Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko
3,256 Posty
99 Użytkownicy
1578 Reakcje
87.3 K Wyświetlenia
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Dobre wymówka by nie grać c'nie ? Chociaż prawda jest taka, że ten remont w żaden sposób nie utrudnia mi gry. Jestem typem osoby, która jak się na czymś nie zna, to nie stara robić za eksperta, więc jedyny mój udział w tym całym syfie to ewentualne wynieś i pozamiatać po robocie, choć tego w sumie też nie robię. Co ciekawe za sprawę tego, że w moim najbliższym otoczeniu bardzo wiele osób trudni się szeroko pojętą budowlanką, to w teorii pewnie byłbym w stanie dom postawić, bo o ich robocie (chcąc czy też nie) sporo się nasłuchałem, ale jak sam kiedyś próbowałem pomalować ścianę, to trzy minuty po tym jak się przebrałem w ciuchy robocze byłem już w sklepie po piwo. Nawet nie to, że nie potrafiłbym tego zrobić, tylko zawsze wmawiam sobie, że tak jest, aby się tylko za to nie zabrać. Dla przykładu czasami jestem takim ignorantem na sprawy, które mnie nie obchodzę , że jakbym chciał, to przekonałbym sam siebie, że nie potrafię zmyć podłogi w kuchni. Nie, że mi się nie chce, tylko, że nie potrafię. Wydaje się to niemożliwe ? Nic bardziej mylnego, polecam skorzystać z konceptu wizualizacji :

Spoiler

W skrócie mam tendencje w pewnych sytuacjach do sabotowania własnej osoby. Jednak nie zawsze takie podejście się sprawdza, z czego pewnie zdajecie sobie sprawę ( na przykład podłoga jest od lat brudna, a ja nie lubię syfu :coolface: ).

Wczoraj pierwszy raz od tygodnia zjadłem ciepły posiłek, więc popełniłem kilka błędów żywieniowych, ale zmusza mnie trochę do tego sytuacja. Wszystko jest do ogarnięcia, jednak ja nie lubię pakować się z butami komuś do chaty, nawet jak nie ma nic przeciwko. Zresztą to bardziej kwestia nie najlepszego samopoczucie i po prostu nie chce mi się gotować w takich warunkach. Trochę przez remont, a trochę przez problemy z ZZA jestem obecnie na urlopie bezterminowym, więc czasu na grę mam sporo, ale jedyne co robię to marnuje te wolne chwile w sieci. To znaczy przez pierwsze 10 dni i tak nie byłem robić w stanie nic innego jak patrzeć się w ścianę, jednak w moim wypadku jak się w taki sposób rozleniwię ( akurat w tym miesiącu nie do końca miałem na to wpływ, jeżeli w ogóle miałem jakikolwiek ) to potem jest tragedia, nawet jak się myślenie poprawia jak teraz. W zasadzie mam tak ze wszystkim i nigdy nie udało mi się chyba tak naprawdę balansować tego racjonalnie. W bardzo dużym uproszczeniu funkcjonuje bardzo skrajnie, bo albo zapierdalam ponad siły, tak jak to miało miejsce przez większość czasu od listopada ubiegłego roku do końca lutego, albo tak jak teraz staram się nie tracić energii nawet na oddychanie. Dobrze, mógłbym ten czas obecnie traktować jako urlop, który mi się należy i pewnie w jakimś stopniu tak to sobie tłumacze, ale znam siebie i wiem, że już teraz będzie mi bardzo ciężko wrócić do formy chociażby sprzed miesiąca, więc chyba mam jakieś wyrzuty sumienia na zapas i ból dupy o to heh. Dość niebezpieczna sytuacja dla mnie, dlatego często pisałem, że muszę mieć zajęcie przez cały czas. Gdy go nie mam, tak jak obecnie, psychika próbuje robić mnie w chuja sugerując „ No przecież jedno piwo pizdo wypić możesz „. W zasadzie cały czas to robi, ale jak się opierdalam, to jestem bardziej podatny na jej sugestię.

Tak czy inaczej sytuacja sprawia, by siedzieć na tej skrzynce nitrogliceryny do końca miesiąca, ale z drugiej strony jestem tak leniwy, że się praktycznie nie ruszam, więc są całkiem dobre szansę na to, że nie wybuchnie. Nie zmienia to faktu, że w karty mógłbym już chyba zacząć grać, więc za to, że tego nie robię należy się srogi wpierdol.

Ten wpis był o wiele dłuższy, miał się pojawić wczoraj, ale sporą cześć po prostu wyrzuciłem do kosza, bo złapałem się na tym, że znowu za bardzo skupiam się na moich problemach z uzależnieniem , a w sumie już wszystko co miałem do napisania na ten temat napisałem, albo nie chce się tym dzielić, bo to problem, który sam muszę rozwiązać, a który pewnie 99 % osób to czytających nie dotyczy. Siłą rzeczy pojawia się cyklicznie, bo to część mojego życia ,a nie jestem typem osoby, która wrzuca wykresy tylko wtedy gdy jest up i trudno po prostu czasami o tym nie wspomnieć, choć z drugiej strony mam jakieś dziwne odczucie, że trochę z tym marudzę.

Dobra chuj to, tak naprawdę mam poważniejszy problem (wink), bo nie mogę znaleźć śruby do kółka od rolek w standardowym sklepie i będę zmuszony zamawiać prze neta, gdzie z przesyłką zapłacę pewnie ze 20 zł za coś co kosztuje jakieś 11 groszy. Nie lubię takich akcji... Zresztą to nawet nie chodzi o to, że jeden milion % przepłacę, a o to, że nawet w necie ciężko mi jest taką śrubę zamówić (fuuu)

A no i od tygodnia nie robię treningów. Pisałem, że przerwa się przyda i końca świata z tego powodu nie ma, jednak wiecie jak to jest, jak aktywność od lat wam towarzyszy i nagle nie robicie kompletnie nic. Nawet takiego chujozjebolenia jak ja przyprawia to trochę o ból dupy.

Byłem kiedyś stalkerem tej typiary, ale to chyba w podstawówce, a potem dorosłem i znalazłem sobie "prawdziwą" dziewczynę. Dzisiaj ma pewnie z 80 lat, ale kilo cebuli stawiam, że dalej jest hot.

Tymczasem.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

"Kto żyje bez szaleństwa mniej jest rozsądny niż mniema"

Od poniedziałku startuje sobie z konkretnym planem na kwiecień, bo marzec zmarnowałem, tzn drugą połowę marca, bo na pierwsze dwa tygodnie nie miałem za bardzo wpływu i jedyne co mogłem robić to bronić się, by moja podświadomość nie zafundowała mi miejscówki na oddziale zamkniętym. Wyszedłem z tego mocno poobijany, ale Święta Trójca niejednogłośną decyzja oznajmiła, iż poradziłem sobie w tej batalii. Oby nie zakontraktowali mi kolejnej walki w tym roku, bo potrzeba mi teraz spokoju i długiej rehabilitacji.

