Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

[Zamknięte] PYSZneŻYCIE

394 Posty
94 Użytkownicy
0 Reakcje
49.8 K Wyświetlenia
Pyszu
Dołączył: 11.03.2007
Oldschool Grinder
Wpis 1

Witam wszystkich bardzo serdecznie na moim... trzecim już blogu.

Dlaczego trzecim? Pierwszego skasowałem w przypływie frustracji, drugiego zamknąłem wraz z końcem roku 2011. Łącznie kilkaset stron A4 standardu wydawniczego zawierające mniej lub bardziej interesujące przemyślenia i opisy mojej "kariery pokerowej" acz nie tylko.

Piszę dużo, bo lubię pisać. Stukanie w klawiaturę sprawia mi ogromną frajdę. Dlaczego upubliczniam efekty moich kontaktów fizycznych z klawiaturą. Takie pytanie ktoś mi zadał kiedyś.

Na szukanie odpowiedzi przeznaczyłem parę godzin swojego życia, prowadząc wewnętrzną konwersację. Na koniec zestawienie wad i zalet tego pomysłu dało mi obraz przechylający szalę na korzyść wersji online.

Kiszenie masy tekstów w szufladzie uznałem za mało rozwojowe. Odkąd zapadła decyzja o upublicznieniu moich przemyśleń na różne tematy spłynęła na mnie fala feedbacku zarówno na forum jak i prywatnie, skype, gg, maile etc.

Jestem za to wdzięczny. Nie tylko cieszy mnie pozytywna informacja zwrotna, bo one zazwyczaj mają wpływ tylko i wyłącznie na rozwój mojego EGO (co nie znaczy, że nie lubię... uwielbiam jak ktoś mi mówi, że świetnie pisze) ale i te negatywne opinie. Najlepsze są te konstruktywne.

Priv msg jakich dostałem sporo poprzez różne źródła typu " Jesteś gópi" "umrzyj" "Ale pierdol*sz skończ" "Rodzice Cie nie kochają" "życie Cie skrzywdziło, zakończ je jak najszybciej!" "Piszesz tylko o sobie ale gowno"(a o czym ja mam pisać za przeproszeniem na moim blogu?)
itp. jakoś mało mnie ruszają i nic nie wnoszą.

Za to wiele ciekawych rzeczy dowiedziałem się o sobie, od równie jak nie bardziej inteligentnych osób, które prywatnie dały mi znać odnośnie tego, co mogę nie tylko w swoim życiu zmienić, ale i w sposobie przekazywania informacji.

Co do pozytywnych aspektów... BARDZO BARDZO BARDZO miło mi było, kiedy na zlocie diamentów we Wrocławiu podeszła do mnie masa bardzo inteligentnych osób i powiedziała mi coś w stylu "Ty jesteś Pyszu? Zajebistego masz bloga. Napijesz się ze mną i pogadasz? Chociaż chwilę."

Za to wam wszystkim dziękuję. Oby takich osób było coraz więcej i coraz częściej. Dzięki temu poznałem multum ludzi, których poznać warto.

Chociaż przez to drinkowanie z każdym urwał mi się film i trzodziłem strasznie. Pinki zasiadł za sterami i zrobił mi kisiel z mózgu. Nigdzie wcześniej tego nie zrobiłem, dlatego że postanowiłem zrobić to personalnie osobiście indywidualnie. Nie wiem kiedy przydarzy się taka okazja, jeśli tylko to z pewnością ją wykorzystam. Za to dla tych, z którymi takiej okazji mieć nie będę zrobię to tutaj:

Już od dawna gryzie mnie ten fakt. Będąc w stanie pozbawienia świadomości oraz większej kontroli nad tym co robiłem zakosiłem moderatorom PokerStrategy flaszkę dobrej łychy ze stołu i twardo nie chciałem jej oddać. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Tzn wiem. Pinki! Ale dziad już nie żyje, a spuściznę po sobie zostawił.

Zrobiłem podobno jeszcze kilka złych rzeczy i teraz w tym momencie chciałbym wszystkich, którzy mieli okazję doświadczyć z mojej strony czegoś nieprzyjemnego przeprosić. Prosiłbym o jakiś priv albo tutaj z informacją co odjebałem, bo było i jest nadal mi bardzo z tego powodu głupio.

Zmieniam się i swoje błędy chciałbym naprawić nie pozostawiając za sobą przykrych doświadczeń usprawiedliwiając się tylko tym "że no w końcu byłem na autopilocie i nie moja wina" MOJA!

Przepraszam moderatorów za zakoszenie flaszki jak tylko będzie okazja z pewnością wynagrodzę to każdemu, kto poczuł się przez to urażony.

Jak część moich stałych czytelników wie, planuję wydać książkę. Nie stawiam sobie żadnych wytycznych i terminów. W mojej głowie narodziła się idea, żeby inaczej spędzać wolny czas. Lubię oglądać dobre seriale(Dexter Californication Chałs Breaking Bad etc.) czy filmy. Lubię też grać w gry(Fallout, Diablo, Medal, LoL, Borderlands) ale przede wszystkim lubię pisać kiedy mam przypływ weny.

Zrobiłem zestawienie plusów i minusów grania/oglądania oraz pisania. Definitywnie wygrało pisanie. Dlatego w tym roku 2012 podjąłem decyzje o ograniczeniu czasu poświęcanego na mało produktywne rzeczy, na korzyść tych bardziej produktywnych m innymi pisaniu i uprawianiu sportu.

Dlatego powstał nowy blog. Poprzedni uważam za zamknięty rozdział mojego życia i patrząc na niego z perspektywy wiem, że nie były to dobre czasy. Ba. Nawet ośmielę się stwierdzić, że najgorsze czasy mojego życia.

Nie pozwolę sobie już nigdy na powrót do autopilota, ani na zmierzanie w kierunkach, których nie uważam za obrane przez moją świadomość. Zamknięcie bloga jest tylko symbolem oznaczającym otwarcie nowego rozdziału w moim życiu.

Wyraźne oddzielenie tego co dobre od tego co dobrem bym nie nazwał.

Dodatkowo w ramach podnoszenia moich umiejętności pisarskich w owym blogu postaram się, aby każdy wpis miał jak najlepszą składnię i styl. Wiem, że dopiero zaczynam i moje starania nie wystarczą, aby treść tutaj zawarta była podana w formie idealnej, zrozumiałej i poprawnej stylistycznie. Jeśli tylko ktoś wychwyci jakieś mankamenty proszę nie krępujcie się ich wyłuszczyć. Pomoże mi to zarówno i mi jak i wam.

Chciałbym napisać w tym "wstępie" jeszcze masę rzeczy. Niestety mój czas wolny dobiega powoli końca, a nie chcę też przeciągać pisania jednego wpisu powyżej ram JEDNEGO czasu wolnego, bo potem mieszam wątki nie kończę wywodów pomijam pointy.

Pointą tego wpisu jest zasygnalizowanie wam, że mam masę pomysłów i ochotę na przelanie ich "na papier". Z pewnością zamieszczę je tutaj, tylko nie koniecznie teraz czy nawet w tym tygodniu. Bankowo w tym roku. To mogę obiecać.

Jeżeli komuś "nowemu" spodobał się mój styl i przewinął sobie tego bloga do pierwszego wpisu, to aby mieć lepszy pogląd na rzeczy tutaj zawarte polecam zapoznanie się z zawartością bloga nr2, a trochę tego jest.

Koniec autopilota

W kolejnych wpisach poruszę bankowo kwestię
- Kariery pokerowej (w końcu taka tematyka forum)
- Rozpoczęcia kariery biznesowej
- O pasji - warzeniu piwa

I wielu wielu innych aspektach związanych z moim życiem. Napiszę o tym, nie tylko dlatego, że sprawi mi to wielką frajdę. Chciałbym zobaczyć po roku/dwóch/trzech/trzydziestu jak się rozwinąłem i czerpać z tego satysfakcję.

