Wpis 3
Nałogi

Na wstępie chciałem podziękować wszystkim za ciepłe słowa, którzy przyczynili się do wzrostu mojego ego oraz motywacji do pisania.
Dziękuję DonCoralone, KurakYo, JuelzWicco, 1SHAFT1, Mocnym!
Spoiler
Napisane przez DonCoralone
Pisz, bo piszesz z sensem i przyjemnie się czyta. Powodzenia :sdrink
Dzięki!
Napisane przez KurakYo
Kropa, obowiązkowa pozycja. Pisz często i gęsto!
Będę! Dzięki.
Napisane przez JuelzWicco
Kropa , bardzo ciekawie piszesz , i przyjemnie się czyta
Dzięki. :*
Napisane przez 1SHAFT1
Jaki wspólny biznes? Coś z tego wyszło? Ps. Pisz dalej ♠_thumbsup:
Pewnie, że nie wyszło, bo z rodziną to się dobrze na zdjęciach wychodzi, a nie biznesy robi. Jak będę miał przypływ weny na poruszenie tego tematu to z pewnością zadedykuję go Tobie
Napisane przez Mocnym
Jest poker, biznes i piwo więc stawiam kropkę bo w tych trzech gałęziach też działam
Działasz w piwowarstwie, czy jesteś tylko konsumentem? Jak warzysz to odezwij się do mnie na priv gg:2559537 z chęcią podzielę się doświadczeniem ponad 4 tyś butelek różnych gatunków. Chętnie też sam czegoś ciekawego się dowiem.
Dzisiaj naszła mnie ochota podczas palenia fajki

na poruszenie tego dość ciekawego tematu. Na początku myślałem o kilku aspektach tej dziedziny. Aby lepiej zrozumieć kwintesencje nałogu posilę się definicją z wikipedii:
"Nałóg – zakorzeniona dysfunkcja sprawności woli przejawiająca się w chronicznym podejmowaniu szkodliwych dla organizmu decyzji, które są sprzeczne z przesłankami rozeznania intelektualnego."
Ciekawe. Chciałem poruszyć kwestie mojego największego nałogu: "spania". Tak lubię spać. Uwielbiam. Bardzo źle się czuję kiedy jestem niewyspany. Zwłaszcza, że podczas snu mogę uskuteczniać lucid dream, czyli świadome śnienie oraz robić wszystko to na co mam ochotę. Powtórzę się tutaj: Polecam wszystkim praktykowanie świadomego snu. Przepiękna sprawa.
Wiki jednak naprostowała mnie, że takie aspekty jak spanie, jedzenie, picie, słuchanie muzyki czy granie w bilarda nie są nałogami, ponieważ w dawce umiarkowanej jaką zazwyczaj sobie dozuję nie szkodzą organizmowi.
W takim razie skupię się na głównym aspekcie jakim jest paleni tytoniu.
U mnie w rodzinie nikt nie palił. Tzn uściślając. Ojciec palił nałogowo papierosy do momentu, kiedy mamuśka skutecznie z tego nałogu go wyleczyła. W momencie mojego przyjścia na świat postawiła padre ultimatum: "Albo rzucasz palenie, albo śpisz sam"
Wygrała inna potrzeba, którą padre uznał za ważniejszą w swoim życiu i tak jako mały brzdąc mogłem cieszyć się świeżym powietrzem w domu. Dzięki mamo!
Rodzina niepaląca. Moja pierwsza styczność z papierosami kiedy już byłem świadomym człowiekiem nastąpiła jak miałem kilka lat i przyjeżdżałem w gości do babci. Kocham moją babcię. Obie babcie, które niestety już nie żyją. Nie mogę stwierdzić, że je kochałem, bo moje uczucie do nich pomimo śmierci się nie zmieniło. Pointa akapitu. Jedna z moich babć jarała jak smok.
Kiedy odwiedzała mnie w domu i wiedziała, że nie ma palenia w środku, wychodziła sobie na papieroska i nie miałem problemu. Problem pojawiał się w momencie, kiedy to ja stawałem się gościem i goszczenie bazowało na warunkach babci. Babcia jest u siebie i może robić co jej się podoba. Przyzwyczaiła się do palenia w kuchni. Już od małego lubiłem siedzenie w kuchni, co przy wizytach u babci owocowało nieprzyjemnymi odczuciami przy siedzeniu w dymie i śmierdzeniu tym szajsem. Zawsze mówiłem "Babcia nie pal!" "No no wnusiu wiem wiem" *pszyt* i tu odpalała kolejną szlugę. Szkoda.