Po trzech tygodniach wracam do treningu siłowego. Co prawda już od poniedziałku wystartowałem z aktywnością ( a jak wiecie nie oszczędzam się w tej kwestii, więc spacer to nie jest), ale przerzucał złom zacznę z początkiem nowego tygodnia, bo remont mi to uniemożliwia, gdyż mam teraz kuchnie w pokoju. Wracam również do żarcia 90/10 czysto/ śmieci, bo przez ostatnie trzy tygodnie zjadłem dwa razy ciepły posiłek i było kilka wtop, więc pojem sobie stosunkowo czysto przez następny miesiąc dla balansu. Gotować jeszcze przez jakiś czas nie mogę, podobnie jak kąpać się w normalnych warunkach, ale do świąt powinno być wszystko dopięte. Kuchnia będzie kozak, bo idzie na nią ze 30 tyś ziemniaków, więc za ten hajs i na lasery i na scenę i na rurę do pole dance znajdzie się miejsce. Co prawda panie występujące poniżej potwierdziły mi już, że wpadną, jednak tak naprawdę bardziej w tej sytuacji cieszy mnie to, że będzie w tej kuchni zajebista lodówka,ekspres do kawy i piekarnik i chuj.

Jak wspomniałem gram sobie w kosza i jeżdżę na rolkach. Na razie na pół etatu (heh) :

Trzeba jednak wziąć pod uwagę to, że po zimie zero kondycji, więc forma w przeciągu kilkunastu dni się poprawi. Dobra, widać, że sporo tej aktywności wychodzi, tym bardziej, że dojdzie trening siłowy i chce wpleść sobie HIIT 2x tydzień, ale obecnie od poniedziałku dzień, jeżeli chodzi o sport wygląda tak, że dwie godziny spędzam na rolkach i ze dwie na boisku.

W ogóle z rolkami śmieszna sprawa, bo przy zakupie ochraniaczy zamówiłem nie tą śrubę co trzeba, a gdy przesyłka doszła i rozkręciłem kółka okazało się, że w jeszcze innym mam wygiętą tuleje ( :ayfkm: ) o czym wiedzieć nie mogłem. Gdyby dołożyć do tego fakt, że po zamianie kółek dwa kolejne ( te bardziej starte, które znajdują się obecnie w środku płozy) nie obracają się dopóki nie dotrę kółek przód/ tył wychodzi na to, że ostatnie pięć dni jeździłem głównie na czterech z ośmiu. Oczywiście łożyska też są dojebane, więc nawet tych kółek porządnie dokręcić nie mogę, bo gdybym to zrobił to przestałyby się całkowicie obracać. Poziom bezpieczeństwa taki wyśrubowany, że jestem potencjalnym kandydatem do tegorocznej nagrody Darwina ( :appl: kurwa ). Ale mam w końcu ochraniacze. No właśnie, chujowo póki co mi się w nich jeździ, jednak powoli się przyzwyczajam i raczej z nich nie zrezygnuje ( na łokcie póki co nie założyłem ich ani razu), tym bardziej, że raz już mnie uchroniły od niezłego rozpierdolenia się na asfalcie, gdy uczyłem się przy sporej prędkości hamować T-stopem. Opierdalam się trochę, ale ogarnę temat na dniach, bo muszę jednak zamiennik kupić do śruby gdyż z moim szczęściem wziąłem rolki, w których są niestandardowe śruby, których nie mogę kupić w żadnym sklepie dedykowanym rolkom i muszę łazić po sklepach żelaznych i szukać zamiennika. Czekałem trochę, aż mi się hamulec skończy ( co miało miejsce wczoraj ), by nie płacić milion razy za przesyłkę, bo biorę sobie nowe łożyska i kółka do tego. Oczywiście, sam koszt łożysk i kółek przewyższy cenę rolek :ayfkm:. Trudno i darmo. Na marginesie to przez fakt, iż brakuje kółek i są w kiepskim stanie łożyska aktywność na rolach jest mocno wymagająca bo muszę włożyć 3x więcej energii niż gdyby były nowe aby jako tako jeździć, przez co sam wysiłek jest bardzo intensywny i przez większość czasu serduszko bije z tętnem >170 Hrmax. Podjazd pod górę daje nieźle popalić.

Wracając jeszcze na chwilę do sprawy hamowania, to jak się zrobi rozeznanie po forach, to każdy pierdoli by ściągać hamulec, bo to nie wygląda, bo dla pizd bo takie hamowanie nie jest cool i inne brednie. Ucząc się przez tydzień T-stopa wyjebałem się tyle razy, ze koniec, a gdy zaczyna mi to jakoś tam wychodzić muszę stwierdzić, że może i efektowne jest takie hamowanie, ale od samego początku intuicyjnie czułem, że również w chuj nieefektywne w porównaniu do pedalskiego klasycznego wytracania prędkości i traciłem na to tylko czas niepotrzebnie. Internet kłamie nie tylko w kwestii GMO i szczepień heh, zresztą trafiłem na kolesia, który prowadzi sklep z rolkami i zrobił na ten temat wideo test, więc pierdole i w kwestii hamowania jestem LGBT i będę klasycznie korzystał z hamulca, bo prócz tego, że zatrzyma mnie najszybciej to wygodniejsze to, i nie trzeba poświęcać czasu na naukę.

Wczoraj pobiłem rekord świata w skoku w wzwyż i to na rolkach, bo nie patrząc zbytnio pod nogi będąc konkretnie rozpędzonym w ostatniej chwili zauważyłem na drodze przeszkodę i zesrałem się w gacie.

Spoiler

Wunżżż skurwysyn co mnie wystraszył. W pierwszej chwil nie myśli się przecież, że to na 99 % zaskroniec, zresztą i tak nie chciałbym go przejechać. No właśnie, ktoś zrobił to wcześniej, więc trochę usnąłem na szybko flaki bo ble widok. I tak jestem zjebany, że robię zdjęcia martwym wunżąą, ale na swoje usprawiedliwienie mogę napisać, że jakiś czas temu przestałem jeść jaja od kur z chowu klatkowego, więc wspieram kampanię # otwarte klatki to ci z bólem dupy odpierdolić się :coolface:

W karty nie gram i już raczej grał nie będę...

Idę na boisko na sześć godzin masterować crossovery :megusta:

Do kiedyś tam.


Odpowiedz
Cytat
AliAli
Dołączył: 18.01.2008
ultrac
Dołączył: 23.10.2012

fani czekają


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Zaczął Święta?:thinking:


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

Jest opcja. W niemcach trza popracować legalnie trochę i można iść na 4mies kurację dla alkusów. Płaco więcej niż w Wolsce w robocie. Właśnie się waham. Internety dostępne po południu.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Sagittarius A* w tak czarnej...

