Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko
3,256 Posty
99 Użytkownicy
1578 Reakcje
87.3 K Wyświetlenia
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez txell2012
, a Ty nie utrafieś z moimi źródłami :D

Poniekąd trafiłem, bo takimi samymi argumentami jak zawartymi w tej książce posiłkuje się Gary Yourofsky a to w USA jest szef wszystkich szefów jeżeli chodzi o szamanie roślin więc pewnie ten kucharz te argumenty mu ukradł :coolface:, Jego wystąpienia można zobaczyć chociażby w sieci właśnie. Swoją drogą nie wiem czy książkę, którą pisze kucharz można uznać za rzetelne źródło informacji. Wczoraj spędziłem dwie godziny w samochodzie więc miałem czas poczytać i wjechała jakaś książką o suplementacji typa, który zajmuje się podobno tematem 20 lat i połowa z blisko 200 stron to wierutne bzdury i nie dziwie się, że koleś na końcu tej książki na dwie strony napisał czcionką 80 że nie bierze za nic odpowiedzialności jak ktoś po tych jego radach się uszkodzi heh. Zresztą tak naprawdę jeżeli argumenty przedstawia osoba związana w jakiś sposób ze środowiskiem wegan to nie ma w sumie znaczenia czy jest to książka z dobrą rekomendacją czy video w sieci aktywisty czy też wpis na blogu bo argumenty w ich przypadku są ciągle te same ( niestety w większości liche ) Wiem, że wychodzę trochę na typa, który się mądrzy czy też ktoś może uznać, że nie przemawiają do mnie argumenty wegan i ich szkaluje bo nie rozumiem czy coś ale naprawdę tak to wygląda i jak ktoś podejdzie do tego z chłodną głową to pewnie dojdzie do takich samych wniosków, że oni po prostu plotą zazwyczaj androny. Nie wiem może przesadzam z tymi złośliwościami w ich stronę ale ja zawsze nazywałem rzeczy po imieniu i nie widzę zbytnio powodu by w tym wypadku trzymać na wodzy poprawność polityczną. Pewnie dlatego, że dałem się nabrać na te ich pierdolenie kiedyś i teraz mi głupio przed samym sobą :coolface:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

<przedświąteczny żal mode on >

Przez ostatnie dwa dni mało grałem (w niedziele nie było mnie w domu, wczoraj dostawca neta miał awarię i tylko dwie godziny ogarnąłem ) Zaczął mnie znowu męczyć BSOD i miałem dodatkowo trochę zabawy ze sterownikami grafiki a te potrafię żyć czasami własnym życiem i nieźle "umilić" nastrój jak się coś zjebie. Ale tak naprawdę do gry zniechęciło mnie dosłownie ostanie rozdanie sesji, które zjebałem bo zagrałem je z automatu zanim się chwilę zastanowić i potem nie potrafiłem już włączyć kolejnej sesji bez skrzywionej miny to sobie przy problemach z netem darowałem.

Trening jakościowo wczoraj totalnie z dupy i chyba pierwszy raz odczuwałem, aż taką wielką niechęć do ćwiczeń w tym roku. Miałem go nie robić, ostatecznie się zmusiłem po dwóch godzinach przekładania i to chyba nie był najlepszy pomysł bo mogłem go robić dzisiaj a nie na siłę jak najszybciej próbować przez to przebrnąć. Technika ćwiczeń zapewne pozostawiała wiele do życzenia no i pierwszy raz zrezygnowałem z rozciągania tak mi się nie chciało, ale do przysiadów złomu dojebałem na wkurwieniu :pokerface:

