Ja jestem odważny
tylko jak na jedną wypowiedź sporo wątków
To może zacznę od pierwszego poruszonego, czyli wysokich emerytur członków dawnych służb bezpieczeństwa oraz WRON:
Tak naprawdę by móc rozstrzygnąć tą kwestię trzeba cofnąć się do roku 1989 i przypomnieć sobie sposób przejścia naszego kraju na drogę reform demokratycznych. Jak wiadomo, część opozycji (Solidarność) porozumiała się z członkami aparatu PZPR w sprawie podziału władzy w kraju. Okrągły Stół, a potem tzw. "gruba kreska" stały się symbolem zrzucenia obcego jarzma i bezkrwawej rewolucji. Polska była pierwszym krajem, który wyrwał się spod matczynej opieki ZSRR, dlatego też ryzyko było największe. Być może z tego powodu (a być może z innych) zdecydowano się na podział władzy i swoistą amnestię dla członków byłego reżimu. Jednym z jej skutków (sądzę, że mniej bolesnym od niektórych) są między innymi wspomniane przywileje emerytalne. Dochodząc więc do sedna sprawy, mamy niejako dwa fronty. Pierwszy to ten, który nakazywałby zostawić tych ludzi w spokoju - w końcu tak się umówiliśmy prawie 20 lat temu. Drugi jednak, którego jestem zwolennikiem, nakazywałby naprawić ten błąd. Czy godzi się, żeby oprawcy mieli lepsze warunki życia niż ofiary? I to nie z powodu ich pracy, ale z powodu przywilejów nadanych przez państwo. Dzisiejsi SB-cy śmieją się głośno i dziękują Solidarności za takie, a nie inne działanie. Dostają wysokie świadczenia i bez przeszkód korzystają z przywilejów wolnego rynku i demokracji liberalnej. Paradoksalnie okazuje się, że im jak mało komu Okrągły Stół się opłacił. Czy na pewno tak to sobie wtedy wyobrażano?