Miesiąc się rozjechał. Musiałem wynieść z domu dywan i zakopać go "six feet under" po tym jak typ spierdolił mi robotę i trzeba poprawiać po nim. Zanim mnie osądzicie to wiedźcie (choć nic mnie nie usprawiedliwia), że mam wyrzuty sumienia z tego powodu. Szkoda dywanu, wszak był perski ( tutaj ten akapit powinien się kończyć gdybym szanował inteligencje czytelników) jednak krew się z takich nie spiera ( ale postanowiłem na wszelki wypadek ją obrazić i zaznaczyć teraz, że to follow- up do kryminałów ze szklanego ekranu). No co ? Według raportu OECD w UE tylko 12 % osób potrafi przeczytać tekst ze zrozumiem, więc wyjdzie statystycznie, że poza mną niewielu z was zrozumie. Problem ? Z faktami się nie dyskutuje :coolface: No dobra, pewnie owe 12 % akurat czyta tego bloga, to się uspokój już jeden z drugim i końcówkę maści na ból dupy zostaw sobie na piątkową wieczorną sesję pokera, przyda się. Zresztą tak naprawdę chciałem wyrazić swoje zdegustowanie odnośnie tego, co się ostatnio wyrabia z filmami, które nawet jak się ciekawie zapowiadają, to gdzieś w połowie reżyser uznaje chyba widza za idiotę i tłumaczy mu po kilka razy jaki był jego zamysł na tą produkcje, aby na pewno zrozumiał jego geniusz, mimo tego, że i tak film sam w sobie aspiruje przeważnie do średniaka, a jego twórca to z reguły pierdoła. Dla mnie to dobrze, bo w końcu wiem co się dzieje i nie muszę potem czytać 10 recenzji by rozumieć fabułę, ale co mają powiedzieć czy wszyscy pozostali ludzie, którzy płacą za bilet ? No kurwa, no nie... nie ma na to zgody, nie ma zgody na państwo PIS-u :coolface: Jak już w temacie, to po obejrzeniu pierwszego odcinka byłem prawie pewny, że nie włączę kolejnych, bo uber mi się nie spodobał , ale jakoś włączyłem. Wiem, że to znaczy tyle co "gówno w kadzi z ponczem" ( ten follow-up już rozkmiń sobie sam jak taki mądry jesteś heh), ale approved by chudy.

Dzwoniłem by coś ruszyć z remontem, ale taki czas gdzie sporo firm "na wiosce" ma pobraną robotę do maja, wypada okres przedświąteczny i coś tam jeszcze i nawet za osiemdziesiąt tysięcy funtów nie pogadasz. Dlatego obecnie płytki kładzie mi typ, który na co dzień zajmuje się skręcaniem długopisów, ale zarzeka się, że stał kiedyś przy typie, który stał przy typie, którego dziadek widział kiedyś jak się płytki kładzie. Mój Anioł Stróż mógłby się bardziej przyłożyć w tym roku, ale od dłuższego czasu piję za dwóch bym ja nie musiał, więc i tak z zakresem obowiązków wychodzi grubo ponad to, co ma zapisane w umowie i nie przystoi mi narzekać tbh. Przez większość czasu nie przeszkadzają mi w zasadzie moje negatywne cechy charakteru, ale w takich chwilach jak remont, optymalnym byłaby jednak sytuacja, w której w obwodzie "frontal lobe" wypierdala bezpiecznik odpowiedzialny za planowanie działań chociażby, bo od wielu lat nie mam do tej części mózgu pełnego dostępu.

W sumie ten remont to mój najmniejszy problem, bo po drodze wyszło kilka życiowych trudnych do rozwiązania spraw, ale znoszę to dzielnie. Nie będę o tym wspomniał, by nie zanudzać. Zresztą kogo obchodzi, że życie mi wiąże pętle na szyi chociażby za sprawą tego, że robi się ciepło a mi powietrze schodzi z tylnej opony w rowerze, a do sklepu po dętkę jest niebotyczne 200m. Wiem, że jesteście w porządku ludźmi i będziecie się martwić, że mi tak opaczność dopierdala, więc po prostu to przemilczę w trosce o was moi mili.

Nie jestem w formie, a pisanie przychodzi mi z trudem. Zresztą nie mam za bardzo na to czasu obecnie, dlatego nie zaszczycam was swoją obecnością, ale przyznajcie, że ta sytuacja z dywanem jest tak wielopoziomowa, że nie dalibyście rady się domyślić gdybym wam nie napisał ( przyp.red. nieśmieszne= weź zrób coś dla ludu i już umrzyj ok ? )

Coraz lepiej wychodzi mi szuranie na rolkach. Staram się mimo braku czasu te dwie godziny dziennie pojeździć jak jest pogoda. Jak znacie moje podejście to wiecie, że często zaliczam glebę bo się nie pierdolę i skaczę ze schodów piętrowych i takie tam ( a raczej staram się skakać). Gdyby nie kupione ochraniacze pewnie gdzieś by mnie w szpitalu składali ( co drugi dzień ) a tak to luz. Dzisiaj na rolkach na betonie zrobiłem przewrót w przód przez prawe ramie i ledwo to odczułem, więc na razie bardziej nauczyłem się jak się wypierdolić by nie zrobić sobie krzywdy, niż profesjonalnie jeździć no ale wystartowałem od razu z levelu intermediate by nie tracić czasu. Znaczy się potrafię jebnąć crossover tyłem, ale wciąż mam problemy z hamowaniem na prostej drodze, bo to przecież proste to po co się tego uczyć :ayfkm:

Napisane przez ultrac
fani czekają

Prawdziwi fani przychodzą na meetupy, a chociażby ciebie na spotkaniu AA ani razu nie widziałem. Zresztą nikt nie kupuje moich ręcznie wyszywanych swetrów, nie wspiera mojej kampanii "darmowa marihuana w szkole" i widzę zero donejtów na kickstartrze od Polaków na projekt nieschodzących i niezniszczalnych naklejek z czarnymi penisami, więc z tymi fanami to tak średnio.

Napisane przez tigerek73
Zaczął Święta?:thinking:

:ayfkm:

Nie "mieszaj" chudego z wódką, bo skończy to się sporym kociokwikiem heh

Obecnie celuje by trzeźwieć rok, więc święta to żaden powód by się napić, ale na początku maja jakiś ostateczny test na trzeźwość się szykuje, bo mam urodziny czy coś. Jak dam radę utrzymać pion to po tym jedyne co może mnie pchnąć w kierunku wódki to wycofanie z produkcji mojej ulubionej gumy balonowej.

Dobrej nocy.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Wczoraj widziałem coś na kształt "eksperymentu socjalnego". Bez typa z kamerą chowającego się za rogiem z rozpisanym scenariuszem by hajs na YT się zgadzał, ot taka mała moja obserwacją. Usiadłem sobie w centrum miasta na ławce pod ratuszem. Miejscówka gdzie w godzinach szczytu ( było południe) siłą rzeczy kręci się sporo osób, okres przed świętami... dobra, bez zbędnego pierdolenia ludzi było sporo. Jakieś dwadzieścia metrów dalej wolontariusz z puszką zbierał pieniążki. Nie wiem na co, mniejsza z tym. Dało się zauważyć, że typ miał w sobie sporo determinacji, bo podchodził i pytał się dosłownie każdej osoby. Tym, którym widać było gołą gałą, że niezręcznie jest odmówić i próbowali go wyminąć ( wiecie deptak jest szeroki) również nie odpuścił. Według mnie pasowałby jak ulał do jakiegoś video "Fastest workers compilation " bo przy tym tłumie osób jakie go mijały naprawdę imponujące było jak zręcznie się uwija z prośbą o datki.