Chcę również powrócić do zwyczaju zamieszczania dobrych kawałków na blogu. Jak przeczytałem od nowa Koniec Autopilota to nie tylko uświadomiłem sobie jak się zmieniłem, ale również "przypomniałem" sobie masę dobrej muzy także na dzisiaj kawałek, który chodzi mi po głowie od kilku dni:


393 odpowiedzi
Pyszu Autor wątku
Pyszu
Dołączył: 11.03.2007
Oldschool Grinder

Wpis 2

Pokerowa Kariera

Aby wystrzec się oklepanych standardów, nie będę zagłębiał się w banalne szczegóły początków mojej przygody z pokerem. Czymś ciekawym może się wydać fakt, że zapoczątkowanie procesu mającego na końcu całość tego co wiem i potrafię dzisiaj zawdzięczam mojemu bardzo dobremu przyjacielowi Marcie. Marta dostał nie wiem jak, ale dostał darmówkę w postaci 4$ na i4pok*r. Na dzisiejszy dzień to promocja megasłaba. Coś pokroju 8$ na 888poker czy 7$ na 770poker. Cienizna po kosztach, ale wystarczający chłyt marketindody aby zaciągnąć fisza do rejestrowania. Dać coś ZA DARMO. Co ciekawe dla fisza kompletnie nie mającego pojęcia o pokerze REALNA kasa dawana „za darmo” to świetny magnes. To czy to będzie 4,5,7,8 czy 100 dolców WIĘKSZEJ różnicy dla początkującego nie zrobi. Niestety przykra prawda.

Zacząłem od tej śmiesznej sumki, którą pomnażałem sobie grając „na czuja”, we freerollach sitach za grosze w kilka dni do kilkudziesięciu dolarów. Wtedy mój tok rozumowania wyglądał tak: „W dwa dni z 4$ zrobiłem 20 to w miesiąc zrobię z 20 tyyyyyyyyyyle że ojaojaojaje*ie”. Rzeczywistość w miarę szybko sprowadziła mnie na ziemie, kiedy na ciut wyższych stawkach sama ostrożna gra już nie wystarczyła do profitowego spędzania czasu przy stolikach.

Sprawdziłem prawie każdą odmianę i paliłem czas na freerollach do momentu aż wpadłem na konkurencyjną firmę „rozdającą” 50$. PIĘĆDZIESIĄT DOLARÓW! Ile szmalu! Biorę. Dostałem tą kasę na platformę x i jedziemy. Pierwsze co to odpalamy sita za prawie 50$ no w końcu mam na wpisowe. Co jak przegram? JA NIE PRZEGRYWAM! Pach nie wiem jak ale przyfarciłem pierwsze miejsce i wpadło ponad 200$. Teraz nie wiem co, chyba „pewność siebie” na sitach za te prawie 50$ spowodowała, że pograłem ich jeszcze trochę i nie wiem jak, nie wiem dlaczego, ale pierwszego dnia miałem na koncie ponad 1000$

NO! Tak się zarabia na pokerze! W pierwszy dzień 1000 z 50 to kurde! Za tydzień będę bogaty! Nie omieszkałem się tą informacją podzielić z Martą. „Marta dzisiaj wygrałem 1000$, a jak tam u Ciebie dzień?” „Pierdo*isz! Poważnie?” Mieszka rzut beretem ode mnie. Nawet bliżej niż deska. Wpadł w przeciągu minuty. „Chcesz sobie Marta zagrać sitka za 50$? W ramach wdzięczności za to, że pokazałeś mi pokera, bo jutro będę już bogaty” Pogadaliśmy trochę pograliśmy ogólnie wychodząc powiedział coś w stylu „Tylko tego nie przegraj wszystkiego” JA? Nie ma opcji.

Siedząc następnego dnia i wpatrując się w stan mojego konta na platformie x, który pokazywał

0.00$

real money stwierdziłem, że: „Coś chyba zje*ałem.” I zarabianie na poksie nie jest takie łatwe jak mi się wydawało.

Nie jest łatwe owszem, ale nie jest niemożliwe. Od tamtej pory wiedząc, że z tego mogą być pieniądze wpadłem w manie freerollowania. Przecież to pieniądze za darmo. ZA DARMO! Dla mnie! No to jak za darmolca coś dają, to bierzemy. Nie wiedząc o pokerstrategy dot kom i raczkując jeszcze w świecie pokera znalazłem stronkę ze spisem wszystkich freerolli i długo się nie zastanawiając pozakładałem konta na prawie każdym roomie jaki był dostępny. Na dzień dzisiejszy wiem, że to był straszny strzał w kolano… no ale cóż… teraz mam 5 lat doświadczenia wtedy miałem jakieś 365 razy mniej.

Następnie traf na PokerStrategy.com i przelecenie wszystkich odmian. Jedyne co w poksie mnie irytowało to swingi. Jednego dnia jestem na +100$ drugiego na -20$ Nie potrafiłem zauważyć, że tak naprawdę jestem 40$ dziennie na plus. Irytowały mnie bardzo mocno dni na minusie. W celu uniknięcia frustracji skupiłem się na fixed limit. Ta odmiana przy odpowiednim value zapewniała mi same zielone dni w HM. Jako, że na mikro FR do mniej więcej blindów 1$/2$ wystarczyło najprostsze najzwyklejsze ABC do zarabiania kasy nie wchodziłem wyżej, a zwiększałem ilość stolików.

Świetną opcją wydało mi się wyrabianie first depo bonusów. Trafiłem na taki sprytny programik za kilkaset złociszy, który na bieżąco wylicza Ci equity i podpowiada czy bardziej opłaca się betować czy tylko calldown czy może pas. W fixed limit micro stakes towar na wagę złota. Zwłaszcza dla graczy początkujących. Wyrobiłem kilkadziesiąt firstdepo w maksymalnych możliwych sumach grając praktycznie no brainerem klikając to co mi kalkulator podpowiadał. Do dzisiaj żałuję, że za młodu będąc fiszem pozakładałem prawie wszędzie konta nie przypisując ich do PS i nie mogę przez to dzisiaj się cieszyć gajerem szytym na miarę i imprezami na wysokim poziomie : (

Kiedy wyrobiłem już wszystkie możliwe bonusy jakie tylko były rzygałem już fixem do tego stopnia, że nie miałem ochoty dalej kontynuować gry w tej odmianie. Skupiłem się na sitach i różnych wymyślanych sobie challengach. Pomimo kupy siana mój skill leżał i kwiczał, a ja nie radziłem sobie w innych odmianach na tyle, żeby bić chociażby NL4. Przyzwyczajenie do dużej ilości stolików zaowocowało totalnym nudzeniem się przy mniejszej liczbie niż 12. Przeglądałem neta oglądałem filmy i tak oto stałem w miejscu mieląc sianem. Zamiast zacząć podchodzić do sprawy „na poważnie” wymyślałem sobie durne cele i robiłem kanapeczkowate wyniki zamiast piąć się po limitach.

Miałem fazę na SNG miałem fazę na cash początkowo FR gdzie na NL25 przy 24 stołach byłem wygrywającym graczem przy volume 20k hands/day. To znudziło mi się po miesiącu. Wymyśliłem sobie SH gdzie grało się fajnie, ale ABC nie wystarczało do osiągania przyzwoitego profitu. Odkąd przeszedłem na SH NL50 przy nie zmniejszaniu volume mój wykres non stop wyglądał jak sinusoida z delikatną tendencją spadkową. Tak na starsach zachachmęciłem z Rakebackiem, że wyszło mi prawie 100% dzięki turniejowi TurboTakedown, którego niestety już nie ma. Przeprowadziłem obliczenia i wyszło mi, że z RakeBackiem jestem na + większy niż będąc wygrywającym graczem FR z tych samych stawek :/ Liczyłem w $/h

Rakeback stanowił zdominowaną większość moich zysków stąd jak zostałem złapany przez headhuntera jednej z konkurencyjnych firm i dostałem ofertę grania dla nich z 50% RB na dzień dobry długo się nie zastanawiałem. Dałem dupy, bo nie wiedziałem że mogę negocjować więcej. TurboTakedown się skończyło i sprawa przestawała wyglądać na starsach już tak koloro. Przyjąłem z podziękowaniem.

