Witam, nie chce zadnych komentarzy, smutow, westcchnien, czegokolwiek. Po prostu na radzenie sobie z problemi trzeba sie komus wygadac, poczuje sie lzej jak to po prostu napisze, nie licze a nawet nie chce nic wiecej, moze ktos wpisze jakis swoj problem i jemu tez bedzie lzej. A wiec, zaczynajac od poczatku...
Gdzies w styczniu poznalem laske, fajna, urocza, lecz po przejsciach. Mieszkala w jednej z bardziej patologicznych okolic w Polsce, byla urocza mila, zaczepilem sobie ja po prostu na ulicy, nie nie bedzie to kolejna opowiesc o porzuceniu, choc ten watek tez bedzie poruszony, ale ogolem, wtedy mniej wiecej zaczely sie problemy.
Ok, bylo spoko, juz na pierwszym spotkaniu opowiedziala mi o takich rzeczach jak to, ze ojciec zabil sie na jej oczach, ze jest wiecznie bita, zauwazylem ze nie spojrzala mi nigdy w oczy. unikala mojego wzroku, tak naprawde, naturalnie, wiedzialem ze cos jest na rzeczy.
W chuj sie wciagnalem, laska wiele lat trenowala boks, byla ladna, cycki podwojne d, jaralem sie tym wszystkim i odrazu zaczalem angazowac.
Juz pierwszy raz zegnajac sie z nia, gdy ja przytulilem, powiedziala ze boli ja pod mostkiem, zaptalem czemu odpowiedziala ze w domu jej wpierdolili tak, ze miala polamane zebra, i czesto bija ja w te miejsce. Ciezki jakis temat.
Czesto dzwonila, plakala, prosila bym sie tlko nie rozlaczam, nie ogar, jeden wielki nieogar, ale to tylko zblizalo mnie do mnie.
jakos tak w miedzy czasie zrobilem kolejna glupote.
zaczalem sie kuc, polecial test prop, polecial winstrol, meta, superka, masteron, kto ogarnia temat wie o co chodzi, w moment wyciszylem sie na wszystko, zgorzknialem, na wszystko procz nia. stala sie moim swiatem. non stop pierdolilem o niej i o niczym i nikim innym nie chcialem sluchac.
Pojawil sie problem w domu, moja matka zachorowala, jej wlasne komorki zaatakowaly watrobe, choroba nieuleczalna, smiertelna, do teraz patrze jak uchodzi z niej zycie i... do teraz nie zszedlem z testosteronu, wiec nie wiem do konca jak bardzo dotknie mnie to wszystko.
Dla tej laski to ja pierwszy stalem sie calym swiatem, nie mialem nigdy tak, sledzila wszystko co mogla na moj temat, musiala wiedziec wszystko a jednoczesnie, slyszalem plotki ze sie puszcza za hajs i wiele innych. jak zaczelismy byc w zwiazki skonczyly sie 8 godzinne rozmowy przez tel kiedy nie moglismy sie widziec, wszystko jakby poszlo w innym kierunku, ale ja dalej pierdolilem wszystko, sterydy robily swoje, dawny mindset wartosci, wszystko odeszlo w bok, bylo mi jej w chuj zal jak myslalem jakie ma zycie. bywalo ze dzwonila do mnie i dostawala wpierdol od matki za to ze rozmawia ze mnalegf przez telefon, taka typowa patola, prosila przez lzy bym sie nie rozlaczal bo jest jej wtedy lzej, i dostawal wpierdol...
zaczelo sie jebac miedzy nami, przyjscia, rozejscia, przyjscia, nagle fochy, nagle chuj wie co. nagle przestala mieszkac w domu, wyjebano ja na ulice, podobno juz kiedys po pare miesiecy tak spedzala czas, i nagle.. ma siano na ubrania, hotele , zyje po krolewsku,co mialem sobie myslec? a koks dalej robil swoje..
rzymmam firme, z ktorej utrzymuje sie cala rodzina, pojawily sie cienkie czasy, leki dla matki, itd. zrobilo sie chujowo w domu, strasznie. Ale nie interesowalo mnie to, interesowala mnie ona. a ona byla coraz zimniejsza wobec mnie, i w coraz chujowszej sytuacji. w koncu doszlo ze rozmawialismy raz na pare dni bo wiecznie nie miala czasu rozmawiac, nie zyla w domu, ale w hotelu, kurwa. nie potrafila zamienic paru slow, to wszystko przeszlo z czegos naprawde kurewnie zajebistego na poczatku w taka sama patole z jakiej ona pochodzila, te gowno zaczelo mnie wciagac, poznalem historie ludzi sytuacje naprawde gowniane. to nie otoczenie wariatow po wyrokach z osiedla,tylko miejsca gdzie sasiedzi topia dzieci w beczkach, dziewczyny szkrobia ciaze u 16 letniego kolegi. burdel na kolach. ale z poczatku ubrany w ladny garnitur.