Wiecie co było jeszcze charakterystyczne dla tej chwili ? Jak tam siedziałem nikt, dosłownie ani jedna osoba nie wrzuciła mu do tej puszki złamanego grosza. Nie wiem, w tym czasie jaki tam przebywałem koleś prosił o pomoc spokojnie ze dwieście osób, może więcej. Ale żeby nie było tak smutno, to zanim stamtąd poszedłem znalazł się jeden odważny, który wrzucił całe 50 groszy. Przez chwilę myślałem (bo przecież wierze w ludzkość), że ta puszka to bomba aktywowana monetą czego z mojej perspektywy po prostu nie widać, a widzą to ludzie z bliska i zaraz wypierdoli w powietrze pół deptaka. Akurat typ, który postanowił do niej coś wrzucić mógł jednak tego nie dostrzec. Zauważyłem go na długo przed tym jak zaczepił go koleś od kwesty, bo dość charakterystycznie wyglądał. Nieogolony, spuchnięty na ryju i powłóczył nogami z taką niechęcią,, jakby maszerował na własny pogrzeb. Mimo tego zapytany przez wolontariusza ( pisałem, że nie odpuścił nikomu co nie ? ) wydobył z siebie resztki sił, sięgnął po te 50 gr, uśmiechnął się, choć przy tym zasobie energii jaką było widać, że dysponuję pewnie ciężko mu to przyszło, poklepał po ramieniu i życzył miłego dnia. Koleś wariat jakiś, popierdolony. Skoro zachował się inaczej od całej reszty coś musi być z nim nie tak. Wiecie pewnie skąd wiem, że rzucił mu akurat ten konkretny pieniążek ( notabene jedyny jaki posiadał), bo już wczoraj ustaliliśmy, że wy to ci mądrzy.

Po tym jak odpalił hajs podszedł do mnie się przywitać i poleźli my załatwiać swoje sprawy. Nie chce nic sugerować.. zresztą możecie myśleć sobie co tam chcecie, ja jedynie starałem się napisać co zaobserwowałem. A po co w ogóle o tym wspominam ? Bo czasami dzielę się publicznie emocjami, a ten obrazek, gdy siedziałem tam blisko dziesięć minut szczerze, na całą minutę mnie zasmucił...

Swoją droga typ od pieniążka w dość ciekawy sposób leci sobie ze mną w chuja. Od czasu do czasu dzwoni i pyta się czy mu postawię piwo. Trzeźwy dzwoni, znaczy na kacu, więc nie do końca trzeźwy, ale nie o tym. Normalnie mógłbym odmówić i gdyby był pijany pewnie bym to zrobił, ale zazwyczaj dzwoni do mnie w "ostateczności" i jak słyszę, że nie pił, a jednak zadzwonił to sytuacja w 95 % wygląda tak, że nie ma hajsu i nie ma skąd wziąć, przed chwila się obudził i jak nie wypije czegoś w przeciągu dwóch godzin to dostanie padaczki alkoholowej, a do tego się nie przyłożę, bo podczas takowej mógłby sobie o coś rozbić na przykład głowę więc wiecie... :coolface:

Czas na rolki...


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Patrzę dzisiaj za okno po południu, a tam słońce. Pojechałem sobie zatem na rolkach za miasto, bo w tym tygodniu pogoda nie rozpieszczała i szurałem w chłodzie i sporym wietrze. Co prawda jako jedyny zjeb w mieście, który w Wielką Niedziele robi sport, no ale... Nie spodobało się to jednak "Szefowi" i gdy poza te miasto wyjechałem pierdolnął we mnie deszczem i gradem.

Nie to, że tak od razu zmokłem, bo mogłem się oswoić z tą myślą przez całe dwa kilometry drogi powrotnej, gdyż w miejscu, w którym zauważyłem, że będzie lipa nade mną nie było ani jednej chmury, natomiast nad miastem ciemno jak w... Radomiu (o). Takie tam znęcanie się psychiczne :coolface:. Akurat trasa, którą jeżdżę jest pokryta takim podłożem, że jak to zmoknie to na rolkach gorzej niż na lodzie. Do tego silny wiatr i Dirty Dancing zapewniony.

Nigdy typa nie zrozumiem. Przez ostanie trzy tygodnie trzymałem ścisły post przed świętami, jako pewnie jeden z nielicznych i jadłem tylko serek wiejski co trzeci dzień ( remont mode), a tu taka świnia podłożona. Ktoś chyba znowu zapomniał wypić melisy...

Nie wiem jak z pogodą jutro, ale powoli zaczynam sprzątać w chacie i chyba wrócę do treningu siłowego. Plan maksimum to z rana trzy razy w tygodniu (PN, WT, PT) rolki ( ~ 2h) potem około 17 w te dni trening siłowy ( pewnie bez nóg z oczywistych względów ). W dni pozostałe ( ŚR, CZW,SOB) będzie kosz/rolki ( 2-4 h) w zależności od samopoczucia. Z biegiem czasu dorzucę sprinty. Sam trening kosza chce rozbić na kilka mniejszych ( rzutów, wyskok,dribling, freestyle etc). Podobnie pewnie będzie z rolkami. Wiadomo wiele zależy od pogody i dyspozycji danego dnia, więc pewnie nie zawsze aż tak będę zapierdalał. Cel obecny to coś na kształt rekompu, bo nie mogę budować masy przy 20 %+ body fat, gdyś wszystko idzie w brzuch, a potem nie chce mi się tego miesiącami zrzucać. Zresztą pogoda będzie coraz lepsza, a ja nie będę w stanie odłożyć ani piłki ani rolek, więc budowanie masy trzeba przełożyć, bo z tym wszystkim to bym musiał z 5 tyś kcal jeść dziennie.

Z psychiką lepiej, ale i tak pewnie optymalnie byłoby udać się do lekarza, bo głowa prędzej czy później mi znowu się zespuje. Może kiedyś się uda. Skoro lepiej to fajnie byłoby wrócić do pracy. Mam z tym tylko jeden problem. Naprawdę nie lubię być karany za robotę i płacić haraczu w postaci podatku dochodowego, składek emerytalnych, zdrowotnych etc. W sumie od lat unikam tego kiedy mogę i pracuje mało, bo to kpina, żeby zmuszać mnie do płacenie ZUS, kiedy prawdopodobnie na wypłatę emerytur i tak nie będzie siana :ayfkm:. Gdybym był nie świadomy to olał bym, ale gdy sobie pomyślę, że połowę tego co wypracuje zabiera mi Państwo, które wyda te pieniądze w chujowy sposób to ręce opadają i to mnie tak zniechęca. W sumie zaraz lato, to jabłka na drzewach będą rosły, po targu z ziemni można pozbierać pomidory, a wodę można do picia czerpać z fontanny to po co mi pracować ? W pokera nie gram od 1 marca i grał nie będę, bo nie można przecież :pokerface: (heh)

Próbuje się przekonać do nowego hobby. Tzn mogłoby to być hobby, ale nie wiem dopóki nie spróbuje. Pokaże wam to kiedyś, bo nie chce mi się zdjęcia robić teraz. Zabieram się za to ze dwa lata i wypadałoby w końcu ruszyć z tematem.