W momencie kiedy zobaczyłem ile kasy można zarabiać nie umiejąc tak naprawdę grać w pokera tylko klikając guziczki na autopilocie… zepsułem sam sobie przekonanie o tej grze. Wyliczyłem sobie, że skoro mam prawie 100k StrategyPointsów to gdybym miał 50% RB zamiast „prawie nic” to zamiast koszulki i talli kart mógłbym dostać od innej firmy ponad 15’000USD gotówką.

Myślę sobie… ale mnie w kulki zrobiło to PokerStrategy. Koszulka i karty za ponad 30tysiaków pe el enów? Najdroższa koszulka ever. Wtedy nie było jeszcze zlotów diamentów, ale nawet jakby to obiad za 30tysiaków? Trochę drogi ten obiad. Zacząłem hejtować PokerStrategy na lewo i prawo nie łamałem regulaminu, a osiągałem zamierzony efekt. W pewnym momencie znudziło mi się bycie wrzodem na tyłku Jacka i simoo Skupiłem się bardziej na volume pod Rakeback co by nadrobić zaległości i otrzymać kasę od innej firmy.

Na dzień dzisiejszy wiem, że to przekonanie było zupełnie złe. Gdyby nie PokerStrategy możliwe, że dzisiaj pewnie nie grałbym w pokera wcale. Dlatego jestem wdzięczny za wszystko co otrzymałem od PokerStrategy, niezależnie od ceny jaką musiałem za to zapłacić.

Po ponad 1,5KK handsów na Fixed i prawie 1KK na cash gdzie moja gra wyglądała każdego dnia tak samo i nic nie wnosiłem nowego do skilla powoli takie wyrobnictwo zaczęło mnie nudzić. Z ratunkiem przybył padre oferując wspólne biznesy. Mniej więcej wtedy „rzuciłem” pokera na prawie rok.

W ramach rekonwalescencji umysłowej i całego „podejścia” do pokera postanowiłem rozpocząć przygodę z Texas Holdemem od nowa na stolikach cash SH. Wynegocjowałem trochę ponad 60% zwrotu prowizji i z tym małym handicapem zaczynam podbój microsów.

Volume jaki wyrabiam, a mianowicie 4 stoły max 6 8h dziennie 6 dni w tygodniu nie daje aż tak dużej ilości rake, żeby przymykać oko na tak istotne sprawy jak komfort gry. Po przejściu microsów zamierzam wrócić na moją ulubioną platformę mianowicie PokerStars, aby mieć dostęp do materiałów szkoleniowych.

Jak wygląda sytuacja na froncie pokerowym? Zacząłem w grudniu od dosłownie 8e tyle mi zostało na koncie z kiedyśtam. Do 3go grudnia grając 1 stolik SH NL4 rozmnożyłem je do 20e i tyle pozwoliło mi na komfortową grę na 4 stołach i budowanie rolla pod hajstejksy od „prawie” 0

Grudzień zaliczyłem gładko. Przejście przez NL4 w 12 dni grindowych nie uważam za jakiś wielki wyczyn. Schody powinny zacząć się na wyższych limitach. O dziwo NL10, które obecnie kończę przywitało mnie bardzo pozytywnie i jakieś pełniejsze podsumowanie zamieszczę po zakończeniu przygody z tym limitem.

Dotarłem do chwili obecnej jeśli chodzi o moją „pokerową karierę” dlatego pozwolę sobie zakończyć ów wpis. Więcej o pokerze jak tylko uzbieram 5000bb na obecnym limicie, czyli już niedługo.


DonCoralone
Dołączył: 28.02.2010
Oldschool Grinder

Nie chcę przerywać, bo naprawdę ciekawie piszesz i ładnie by wyglądał taki tasiemiec jeden wpis pod drugim, szczerze _thumbsup:

Też byłem młody i głupi i miałem manię freerollowania.
Konta wszędzie. Krzaki, nie-krzaki. A potem prawie bym nie dostał $50, bo już nie było na co.

Pisz, bo piszesz z sensem i przyjemnie się czyta. Powodzenia :sdrink


Kropa, obowiązkowa pozycja. Pisz często i gęsto!


JuelzWicco
Dołączył: 21.08.2010
PokerStrategist

Kropa , bardzo ciekawie piszesz , i przyjemnie się czyta


Jaki wspólny biznes? Coś z tego wyszło? Ps. Pisz dalej _thumbsup:


Mocnym
Dołączył: 24.04.2010
Oldschool Grinder

Jest poker, biznes i piwo więc stawiam kropkę bo w tych trzech gałęziach też działam :)


Pyszu Autor wątku
Pyszu
Dołączył: 11.03.2007
Oldschool Grinder
Wpis 3

Nałogi

Na wstępie chciałem podziękować wszystkim za ciepłe słowa, którzy przyczynili się do wzrostu mojego ego oraz motywacji do pisania.
Dziękuję DonCoralone, KurakYo, JuelzWicco, 1SHAFT1, Mocnym!

Spoiler

Napisane przez DonCoralone
Pisz, bo piszesz z sensem i przyjemnie się czyta. Powodzenia :sdrink

Dzięki!

Napisane przez KurakYo
Kropa, obowiązkowa pozycja. Pisz często i gęsto!

Będę! Dzięki.

Napisane przez JuelzWicco
Kropa , bardzo ciekawie piszesz , i przyjemnie się czyta

Dzięki. :*

Napisane przez 1SHAFT1
Jaki wspólny biznes? Coś z tego wyszło? Ps. Pisz dalej _thumbsup:

Pewnie, że nie wyszło, bo z rodziną to się dobrze na zdjęciach wychodzi, a nie biznesy robi. Jak będę miał przypływ weny na poruszenie tego tematu to z pewnością zadedykuję go Tobie :)

Napisane przez Mocnym
Jest poker, biznes i piwo więc stawiam kropkę bo w tych trzech gałęziach też działam :)

Działasz w piwowarstwie, czy jesteś tylko konsumentem? Jak warzysz to odezwij się do mnie na priv gg:2559537 z chęcią podzielę się doświadczeniem ponad 4 tyś butelek różnych gatunków. Chętnie też sam czegoś ciekawego się dowiem.

Dzisiaj naszła mnie ochota podczas palenia fajki

na poruszenie tego dość ciekawego tematu. Na początku myślałem o kilku aspektach tej dziedziny. Aby lepiej zrozumieć kwintesencje nałogu posilę się definicją z wikipedii:

"Nałóg – zakorzeniona dysfunkcja sprawności woli przejawiająca się w chronicznym podejmowaniu szkodliwych dla organizmu decyzji, które są sprzeczne z przesłankami rozeznania intelektualnego."

Ciekawe. Chciałem poruszyć kwestie mojego największego nałogu: "spania". Tak lubię spać. Uwielbiam. Bardzo źle się czuję kiedy jestem niewyspany. Zwłaszcza, że podczas snu mogę uskuteczniać lucid dream, czyli świadome śnienie oraz robić wszystko to na co mam ochotę. Powtórzę się tutaj: Polecam wszystkim praktykowanie świadomego snu. Przepiękna sprawa.