Oczywiście każdy się domyśla z jakiego powodu miewam chujowe samopoczucie. Miałem trochę niefart wczoraj , bo w drodze do sklepu spotkałem ze trzy moczymordy (każdego z osobna ) i to wystarczyło by organizm upomniał się o "swoje" przez co sen chujowy, sny zjebane i jak tylko się obudziłem dzisiaj mam lichy nastrój. Obecnie nawet nie chce mi się gadać z ludźmi, którzy są pod wpływem, a że z tymi normalnymi siłą rzeczy kontakt mam ograniczony bo miałem wyjebane przez wiele lat na normalne relacje z ludźmi gdy piłem to mam wrażenie, że świat jest nie do przyjęcia na trzeźwo :coolface: Nic to spróbuje jak zawsze rozchodzić potrzebę , chociaż po takim okresie abstynencji jest coraz trudniej co jest durne bo zawsze myślałem, że jak nie będę pił dłuższy okres to potem już z górki będzie. Głupia psychika oj głupia. Ogólnie wygląda to tak, że siedzę na skrzynce nitrogliceryny obecnie tyle, że strasznie mnie przy tym swędzi dupa i nie sposób się nie podrapać bez wykonania jakiegoś gwałtownego ruchu. Muszę zachować turbo ostrożność bo łapię się na tym, że znowu zaczynam myśleć o alkoholu w pozytywnym kontekście bo święta bo nowy rok, bo urodziny znajomych i się wszystko sprowadza do tego, że teraz wypiję bo mi się należy a od nowego roku znowu będzie ogar. Niestety w moim przypadku taki plan prowadzi do wielu niefajnych konsekwencji.

Sytuacja z pokerem jest niejasna co powoduje, że trochę nie chce mi się grać obecnie bo będzie można chyba co najmniej przez kilka miesięcy klikać w nowym roku i trochę ciśnienie zeszło z robienia volume. Oczywiście to swojego rodzaju wymówka ale jednak od września poświęcam blisko 200 godzin miesięcznie na grę więc coś jest na rzeczy, że za bardzo mi się sesji obecnie odpalać nie chce. W sumie to od wczoraj bo przez 10 dni grudnia spędzałem te osiem godzin dziennie przy stoliku bez większego jęczenia. Nie mam za bardzo alternatywy jak odłożę grę do nowego roku będę miał zbyt dużo czasu wolnego a to dla mnie w tak newralgicznym momencie jakim jest okres przedświąteczny i nowy rok nie może skończyć się za dobrze więc znowu jestem między młotem a kowadłem bo grać mi się nie chce, zmuszać się muszę co powoduję stres bo decyzje na stołach chujowe robię jak gram na siłę.

<przedświąteczny żal mode of>

Minie ze dwa trzy dni i sytuacja powinna się na kilka następnych w miarę unormować bo w innym wypadku ta skrzynka spod dupy wypierdoli mnie w kosmos a tego nikt nie chce co nie ? :coolface:

Idę sobie pograć pewnie bleh. Dzisiejszy dzień będzie niefajny bo już teraz nie chce mi się gotować obiadu, czyżby żarcie dla kota z puszki wjechało na stół ? :yaoming:


Odpowiedz
Cytat
JanyWins
Dołączył: 08.12.2013

Akurat pod wzgledem moralności to zwierzęta na mieso mają lepszy los niż te na mleko. Zwierze na mięso jest hodowane i pewnego dnia poprostu zabijane nie będąc świadome losu jaki go czeka (to już nie sa te czasy, że na mięso idzie 30 letnia krowa, która już nie produkuje mleka). Mięso mlecznej krowy jest gorszej jakości niż tej mięsnej więc coraz bardziej dba się o ich jakość. Podobnie ze stresem. Zestresowane mięso to nie tak dobrej jakości mięso więc pewne rzeczy być może idą w dobrym kierunku. Tam gdzie doszukiwałbym się problemu to w rodzaju pożywienia. Naturalnym pożywieniem krowy powinna być trawa, a nie pasza, soja i kukurydza.