Wtedy zagnieździło mi się gdzieś głęboko w podświadomości przekonanie "Fajki to zło, ja nigdy nie będę palił" No i tak było bardzo długo. Do momentu, kiedy trafiłem w towarzystwo gdzie niepalenie było takim foux pax czy jak to tam się pisze. Były to spotkania w Młodzieżowym Domu Kultury gdzie graliśmy sobie w karty Magic The Gathering. Moje przekonanie trzymało mnie twardo przy niepaleniu i nie miałem zamiaru tego świństwa brać do ust nigdy. Sytuacja zmieniła się w momencie, kiedy miałem jakiś zły dzień i stwierdziłem, że potrzebuję "czegoś nowego" Zamiast zająć się bieganiem, pływaniem, czymkolwiek innym mój pech polegał na tym, że zacząłem palić papierosy. Początkowo jedną dwie na tydzień potem już paczkę na tydzień. Potem do piwa dużo, jako że bardzo piwo lubiłem i piłem często to często paliłem. Głupota straszna.
Miałem kolejne przekonanie o tym, że w szkole (wtedy jeszcze gimnazjum) na przerwach palą tylko największe degeneruchy i margines. Kilka razy widziałem kto pali na przerwach za winklem. Postanowiłem sobie, że nigdy taki nie będę. Przekonanie było tak silne, że nigdy pomimo nawet pełnoletności na przerwach nie zapaliłem ani jednej fajki. Ciekawe co potrafi zdziałać podświadomość. Nawet mi się nie chciało palić na przerwach.
1 słownie RAZ złamałem swoje postanowienie. Opatrzność czuwała nade mną i wysłała ODRAZU po zapaleniu fajki po drodze do piekarni na długiej przerwie wysłała patrol miejskich, który już po pierwszym zaciągnięciu się wyskoczył z krzaków i zaczął spisywać. To też była ciekawa sprawa. Pierwszy i ostatni wyłam. Wtedy jako 15 czy 16 latek byłem tak tym faktem zesrany, że prawie płakałem im w rękaw żeby nie wysyłali żadnego listu do szkoły czy do rodziców. Jak się później okazało (dużo później wtedy jeszcze tego nie wiedziałem) ów strażnik miejski był kumplem mojego ojca. Zakończył spisywanie stwierdzeniem "Na komendzie zepsuła się maszyna do pisania i nie wiem czy komukolwiek będzie się chciało ręcznie pisać te upomnienia, ale nie mogę wam zagwarantować"
Chodziłem cały dzień w niepewności, bo jak już mają się moi kochani rodziciele dowiedzieć, że pale to jak najszybciej. Było światełko nadziei w tunelu pod postacią zepsutej maszyny, dlatego nie wychodziłem sam z inicjatywą tłumaczenia się.
Ów strażnik miejski wiedział kim jestem i postanowił mi zrobić psikusa. Bardzo kurwa śmiesznego. Myślałem, że zejdę na zawał. Tamten dzień spisania był piątkiem. Kolejnego dnia w sobotę przyjechał służbowym samochodem pod dom i zadzwonił do drzwi. Opatrzność trochę mu w "kawale" pomogła i drzwi otworzyłem ja. Widzę kolesia. On widzi mnie. Widzę, że jest w mundurze i furą służbową. Myślę sobie "No tak maszyna się zepsuła to przyjechał osobiście" Ale siara. Już po mnie. Stoję w tych drzwiach i czuje jak ciśnienie rozsadza mi żyły.
"Jest ojciec?" No to już po mnie. Nie żyję. Dlaczego sam się nie przyznałem. Mogłem to zrobić i liczyć na okoliczności łagodzące. Teraz już nie ma nadziei. Umarłem. Stoję tak w tych drzwiach jak słup soli i nogi odmawiają mi posłuszeństwa. "No jest ojciec czy nie?" Może skłamać i powiedzieć że nie ma? Nie no to udupiło by mnie potrójnie "Jest już go wołam" udało mi się wydusić i niechętnie udałem się do kuchni." Tata straż miejska do Ciebie"
"Coooo? Co już przeskrobałeś" "No nic idź sam zobaczysz"
Snuję się powoli za nim, żeby zasypać go wytłumaczeniami jak tylko strażnik poruszy temat. Miałem na to dobre 10sekund i już miałem kilka wariantów. Wszystko zależało od tego jak stróż prawa zacznie rozmowę. Mogłem powiedzieć, że mnie zmusili, że to pierwszy raz chciałem spróbować, że trzymałem koledze żeby nie zgasła a on uciekł, że znalazłem, że... "Cześć słuchaj otworzysz mi biznes i sprzedasz końcówkę drążka, bo mi dzisiaj rano poszła. Widzę, że w biznesie nikogo jeszcze z pracowników nie ma, a zaczynam o 9tej służbę i potrzebuję sprawną furę"
UAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

Całe ciśnienie ze mnie zeszło. Padłem na ziemie i dziękowałem opatrzności za ocalenie moich jajec. Teraz nie wiem czy powiedział ojcu o tym spisaniu, czy nie. Padre nie poruszył tego tematu, więc sądziłem że nie wspomniał.