Wiki jednak naprostowała mnie, że takie aspekty jak spanie, jedzenie, picie, słuchanie muzyki czy granie w bilarda nie są nałogami, ponieważ w dawce umiarkowanej jaką zazwyczaj sobie dozuję nie szkodzą organizmowi.

W takim razie skupię się na głównym aspekcie jakim jest paleni tytoniu.

U mnie w rodzinie nikt nie palił. Tzn uściślając. Ojciec palił nałogowo papierosy do momentu, kiedy mamuśka skutecznie z tego nałogu go wyleczyła. W momencie mojego przyjścia na świat postawiła padre ultimatum: "Albo rzucasz palenie, albo śpisz sam"

Wygrała inna potrzeba, którą padre uznał za ważniejszą w swoim życiu i tak jako mały brzdąc mogłem cieszyć się świeżym powietrzem w domu. Dzięki mamo!

Rodzina niepaląca. Moja pierwsza styczność z papierosami kiedy już byłem świadomym człowiekiem nastąpiła jak miałem kilka lat i przyjeżdżałem w gości do babci. Kocham moją babcię. Obie babcie, które niestety już nie żyją. Nie mogę stwierdzić, że je kochałem, bo moje uczucie do nich pomimo śmierci się nie zmieniło. Pointa akapitu. Jedna z moich babć jarała jak smok.

Kiedy odwiedzała mnie w domu i wiedziała, że nie ma palenia w środku, wychodziła sobie na papieroska i nie miałem problemu. Problem pojawiał się w momencie, kiedy to ja stawałem się gościem i goszczenie bazowało na warunkach babci. Babcia jest u siebie i może robić co jej się podoba. Przyzwyczaiła się do palenia w kuchni. Już od małego lubiłem siedzenie w kuchni, co przy wizytach u babci owocowało nieprzyjemnymi odczuciami przy siedzeniu w dymie i śmierdzeniu tym szajsem. Zawsze mówiłem "Babcia nie pal!" "No no wnusiu wiem wiem" *pszyt* i tu odpalała kolejną szlugę. Szkoda.

Wtedy zagnieździło mi się gdzieś głęboko w podświadomości przekonanie "Fajki to zło, ja nigdy nie będę palił" No i tak było bardzo długo. Do momentu, kiedy trafiłem w towarzystwo gdzie niepalenie było takim foux pax czy jak to tam się pisze. Były to spotkania w Młodzieżowym Domu Kultury gdzie graliśmy sobie w karty Magic The Gathering. Moje przekonanie trzymało mnie twardo przy niepaleniu i nie miałem zamiaru tego świństwa brać do ust nigdy. Sytuacja zmieniła się w momencie, kiedy miałem jakiś zły dzień i stwierdziłem, że potrzebuję "czegoś nowego" Zamiast zająć się bieganiem, pływaniem, czymkolwiek innym mój pech polegał na tym, że zacząłem palić papierosy. Początkowo jedną dwie na tydzień potem już paczkę na tydzień. Potem do piwa dużo, jako że bardzo piwo lubiłem i piłem często to często paliłem. Głupota straszna.

Miałem kolejne przekonanie o tym, że w szkole (wtedy jeszcze gimnazjum) na przerwach palą tylko największe degeneruchy i margines. Kilka razy widziałem kto pali na przerwach za winklem. Postanowiłem sobie, że nigdy taki nie będę. Przekonanie było tak silne, że nigdy pomimo nawet pełnoletności na przerwach nie zapaliłem ani jednej fajki. Ciekawe co potrafi zdziałać podświadomość. Nawet mi się nie chciało palić na przerwach.

1 słownie RAZ złamałem swoje postanowienie. Opatrzność czuwała nade mną i wysłała ODRAZU po zapaleniu fajki po drodze do piekarni na długiej przerwie wysłała patrol miejskich, który już po pierwszym zaciągnięciu się wyskoczył z krzaków i zaczął spisywać. To też była ciekawa sprawa. Pierwszy i ostatni wyłam. Wtedy jako 15 czy 16 latek byłem tak tym faktem zesrany, że prawie płakałem im w rękaw żeby nie wysyłali żadnego listu do szkoły czy do rodziców. Jak się później okazało (dużo później wtedy jeszcze tego nie wiedziałem) ów strażnik miejski był kumplem mojego ojca. Zakończył spisywanie stwierdzeniem "Na komendzie zepsuła się maszyna do pisania i nie wiem czy komukolwiek będzie się chciało ręcznie pisać te upomnienia, ale nie mogę wam zagwarantować"

Chodziłem cały dzień w niepewności, bo jak już mają się moi kochani rodziciele dowiedzieć, że pale to jak najszybciej. Było światełko nadziei w tunelu pod postacią zepsutej maszyny, dlatego nie wychodziłem sam z inicjatywą tłumaczenia się.

Ów strażnik miejski wiedział kim jestem i postanowił mi zrobić psikusa. Bardzo kurwa śmiesznego. Myślałem, że zejdę na zawał. Tamten dzień spisania był piątkiem. Kolejnego dnia w sobotę przyjechał służbowym samochodem pod dom i zadzwonił do drzwi. Opatrzność trochę mu w "kawale" pomogła i drzwi otworzyłem ja. Widzę kolesia. On widzi mnie. Widzę, że jest w mundurze i furą służbową. Myślę sobie "No tak maszyna się zepsuła to przyjechał osobiście" Ale siara. Już po mnie. Stoję w tych drzwiach i czuje jak ciśnienie rozsadza mi żyły.

"Jest ojciec?" No to już po mnie. Nie żyję. Dlaczego sam się nie przyznałem. Mogłem to zrobić i liczyć na okoliczności łagodzące. Teraz już nie ma nadziei. Umarłem. Stoję tak w tych drzwiach jak słup soli i nogi odmawiają mi posłuszeństwa. "No jest ojciec czy nie?" Może skłamać i powiedzieć że nie ma? Nie no to udupiło by mnie potrójnie "Jest już go wołam" udało mi się wydusić i niechętnie udałem się do kuchni." Tata straż miejska do Ciebie"
"Coooo? Co już przeskrobałeś" "No nic idź sam zobaczysz"

Snuję się powoli za nim, żeby zasypać go wytłumaczeniami jak tylko strażnik poruszy temat. Miałem na to dobre 10sekund i już miałem kilka wariantów. Wszystko zależało od tego jak stróż prawa zacznie rozmowę. Mogłem powiedzieć, że mnie zmusili, że to pierwszy raz chciałem spróbować, że trzymałem koledze żeby nie zgasła a on uciekł, że znalazłem, że... "Cześć słuchaj otworzysz mi biznes i sprzedasz końcówkę drążka, bo mi dzisiaj rano poszła. Widzę, że w biznesie nikogo jeszcze z pracowników nie ma, a zaczynam o 9tej służbę i potrzebuję sprawną furę"

UAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Całe ciśnienie ze mnie zeszło. Padłem na ziemie i dziękowałem opatrzności za ocalenie moich jajec. Teraz nie wiem czy powiedział ojcu o tym spisaniu, czy nie. Padre nie poruszył tego tematu, więc sądziłem że nie wspomniał.

Chociaż... kiedyś miałem rozmowę na poważnie z ojcem jak wpadłem z fajką gdzieś na mieście przyłapany przez wychowawczynię, że on w moim wieku też palił, ale robił to tak że nikt o tym nie wiedział. Nie powie mamie, żeby nie robić dymu w chacie, ale żeby to było ostatni raz, bo inaczej sajgon, sodomia i gomoria będzie.

Taka wpadka była i tak silne emocje we mnie wzbudziła, że nigdy więcej nie paliłem na przerwach. Mogłem zapalić przed szkołą i po szkole. Taką miałem zasadę i jej się trzymałem nigdy więcej nie łamiąc tego przykazania dopiero na studiach, ale to już inne okoliczności i nie uważałem tego za łamanie mojego postanowienia.