Przemysł mleczarski to bagno. Mleko, mleku równe więc tam zaczyna się brak moralności wobec zwierzęcia i maksymalna ich eksploatacja. Cycki są w ciągłej infekcji przez automatyczne dojarki, dawniej sprzet czyściło się jodem (stąd uznano, że jodu nei trzeba suplementować, bo jodowanie sodu oraz stosowanie go w przemyśle spozywyczym wystarczy), a obecnie ciężką chemią, a to wszystko trafia do jedzenia. O pasteryzacji, która powstała dla roztworów wodnych, a nei białkowych (pastor był chemikiem, a nie biologiem i kładł chuja na enzymy, bakterie i inne nieodłączne elementy mleka, których jest obecnie pozbywane) nie wspomne. O homogenizacji dla lepszego wyglądu i jej wpływu też można napisac i zastanowić się co się dzieje z kropla tłuszczu, która trafia do krwioobiegu (czyli do wody). Ostatnia sprawa to betakazeinomorfina 7 czyli problem wszystkich krów prócz tych z AU i Francji.

Kortyzol nie jest peptydem tylko steroidem czyli lipidem. Oralnie się bierze sterydy więc w sumie sam jestem ciekaw jak to jest, a niestety nie wiem jak szukac, a wiedzy brak. Na logikę trzeba by się zastanowić ile faktycznie tego kortyzolu w miesie jest i co się z nim dzieje, bo wątroba jest odpowiedzialna za metabolizowanie go, a że pożywienie tam trafia to nie powinno to stanowić problemu. Po za tym nie ma zwiazku miedzy hormonami zwierzat w pożywieniu, a poziomem naszych hormonów. Ostatnia sprawa to nienazwałbym kortyzolu hormonem stresu, a hormonem życia. Jeśli ktoś ma taką wiedzę to niech się podzieli prosze, bo w sumie mnie zaciekawiło co się z tym dzieje.


Odpowiedz
Cytat
JanyWins
Dołączył: 08.12.2013

Co do modeli żywieniowych bardziej bym się zastanowił dlaczego dieta równikowa jest pełna cukrów i nieskotłuszczowa, a ludzie zdrowi, dieta polska to owoce latem, orzechy i tłuste mięsa zimą (obecnie przez łatwy transport nie jest to już standardem), a ludzie zdrowi (mówię o naszych dziadkach, którzy jedli takim schematem) a dieta eskimosów to praktycznie sam tłuszcz, a ludzie byli zdrowi dopóki dieta zachodnia nie stała się modna. Jakiś związek? Może światło?

Więc może nieistotne co jemy, a w jakim środowisku i o jakiej porze?

Może truskawki będące BOMBO WITAMINOWO sa nimi, ale latem kiedy słońce mówi naszemu organizmowi "siema jest lato", a truskawki mówią "siema jest lato", a nagle pojawia się problem kiedy będziemy je spozywac zimą kiedy cykl dnia jest znacznie krótszy i trochę się zmienia schemat działania naszych komórek?

Człowiek się szybko przyzwyczaja i nagle nam się wydaje, ze telefony są z nami od zawsze wiec nie wpływają na nasze zdrowie, że praca w biurach i całe dnie spędzone w zamknięciu towarzyszy nam od zawsze, a przecież jeszcze niedawno przed rewolucją przemysłową kazdy spędzał 80% czasu na świeżym powietrzu, bez sztucznego oświetlenia nocą, jedząc to co jest sezonowe. Myślę, ze w tym kierunku trzeba szukać i że ma to o wiele większe znaczenie niż nam się wydaje. Bardziej w stronę kwantów niż termodynamiki.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez JanyWins

Kortyzol nie jest peptydem tylko steroidem czyli lipidem. Oralnie się bierze sterydy więc w sumie sam jestem ciekaw jak to jest, a niestety nie wiem jak szukac, a wiedzy brak. Na logikę trzeba by się zastanowić ile faktycznie tego kortyzolu w miesie jest i co się z nim dzieje, bo wątroba jest odpowiedzialna za metabolizowanie go, a że pożywienie tam trafia to nie powinno to stanowić problemu. Po za tym nie ma zwiazku miedzy hormonami zwierzat w pożywieniu, a poziomem naszych hormonów. Ostatnia sprawa to nienazwałbym kortyzolu hormonem stresu, a hormonem życia. Jeśli ktoś ma taką wiedzę to niech się podzieli prosze, bo w sumie mnie zaciekawiło co się z tym dzieje.