Pokaże wam za to w zamian , jak wyglądałem w 2002 roku.

Ten 1248 od sceny to ja. Byłem tam. Będąc pod wpływem ( nie wiem czego, pewnie wszystkiego heh ) przekonałem grupę z 500 osób, by śpiewali ze mną "Hej Sokoły" bo tak. Chyba przy wiosce Kryszny. Nie wiem, czy Owsiak wpuszcza ich teraz na ten festiwal, wtedy się kręcili, ale te ich wege żarcie to idź pan w chuj, nawet na kacu było słabo to jeść :yaoming:. Dobre czasy...

Spokojnej nocy

BTW: Od dwóch tygodni żrę melatoninę 5 mg i sypiam jeszcze gorzej :ayfkm: FML


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Myślę sobie, że najlepszym dla mnie byłoby (przynajmniej w obecnej chwili ) po prostu robić jakiś sport zawodowo. Mały problem, że jakoś o 20 lat za późno na to wpadłem, ale jak ktoś chce zostać sponsorem to śmiało. No dobra chodzi o to, że w takim wymiarze pracy/czasu, bo za słaby jestem, chociaż w jakieś podwórkowej lidze ławę mógłbym grzać, gdybym tylko nie urodził się w miejscu gdzie ptaki do góry nogami latają bo nie warto nawet nasrać i nie ma takiej ligi ( ale i tak love do tej ziemi i się stąd nie ruszam lel <troll> ). Gdzieś kiedyś słyszałem, że z tym mogą mieć problem nawet osoby na szczeblu olimpijskim, bo w Polsce czasami się tak zdarza, że jak nie grasz w piłkę, to często między treningami musisz zapierdalać osiem godzin w robocie, bo siano topią głównie w piłce, a wszystko inne to nisza :ayfkm: Nie wiem jak jest teraz i na ile jest to prawdziwa informacja, ale trochę już żyje i akurat taki stan rzeczy by mnie nic a nic nie zdziwił, gdyby tak naprawdę to wyglądało. Zresztą wiem jak to jest chociażby przy podnoszeniu ciężarów. Miejscówek tyle co kot zeżarł i wysrał, zainteresowanie takie jak polityką, a mamy naprawdę dobrych ludzi, którzy mogliby powalczyć na arenie światowej o najwyższe podium. No ale wtedy nie mieli by za co opłacić Lewandowskiego, który najczęściej wyciągnie jedynie remis dla nas i chuj < wink dwoma oczyma > Nie to, że mam jakąś awersję do piłki, bo w czasach podstawówki nawet do klubu chodziłem i widziałem jak również wiedziałem o piłce wszystko, ale gdzie jest kurwa parytet się pytam ? (przy.red. w dupie kurwa, wypierdalaj do pedalskich rolek jak się nie podoba)

Eh, każdy z nas ma problem z tym, jak jest postrzegany przez innych. Jak ktoś mówi, że ma wyjebane na zdanie osób trzecich o sobie to w 95 % kłamie, w 4 % akurat jest w tym momencie najebany, a pozostały procent to psychopaci. Sam myślałem, że chuj mnie obchodzi co kto o mnie myśli. Po części tak jest, ale raczej w dość dużej mierze po prostu przez ostanie dziesięć lat reprezentowałem te 4 % i jednak jak w pełni wytrzeźwiałem łapię się na tym, że trudniej mi ta obojętność przychodzi. Jest to o tyle istotne, że tak długi okres czasu jeszcze trzeźwy nie byłem i obecnie są większe szanse niż nie, że to potrwa , a to wiążę się z tym, że trzeba byłoby wrócić do społeczeństwa, a nie chować się w lepiance w lesie co nie ? Nie urodziłem się alkoholikiem, więc wiem jako tako jak w społeczeństwie funkcjonować bo kiedyś się tego nauczyłem. Po prostu po 15 latach opierdalania się w tym temacie, trochę mi się zapomniało. Zresztą jako skromna, nieśmiała i introwertyczna osoba i tak miałem nieco trudniej. Uzależnienie ma to do siebie, że traci się kontakt z ludźmi, którzy piją mało w myśl zasady "kto mało piję, ten sprzedaje ". Zresztą wiecie pewnie jak to wygląda i jak chce się pić, to szuka się towarzystwa, które wali 24h/doba, a nie napije się trochę w piątek, a potem całą sobotę zdycha jak pizda, bo w poniedziałek trzeba iść do pracy :coolface:. Odciąłem się całkowicie od takiego stylu życia, więc jestem trochę w sytuacji obecnie, jakbym przeprowadził się do nowego miasta i nie znał niego ( a trochę brakuje jeszcze materiału na odbudowę spalonych mostów). Tzn teoretycznie bo nie unikam nikogo na siłę i mordy zdarza się widzieć jak zapomnę do sklepu iść kanałami (heh), ale nie mam z tym problemu, bo z reguły szybko się ewakuuje jak nos wyczuje wódkę, zresztą nawet tego od dłuższego czasu nie robię, tylko dzielnie znoszę zaistniałą sytuację.

Co ciekawe gdybym wypił ze trzy piwa, to nowych znajomych miałbym pewnie jeszcze wieczorem, a nową dziewczynę do końca tygodnia (długo wiem, ale mocno wybrzydzam i tylko "dziewiątki" wchodzą w grę :coolface: ). Tylko, że tak naprawdę to nie ja, tylko moje alter ego, które się załącza po alkoholu. Zresztą i tak to głównie sytuacja sprzed czterech lat, bo ostatnimi czasy obchodziło mnie tylko by się napić i nic innego ( łącznie z jedzeniem). Nie wiem, jedni są agresywni jak piją, inni płaczą jak baby, bo coś im tam nie wyszło w życiu, a ja z introwertyka staje się ( czasami aż za bardzo) ekstrawertyczny ( pomijając ten okres ostatnich lat, o którym wspomniałem, bo smutnie doszedłem do momentu, w którym zamieniałem się po wypiciu piwa w filtr do alkoholu w Polmosie, który musi stale pracować). No ale to nie ja byłem na co dzień i po czasie zawsze mi to trochę ciążyło. Może nie jakoś specjalnie mocno ( jak byłem młodszy to może i wcale ), ale coś mi się nie zgadzało... ( rozumiecie nie ? ) Zresztą jakoś specjalnie na trzeźwo mi moja uosobienie typa, który lubi często sam spędzać czas ze sobą raczej nigdy nie przeszkadzało ( i tak, nie z tego powodu piłem więcej niż inni). W sumie to nawet trochę pomaga trzeźwieć, że mnie do tłumów nie ciągnie.

