
Dobre wymówka by nie grać c'nie ? Chociaż prawda jest taka, że ten remont w żaden sposób nie utrudnia mi gry. Jestem typem osoby, która jak się na czymś nie zna, to nie stara robić za eksperta, więc jedyny mój udział w tym całym syfie to ewentualne wynieś i pozamiatać po robocie, choć tego w sumie też nie robię. Co ciekawe za sprawę tego, że w moim najbliższym otoczeniu bardzo wiele osób trudni się szeroko pojętą budowlanką, to w teorii pewnie byłbym w stanie dom postawić, bo o ich robocie (chcąc czy też nie) sporo się nasłuchałem, ale jak sam kiedyś próbowałem pomalować ścianę, to trzy minuty po tym jak się przebrałem w ciuchy robocze byłem już w sklepie po piwo. Nawet nie to, że nie potrafiłbym tego zrobić, tylko zawsze wmawiam sobie, że tak jest, aby się tylko za to nie zabrać. Dla przykładu czasami jestem takim ignorantem na sprawy, które mnie nie obchodzę , że jakbym chciał, to przekonałbym sam siebie, że nie potrafię zmyć podłogi w kuchni. Nie, że mi się nie chce, tylko, że nie potrafię. Wydaje się to niemożliwe ? Nic bardziej mylnego, polecam skorzystać z konceptu wizualizacji :
Spoiler

W skrócie mam tendencje w pewnych sytuacjach do sabotowania własnej osoby. Jednak nie zawsze takie podejście się sprawdza, z czego pewnie zdajecie sobie sprawę ( na przykład podłoga jest od lat brudna, a ja nie lubię syfu
).
Wczoraj pierwszy raz od tygodnia zjadłem ciepły posiłek, więc popełniłem kilka błędów żywieniowych, ale zmusza mnie trochę do tego sytuacja. Wszystko jest do ogarnięcia, jednak ja nie lubię pakować się z butami komuś do chaty, nawet jak nie ma nic przeciwko. Zresztą to bardziej kwestia nie najlepszego samopoczucie i po prostu nie chce mi się gotować w takich warunkach. Trochę przez remont, a trochę przez problemy z ZZA jestem obecnie na urlopie bezterminowym, więc czasu na grę mam sporo, ale jedyne co robię to marnuje te wolne chwile w sieci. To znaczy przez pierwsze 10 dni i tak nie byłem robić w stanie nic innego jak patrzeć się w ścianę, jednak w moim wypadku jak się w taki sposób rozleniwię ( akurat w tym miesiącu nie do końca miałem na to wpływ, jeżeli w ogóle miałem jakikolwiek ) to potem jest tragedia, nawet jak się myślenie poprawia jak teraz. W zasadzie mam tak ze wszystkim i nigdy nie udało mi się chyba tak naprawdę balansować tego racjonalnie. W bardzo dużym uproszczeniu funkcjonuje bardzo skrajnie, bo albo zapierdalam ponad siły, tak jak to miało miejsce przez większość czasu od listopada ubiegłego roku do końca lutego, albo tak jak teraz staram się nie tracić energii nawet na oddychanie. Dobrze, mógłbym ten czas obecnie traktować jako urlop, który mi się należy i pewnie w jakimś stopniu tak to sobie tłumacze, ale znam siebie i wiem, że już teraz będzie mi bardzo ciężko wrócić do formy chociażby sprzed miesiąca, więc chyba mam jakieś wyrzuty sumienia na zapas i ból dupy o to heh. Dość niebezpieczna sytuacja dla mnie, dlatego często pisałem, że muszę mieć zajęcie przez cały czas. Gdy go nie mam, tak jak obecnie, psychika próbuje robić mnie w chuja sugerując „ No przecież jedno piwo pizdo wypić możesz „. W zasadzie cały czas to robi, ale jak się opierdalam, to jestem bardziej podatny na jej sugestię.
Tak czy inaczej sytuacja sprawia, by siedzieć na tej skrzynce nitrogliceryny do końca miesiąca, ale z drugiej strony jestem tak leniwy, że się praktycznie nie ruszam, więc są całkiem dobre szansę na to, że nie wybuchnie. Nie zmienia to faktu, że w karty mógłbym już chyba zacząć grać, więc za to, że tego nie robię należy się srogi wpierdol.
Ten wpis był o wiele dłuższy, miał się pojawić wczoraj, ale sporą cześć po prostu wyrzuciłem do kosza, bo złapałem się na tym, że znowu za bardzo skupiam się na moich problemach z uzależnieniem , a w sumie już wszystko co miałem do napisania na ten temat napisałem, albo nie chce się tym dzielić, bo to problem, który sam muszę rozwiązać, a który pewnie 99 % osób to czytających nie dotyczy. Siłą rzeczy pojawia się cyklicznie, bo to część mojego życia ,a nie jestem typem osoby, która wrzuca wykresy tylko wtedy gdy jest up i trudno po prostu czasami o tym nie wspomnieć, choć z drugiej strony mam jakieś dziwne odczucie, że trochę z tym marudzę.
Dobra chuj to, tak naprawdę mam poważniejszy problem (wink), bo nie mogę znaleźć śruby do kółka od rolek w standardowym sklepie i będę zmuszony zamawiać prze neta, gdzie z przesyłką zapłacę pewnie ze 20 zł za coś co kosztuje jakieś 11 groszy. Nie lubię takich akcji... Zresztą to nawet nie chodzi o to, że jeden milion % przepłacę, a o to, że nawet w necie ciężko mi jest taką śrubę zamówić (fuuu)
A no i od tygodnia nie robię treningów. Pisałem, że przerwa się przyda i końca świata z tego powodu nie ma, jednak wiecie jak to jest, jak aktywność od lat wam towarzyszy i nagle nie robicie kompletnie nic. Nawet takiego chujozjebolenia jak ja przyprawia to trochę o ból dupy.
Byłem kiedyś stalkerem tej typiary, ale to chyba w podstawówce, a potem dorosłem i znalazłem sobie "prawdziwą" dziewczynę. Dzisiaj ma pewnie z 80 lat, ale kilo cebuli stawiam, że dalej jest hot.
Tymczasem.