Dzięki za zwrócenie uwagi, faktycznie popełniłem niefortunny błąd bo myślałem o somatotropinie i adrenalinie a napisałem nie wiedzieć czemu o kortyzolu. Tak czy inaczej, jeżeli chodzi o hormon wzrostu to nie ma żadnych zagrożeń bo podany doustnie nie działa i zostanie rozłożony do aminokwasów podobnie adrenalina zostanie rozłożona przez enzym monaminooksydazy. Dodatkowo obróbka cieplna powoduje unieczynnienie adrenaliny. Nie wiem do końca jak rzecz ma się z kortyzolem (niech będzie, że to hormon życia ) ale w przypadku niektórych hormonów steroidowych temperatura powoduje ich degradację więc prawdopodobnie w przypadku kortyzolu może zachodzić podobne zjawisko ale pewny tego nie jestem obecnie. Należałoby zaznaczyć również, że jednak kortyzol u zwierząt nieco różni się od tego u ludzi (nieznacznie ale jednak ) i nie będzie miał takiego samego wpływu na nasz organizm jak w przypadku zwierząt. Imo tak jak napisałem (chociaż myślałem o adrenalinie ) kortyzol w mięsie nie stanowi raczej zagrożenia. Bardziej przejmowałbym się estrogenem bo w tym wypadu to niemal ten sam związek co u zwierząt, więc może działać na nas niemal identycznie, ale za sprawą regulacji od wielu lat raczej problem z hormonami w mięsie to sporadyczne przypadki. Więcej na temat mięsa kiedyś tam na pewno, bo od dawna o tym również chce napisać ale czasu brak. W sumie jest tyle tematów, że nie wiem za co mam się zabrać in first place :ayfkm:


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Myślałem że tylko chudy jest chory , a jest Was więcej.:f_thumbsup: :f_o:


Odpowiedz
Cytat
txell2012
Dołączył: 12.06.2012

Napisane przez chudyand1

Napisane przez txell2012
, a Ty nie utrafieś z moimi źródłami :D

Poniekąd trafiłem, bo takimi samymi argumentami jak zawartymi w tej książce posiłkuje się Gary Yourofsky a to w USA jest szef wszystkich szefów jeżeli chodzi o szamanie roślin więc pewnie ten kucharz te argumenty mu ukradł :coolface:

Gary Yourofsky miał 23 lata i dopiero mu zaczynała palma odbijać, gdy kucharz napisał książkę. To raczej Jurij Gejowski posiłkował się wiedzą kucharza. Nie trafiłeś.

To trochę dziwne, gdy mówisz, że dieta wegańska w Twoim przypadku była błędem i raczej już do niej nie wrócisz, a toczysz umysłową walkę z samym sobą w najprostszej sprawie, którą jest picie alkoholu i konsekwencje jego spożywania.

Mógłbyś też rozwinać coś na temat tego porównania roślinożerców, mięsożerców i człowieka, bo to jest dość interesujące, a zdawkowo się do niego odniosłeś.

W ogóle to chciałem zażartować, że weganie to są pewnie ci, co nie podbierają miodu pszczołom, ale to prawda :ayfkm: Ciekawe, czy gdyby mnie wchłonęli to kazaliby mi zmienić pracę ze względu na tratowane na mej drodze żyjątka. Na pewno coś się zdepcze, może nawet coś większego, jakaś jaszczurka nieraz zginie przygnieciona butem (czego żałuję i proszę o wyrozumiałość). Weganizm wygląda mi na obdarty z elementów duchowych wegetarianizm. Według mnie Donald Watson, jego twórca kilkadziesiąt lat temu, nie powinien się zajmować żadnymi ideologiami, a tym bardziej rekrutować innych ludzi pod swoje własne wyobrażenia na temat wegetarianizmu. To jest moje osobiste odczucie, dość mocno poparte metodami, których tutaj wymieniać nie ma po co.

