikogo obrazić choć to mogło tak wybrzmieć. Po prostu przykro mi, że ludzie są zmuszani do pewnych rzeczy i łudzę się, że kiedyś społeczeństwo zmądrzej na tyle, by jednak coś z tym zrobić ( bo może ). A że mam problem z poprawnością polityczną, to czasami w takim tonie wychodzi to co myślę. No dobra, ale wakacji, to możecie zazdrościć... :coolface: ( tak naprawdę to nie )

Eee znowu jęczę i się przypierdalam do rzeczy, na które nie mam wpływu ( choć mój głos {pierwszy w życiu} zmienił prezydenta w ostatnich wyborach heh), więc chyba zbliża się PMS... Od tygodnia obserwuje spadek nastroju, więc dwumiesięczny urlop się przyda.

:ayfkm: :coolface:

Idę na 3 godziny na kosza, wciąż z jedną ręką fml.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Z cyklu 10 faktów o mnie, o których nie wiecie:

1. Jako ostatni na roku "wybrałem" temat pracy magisterskiej, a było to plus, minus miesiąc po "ostatecznym" terminie deklaracji o czym "chce" się pisać. Kiedy ludzie oddawali promotorowi do sprawdzenia pierwsze rozdziały swoich wypocin, ja przetrząsłem pokój w poszukiwaniu kartki, na której ten temat zapisałem, bo za nic nie mogłem skojarzyć czego dotyczy, bo kilkukrotnie go zmieniałem :ayfkm: Co ciekawe moim promotorem była osoba, która budziła powszechny postrach, bo zdarzało jej się upierdalać studentów, ale długo by pisać czemu według mnie ( co było niszową opinią ) był całkiem spoko i w zasadzie mi problemu nie sprawił, choć sporo osób uważało, że nie da rady z nim gadać. To jakiegoś rodzaju mit, chociaż rzeczywiście nie dało rady lecieć z nim w chuja tak, jak z większością, wiec po prostu tego nie robiłem tylko mówiłem wprost co mnie boli, i chyba to było całkiem niezłe założenie.

O tym w jaki sposób się obroniłem wspominałem, więc nie będę się powtarzał. Napiszę tylko dla tych, którzy o tym nie wiedzą, że o obronie dowiedziałem się chyba dwa dni wcześniej, pracę dostarczyłem dzień przed egzaminem, jeszcze ciepłą ( dosłownie ) już praktycznie po tym jak zamknęli dziekanat, w którym miałem ją złożyć, bo był problem z jej oprawieniem ( chociażby taki, że rano nie wiedziałem gdzie coś takiego mogę ogarnąć). Zresztą w nocy zabrakło tuszu w drukarce. Na uczelnie musiałem zapierdalać 50 km o czwartej rano. O godzinie 9.00 miałem wydrukowane 20 stron z dwóch egzemplarzy, które razem liczyły ze 160, a które miałem dostarczyć gotowe do 12.00. Oczywiście nie miałem czasu w żaden sposób na obronę się przygotować. Właściwie moja "nauka" sprowadziła się do przeczytania przed salą egzaminacyjną spisu treści, w którym zauważyłem literówkę...

Brzmi jak profesjonalne podejście do tematu co nie ? Ale nie dajcie się zwieść, w tym szaleństwie jest metoda. W końcu mogę się tytułować mgr przed nazwiskiem heh. Nie chce mi się w indeks zaglądać, ale wiem, że za pracę było co najmniej 4.0, więc napisana musiała być w miarę przyzwoicie, bo jak wspomniałem promotor z pozoru był wymagający jak na standardy mojego kierunku :coolface: Zresztą jak i tak nie liczyłem na obronę w pierwszym terminie i poszedłem tam w charakterze worka bokserskiego, na którym jednak dziwnym trafem złożyło się tak, iż połamali sobie ręce. Najlepszy był mój promotor. Widząc, że mam pewne trudności z odpowiedziami na pytania typów z tej komisji rzucał mi koła ratunkowe dotyczące mojej pracy, której nawet nie przeczytałem, ale wiedziałem, że on również ( no bo kiedy ?), wiec rozeszło się po łokciach :yaoming:

A żeby było ciekawiej to jedno z pytań na tej komisji mi zadane dotyczyło... podatków. Całkiem serio piszę, ale wtedy nie miałem o tym zielonego pojęcia, chociaż po części udało mi się na to pytanie odpowiedzieć, bo znałem je zanim wszedłem na obronę. Skąd ? Otóż jedną z osób zadającą pytania na tej komisji był dziekan naszego wydziału ( czy jak to się tam nazywało) Typiara była na tyle spoko, że wychodziła do nas na korytarz i paluchem wskazywała, jakie konkretnie zada pytanie danej osobie. Ułatwiło to trochę sprawę, bo wystarczyło rzucić się na jednego nerda z dwudziestu kilku osób, który jako jedyny miał ze sobą wszystkie notatki z wykładów, spuścić mu wpierdol, zabrać je i mieć te kilka minut na przygotowanie się na jako taką odpowiedź. No dobra nikt go nie bił, ale wiadomo, że typ raczej wyboru z udostępnieniem materiału nie miał jak chciał wejść na obronę bez respiratora :coolface:

Studia, stare dobre czasy... Nie bez powodu uważam, że jest to najlepszy okres w moim życiu, i pewnie tak już zostanie.


Odpowiedz
Cytat
leeloo80
Dołączył: 15.02.2010

Zapowiada się fajnie. Dziś to odkryłem i kropkuję i możesz być z tego dumny, że trafiłem na Twojego bloga! Chętnie poczytam! :pcuser:


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Panie magistrze , może pomożesz. Kupiłem sobie wyciskarkę i popiłbym jakieś fajne , zdrowe soczki . Moja żonka i córka oczywiście też . Możesz coś podpowiedzieć? Może jakaś fajna strona , książka. Chyba że coś masz fajnego ze swojego doświadczenia. :f_thumbsup:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Osobiście wolę zjeść cały owoc, niż wyciskać z niego sok, bo to zdrowsza opcja. Dobra kogo ja tutaj oszukuje. Prawdziwy powód tego jest taki, że na wyciskarkę nie było mnie stać kiedy ją mieć chciałem, bo komu zależy na zdrowiu jak coś jest dobre w smaku co nie ? (tralalala). Ale chuj nas obchodzi co ja wolałem, jednak nie zmienia to faktu, że nie jestem w stanie w tej chwili pomóc, ponieważ tak czy siak nigdy tematem się nie interesowałem na tyle, by się wypowiadać, a już sam nie wyciskałem nic poza dychą na klatę. Ponoć dobrą opcją jest sok z pokrzywy, na którą chyba sezon jednak skończył się w maju. Zresztą myślę, że cała frajda przed tobą i nie ma co tam kierować się przepisami z książek tylko samemu szukać smaku. Tym bardziej, że po pewnych przepisach przedstawicieli pewnych kręgów wyznaniowych, na które książki są, a o których żeby nie wyjść na gnojka nie wspomnę dojdziesz do wniosku, że urynoterapia jest lepszym rozwiązaniem niż wyciskarka :coolface: No dobra wegańskie ( ups) żarcie naprawdę jest niezłe i sobie głupio żartuje, ale jak spróbujesz soku dla przykładu z jarmużu, który jest zachwalany to mam uzasadnione obawy, że w najlepszym wypadku stracisz przytomność i obudzisz się, kiedy twoje wnuki będą dziadkami

No ale by tylko nie pisać głupot dla samego pisania, to jeżeli mnie pamięć nie myli dostałem od kogoś kiedyś ebooki, w których mignęła mi gdzieś książka odnośnie soków właśnie. Jeżeli to prawda, to poszukam tego dla ciebie, jednak nie zrobię tego teraz bo zła nowina ( dla mnie) jest taka, że tych ebooków/książek jest kilka tysięcy :ayfkm: Ja tylko to przeglądnę dam znać czy coś jest godnego uwagi, ale to nie dzisiaj, bo właśnie zaczyna się live cams z moją ulubioną gwiazdą filmową, a ja mam do niej tyle pytań. Stream zaczyna się na Porn Hubie, ale to chyba oczywiste, więc nie wiem po co o tym wspominam...

.

Napisane przez leeloo80
Zapowiada się fajnie. Dziś to odkryłem i kropkuję i możesz być z tego dumny, że trafiłem na Twojego bloga! Chętnie poczytam! :pcuser:

Uff... przez chwilę wystraszyłem się, że na dumie się nie skończy i będę musiał ci jeszcze za to zapłacić, a z kasą krucho skoro nie mam od jutra pracy. Swoją drogą nie wiem czy nie doczytałeś, ale wybieram się na 2.5 miesięczne wakacje, więc obawiam się, że nie będzie czego czytać. Ale każdego kogo spotkam na swoje drodze poinformuje o tym, jak jestem dumny z tego, że wpadłeś, a niech zzielenieję z zazdrości. Pozdrawiam i do przeczytania.


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Jak coś znajdziesz to fajnie, sam też będę szukał. :f_thumbsup:


Odpowiedz
Cytat