Nie wiem co tutaj się odjebało, bo wpis miał być o tym jak poprawnie ugotować ziemniaki a nie jakieś skomlenie i sam się zastanawiam co ja tutaj właśnie przeczytałem po edycji. No ale niech już sobie będzie, bo co mnie obchodzi, kto co sobie pomyśli :yaoming: <ba dum tss>

2 h rolek, potem z 1.3 kosza. OGIEŃ !


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Karyna, co mnie tu tak pizga dzisiaj ?

Gdzie to globalne ocieplenie ? Wiosna w pełni, a ja dzisiaj w czapce zimowej na boisku i mi jakiś śnieg na mordę leci :ayfkm: To, że krótkie spodenki i koszulka to cicho sza, żeby babcia nie słyszała, bo każę ubrać szalik i wpakuje termofor w kalesony i będę z tym wyglądał tak, że mnie podczas przerwy na boisku szkolnym pomylą z Trynkiewiczem . W sumie już 1.5 tygodnia trwa ten ziąb i przydałoby się jednak trochę słońca, bo ręce marzną i shooting accuracy spada do 80 %. No dobrze do 70 %, bo przy tym wietrze to mi czasami piłkę znosi na sąsiednie boisko po drugiej stronie ulicy i się zwyczajnie nie da trafić wszystkiego. Małe "trolle" ze szkoły czasami podają to luz.

No właśnie, gdybyś mnie zapytał jaką mam moc, to pewnie bym ci odpowiedział, że jedną z nich jest to, iż przyciągam swoją osobą dzieciaki ( czemu nie modelki ? :( ). Zawsze tak było. Nie wiem skąd to się bierze, ale w czasach pokoju to raczej dość upierdliwa umiejętność, bo innej opcji aniżeli wykorzystać te tabuny jako żywe tarcze chyba nie ma ? Jak macie jakiś pomysł, to piszcie w komentarzach lel. Nie wiem, chyba dobrze się z nimi dogaduje, tylko że jakoś specjalnie mi na tym nie zależy, a już na pewno nie kiedy wychodzę grać. Zresztą w tej szkole pracują nie do końca zdrowi na umyślę nauczyciele ( wiem, bo ją kończyłem). Nie dam zatem głowy, że cześć z nich nie siedzi z lornetką przy oknie z wykręconym 997, bo leków z rana zapomnieli łyknąć i coś im się uroiło. A wiecie jak jest z dzieciakami, jak je olejesz to prowokacja będzie full mode i zaczną gównami we mnie rzucać czy coś... nie czekaj normalnie dzieciaki chyba tego nie robią ? Pewnie gierki z moich czasów szkolnych mi się przypomniały... Eee, napisałem o tym, czy tylko pomyślałem ? Dobra nvm, nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz. Zresztą komuna wtedy była, a zabawki tylko w Pewexie za dolary, to co się dziwisz jeden z drugim, że bawiło się tym co było pod ręką < wink z podbitym okiem> Moje pokolenie przynajmniej wyrosło na zaradnych, a to dzisiejsze to co ? Musi sobie imigrantów sprowadzać do roboty, bo sami nie potrafią wykonać prostych prac. Nawet dzieciaka nie umio zrobić i niż i katastrofa i Polski za 100 lat nie będzie :coolface: :coolface: :coolface:

Kolejne 3.5 godziny odhaczone. Ostatnio zgubiłem drugą śrubę i trzeba było wracać mając jedynie dwa kółka na lewej rolce. W sumie śmiesznie to pewnie wyglądało jak zaliczyłem glebę, a kółko mi wystrzeliło spod płozy na 20 metrów. Tak wiem, sam się proszę, ale remont przecież, a ja nie pracuje, więc nie mogę na wszystko naraz wydać pieniędzy. Swoją drogą koleś, który robił mi kibel zamiast sedesu zostawił mi dziurę w ziemi. Chciałem go z płaskiego pierdolnąć w pierwszej kolejności, ale przypomniałem sobie, że przecież to budowlaniec z Afryki ( pamiętacie okres przedświąteczny i takie tam) i nie mogę go jebnąć bo siłą rzeczy z umowy się wywiązał. Koniec końców i tak taki kibel to dobra opcja dla zdrowia (sobie poszukaj jegomości czemu), tylko trochę nie pasuje do wmontowanej już w łazience plazmy i PS4, no ale trudno i darmo. Kolejne rolki planuje, wziąć w miarę przyzwoite, a to koszt pewnie z tysiąca złotych. Drogie mi się to wydaje, więc pewnie będę się ociągał z tym, dopóki obecne nie dokonają swego żywota i nie przestaną jeździć. Chociaż tak patrząc na nie, to już im wiele nie trzeba.

Postaram się zmusić od maja do pracy, bo dalej prócz sportu nic nie robię. To już drugi miesiąc i powoli zaczyna mnie to nudzić. Jak się zmuszę, to będę się chciał rozliczyć z tego tutaj, to może mnie coś zmotywuje, chociaż pewnie za darmo to nie (heh). Z dźwiganiem mam jednak problem jeszcze, bo końcówka remontu, ale do poniedziałku powinien się rozwiązać.

Szerokości.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez yoovan
Jest opcja. W niemcach trza popracować legalnie trochę i można iść na 4mies kurację dla alkusów. Płaco więcej niż w Wolsce w robocie. Właśnie się waham. Internety dostępne po południu.

Wahasz się, znaczy tyle, że na 90 % nie skorzystasz, ale o tym wiemy obaj i mogli by tam i workami złota płacić, ale co by to zmieniło, jak po skończonej terapii byś to złoto przepił ? :coolface: Swoją drogą ciekawi mnie ja taka terapia u nich wygląda, bo co by nie mówić o Niemcach, to opiekę zdrowotną raczej mają poukładaną. Wiem jak to wygląda na naszym podwórku, ale chyba nie jestem najlepszym recenzentem tej metody trzeźwienia, bo po blisko trzech miesiącach uczęszczania wyszedłem pewnego dnia od terapeuty, poszedłem się srogo najebać i już nigdy nie wróciłem.W ogóle mam wrażenie, że terapia średnio wychodzi u tych "wahających się", bo prawda jest taka, że podczas jej trwania, będzie ci się chciało jeszcze bardziej pić, niż byś na nią nie uczęszczał, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa można określić jak to się mogłoby skończyć. Nie wiem, może po dłuższym czasie ( pół roku ?) typ zaczyna odprawiać jakieś czary i w jednej chwili jesteś zdrowy, ale patrząc chociażby statystycznie ilu uzależnionym terapia pomaga raczej niczego takiego bym się nie spodziewał. Mi nie pomogło, ale to nie znaczy, ze komuś innemu nie pomoże. Chociaż gdybym miał być szczery to trochę zbyt poprawnie politycznie to opisuje, bo w gruncie rzeczy nie mam najlepszego zdania o takiej formie leczenia, ale ja tam jestem głupi. Zresztą alkoholikowi na słowo się nie wierzy <wink>