Mógłbym w sumie nie pić mleka i jakoś bym to zniósł. No ale miodu? Fuck off :yaoming:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez txell2012

Mógłbyś też rozwinać coś na temat tego porównania roślinożerców, mięsożerców i człowieka, bo to jest dość interesujące, a zdawkowo się do niego odniosłeś.

Weganie próbuje udowodnić, że człowiek był, jest i ma być :coolface: roślinożerny aby legitymizować swój wybór. Ma to w zasadzie sens, bo jeżeli udałoby im się zakwalifikować gatunek ludzki w ten sposób, mieli by w dyskusji niepodważalny argument. Prawda natomiast jest taka, że człowiek jest pod względem żywienia oportunistą i jeżeli był stricte roślinożercą to jedynie we wczesnych stadiach ewolucji ( a i to jest mocno wątpliwą tezą ) i w żaden sposób nie można go do takiej grupy na przestrzeni dziejów zaliczać i żaden poważnie podchodzący do tematu antropolog tego nie robi. Oczywiście, że obecnie może obejść się bez mięsa, ale robienie z tego argumentu, że skoro obecnie mięsa jeść nie trzeba to z miejsca robi to z nas roślinożercę jest swojego rodzaju zakłamaniem rzeczywistości. Zresztą wegan, przynajmniej tych, którzy wypowiadają się w różnego mediach cechuje skrajna nieobiektywność. Weźmy pierwszy lepszy argument przez nich przytaczany mający udowadniać, że człowiek nie jest mięsożerny a mianowicie to, że jeżeli byłby to spożywałby mięso na surowo jak typowy drapieżnik. Abstrahując już nawet od tego, że człowiek może spokojnie takie mięso spożywać bez żadnych problemów (układ trawienny jest do tego przystosowany, zresztą sam argument nie tylko w tym kontekście jest po prostu głupi ) to jak to ma się do tego, że weganie bez obróbki termicznej nie są w stanie spożyć bardzo wielu pokarmów bez rozchorowania się takich jak ziemniaki, fasola, ciecierzyca, soja, groch, wszelkiego rodzaju zboża itp ? Jeżeli kiedykolwiek chciałeś wywinąć się z pójścia do szkoły, bo zamiast uczyć się grałeś w piłkę na podwórku to doskonalę zdajesz sobie sprawę z tego co się stanie jak zaczniesz szamać ziemniaki na surowo. Człowiek stracił możliwość efektywnego pozyskiwania energii z roślin, nie ma za to w większości wypadków takiego problemu z produktami odzwierzęcymi. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka ale najważniejszą są czynniki adaptacyjne ( zmiana klimatu i takie tam ) Człowiek w momencie, w którym rozpoczął swą migracją z Afryki zaczął spożywać coraz większe ilości mięsa, osiągające nawet jak zauważył kolega wyżej skrajne wartości w przypadków Eskimosów i Innuitów, których żywienie oparte było w około 90 % na produktach odzwierzęcych, ponieważ im dalej na północ tym dostępność produktów roślinnych była ograniczona. Prawda jest taka, że do człowieka najbardziej pasuje określenie „wszystkożerny” ponieważ niemal od zawsze spożywał zarówno produkty pochodzenia roślinnego jak i zwierzęcego a jak i trzeba było to zadowalał się padlinę a nawet w skrajnych wypadkach posuwał się do kanibalizmu i tego nie da się w żaden sposób podważyć jeżeli ktoś nie chce narażać się na śmieszność. Weganie nie mają z tym problemu ponieważ mam wrażenie, że w ich wypadku panuje przekonanie „nie ważne jak mówią, ważne by mówili” Robią po prostu wokół siebie szum wszelkimi możliwymi sposobami posuwając się do manipulacji faktami. Nie bardzo rozumiem, jak można uważać się za osobą tak dalece moralną (bo oni się za takich uważają ) jednocześnie kłamiąc komuś w żywe oczy ?