Chociaż... kiedyś miałem rozmowę na poważnie z ojcem jak wpadłem z fajką gdzieś na mieście przyłapany przez wychowawczynię, że on w moim wieku też palił, ale robił to tak że nikt o tym nie wiedział. Nie powie mamie, żeby nie robić dymu w chacie, ale żeby to było ostatni raz, bo inaczej sajgon, sodomia i gomoria będzie.
Taka wpadka była i tak silne emocje we mnie wzbudziła, że nigdy więcej nie paliłem na przerwach. Mogłem zapalić przed szkołą i po szkole. Taką miałem zasadę i jej się trzymałem nigdy więcej nie łamiąc tego przykazania dopiero na studiach, ale to już inne okoliczności i nie uważałem tego za łamanie mojego postanowienia.
Paliłem mniej lub bardziej, ale na studiach zdałem sobie sprawę, że palenie jest tylko moim złym nawykiem i mogę sobie z tym w bardzo prosty sposób poradzić.
Pierwszy krok do rzucenia. Pierwszym krokiem było postanowienie o niekupowaniu sobie paczek. Jak do tego doszło. Zachorowałem na studiach na delikatne przeziębienie. Akurat przed sesją. Jeżeli nic nie wiesz i liczysz na fuksa, to lepiej iść na przedtermin pierwszy termin, niż zawalić sesje i potem szlajać się po wykładowcach i umawiać na kameralne spotkania, bo takie zazwyczaj zaliczało się ustnie. Moje przekonanie o tym, że muszę iść na wszystkie przedterminy i pierwsze terminy było na tyle silne, iż olałem delikatne przeziębienie chodząc normalnie na egzaminy.
Mój nawyk (w tamtym przypadku nałóg bo w zimę szkodził mojemu organizmowi) brania porannego prysznica przyczynił się do zaognienia choroby. Rozrosło mi się to do tego stopnia, że po skończeniu sesji miałem zapalenie płuc i węzły chłonne miałem tak opuchnięte, że tylko siłą woli mogłem oddychać.
Jak tylko zasypiałem rozluźniałem mięśnie gardła i dusiłem się momentalnie budząc. W taki oto sposób pierwszy raz w życiu nie spałem prawie 70 godzin, bo co zasnąłem to się budziłem dusząc się starając złapać oddech. Nic przyjemnego. Z niedoboru snu miałem halucynacje i wtedy pierwszy raz dotarło do mnie, że ludzie "psychicznie chorzy" faktycznie są chorzy, a nie ściemniają.
Miałem do wyboru zaakceptować, fakt halunów i np sytuację kiedy robię sobie w kuchni herbatę gadając z moją dawno już zmarłą babcią. Albo zgłosić się do wariatkowa gdzie nafaszerowaliby mnie chemią przywiązali do wyra i do końca życia mieć żółte papiery. Logika wygrała. Powiedziałem sobie, że jest to wynikiem niedoboru snu i na jawie brała się do roboty moja część mózgu odpowiedzialna za marzenia senne. Wyśpię się i to minie. Całe szczęście minęło.
Wtedy miałem też pierwszą styczność ze świadomym śnieniem. Właśnie teraz sobie zdałem z tego sprawę. "Wyleczyłem się" sprytnym sposobem oszukania swojego mózgu. Wiedziałem, że nie mogę zasnąć, bo się uduszę. Wtedy pierwszy raz w życiu oszukałem swój mózg gdzie założyłem klatkę na ciało i przekonałem organizm o tym, że śpię zachowując jednocześnie świadomość, żeby się nie udusić.
