Napisane przez mik1984
Napisane przez LAPA2000
mik mógłbyś wyjaśnić co dla Ciebie oznacza "kierunek lemmingowy"?
Kierunki lemmingowe to są takie kierunki na które ludzie idą na podstawie złudzeń, które mają na temat perspektyw z nimi związanymi. Informatykę możesz sobie studiować w pipidówie, gdyż ważne jest tak naprawdę jakie umiejętności nabędziesz. Tego nie można przede wszystkim powiedzieć o na przykład prawie, gdzie bardzo istotne jest z jakiej uczelni masz dyplom. Do niedawna nie było jeszcze zjawiskiem rzadkim, żeby kancelarie prawne zamieszczały w ofercie pracy bądź praktyki nazwy uczelni preferowanej/preferowanych. Teraz już się z tym chyba tak nie afiszują, bo nie chcą być oskarżeni o dyskryminację, ale można spokojnie założyć, że tak robią, bo tak jest w każdym kraju.
Jest to trochę delikatny temat, bo sytuacja jest taka, że np nie można powiedzieć, że prawo jest kierunkiem bezużytecznym, ale też z drugiej strony, przy tak ogromnej ilości ludzi oblegających ten kierunek, z których większość nie będzie pracować w zawodzie trzeba zachować ostrożność i wiedzieć co się robi.
Z ekonomią i zarządzaniem to też długi i złożony temat.
Jeśli pokusić się o definicję czegoś co uważam za kierunek lemmingowy, jest to po prostu kierunkek w którym zdecydowana większość absolwentów nie będzie pracować w zawodzie, bądź to co będą potem robić będzie miało się nijak do tego co mozolnie wkuwali przez kilka lat, bo nie są to lekkie kierunki.
Tak się składa, że skończyłem pierwsze dwa kierunki z Twojej lemmingowej listy, także mogę się coś tam wypowiedzieć w tym temacie. Co do prawa to nie zgadzam się kompletnie z tym co piszesz. Ja co prawda zostałem poker pro, także nie mam osobistych wrażeń z rynkiem pracy, ale za to mam informacje z pierwszej ręki od znajomych. Wierz mi, że to gdzie skończyło się prawo ma naprawdę małe znaczenie. W ogromnej większości ludzie studiują prawo w celu zdawania na różne aplikacje: radcowską, adwokacką, etc. Jedyną barierą są tylko i wyłącznie egzaminy na aplikacje, nic innego. Jeżeli zdasz, okręgowe rady są zmuszone do przydzielenia patrona. Większość osób tak na marginesie i tak nie pracuje u swojego patrona tylko w innych kancelariach. Nie wiem dlaczego uważasz, że konkretne kancelarie miałyby kogoś skreślać, ze względu na uczelnie z której się pochodzi. To nie jest tak, że nie zatrudniają ludzi z uczelni prywatnych, tylko mając do wyboru z prywatnej i z uniwersytetu, wybiorą pewnie tego drugiego. I nie ma z tym nic wspólnego jakieś dyskryminowanie tych ludzi, tylko to rynek weryfikuje wszystko, jednak ludzie z najlepszymi wynikami matur idą na uczelnie państwowe.
Co do perspektyw po studiowaniu prawa to również uważam, że jest wręcz odwrotnie. No nie znam nikogo kto by sobie w życiu nie poradził, nawet ci co aplikacji nie zdali mają ciepłe posadki czy to w bankach czy ubezpieczeniach. Ja co prawda skończyłem UAM, ale wydaje mi się, że na prywatnych może być podobnie. Zresztą kiedyś widziałem jakieś wyniki badań, to prawo było jednym z najbardziej poważanych kierunków przez pracodawców.
Ekonomię, a dokładniej finanse i rachunkowość studiowałem na UE w Poznaniu. I tu tez mi się podobał model kształcenia. Bardzo wcześnie wybiera się specjalizacje (ubezpieczenia, bankowość, zarządzanie finansami prywatnymi, finanse publiczne, rachunkowość,...) i jest masa przedmiotów kierunkowych. Już nie ma nauki wszystkiego tylko ukierunkowanie na swoje zainteresowania. I tutaj podobnie, wszyscy moi znajomi mają pracę, większość co prawda zasuwa w korpo, no ale tak to już bywa. Zarabiają trochę więcej, ale tryb pracy niestety często niewolniczy. W sumie to z losów moich znajomych po tym kierunku, mogę udzielić rady, żeby jak najwcześniej rozpoczynać pracę zawodową. Najlepiej wiedzie się znajomemu, który miał naprawdę słabe wyniki w nauce, ale już chyba na drugim roku zaczął pracować na stanowiskach związanych z kierunkiem swoich studiów. Na 5 roku kiedy to reszta dopiero rozpoczynała poszukiwania, on już miał w CV kilka różnych posad (ważne jednak żeby to były posady związane z kierunkiem studiów, a nie np. smażenie frytek w Macu) i miał zupełnie inną pozycję negocjacyjną.