Napisane przez txell2012

W ogóle to chciałem zażartować, że weganie to są pewnie ci, co nie podbierają miodu pszczołom, ale to prawda.

Prawda, zresztą ich retoryka w tym temacie jest powszechnie znana. Według nich nie spożywasz miodu tylko pszczele wymiociny bo takim mianem miód określają. Swoją drogą miód nie jest tak zdrowy jak mogłoby się wydawać i jest trochę przereklamowany dlatego, jeżeli spożywasz go w dużych ilościach zwróć na to uwagę ;)


Odpowiedz
Cytat
psychoreaper
Dołączył: 25.03.2009

Czy potrzeba więcej dowodów?

Spoiler


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

"... w najprostszej sprawie, którą jest picie alkoholu i konsekwencje jego spożywania..."
Huehuehue:deadhappy:


Odpowiedz
Cytat
txell2012
Dołączył: 12.06.2012

Napisane przez yoovan
"... w najprostszej sprawie, którą jest picie alkoholu i konsekwencje jego spożywania..."
Huehuehue:deadhappy:

W sensie, że alkohol to najprostsza rzecz do zweryfikowania, czy jest szkodliwy, czy nie.
Wszystkie uzależnienia są trudne do przezwyciężenia.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Odbiłem sobie dzisiaj na treningu to, że ostatnio byłem pizdą, ale nakręcałem się od dwóch dni, żeby tylko moc była. W ogóle tam pocę się ostro, dyszę jak parowóz trzęsąc się przy tym, żeby kończyć serie bo już nie mogę a jeszcze jedno powtórzenie i Winamp wybiera mi z dedykowanej listy do treningu :

Spoiler

No kurwa, od razu wyjebałem z klaty tak sztangę, że się od sufitu odbiła (sąsiada, który mieszka nade mną). Chyba trzeba częściej to zapętlać. Tak wiem, że mogłem napisać co poleciało i wcale nie musiałem tego wrzucać ale się tak nie pieklcie bo jak to włączycie to w 4:14 jest niezła beka bo ktoś hakował to video tylko trzeba od początku słuchać bo inaczej to nie. Nie mam pojęcia co obok Black Sabbath robi na tej playliście ta dupa bo nawet sobie nie przypominam abym miał to na dysku. Takie czary.

Humor odrobinę się poprawił. Grać chce mi się średnio ale staram się przesadnie nie opierdalać.

Dobra macie coś prawilnego. Outro z ostatniego odcinka serialu, który sobie czasami oglądam :coolface: Naszukałem się tego w chuj całe 10 minut wczoraj to docencie wysiłek ok ?

Dobrej nocy.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

PokerStars - $0.25/$0.50 (6 max) - Holdem - 6 players
Hand converted by PokerTracker 3

MP: $6.72
CO: $12.55
BTN: $7.79
SB: $13.08
Hero (BB): $11.59
UTG: $10.22

SB posts SB $0.10, Hero posts BB $0.25

Pre Flop: ($0.35) Hero has 8♣ T♣

fold, fold, CO raises to $0.50, BTN calls $0.50, SB raises to $0.75, Hero calls $0.50, CO raises to $1.00, BTN calls $0.50, SB calls $0.25, Hero calls $0.25

Flop: ($4.00, 4 players) 9♠ 5♥ J♣
SB bets $0.25, Hero calls $0.25, CO raises to $0.50, BTN calls $0.50, SB raises to $0.75, Hero calls $0.50, CO raises to $1.00, BTN calls $0.50, SB calls $0.25, Hero calls $0.25

