Witam.
Domyślam się, że to jeden z tematów jakich miliard już było na tym forum, jednakże potrzebuje porady osobistej. Od paru tygodni próbuję swoich sił w cashówkach (wcześniej grałem SNG i MTT i w sumie jakoś tam szło), ale nie jestem w stanie przebić się przez microbagno. Na początku miałem problemy mindsetowe (troche tiltowałem), grałem też nienajlepiej (High Stakes Poker, fuck yeah), ale staram się edukować, oglądam filmiki, przeglądam masę ocen rąk i mam wrażenie, że moja gra jest coraz lepsza (widzę to przykładowo w taki sposób, że coraz częściej trafnie oceniam ręce wrzucone na forum, zanim przeczytam opinię trenera), lecz nie przekłada się to na wyniki. Wyniki są niestety marne i tutaj pojawia się mój dylemat: czy dopadł mnie już na samym początku ten sławny kochany downswing? Sprawa wygląda tak, że jestem około 45$ pod EV grając NL2/NL5 (zaraz wrzuce screenshoty) i tak się zastanawiam. Czy próbka jest być może za mała? Czy źle dobieram spoty, w których się stackuję? Słyszałem nie jeden raz, że grając dobrze, ma się na micro taki edge nad przeciwnikami, że coś takiego jak downswing nie istnieje. Nie wiem co robić, czy mam grać swoje i czekać, aż w końcu zaczne wychodzić z tego bagna, czy jednak bardziej intensywnie szukać leaków w swojej grze, bo ilość błędów jakie popełniam nie pozwala mi na wygrywanie.
Proszę doświadczonych graczy o poradę, z góry dzięki.
Pozdrawiam!


PS Muszę się przyznać że odcinek rąk między 14-15k to czas bardzo słabej gry z mojej strony, no ale nie będę przecież tuszował