ta laska odeszla, poraz kolejy raz, gdy sie odezwala po paru dniach powiedziala tylko ze mieszka gdzies w gdansku, wkurwilem sie, porobilem fotki z byla i wyslalem jej mmsem. zeby raz na zawsze zakonczyc temat.Mimo ze tesc dalej byl we mnie wstrzykiwany, zaczalem w chuj tesknic, jednoczesnie robic ogromny rachunek sumienia, w trakcie tego czasu robilem rzeczy tak skrajne ze nie sposob mi o nich tutaj mowic, nie mialem zadnych zasad, zniszczylem mocno rodzine, znajomych, przypadkowych ludzi , gdzies bieglem i w koncu, zatrzymalem sie. nagle. stop.
i milion mysli i milion smutkow zaczely zaprzatac mi glowe.Tak mocno, ze boje sie przestac brac co biore, bo wiem jak to mi zniszczy glowe, powoli zmniejszam dawki, i powoli coraz wiecej we mnie uczuc. Wszystkie slowa ktore powiedzialem chorej umierajacej matce, rzeczy jakie zrobilem ludziom, smiech bylej i jej placz, wszystkie doswiadcenia, naprawde bagaz doswiadcen ktore mimo wszystko zostawiaja ogromny smutek.
nie wiem jak spojrzec na to wszystko, tak wiele rzeczy pojawilo sie w moim zyciu, tak wiele przepadlo, tak silnie mocno zmienialem sie, ze nie wiem nawet kim jestem. Moja matka umiera, w domu nie ma pieniedzy, ta laska... ciagle widze jej placz, ale tu nie moze byc miejsca na placz, bo nie byla ok wobec mnie. Te sterydy, chwile jak ja zdadzalem, multum naprawde pojebanych akcji .. mowi sie ze najwazniejsze to sie po prostu zatrzymac, czlowiek rozpedza sie do granic, zatrzymuje, jeb. Jest rozjebany. 10 machow rozpierdala mu czaszke. mam takie wahania nastroju, wiekszosc dnia jestem w chuj szczelsiwy, wolny , chce mi sie rozwijac i robie to. A potem pojawiaja sie wyrzuty sumienia, rozpacz, bol, tesknota...
mamy upaly, mocno obciazylem serce tym gownem, po prostu boli czasem w sercu t ak ze zastanawiam sie czy sie obudze.
znalazlem plus, taki ze nabralm bagaz doswiadczen, przywiazalem sie bardzo mocno ostatnio do matki, teraz wiem ze milosci nie szuka sie na chama i nie angazuje zbyt mocno, pokochalem kogos kto kochac mnie bedzie zawsze najmocniej - siebie. Ale poza tym, KURWA! w co ja sie wpierdolilem, i w co dodatkowo wpierdolil mnie los.
ciagle mam obraz jej, wloczacej sie samej gdzies na drugim koncu polski, bezdomnej.... mam obraz umierajacej matki ktorej mowie ze ja nienawidze, mam obraz wypierdalania komus bliskiemu, jego ostatnich pieniedzy, na blisko 5 cyfrowa sume, mam obraz pustej laski z ktora zdradzilem byla, byla taka z takich bij mnie i mow mi brzydko, chciala dostala. Ale pol miasta o tym wie , pojawily sie u niej mysli samobojce, lęki, nie wychodzi z domu. czesto dostaje atakow paniki bo wrzucila przy mnie cos co mocno poszarpalo jej psychike przy tym co razem robilismy najebani.
Skurwiel ze mnie jakich malo, zakochany, kochajacy, zły skurwiel, ale przeciez, dobry człowiek ze mnie byl... kurwa.
co tak naprawde lezy w mojej glowie?
lek? chec poprawy? nie udana milosc? poczucie winy? tesknota? chec drugiej szansy? strach przed utrata bliskiej osoby?matki?byłej? strach ze zabije mnie to gowno? kurwa, co ja sobie zrobilem..
W co ja sie wpierdolilem,a zaczelo sie tak niewinnie, ona naprawde wydawala sie dobrym materialem na ogos bliskiego..... i kogos, dla kogo moge duzo znaczyc, duzo zmienic, lubie czuc sie komus potrzebny i zawsze szukalem takich zwiazkow w ktore moge wlozyc cos wiecej niz kutasa.... ech.
ale tu nawet nie chodzi o to jaka ona sie wydawala, tylko to co ja zaczalem robic. Po co? dlaczego? sterydy tak zapchaly mi mozg?
gdzie jest poczatek tego, a gdzie koniec? gdzie jest jakas granica?
ide spac, wrzuce sobie jakas medytacyje na uszy i pokontempluje