Paliłem mniej lub bardziej, ale na studiach zdałem sobie sprawę, że palenie jest tylko moim złym nawykiem i mogę sobie z tym w bardzo prosty sposób poradzić.

Pierwszy krok do rzucenia. Pierwszym krokiem było postanowienie o niekupowaniu sobie paczek. Jak do tego doszło. Zachorowałem na studiach na delikatne przeziębienie. Akurat przed sesją. Jeżeli nic nie wiesz i liczysz na fuksa, to lepiej iść na przedtermin pierwszy termin, niż zawalić sesje i potem szlajać się po wykładowcach i umawiać na kameralne spotkania, bo takie zazwyczaj zaliczało się ustnie. Moje przekonanie o tym, że muszę iść na wszystkie przedterminy i pierwsze terminy było na tyle silne, iż olałem delikatne przeziębienie chodząc normalnie na egzaminy.

Mój nawyk (w tamtym przypadku nałóg bo w zimę szkodził mojemu organizmowi) brania porannego prysznica przyczynił się do zaognienia choroby. Rozrosło mi się to do tego stopnia, że po skończeniu sesji miałem zapalenie płuc i węzły chłonne miałem tak opuchnięte, że tylko siłą woli mogłem oddychać.

Jak tylko zasypiałem rozluźniałem mięśnie gardła i dusiłem się momentalnie budząc. W taki oto sposób pierwszy raz w życiu nie spałem prawie 70 godzin, bo co zasnąłem to się budziłem dusząc się starając złapać oddech. Nic przyjemnego. Z niedoboru snu miałem halucynacje i wtedy pierwszy raz dotarło do mnie, że ludzie "psychicznie chorzy" faktycznie są chorzy, a nie ściemniają.

Miałem do wyboru zaakceptować, fakt halunów i np sytuację kiedy robię sobie w kuchni herbatę gadając z moją dawno już zmarłą babcią. Albo zgłosić się do wariatkowa gdzie nafaszerowaliby mnie chemią przywiązali do wyra i do końca życia mieć żółte papiery. Logika wygrała. Powiedziałem sobie, że jest to wynikiem niedoboru snu i na jawie brała się do roboty moja część mózgu odpowiedzialna za marzenia senne. Wyśpię się i to minie. Całe szczęście minęło.

Wtedy miałem też pierwszą styczność ze świadomym śnieniem. Właśnie teraz sobie zdałem z tego sprawę. "Wyleczyłem się" sprytnym sposobem oszukania swojego mózgu. Wiedziałem, że nie mogę zasnąć, bo się uduszę. Wtedy pierwszy raz w życiu oszukałem swój mózg gdzie założyłem klatkę na ciało i przekonałem organizm o tym, że śpię zachowując jednocześnie świadomość, żeby się nie udusić.

To co się wtedy działo... To był pierwszy raz i nie wiedziałem nawet, że "to" się nazywa świadomym śnieniem uzyskanym metodą "WILD"
Działy się cuda. Wiedziałem, że "śpię" i mam zamknięte oczy, ale widziałem. Widziałem czułem słyszałem mogłem się ruszać śpiąc jednocześnie.

Siedzenie w pokoju wydawało mi się nudne, dlatego wpadłem na pomysł "otworzenia portalu" Takie normalne drzwi najzwyklejsze, za którymi była słoneczna plaża nad morzem gdzieś w wymyślonym świecie. Kiedy przekroczyłem próg zamknąłem je za sobą i drzwi zniknęły.

Odwróciłem się i nad brzegiem stał leżaczek frontem do morza i fal

przy nim stolik z drinkiem pina colada w kokosie.

Siadłem sobie wygodnie rozkoszując się ciepłem i szumem fal. To było coś pięknego. Nie wiedziałem wtedy, że mogę wszystko. Delektowałem się chwilą rozmyślając o rzeczach bardzo przyziemnych.

W tak błogim nastroju spędziłem bardzo dużo czasu układając sobie myśli, wspominając przyjemne chwile mojego życia i gdybając co mógłbym zrobić, aby było ono lepsze.

Mogłem latać, mogłem dymać kogo bym sobie zamarzył mogłem jeździć najlepszymi furami świata, najbardziej oldschoolowymi harleyami jakie tylko istnieją, a nawet nie istnieją. Wtedy o tym nie wiedziałem i siedziałem sobie na leżaczku nad morzem. Super. Teraz wiem jak tam wejść i wiem, że mogę wszystko skrupulatnie to wykorzystując każdej nocy. Gdyby tylko w jakikolwiek sposób szkodziło to mojemu organizmowi nazwałbym to nałogiem. Dzięki wikipedii wiem, że świadome śnienie nie stało się moim nałogiem, tylko piękną częścią mojego życia.

Wracając do pointy bo już popłynąłem przepraszam. Chodzi o nałogi i palenie. Po bardzo ciężkiej i przewlekłej chorobie nawet jak miałem na to ochotę to nie paliłem. W momencie kiedy zauważyłem, że nie palę już kilka tygodni a mój budżet znacznie się przez to podreperował podjąłem decyzję o niekupowaniu sobie paczek.

Mój pech polegał na tym, że pozostałych dwóch współlokatorów jarało systematycznie. Nie przeszkadzałoby mi to specjalnie gdyby nie fakt, że bardzo chętnie tymi fajkami się dzielili. Początkowo się wykręcałem, ale potem stwierdziłem że skoro nie moje fajki to nie mój problem i raz na jakiś czas mogę zapalić.

Po okresie "pale ale nigdy za swoje" co skutecznie ograniczyło moje palenie do praktycznie absolutnego minimum. Skończył się rok na uczelni i rozpocząłem urlop dziekański. Na urlopie postanowiłem sobie wygrindować kapitał na przeżycie kilku lat w świętym spokoju finansowym.

Okoliczności w jakich się znalazłem mianowicie mieszkanie na 5tym piętrze bez windy, zakaz palenia w mieszkaniu oraz moja niechęć do wychodzenia gdziekolwiek i skupienie się na grindowaniu zaowocowała tym, że przez pół roku spaliłem może ze dwie paczki przez przypadek na imprezach. To było bardzo dobre.

Od tamtej pory a było to z rok temu nie kupowałem sobie paczek aż do zeszłego miesiąca. Grając w LoLa przyjeżdżał do mnie kumpel/potem do grindowania w poksa inny. Obaj palili i palili często. Mając nielimitowany zapas fajek chętnie mnie nimi częstowali, a ja z racji swoich przekonań nie miałem nic przeciwko braniu i paleniu z nimi.

Takim trafem wyszło, że zacząłem palić jeszcze więcej niż kiedyś. Ostatnio kupiłem sobie paczkę, bo wiedziałem że zostanę sam, a przerwa między sesjami grindowymi bez papierosa wydawała mi się już nie tak atrakcyjna jak wcześniej.

Teraz będąc świadom, że wcale nie miałem problemu z papierosami. Nie paliłem bardzo długo i nie czułem takiej potrzeby wracam do starych złych nawyków.

Za dobre wyjście uznałem przerzucenie się na fajkę. FAJKĘ nie fajki.

oraz postanowiłem sobie dzisiaj, że już nie kupię żadnej paczki papierosów.


frrrantic007
Dołączył: 26.02.2009
PokerStrategist

To i ja postawię kropkę bo fajnie się czyta :)


czaronster
Dołączył: 16.12.2010
Oldschool Grinder

Ja też będę zaglądał! :sdrink

Powodzenia !


