Kupiłem sobie wczoraj sześciopak ulubionych lodów więc nadchodzi wielki dzień ogarnięcia bo z reguły wpierdalam to na raz i potem pokutuje przez 2-3 miesiące
Tylko jeszcze nie wiem czy jutro czy od nowego miesiąca. Będzie co robić bo waga największa od 3 lat pewnie (chlanie niebotycznych ilości piwa przez 3 miesiące zrobiło swoje ) ale nawet nie próbuje tego sprawdzić by się nie dąsać. W sumie czuje się całkiem spoko bo na "wiecznej" redukcji dało się odczuć wkurwienie i zmęczenia zarazem tylko gdyby bęben tak nie wisiał. No i w tym miesiącu jako, że początek zajebałem melanżem mam mocno napięty grafik i w zasadzie brak wolnego czasu. Myślę sobie by wrócić do pracy w realu (nie markecie, trochę wiary w ludzi co ? ) bo w tym roku srogo się opierdalam, a że jestem jednym z niewielu szczęśliwców, którzy swoja robotę lubią a nie chodzą do niej bo zmusza ich do tego sytuacja to całkiem komfortowo się z tym czuje . Tylko znowu zastanawiam się czy już teraz czy może ze względu na to, że poker może iść do więzienia przedłużyć sobie wakacje do nowego roku i do tego czasu pograć. W sumie mam co jeść przez ten okres i opłacone mieszkanie więc nie muszę jeszcze teraz pracować (nigdy nie traktowałem gry w karty jako pracy dla hajsu i sposobu na życie i pewnie to był dość spory błąd z mojej strony tbh ).
Kondycja leży jak wczasowicz na plaży. Byłem wczoraj pograć w kosza z bratem a jak ma się przeciwnika to gra w kosza staje się dość wymagająca aktywnością (w sumie to coś na wzór pracy interwałowej ) i ciężko było łapać powietrze a zarazem "pieczenie" w krtani oznacza tylko tyle, że kompletnie bez formy jestem obecnie. Zresztą jeszcze jakiś czas temu próbowałem biegać sprinty i po tygodniu takich przebieżek nabawiłem się małej kontuzji (zbyt ciężka aktywność w stosunku do obecnych możliwości ) a akurat fakt, że nie jestem ubezpieczony sprawia, że nie forsuje organizmu jak kiedyś gdy mi daje znać, że jak nie odpocznę to chuj na mnie wyjebie i po złości zerwie dwugłowy uda .Tym razem zrobię sobie na przekór i wystartuje z aktywnością turbo light i będę zwiększał intensywność powoli chociaż znając mnie może to nie wyjść bo tydzień będę sobie truchtał a po tym okresie uznam, że już mogę biec "maraton" i pobiegnę jak jakiś ostatni zjeb
Trzeba mieć konkretny plan i sporo samozaparcia by nie przesadzać, ale wiecie jak jest, życia nie da się planować oink !
Który to już raz huh ? Worek cebuli temu, kto doliczy się ile razy od początku prowadzenia bloga próbowałem w konkretny sposób ogarnąć sobie życie (przypuszczam, że nie potraficie liczyć do tylu
)
Wydaje się to trochę bezcelowe w mojej sytuacji no ale "jak nic nie będę robił to będę pił, a że pić nie chce to robić coś trzeba" by Paulo Coelho.
Znam jeszcze jeden fajny cytat, ulubiony pewnie tych gamoni od gadek motywacyjnych (znaczy się trenerów)
"Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów" - Ta ? A wpierdol chcesz dostać ?
Może będzie relacja na blogu, a może pójdę sobie do konkurencji bo tam za pisanie płacą (ba dum tss). Z jedzeniem też się ogarnę bo znowu zamiast zrobić sobie normalny obiad w tym miesiącu wpierdalam ser z wiadra ale to trochę podyktowane jest również brakiem czasu co mnie nie zwalnia w sumie bo zawsze można zarządzać nim lepiej.
Jakaś muzyczka motywująca ?
Upssss, chociaż w sumie mi bez różnicy przy tej też mogę dźwigać ciężary
Post scriptum
Jak już wspomniałem o ciężarach to bardzo ale to bardzo dawno temu zwiozłem sobie ławkę i sztangę na chatę. Od tego czasu służy mi ... jako suszarka, na której wieszam gacie po praniu. Co dzień prosi mnie abym ją wyjebał na śmieci bo takiego upokorzenia nie jest w stanie znieść więcej , a jak nie to złoży doniesinie do prokuratory o znęcanie. Trzeba będzie z nowym miesiącem podjąć decyzje bo mi smutno, że taki ze mnie psychol i ją tak traktuje (co ten alkohol robi z ludzmi ). Z fartem