Turn: ($8.00, 4 players) 7♦
SB checks, Hero bets $0.50, CO raises to $1.00, BTN calls $1.00, SB calls $1.00, Hero raises to $1.50, CO raises to $2.00, BTN calls $1.00, SB calls $1.00, Hero calls $0.50

River: ($16.00, 4 players) 3♥
SB checks, Hero bets $0.50, CO raises to $1.00, fold, fold, Hero raises to $1.50, fold

Spoiler

Hero wins $17.84

:appl:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Będzie bardzo krótko ponieważ to nie jest produkt, o którym można wiele napisać ( w następnej odsłonie będzie coś na kształt poprzedniego wpisu ), a jednak wrażeniami podzielić się muszę bo mi klapki ze stóp spadły gdy tego spróbowałem.

Nie jadam batonów energetycznych, bo uważam to za bezsensowną stratę pieniążków. Nagły skok insuliny (jako, że przeważnie takie dziwactwa to lwia część cukrów prostych ) może i jest wskazany w sytuacji, gdzie zrzuceni na pustynię Gobi w ramach surwiwal festynu przeceniliśmy swoje możliwości i konając chcemy przeczołgać się jeszcze te dodatkowe kilka metrów.

W ogólnym rozrachunku nie ma to jednak większego sensu, podobnie jak szamanie takich "energetyków" i lepiej byłoby pewnie spożytkować tą energię na odpalenie telefonu satelitarnego i pożegnanie się z rodziną, no ale niektórzy... kurewsko cenią sobie komfort. Morał ? Róbmy sami żarcie, a nie kupujmy byle czego z kiosku dobrze ? W sumie to nawet nie wiem o co mi chodzi teraz, ale nieważne :coolface:

Jak wspomniałem, na bardzo krótką chwilę energii sobie dostarczmy, ale gdybyśmy chcieli posiłkować się takim rozwiązaniem częściej to zbyt zdrową opcją żywieniową to nie jest, i niech nie zmylą nikogo szumne slogany z papierka, że bez glutenu, że surowe ( to akurat zaleta ) , że bez dodatku cukrów, bo mimo tego, że nic tam nie sypali to 68 % składu to daktyle suszone, które są skondensowanym źródłem cukru i za sprawą jedynie 50 g batonika dostarczamy sobie w zasadzie rekomendowaną przez WHO dzienną podaż cukru w diecie, która z tego co pamiętam obecnie wynosi pięć łyżeczek.

Zapytasz po co to kupiłem ? Jestem głupi, więc bez żadnego konkretnego powodu postanowiłem sobie utopić hajs. Utopić to dobre określenie bo 5 zł za coś, co może zgubić się w kieszeni bo takie małe, to trochę zdzierstwo szczególnie, iż smak no własnie... Domyślacie się pewnie, że wziąłem to jednak za sprawą kokosa (co nie oznacza wcale, że nie jestem głupi ofc ) i liczyłem na to, że to po prostu będzie dobre, gdyż miałem ochotę na coś kokosowego. Okazało się jednak, że ten baton smakuje tak samo jak wygląda. A widzicie jak wygląda co nie ? Dobra pomogę, żeby nikt nie miał wątpliwości :

Spoiler

I tak, to są opuszczone spodnie a nie kozaki :ayfkm: Nie każdy ma talent do rysowania ok ?

Dostrzegacie tą nadgryzioną końcówkę ? Tyle bylem w stanie zjeść i zostałem zmuszony drugi raz w tym roku wyrzucić żywność do śmieci ( mam nadzieje, że Pan mi wybaczy ). Tego nie da się jeść, bo smakuje jak płyn do mycia naczyń Ludwik ( serio dokładnie ten sam smak ). Tragedia, jeszcze nigdy nie jadłem nic tak niedobrego, co swoim dobrym imieniem firmowałby kokos, więc chyba można wyciągnąć z tego tylko jeden wniosek- chuj się sprzedał :yaoming:

Dałem fory przy jakości, bo jednak nic nienaturalnego tam nie ma ale i tak chuja, nie do obrony jak strzał Kapitana Tsubasy łamiący poprzeczki.