Kup e-papierosa, ja nie pale fajek od 7 dni. Idealny substytut papierosa ale za to bez 5000 toksyn znajdujących się w dymie. W e-papierosie dym też masz tylko jest to para wodna. Jeśli chodzi o smak to po pierwszym dniu nawet lepiej mi pasował niż prawdziwe fajki. Ja kupiłem takiego, polecam _thumbsup:

http://allegro.pl/e-papieros-ego-t-tank-1100mah-liquid-gratis-szok-i2008304742.html

Ps ich liquid mi pasuje, super ale innych nie próbowałem tak więc nie mam prównania. Na pewno jest mocny jak czerwone malboro...

Pozdrawiam i Pisz :)


Pyszu Autor wątku
Pyszu
Dołączył: 11.03.2007
Oldschool Grinder
Spoiler

Napisane przez 1SHAFT1
Kup e-papierosa, ja nie pale fajek od 7 dni. Idealny substytut papierosa ale za to bez 5000 toksyn znajdujących się w dymie. W e-papierosie dym też masz tylko jest to para wodna. Jeśli chodzi o samk to po pierwszym dniu nawet lepiej mi pasował niż prawdziwe fajki. Ja kupiłem takiego, polecam _thumbsup:

http://allegro.pl/e-papieros-ego-t-tank-1100mah-liquid-gratis-szok-i2008304742.html

Ps ich liquid mi pasuje, super ale innych nie próbowałem tak więc nie mam prównania. Na pewno jest mocny jak czerwone malboro...

Pozdrawiam i Pisz :)

Do 1SHAFT1

Spoiler

Dzięki za podsunięcie pomysłu. Nie rozważałem tego "na poważnie" ponieważ:

Już to przerabiałem :) Kupiłem sobie e-papierosa i byłem BARDZO z niego zadowolony. Paliłem go stosunkowo długo. Jakieś 2-3 miesiące. Jedyną "wadą" tak naprawdę jak się później okazało zaletą była bateria.

Ładujesz 2-3h i palisz 2-3 minuty. No niby stosunek w miarę dobry, ale słaba żywotność tych baterii (kupiłem sobie parę sztuk) skutkowała tym, że czas ładowania się wydłużał, czas palenia skracał.

"Przełomem" było wprowadzenie przez firmy e-papierosowe nie "ładowarek" a kabli usb zastępujących baterię.

To był strzał w 10. Siedziałem przy kompie i biorąc pod uwagę specyfikę dymu e-papierosowego gdzie jego zapach nie jest nieprzyjemny, a rozkłada się on bardzo bardzo szybko zaowocował tym, że paliłem przy laptopie. Kabel usb i jazda.

Żeby być "SMART" kupiłem sobie dwadzieścia różnych liquidów różnych firm i przetestowałem smaki wybrałem te najlepsze i kupiłem półlitrowe bańki tych smaków przelewając do ma...e skłoniłeś mnie do rozważenia zamiany nawet fajki na e-fajkę. Teraz będąc świadom tego, że trzymając ją pod ręką przy kompie będę kopcił jak parowóz non stop i wiem do czego to będzie zmierzało, postawie ją sobie w zupełnie oddalonym miejscu i będę wykorzystywał ją jedynie wtedy kiedy będę miał ochotę na chwilę zapomnienia.

Gdyby nie to, że do e-fajki DSE 601 nie wymyślili jeszcze zasilania na USB, a żywotność jej baterii jest co najmniej mizerna już bym ją zamówił.

Poświęcę na dniach kilka chwil na poważne przemyślenie tej zamiany, która pozytywnie wpłynie na moje zdrowie. Nakłoniłeś mnie do tego 1SHAFT1 i jestem Ci na tyle wdzięczny za podsunięcie pomysłu, że jeśli tylko się spotkamy nie koniecznie na zlocie PokerStrategy, a będę o tym spotkaniu wiedział wcześniej to bardzo byłoby miło gdybyś w ramach wdzięczności przyjął od mojego browaru kilka najlepszych piw z limitowanej serii specjalnej.

Dzięki.


sheckin
Dołączył: 31.05.2011
PokerStrategist

Cześć. :) Zapowiada się bardzo fajny blog. Super się go czyta, piszesz bardzo ładnie i przejrzyście. Wszedłem na forum tylko na chwilkę coś zobaczyć i jak zwykle z przyzwyczajenia wszedłem w blogi. Zobaczyłem, że jest jakiś nowy, więc go otworzyłem. Zazwyczaj jak tak robię to wchodzę tylko na bloga i patrzę jak jest pisany. Jeśli mnie zainteresuje, to zazwyczaj wracam w wolnej chwili i go czytam. Twój mnie zainteresował bardzo i mimo tego, że teraz powinienem robić coś innego nie mogłem się powstrzymać od przeczytania wszystkich wpisów. :) Gratuluję, bo naprawdę świetnie piszesz.

Co do papierosów, to dziś mój nauczyciel wspomniał o tym nałogu. Od trzech tygodni nie pali, mimo że wcześniej palił dwie paczki dziennie. Poszedł do lekarza, który przepisał mu tabletki "Tabex". Bierze je codziennie i mówi, że w ogóle nie ma ochoty na fajkę. Także jak coś to sobie poczytaj o nich w necie, może akurat Ci przypadną do gustu.

Pozdrawiam.


Dettifoss
Dołączył: 14.05.2011
BlackMember

Na prawdę miło się czyta. Bardzo fajny blog się zapowiada, wczoraj wieczorem go założyłeś a tu już tyle tekstu że masakra, oczywiście w pozytywnym kontekście. Pisz, pisz, pisz, pisz !!! Mam nadzieję że będziesz postował regularnie :f_thumbsup:


Opos12
Dołączył: 25.04.2011
PokerStrategist

Na prawdę przestraszyłem się ;) że nie będzie już Twojego bloga. a Jednak! Masz we mnie stałego czytelnika.


mam kumpla który waży piwo, zaczął stosunkowo niedawno jednak efekty są zdumiewające tzn. karmiąc nim swoich znajomych,kolegów,przyjaciół otrzymał same pochlebne opinie co zaowocowało"szalonym" pomysłem otwarcia browaru/czy cos w tym rodzaju/ jednym słowem sprawa poważna,biorąc pod uwagę fakt że mógłby być ,z racji wieku ,twoim ojcem pełny szacun dla niego za odwagę,piłem i smakowało
kocham ludzi z pasją
wszystkiego najlepszego na nowym blogu życia


ikarPL
Dołączył: 09.06.2011
PokerStrategist

dodano do ulubionych ;-))
weny zycze gdyz dobrze sie to czyta ;-))


Pyszu Autor wątku
Pyszu
Dołączył: 11.03.2007
Oldschool Grinder
Wpis 4

Zdrowie

Witam.

Na wstępie, który chciałbym wprowadzić do mojego nowego stylu blogowania pewien standard, a mianowicie odpowiem na wpisy wszystkich tych, którzy poświęcili odrobinę swojego czasu dla mnie. Im więcej wątków poruszycie w swoich wpisach tym większe mam pole do popisu pracując nad odpowiedzią.

Spoiler

Napisane przez frrrantic007
To i ja postawię kropkę bo fajnie się czyta :)

:tongue:

Napisane przez czaronster
Ja też będę zaglądał! :sdrink

Powodzenia !

Dzięki. Zapraszam do aktywnego udziału :)

Napisane przez sheckin
Cześć. :) Zapowiada się bardzo fajny blog. Super się go czyta, piszesz bardzo ładnie i przejrzyście. Wszedłem na forum tylko na chwilkę coś zobaczyć i jak zwykle z przyzwyczajenia wszedłem w blogi. Zobaczyłem, że jest jakiś nowy, więc go otworzyłem. Zazwyczaj jak tak robię to wchodzę tylko na bloga i patrzę jak jest pisany. Jeśli mnie zainteresuje, to zazwyczaj wracam w wolnej chwili i go czytam. Twój mnie zainteresował bardzo i mimo tego, że teraz powinienem robić coś innego nie mogłem się powstrzymać od przeczytania wszystkich wpisów. :) Gratuluję, bo naprawdę świetnie piszesz.