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Spałem dzisiaj w dzień, co jest mniej więcej tak rzadkim zjawiskiem jak Zespół Blooma. Teoretycznie powinno mnie to cieszyć, jednak w praktyce oznacza tyle, że teraz przez większość dnia będzie mnie bolała głowa. Zresztą po wczorajszej aktywności zastanawiam się, co mnie tak naprawdę jeszcze nie boli, bo dołożyłem sobie nieźle. Wygląda na to, że ponad cztery godziny jazdy na rolkach i kosz potrafią skutecznie zmęczyć i zmusić do drzemki nawet tak egzotycznie funkcjonujący organizm jak mój. Wstając rano, waga pokazywała 69 kg, natomiast po "treningu" :

Raczej to nie przypadek, bo rok układa się do tej pory naprawdę nędznie, a przecież to nie Bóg zsyła na ludzi cierpienie. Albo zsyła, a poprzez małe sygnały próbuje sugerować coś innego i odwracać od siebie uwagę, bo pijar musi się zgadzać. W sumie gdyby się nad tym zastanowić, to ma prawo być wkurwiony po tym jak potraktowaliśmy jego syna co nie ? Tylko, ktoś mu musi zwrócić uwagę, że jednak zbyt długo chowa urazę... No dobrze, nie ważne. Przedwczoraj słuchałem do snu blisko dwugodzinnego podcastu na tematy dobra i zła ( co się ze mną dzieje ?), stąd pewnie moja retoryka ma taki oddźwięk. Chyba robię się już naprawdę stary, ale wy nie idźcie tą drogą. Lepiej jest odpalić jakiś dobry tytuł na konsoli.

Musiałem jakiś czas temu zrezygnować z piekarnika, który wybrałem sobie w pierwszej kolejności, przez co szlocham po nocach, ale okazało się, że nie ma możliwości technicznych, aby go podłączyć tak by sprawnie działał. Naprawdę szkoda, bo wybrałem sprzęt, który jest turbo dopakowany i nic mu nie brakuje. Z takiego samego modelu korzysta w Białym Domu Donald Trump, który ostatnio pomylił przycisk "termoobieg z górnym grzaniem" z "pierdolnij rakietami w Syrię" Reżimowe media tuszują to, by pokazać jakim jest bezwzględnym typem, ale nie miejcie mu tego za złe. Wśród tak mnogiej liczby opcji każdy mógł się pomylić.

Peace.


Odpowiedz
Cytat
kamil90
Dołączył: 14.08.2008

dual cooka z samsunga chciales podlaczyc?:D


Odpowiedz
Cytat
RubinPlayer
Dołączył: 15.05.2011

Chudy, co tam żeś naskrobał na moim blogu że skasowałeś ? :D
Nie przejmuj się weekendowymi imprezowiczami, co to im się wydaje że wszelkie rozumy zjedli.

Kurna z taką wagą to Ty musisz uważać na rolkach przy wietrze :D
Swoją drogą nieźle się odwodniłeś podczas treningów, 2,4 kg w duł. :f_o:

Ja chciałbym mieć 75 do 80 a mam 90 kg obecnie :f_rolleyes:
I tak lepsze to niż dawne 99,8 kg hehe (nigdy stówy nie przekroczyłem, dwa razy stawałem na 99,8), no ale od roku jak zamurowane.
Cały czas między 88 a 91 jak sinusoida normalnie.

Pozdrawiam. :f_drink:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez kamil90
dual cooka z samsunga chciales podlaczyc?:D

Jestem zmuszony to zrobić z konieczności, jednak w pierwszej kolejności zamówiłem piekarnik Solgazu, który przewyższa funkcjonalnością jak dla mnie nawet najdroższą opcję Samsunga z linii Dual, a który był ze sześć stów tańszy. Ale po dwóch dniach od zamówienia zorientowałem się, że będzie z nim problem, bo miał jakąś kosmiczną wartość mocy przyłączeniowej jak na standardy piekarników, której wcześniej nie sprawdzałem. Zresztą nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, że to może być problem, bo się na tym nie znam i dopiero połapałem się gdy próbowałem zamówić płytę indukcyjną. Szczęśliwie ( co zdarzyło mi się w sumie pierwszy raz) sklep dał dupy i nie wysłał go następnego dnia i obeszło się bez zbędnego pierdolenia. Za to z Samsungiem miałem taka jazdę, że nikt nie był w stanie podać mi mocy maksymalnej z jaką pracuje. Byłem w sklepach naziemnych, dzwoniłem po internetowych, nawet próbowałem uzyskać taką informację od producenta, który odesłał mnie do autoryzowanego serwisu w Warszawie, który też mi nic w tej sprawie nowego nie powiedział. W instrukcji etc tego nie było. Musiałem niejako zamówić piekarnik w ciemno, by się tego dowiedzieć z tabliczki znamionowej :ayfkm: Niby nic, bo towar mogę zwrócić, ale to zawsze w plecy koszt wysyłki, a próba upchania piekarnika w poleconym do łatwych nie należy heh.

Napisane przez RubinPlayer
Chudy, co tam żeś naskrobał na moim blogu że skasowałeś ? :D

Nic ciekawego tbh. W pierwszej kolejności jakąś passive aggressive zaczepkę, bo typ sugerował, że w takim tonie chce rozmawiać. Potem stwierdziłem,, że nie jestem u siebie, więc odpowiedziałem w miarę normalnie bez dwuznaczności , że może sobie "kpić" z tego co napisałem, bo ma do tego pełne prawo, ale jego wypowiedź na forum 18+, informująca o tym, że raz w tygodniu ma kaca nikomu nie imponuje, a nawet gdyby, to nic to w zasadzie nie wnosi do tematu. Na końcu stwierdziłem, że szkoda mi czasu na jakąkolwiek ewentualną rozmowę i zostawiłem to bez komentarza.

