Dzisiejszy dzień mnie kompletnie załamał, rigged soft na titanie i ftp dał tak popalić, że odechciewa mi się grać.
I nie chodzi tu o to że miałem jakiś gigantyczny downswing albo masę backbeatów. Cała gra przypominała bardziej ruletkę niż pokera.
W 3 SnG po kolei przez cały czas w 80%-90% wygrywały zdominowane ręce (najczęściej szortów): Ax wygrywa z AK, AQ, AJ młodsza para wygrywa ze starszą itp.
A najzabawniejsze, że nawet jak ja byłem wygrywającym rozdanie to było mi głupio i przepraszałem resztę stołu.
Przykład takiego mega hardcoru to mój all in z Ad, 2c sprawdzony przez AA, AK, KK i QQ
flop Ks, Qd, Td
turn Jd
river 5d
I oczywiście wygrywam z nutsowym flushem
A faza push/fold ciągneła się w nieskończoność ponieważ ilekroć short robił all in (często z "any two") sprawdzał go jakiś big stack z "premium hand" i oczywiście short zawsze wygrywał
Dla odreagowania postanowiłem zagrać jakieś MTT na pokerstars. A tam jakiś mega donk robi all in w KAŻDYM rozdaniu i po koleji wywala: AA, KK, AK, QQ po kilkunastu minutach nie wytrzymałem i sprawdziłem go z KK:
u niego 52o
flop 225 dalej nawet nie pamiętam
Po takim dniu nachodzą czarne myśli, że cały ten poker to czysty hazard i zamiast tracić czas na artykuły, ICM trainera, coachingi itp. może lepiej wziąść się za ruletkę !!!