Miałem wrzucić jedynie zdjęcie i napisać by nie kupować, ale chyba nie potrafię pisać krótkich postów :ayfkm: Średnio przez to wpis wyszedł, bo trochę mi się pisać nie chciało, ale macie za to sztukę najwyższych lotów w spojlerze sławnego wychowanka wileńskiej szkoły malarskiej to jest co podziwiać.


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

Probowales Ludwika?


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Przewidziałem to pytanie dlatego wybrałem konkretną nazwę płynu do naczyń :coolface:. Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że nigdy nie zmywałeś co ? Jakiegoś młodzika bym zrozumiał bo technologia i zmywarki ( sam obecnie z tego korzystam ), ale wiesz przecież, że za czasów naszej młodości zmywało się naczynia w misce to i przez nieostrożność a raczej z młodzieńczej ciekawości można było spróbować. Ci co mieli biedę w chacie ( w tamtych czasach sporo takich osób było) potem w tej samej misce się jeszcze pewnie kąpali co było normalne, a nie kurwa teraz prysznice z masażem. Dokąd ten świat zmierza ? :coolface: Ja tam takich rozwiązań nie praktykowałem bo się myć nie lubiłem, a jak już trzeba było iść w gości do rodziny i być nieco ogarniętym to mnie jak psa do stawu wrzucali i po krzyku.


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

Zmywam rencami jak biedak, ale nie zapijam. Piękny dzień dzisiaj. Mam aktywną helicobacter pylori i zajebiste bóle. Pierwszy raz od ponad m-ca się nachlalem i nic nie boli. Skazany na alkohol?
Mój głos w sprawie jedzenia trupów: kiedyś ostro trenowałem 12 razy w tygodniu i bez miecha spoko dawałem radę przez kilka lat. Jajka i sery jadłem. Nie smierdzialem potem i było ok. Teraz jem powyżej średniej i też jest ok. Jeden kij.
Na tej planecie mordowanie i zjadanie innych daje plus do skilla niestety. Mój rozwój duchowy stanął razem z muzycznym przed 2000r i tak stoi.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Napisane przez yoovan
Mam aktywną helicobacter pylori i zajebiste bóle. Pierwszy raz od ponad m-ca się nachlalem i nic nie boli. Skazany na alkohol?

Jak studiowałem i wstawałem na pierwszym roku o szóstej rano to do 14-15 p.m miałem rożnego rodzaju dolegliwości ze strony układu pokarmowego przez kilka miesięcy ( zgaga, nadkwasota i takie tam gówna) a wiem, że wtedy miałem problem z tą bakterią na 100 %, bo poszedłem w końcu na gastroskopie. Otóż jak jechałem na uczelnie to jak nam się chciało iść na zajęcie to najczęściej przed pierwszymi raczyło się "Patykiem pisane" abo jakimiś randomowymi nalewkami za 5 zł (a jak nie szliśmy, to od razu wóda :yaoming: ). Tak się składa, że po machnięciu 1-2 szklanek wszelkie dolegliwości znikały jak ręką odjął. Piszę całkiem serio. Jak nie piłem męczyłem się do południa, jak jebnąłem szklane w akademiku duszkiem po dwóch minutach czułem się jak nowo narodzony. Trochę to dziwne, bo przy przy tej bakterii na 100 % ma się zapalenie błony śluzowej żołądka a alkohol powinien dodatkowo ten stan pogarszać ale pomagało za każdym razem więc coś jest na rzeczy :pokerface:


Odpowiedz
Cytat
yoovan
Dołączył: 10.11.2009

Mam zapalenie i najgorzej jest ok 14-16. No to chlamy.


Odpowiedz
Cytat