Co do papierosów, to dziś mój nauczyciel wspomniał o tym nałogu. Od trzech tygodni nie pali, mimo że wcześniej palił dwie paczki dziennie. Poszedł do lekarza, który przepisał mu tabletki "Tabex". Bierze je codziennie i mówi, że w ogóle nie ma ochoty na fajkę. Także jak coś to sobie poczytaj o nich w necie, może akurat Ci przypadną do gustu.

Pozdrawiam.

ściana tekstu czyli to co lubię najbardziej. Dziękuję sheckin za poświęcenie odrobiny czasu. Już pędzę z "wyjaśnieniami". Nie uważam, żebym miał problem podłoża fizycznego z nikotyną. Wydaje mi się, że chodzi bardziej o moją psychikę. Chciałbym poradzić sobie z moim dark passengerem indywidualnie bez pomocy chemii czy leków. Jeśli tylko zdam sobie sprawę z mojej własnej niemocy na tym podłożu i uznam, że potrzebuję wsparcia zewnętrznego "Tabex" będzie pierwszą rzeczą po jaką się udam do apteki. Dzięki.

Jak podoba Ci się mój styl pisania, a będziesz miał trochę wolnego czasu to polecam mojego poprzedniego (drugiego) bloga, którego znajdziesz pod linkiem w pierwszym wpisie. Niestety pierwszy i największy blog poszedł z mojej winy w kosmos i jest nie do odzyskania :(

Napisane przez Dettifoss
Na prawdę miło się czyta. Bardzo fajny blog się zapowiada, wczoraj wieczorem go założyłeś a tu już tyle tekstu że masakra, oczywiście w pozytywnym kontekście. Pisz, pisz, pisz, pisz !!! Mam nadzieję że będziesz postował regularnie :f_thumbsup:

Pewnie dlatego, że mam trochę doświadczenia w pisaniu, a co najważniejsze lubię to robić. Jest mi bardzo, bardzo, bardzo miło kiedy jest to doceniane. Dziękuję. Regularne wpisy weszły do mojego tygodniowego grafiku, także jeśli przez dłuższy czas nie uświadczysz mojego wpisu to wiedz, że coś się dzieje :D

Napisane przez Opos12
Na prawdę przestraszyłem się ;) że nie będzie już Twojego bloga. a Jednak! Masz we mnie stałego czytelnika.

Nie bój się już jestem ;) Miałem dylemat czy kolejnego bloga prowadzić na forum PokerStrategy, czy w innym miejscu. Problem rozwiązał się sam, bo mogę go prowadzić w kilku na raz, a forum PS jest jednym z nich z powodu mojego dawniejszego chellengu, który bardzo chciałbym ukończyć. Mianowicie stworzenie tak dobrego bloga, aby dostał się do superblogów PS. Nie chcę zapeszać, ale dołożę wszelkich starań, aby się tam znalazł.

Napisane przez marszp81
mam kumpla który waży piwo, zaczął stosunkowo niedawno jednak efekty są zdumiewające tzn. karmiąc nim swoich znajomych,kolegów,przyjaciół otrzymał same pochlebne opinie co zaowocowało"szalonym" pomysłem otwarcia browaru/czy cos w tym rodzaju/ jednym słowem sprawa poważna,biorąc pod uwagę fakt że mógłby być ,z racji wieku ,twoim ojcem pełny szacun dla niego za odwagę,piłem i smakowało
kocham ludzi z pasją
wszystkiego najlepszego na nowym blogu życia

Drobny błąd, który sam bardzo często popełniałem. Dlatego teraz zwracam na niego uwagę no offence bo żaden słownik go nie podkreśla. Nigdy w życiu nie ważyłem piwa, bo uważam tę czynność za bezsensowną. Za to zacząłem warzyć piwo, a to dwie zupełnie różne rzeczy ;) Podzieliłbyś się jakimś namiarem na swojego kumpla? Albo jak ma konto na PS to gdybyś szepnął mu słówko o tym blogu... Bardzo byłbym wdzięczny. Chętnie pogadałbym z jakimś innym piwowarem. Może nie tylko pogadał, ale i się spotkał. Skąd jesteście?

Sam myślałem o otworzeniu własnego browaru. Niestety polska gospodarka nie sprzyja temu i trzeba mieć 1 kupe siana 2 dużo szczęścia, żeby przy tak mocnym lobbingu koncernów zwróciły się koszta. Zrobić piwo to jedno, może być ono nawet najlepsze na świecie, ale swobodnie sprzedać je w Polsce to już graniczy z cudem.

Napisane przez ikarPL
dodano do ulubionych ;))
weny zycze gdyz dobrze sie to czyta ;))

Dzięki :* weny na dzień dzisiejszy nie brakuje. Mam multum pomysłów i jak siadam do wpisu to muszę sobie zrobić brainstorma nad tym jaki temat wybrać i o nim coś napisać. Przypomnę sobie jednak o Twoim życzeniu w momencie posuchy literackiej, która tak jak DS jest prędzej czy później nieunikniona. Jeszcze raz dziękuję.

Dzisiaj przy dłuższej chwili zapomnienia na pykaniu fajki doszedłem do kilku wniosków, które dzisiaj chciałbym tutaj rozwinąć.

Pierwszym z nich jest moje stwierdzenie "Widzę, że wróciłem do problemu z paleniem. Wiem, że nie podoba mi się to. Zamiast wyeliminować go z mojego życia, zamienię go na palenie fajki"

Trochę nad tym myślałem. To tak jakby alkoholik powiedział "Ale wkurza mnie to moje chlanie. Od dzisiaj zamiast ładować 10 tanich bełtów dziennie kupię sobie jedną butelkę bardzo dobrej whisky powiedzmy

Spoiler

(BTW. Ja nie lubię whisky. Tak mówiłem, bo nigdy w życiu nie piłem dobrej whisky. Dżonyłokery Balentajmsy i tym podobne szczyny w NICZYM nie umywają się do DOBREJ WHISKY. Odkąd spróbowałem trochę lepszych trunków mogę spokojnie stwierdzić. Bardzo lubię dobrą whisky)

i już nie mam problemu z alkoholem, bo zamiast być chlejącym żulem będę tylko social drinkerem"

No tutaj widzę podobny tok rozumowania z moją zamianą papierosów na fajkę.

Do głębszej rozkminy w tym temacie sprowokował mnie 1SHAFT1 i za to jestem mu wdzięczny. Już obadałem rynek elektronicznych fajek. Na dniach startuje z zamówieniem.

Koniec wątku pierwszego tylko delikatnie zakrawającego o myśl przewodnią wpisu.

Zdrowie... "Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, Kto cię stracił."

Smutne prawdziwe. ZDECYDOWANA WIĘKSZOŚĆ nie mówię, że każdy. Z doświadczenia wiem i widzę, że większość budzi się ze swoim zdrowiem w dupie zazwyczaj, kiedy jest już delikatnie za późno. Chociaż mówi się też, że nigdy nie jest za późno... Albo lepiej później niż wcale. To drugie stwierdzenie znacznie lepiej pasuje do mnie. Masa palaczy rzuca fajki jak dowiaduje się, że ma raka. Troszeczkę za późno. Dużo ludzi zaczyna chodzić na spacery. Tak. Na spacery. Kto teraz chodzi "na spacer" bez psa?

Mam sąsiada, który dostał wylewy udaru czy czegoś takiego właśnie od fajek. Spędził masę czasu na łóżku, potem na wózku potem chodził z pomocą rehabilitanta potem ledwo sam chodził o dwóch kulach, teraz już chodzi o jednej.