Co do wagi to ja niemal z tego co maks ważyłeś ( z 99 kg dokładnie ) zszedłem do 63 swojego czasu, może 62 ( dawno to było). I też miałem z tym problem bo raz, że potrafię dużo jeść ( zdarzało się 10 tyś kcal dziennie wszamać, a nawet przyjmować zakłady związane z żarciem na rzeczy jak jedzenie 2 kg frytek , 50 cm pizzy naraz samemu ofc etc) a drugie, że ciężko było trzymać dietę z powodu problemu z jakim się borykam, a który zainteresowanym jest znany. Nie wiem, chyba chce napisać, że to nie jest takie trudne do zrobienia jak się po prostu uprzesz. Mi moja waga zaczęła w pewnym momencie przeszkadzać ( nie chodziło o kompleksy ). Jak miałem pewnego razu zadyszkę wejść po schodach stwierdziłem, że koniec i tak to nie będzie wyglądać. Co prawda od tego stwierdzenia minęły ze dwa lata zanim udało mi się zrzucić ile chciałem, ale z perspektywy czasu myślę,że dla większości ludzi nie jest to problem, z którym nie można by sobie poradzić. Bardziej im się wydaje, że to coś trudnego, bo wiąże się z wielkimi restrykcjami żywieniowymi, ale tak być nie musi. Dobry dietetyk potrafi przeprowadzić typa przez redukcję tak, że mało co ją odczuje. Inna sprawa, że o takiego dietetyka jest wciąż u nas w kraju trudno. Można samemu, ale siła rzeczy popełni się wtedy wiele błędów, co wydłuży tylko niepotrzebnie cel do którego się dąży, a nierzadko po prostu skutecznie zniechęci.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Czy ja jeszcze żyje ? Wykręciłem 2.5 godziny na rolkach, nie czekaj na chujowych rolkach z dojebanymi jak autobus do Lichenia łożyskami i bez dwóch kółek. Trening na tym jest cięższy niż skok o tyczce... bez tyczki <wink>. Można po damsku jeździć, ale słabo na rolkach wyglądam w sukience i kwiatem we włosach, więc to nie dla mnie obecnie ( może kiedyś ). Przyjechałem do domu, wypiłem pół litra mleka, wrzuciłem serek wiejski i poszedłem na 1.5 godziny na boisko porzucać. Miałem przed wyjściem na rolki spory kryzys, bo darłem koty z bliską osobą i włączyła się opcja "tankuj do pełna bo na stacji 50 % zniżki". Głupia sytuacja, bo ciężko to kontrolować. Po prostu organizm przy dużym stresie w ten sposób nauczył się gasić pożar, a dokładniej tak reaguje ten najbardziej prymitywy obszar mózgu odpowiedzialny za przetrwanie zwany hipokampem vel kutasiarzem, który jest tak pierdolnięty, że nie da rady z nim gadać. Przez godzinę nie mogłem tego rozjeździć. W zasadzie gdybym nie złapał rolek i wybiegł z płaczem z mieszkania, pewnie ocknąłbym się w monopolowym. Ale nie pierwszy raz przyszło mi handlować z tym dziadostwem, tylko zauważyłem, że z każdym kolejnym razem jest jakby ciężej to ogarnąć.

Minąłem na rolkach dzisiaj fajną dupę, a na wiosce jest to niemal tak rzadkie jak ( brakuje mi słowa, zaproponujcie coś ). Z początku chciałem ją gonić, ale nie miałem ze sobą chloroformu, więc to bezcelowe. Chciałem wykręcić nelsona ( taki popis ), ale przypomniałem sobie stare przysłowie ludowe "Puść krowę na lód to się sama wypierdoli" co zasiało ziarno niepewności i po ptokach. Gdybym miał trochę cyjanku na taką ewentualność , co by potem nie stać się pośmiewiskiem jakbym jebnął na pysk ( wiecie na wiosce szybko się wieść niesie ) Nie wiem co ja dzisiaj taki nieprzygotowany. A no tak, hipokamp ty chuju. Oczywiście ten cyjanek to nie dla mnie, ale o tym pewnie wiecie <ugly wink>

Jutro to samo, wiec dzisiaj trzeba wcześniej spać iść by się zregenerować ( 4.30 ,) aby móc dłużej pospać ( pewnie do 6.20) :ayfkm:

Sporo głupot ostatnimi czasy zdarza mi się pisać, to zobaczcie sobie zamiast murzynów i rapów coś ciekawego. Warto.

Spokojnej nocy.


Odpowiedz
Cytat
ultrac
Dołączył: 23.10.2012

Oooo widzisz pan, szukałem czegoś w rodzaju audiobooka, na czas leżenia na jakiejś plaży, czy cuś. Bralczyk się nada :f_drink:

Zespół Blooma ma coś wspólnego z Orlando Bloomem? :thinking:

Ja wagę też gubię i bez żadnych dietetyków :pokerface:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Cały miesiąc dla kogoś, kto stara się być aktywny poza domem to kpina. Dni, w których było w miarę znośnie naliczyłem z pięć. Reszta podobna do dzisiejszego - pochmurno i wali po mordzie chłodem, wiatrem i kurwa śniegiem :ayfkm: Mimo wszystko co najmniej pięć razy w tygodniu spędzałem na rolkach/koszu od 1.5 do 4 godzin dziennie. Jak lało to potrafiłem cały dzień jak chytra baba z Radomia czekać, aby zajebać jakiś sport jak nadarzyła się okazja. Często zdarzało się, że w taki dzień po godzinie trzeba było zjeżdżać na bazę, bo Bóg rzucał we mnie gradem. Swoją drogą czy to nie się przypadkiem podwójne standardy ? Znaczy się we wszetecznice "nie pozwoli" kamieniem rzucić, a we mnie pierdolnie całą masą lodu ? Nie żebym komuś umniejszał, czy wartościował, ale "come on", sami widzicie, że coś tutaj się nie dodaje.

Napisane przez ultrac
Ja wagę też gubię i bez żadnych dietetyków :pokerface:

No bo z tym jest trochę tak, jak z mechaniką kwantową :coolface:. Dziecko zrozumie założenia, ale spora część osób ( noblistów), które tworzyło jej podwaliny, przestało w nią wierzyć. Ogarnijcie co odpierdala "wstydliwy" foton, o którym typ gada jak się na niego patrzy :profit:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Piątek wypadałoby uczcić, a ja od pięciu lat nie jadłem słonych paluszków. Tak, brzmi to jak dobry plan na piątkowy wieczór... Szykuje się epicki melanż na początku maja, na który nie mogę nie iść, bo "sygnuje" ten miesiąc. Mógłby się nie odbyć gdyby Elon Musk nie opierdalał się z wprowadzeniem komercyjnych lotów na Marsa. Trzeba zacząć od zaraz żreć Anticol, by mieć możliwość przesadzić tyko z czekoladą... no i crackiem, ale takie tam słabe używki, to się nie liczą. Trzeźwy jestem jakieś 236 dni (pierdolony ma rozmach). Teraz, to tak nawet głupio pić, bo do roku jest bliżej niż kiedykolwiek. Smutne natomiast jest to, że wyłożyć mogę się tydzień przed osiągnięciem celu i w zasadzie nie będę mógł mieć do siebie większych pretensji, więc to wciąż stosunkowo trudna sprawa do ogarnięcia. Majówka jak kiedyś nakreśliłem to ostatni ( w sumie największy jeżeli liczyć cały rok) test na HIV, bo po nim do września nie będzie większych okazji by trafić na panie lekkich obyczajów, które są w pobliżu jedynie wtedy... Ja pierdole na co taki środek stylistyczny, po prostu napisz wprost i nie sil się na bycie "poetą", że nie będzie okazji większych i trudniejszych w zniesieniu do melanżu niż urodziny <ayfkm>. Nuta jak zazwyczaj w temacie, ale gdyby ktoś nie ogarnął, że od początku bloga jak wrzucam muzykę to najczęściej jest to "fallow-up" do posta, części posta, albo tego jak się czuje, to teraz ten jedyny raz może się tego dowiedzieć, by mieć świadomość, że wiele razy nie widział całego obrazka <troll>

Peace out.


Odpowiedz
Cytat