Proponuję wam mały eksperyment.
Wykasujcie z myśli wszystko, co wiecie o zamachach z 11 wrześnie. Od tego czasu nie korzystajcie z Internetu. Swoją wiedzę czerpcie z magazynów i pism naukowych. Zdziwicie się może, ale w pismach naukowych nigdy nawet nie rozważano możliwości opublikowania artykułu spiskowców-oszołomów, natomiast są dziesiątki analiz ludzi rozsądnych.
O wpływie mass mediów na wymyślanie coraz ciekawszych teorii spiskowych doskonale opisał Juan Castillon w książce "Panowie świata - dzieje teorii spiskowych". Pozwolę sobie zacytować:
W odcinku zatytułowanym „Wielki Homer" główny bohater wstępuje do pewnego tajnego i tajemniczego zakonu - Starożytnego Stowarzyszenia Kamieniarzy - i przez serię nieszczęśliwych wypadków zostaje jego światowym liderem. Fred Flintstone także był członkiem loży i jest to jeden z punktów, w którym możemy dostrzec różnicę pomiędzy dwoma pokoleniami. Zakon Wodnych Bawołów, Water Buf-faloes, do którego należą bohaterowie Flintstonów, był związkiem braterskim, wzorowanym na rotarianach czy The Elks, podczas gdy Kamieniarze zapożyczyli ceremoniał i główne cechy z tego, co legenda raczej niż historia przypisuje Iluminatom. Zgodnie z pijacką pieśnią Kamieniarzy, będącą katalogiem legend miejskich i tajnych mitów, w które wierzy tylu Amerykanów, kochają ceremonię Oscarów, rządzą Koroną Brytyjską i uniemożliwiają rozwój nowych sposobów komunikowania się3. W Stanach Zjednoczonych, a za pośrednictwem ich kultury masowej także w reszcie świata zachodniego, zaszły znaczne zmiany w okresie między tymi dwoma serialami. Dawne bractwa Ełków i rotarian postarzały się, osłabły, aż wreszcie zanikły. Tu i ówdzie na obrzeżach małych miast można spotkać wpółopuszczone i smutne siedziby bractw z wielkimi, pustymi parkingami. Przeciętny Amerykanin ostatnich dziesięcioleci XX wieku i początku nowego stulecia nie jest tak solidarny jak reprezentant pokolenia jego rodziców. Przeciwnie, ten nowy Amerykanin zdolny jest rozpoznać pewne rekwizyty i symbole i uwierzyć w teorie nieznane jego przodkom.
Jeśli czterdzieści lat temu ktoś w Stanach Zjednoczonych, wymieniwszy nazwę „Illuminati", starałby się wyłożyć za jej pomocą historię swego kraju lub świata, poczynając od strasznej zmowy owej paramasońskiej osiemnastowiecznej loży niemieckiej, wszyscy lub prawie wszyscy uznaliby go za szaleńca. Nawet John Birch Society, w połowie lat sześćdziesiątych czołowa grupa antykomunistyczna w Stanach Zjednoczonych, pomimo wiary w istnienie zmowy komunistycznej nie mówiła o Iluminatach, ani też nie oskarżała wolnomularzy o uczestnictwo w Wielkiej Zmowie. Być może związane jest to z faktem, że wśród założycieli najstarszego w Stanach Zjednoczonych klubu antykomunistycznego nie brakuje masonów. Wiara w teorię spiskową, która po drugiej wojnie światowej została zredukowana w Europie do niewielkich drugorzędnych grup politycznych, wróciła do łask za pośrednictwem amerykańskiej kultury ma- sowej i odzyskuje utraconą pozycję, zataczając w wyobraźni Europejczyków coraz szersze kręgi.
Nie chcę mi się dyskutować na ten temat, bo takie dyskusje kręcą się w kółko. Oczytani wiedzą, a reszta ma to w dupie, dlatego, że żeby rzetelne zbadać cokolwiek w temacie, to musisz kilkanaście wieczorów nad tym spędzić.
Rozumiem, że jako pokrzysta, nie można oczekiwać od ciebie wybitnej inteligencji, ale takie stwierdzenie zalatuje ignorancją i niestety świadczy na twoją niekorzyść (i tobie podobnym spiskowcom).
Powiem ci tak. To rząd Polski stoi za zamachami z 11 września, oczytani wiedzą o co chodzi, reszta jest za ciemna, a i tak tego nie pojmiesz, bo masz za małą pojemność mózgoczaszki.