Dlaczego o tym wspominam? Widziałem go w życiu raz może dwa, a dorzuciłbym z pokoju kamieniem do jego okna. Teraz? Odkąd MOŻE chodzić widzę go prawie codziennie. Nie wiem jak często, ale zaczął chodzić na spacery. Bez psa. O kuli. Dlaczego chodzi? Bo może i jest z tego dumny, że może wyjść SAM. Przejść kawałek, o własnych siłach wrócić do domu.

Ja mogę chodzić na spacery. W każdej chwili i jak długie by one nie były. Dlaczego nie chodzę? Bo zawsze mogłem i nie potrafię tego docenić.

Likwiduję palenie z mojego życia, zastępuję go nie koniecznie spacerami, ale ruchem we wszelakim tego słowa rozumieniu.

Myślałem, że palenie jest tą chwilą dla mnie i wtedy rozjaśnia mi się umysł i mogę sobie porozmyślać o sensie życia i różnych innych ciekawych sprawach. Myliłem się strasznie.

Dzisiaj już drugi dzień i jestem z tego bardzo dumny, zmieniłem swój dzienny grafik.

Mój poranek wyglądał tak:

-Wstać z łóżka
-Iść do kibla i w zależności od nastroju co tam ciekawszego było do zrobienia
-Iść do łazienki umyć zęby
-Iść do kuchni i coś wszamać
-Prysznic
.... i tutaj już różnie.

Tak wyglądał wstęp mojego dnia od bardzo bardzo bardzo... od zawsze. No chyba, że nie budziłem się w swoim mieszkaniu, ale to sporadyczne przypadki. Wtedy było "Otworzyć oko. Jedno. Poszukać czegoś do picia w zasięgu ręki nie wstając z tego na czym śpię. Jeśli znalazłem to złapać i pić do ugaszenia pragnienia. Wstać. Otworzyć drugie. Ustalić gdzie i u kogo jestem. Czy mam portfel. Czy mam komórkę. Jak mam to sprawdzić ile mi zostało w portfelu. Zobaczyć gdzie i do kogo w nocy dzwoniłem. Jak jest kasa w portfelu zamówić taksówkę. Jak nie ma (rzadko kiedy była nad ranem) zadzwonić po kogoś kto mnie odwiezie do domu... etc. Dobra bo już popłynąłem. Wracam.

Od ponad miesiąca zmieniam standardy mojego życia na lepsze i wczoraj postanowiłem się zabrać za najmocniej zakorzeniony "Początek dnia"

-Wstać z łóżka
-Pościelić łóżko (nigdy tego nie robiłem. NIGDY. serio)
-Iść do kibla
-Iść do łazienki
-Prysznic
-Siłownia
-Kuchnia

edit2. już drugi raz edytuje tego posta. coś mi się porypało oczywiście miało być siłownia prysznic kuchnia

Jestem z siebie dumny i dzisiaj po wyjściu z łazienki o pierwsze o czym pomyślałem to nie "co by sobie dzisiaj tutaj wszamać z rana" tylko "Ciekawe czy dzisiaj przerzucę więcej ton niż wczoraj"

W tym momencie byłem z siebie ZA JE BI ŚCIE dumny.

Wszedłem w nowe życie i pracuję systematycznie nad ulepszeniem każdego z jego aspektów. Im głębiej w las tym zauważam więcej błędów.

Jest jak jest nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Zaniedbałem się strasznie z powodu wykolejenia się moich przekonań. Wracam do życia i jak to mówią "Nigdy nie jest za późno"

Nic nie motywuje pokerzystów do gry jak widok powiększającej się sumy na koncie, zielona linia szybująca w górę.

Co mi da przerzucenie 2 ton ołowiu na siłowni? No tak mało, że prawie tego nie widać, ale po przerzuceniu 2000 ton już coś może zacząć być widać i dlatego postanowiłem zrobić mój osobisty prywatny motywacyjny life changing statusbar, który zawsze będę zamieszczał na samym końcu mojego każdego wpisu pod spojlerem.

O zdrowiu byłoby na tyle. Idę pograć w pingla, a potem do stolików po pieniądze.

A właśnie jeszcze mi się przypomniało. Nie lubię pisać na czas, a w związku z "grafikiem" mam na wpisy określoną ilość minut. Często podczas pisania przypominam sobie o kilku rzeczach i czas ten notorycznie mi się wydłuża. W celu optymalizacji moich wpisów postanowiłem sobie podskillować prędkość pisania na klawiaturze. Na dzień dzisiejszy nie wiem jaką mam podczas wstukiwania tego co mam w głowie (bo z pewnością znacznie większą) ale przy tekście przepisywanym i 100% poprawności bo tylko taka wchodzi w gre wypluło mi 182 znaki na minutę. Pierwszy test pierwsze podejście z 10 razy się pomyliłem i musiałem poprawiać. Uznaje ten wynik jako wyjściowy i poświęcę odrobinę czasu w swoim grafiku na podskillowanie też tego aspektu.

Kurde jeszcze mi nie wczytało posta, a już mi się przypomniało czego nie zamieściłem. Mam kawałek do dorzucenia na koniec w gratisie:

Life changing statusbar

Spoiler

Rok 2012

Ilość przerzuconego ołowiu na siłowni: 4,5 tony
Ilość rozegranych setów w pingponga: 52
Ilość przysiadów za przegrane sety: 120
Ilość słów na minutę: 182
edit 3 po 2gim podejściu mam już 220/min
Ilość słów napisanych do licencjata: 0 ;(
Ilość zaliczonych przedmiotów: 2
Ilość butelek uwarzonego piwa: 0
Ilość spalonego tytoniu: 10g ;(
Ilość wypitego alkoholu: 0 (sylwester się nie liczy!)

Jak mi coś do głowy przyjdzie to dorzucę z pewnością.


keeraam
Dołączył: 03.09.2010
PokerStrategist

Kurde pyszu super się Ciebie czyta;)

Chciałbym coś powiedzieć na temat whisky: Johny Walker to szczyny, Balantines (niby najlepsza łiski na świecie cytując klasyka) troche lepsze szczyny. Teraz mam dwie 12 latki Balvenie o taką:

Spoiler

i Glenliveta takiego

Spoiler

Obie nie były jakoś mega drogie (fakt faktem kupowane na strefach wolnocłowych ok 100-120zł za litr) a są tak mega dobre;) spokojnie można je pić bez niczego smak nie odrzuca jak w przypadku tanich whisky (a propo Balantinesa to w Lidlu 0,5l 30zł;p)

A i pamiętajmy o rozróżnieniu whisky i whiskey czy burbona;)

Co do trybu rozumowania to się z Tobą nie zgodzę - nie uważam, że zmiana tańszego na droższe (whisky), czy fajek na fajki albo na e-papierosa robi jakąkolwiek różnicę. Cały czas pijesz/palisz ale tak na dobrą sprawę zmniejszasz ilość (dobry alkohol się docenia nie pijesz całej butelki na raz - ja Balvenia sączę od marca i jeszcze trochę zostało:)). Fajka też ogranicza ilość palonego tytoniu.
Z e-papierosem podejrzewam, że wrócisz do tego co opisywałeś wcześniej. Więc albo rzuć palenie albo pozostań przy fajce IMO;)

Tyle ode mnie na razie pewnie będę się wypowiadał u Ciebie co jakiś czas:)


Napisane przez Pyszu

Spoiler

Rok 2012

Ilość rozegranych setów w pingponga: 52
Ilość przysiadów za przegrane sety: 120

Oj różnica tych liczb mocno sie zwiekszy jak tylko przyjade do Szczecinka :D
Kupiłes rakietke?
Co do przerzucania złomu, to bardzo dobrze ze sie za to wziales bo juz dlugo Cie na to namawialem. Tylko nie przerzucaj tego bez sensu poszukaj jakis planow treningowych czy cos :)
aaa i moze by przyjechal w czwartek? Bo piatek mamy wolny ;)