To co się wtedy działo... To był pierwszy raz i nie wiedziałem nawet, że "to" się nazywa świadomym śnieniem uzyskanym metodą "WILD"
Działy się cuda. Wiedziałem, że "śpię" i mam zamknięte oczy, ale widziałem. Widziałem czułem słyszałem mogłem się ruszać śpiąc jednocześnie.
Siedzenie w pokoju wydawało mi się nudne, dlatego wpadłem na pomysł "otworzenia portalu" Takie normalne drzwi najzwyklejsze, za którymi była słoneczna plaża nad morzem gdzieś w wymyślonym świecie. Kiedy przekroczyłem próg zamknąłem je za sobą i drzwi zniknęły.
Odwróciłem się i nad brzegiem stał leżaczek frontem do morza i fal

przy nim stolik z drinkiem pina colada w kokosie.

Siadłem sobie wygodnie rozkoszując się ciepłem i szumem fal. To było coś pięknego. Nie wiedziałem wtedy, że mogę wszystko. Delektowałem się chwilą rozmyślając o rzeczach bardzo przyziemnych.
W tak błogim nastroju spędziłem bardzo dużo czasu układając sobie myśli, wspominając przyjemne chwile mojego życia i gdybając co mógłbym zrobić, aby było ono lepsze.
Mogłem latać, mogłem dymać kogo bym sobie zamarzył mogłem jeździć najlepszymi furami świata, najbardziej oldschoolowymi harleyami jakie tylko istnieją, a nawet nie istnieją. Wtedy o tym nie wiedziałem i siedziałem sobie na leżaczku nad morzem. Super. Teraz wiem jak tam wejść i wiem, że mogę wszystko skrupulatnie to wykorzystując każdej nocy. Gdyby tylko w jakikolwiek sposób szkodziło to mojemu organizmowi nazwałbym to nałogiem. Dzięki wikipedii wiem, że świadome śnienie nie stało się moim nałogiem, tylko piękną częścią mojego życia.
Wracając do pointy bo już popłynąłem przepraszam. Chodzi o nałogi i palenie. Po bardzo ciężkiej i przewlekłej chorobie nawet jak miałem na to ochotę to nie paliłem. W momencie kiedy zauważyłem, że nie palę już kilka tygodni a mój budżet znacznie się przez to podreperował podjąłem decyzję o niekupowaniu sobie paczek.
Mój pech polegał na tym, że pozostałych dwóch współlokatorów jarało systematycznie. Nie przeszkadzałoby mi to specjalnie gdyby nie fakt, że bardzo chętnie tymi fajkami się dzielili. Początkowo się wykręcałem, ale potem stwierdziłem że skoro nie moje fajki to nie mój problem i raz na jakiś czas mogę zapalić.
Po okresie "pale ale nigdy za swoje" co skutecznie ograniczyło moje palenie do praktycznie absolutnego minimum. Skończył się rok na uczelni i rozpocząłem urlop dziekański. Na urlopie postanowiłem sobie wygrindować kapitał na przeżycie kilku lat w świętym spokoju finansowym.
Okoliczności w jakich się znalazłem mianowicie mieszkanie na 5tym piętrze bez windy, zakaz palenia w mieszkaniu oraz moja niechęć do wychodzenia gdziekolwiek i skupienie się na grindowaniu zaowocowała tym, że przez pół roku spaliłem może ze dwie paczki przez przypadek na imprezach. To było bardzo dobre.
Od tamtej pory a było to z rok temu nie kupowałem sobie paczek aż do zeszłego miesiąca. Grając w LoLa przyjeżdżał do mnie kumpel/potem do grindowania w poksa inny. Obaj palili i palili często. Mając nielimitowany zapas fajek chętnie mnie nimi częstowali, a ja z racji swoich przekonań nie miałem nic przeciwko braniu i paleniu z nimi.
Takim trafem wyszło, że zacząłem palić jeszcze więcej niż kiedyś. Ostatnio kupiłem sobie paczkę, bo wiedziałem że zostanę sam, a przerwa między sesjami grindowymi bez papierosa wydawała mi się już nie tak atrakcyjna jak wcześniej.
Teraz będąc świadom, że wcale nie miałem problemu z papierosami. Nie paliłem bardzo długo i nie czułem takiej potrzeby wracam do starych złych nawyków.
Za dobre wyjście uznałem przerzucenie się na fajkę. FAJKĘ nie fajki.

oraz postanowiłem sobie dzisiaj, że już nie kupię żadnej paczki papierosów.