Przejdź do forum
Mobilizacja do "vol...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Mobilizacja do "volumowania"

5 Posty
4 Użytkownicy
0 Reakcje
738 Wyświetlenia
Certh
Dołączył: 01.07.2008

Siema,

mam taki problem mindsetowo/organizacyjno/psychologiczny.

Grinduje sobie turnieje SnG. Grywam jedna, lub dwie sesje w ciagu dnia. Jedna sesja trwa ok. 4h. W tym czasie zdolam rozegrac ok. 30 turniejow. (45man-90man nonturbo)
Problem polega na tym, ze granie tak "krotkiej" sesji, albo dwoch w ciagu dnia jest meczace i nie pozwala mi krecic wysokego volume.
Wiem, ze grajac w ciagu powiedzmy przez 7h efekty bylyby duzo lepsze. Udalo mi sie do tej pory raz tak grac, i rozegralem prawie 100 sitkow. Chcialbym aby to bylo norma. Niestety po uplywie tych 7h bylem kompletnie wyczerpany psychicznie i fizycznie.

Czy sa jakies cwiczenia przygotowujace do dluzszego grinda? Czy powinienem planowac sobie z gory godziny w ktorych grach? Moze stopniowo zwieksza czas grania, o powiedzmy 1h tygodniowo. Moze przygotowac sobie wczesniej jakies przekaski do gry?

Bede zobowiazany za kazda porade i opis waszych sposobow!


Odpowiedz
Cytat
4 odpowiedzi
AdisJuve
Dołączył: 02.04.2009

Cześć Certh,

Chciałbym zarekomendować Ci jedną pozycję, która może całkowicie odmienić podejście do gry. Chodzi o Zjedz tę żabę! (Eat that frog!) Briana Tracy. To świetna książka, która nie tylko motywuje do działania, ale także naucza jak efektywnie gospodarować swój czas.

Odniosę się również do Twojego zmęczenia. Bardzo dużo zależy od ogólnej kondycji Twojego organizmu (zarówno psychicznej jak i fizycznej). Przyszykowanie przekąsek jest dobrym pomysłem (posiłki powinno się jeść w odstępach 2-3 godzinowych, więc 4 godzinna sesja mogłaby zabijać prawidłowy rytm).

Podrzucam Ci także ciekawą prezentację, która może wydawać się banalna i głupia, ale Damian Redmer to poważny facet - warto posłuchać!

Pozdrawiam.


Odpowiedz
Cytat
gregwolves
Dołączył: 25.12.2010

Napisane przez AdisJuve

Podrzucam Ci także ciekawą prezentację, która może wydawać się banalna i głupia, ale Damian Redmer to poważny facet - warto posłuchać!

Pozdrawiam.

Absolutnie się zgadzam z tym, że głupia szklanka wody pomaga. Ja mam też taką rutynę, że przed sesją, jak wiem, że zamierzam grindować 6-8 godzin to biorę prysznic. Pamiętaj też żeby nie nażerać się na maxa przed grą, bo to rozleniwia. Przekąski polecam - zawsze robię sobie kanapki i trzymam w lodówce. Nie polecałbym kofeiny w trakcie gry. Jako student pije b. dużo kawy, lecz nigdy podczas gry, bo zbytnio mnie pobudza. Takie założenia swojego czasu pozwoliły mi osiągnąć volume 80-90-100 sng/dzień, a jak wiesz gram non turbo jak Ty.

Może choć trochę pomogłem.

pozdro


Odpowiedz
Cytat
insanepro
Dołączył: 21.04.2011

Sesja 7h jest rzeczywiście bardzo długa. Ja osobiście mogę tyle grać na dzień czasem, ale nie w jednym ciągu. Taki temat rzeczywiście musisz ugryźć dobrze mindsetowo.
Może poczytaj coś o mobilizacji do działania itd.

Zacząłem ostatnio czytać podobną tematykę, fajne są np. tematy związane z wojskiem.
Fragment traktujący o jednym z żołnierzy GROM.

"Mjr rez. Krzysztof Wójcik, były oficer GROM-u jest pierwszym Polakiem,
który ukończył kurs rangersa armii amerykańskiej: - To było niesamowite! Na
pustyni w Teksasie nadepnąłem na grzechotnika. Ale gorsze od grzechotników są
węże nazywane „ Czarnymi Mokasynami". Spotykaliśmy je na bagnach Florydy.

Zanim zaczął się właściwy kurs, każdy przyszły rangers musiał przejść kursy
dopuszczające. Były to dwutygodniowe szkolenia: skoczka spadochronowego,
zwiadowcy i instruktora spadochronowego. Z dwudziestu egzaminowanych zdała
połowa. - W ciągu dwóch minut musiałem np. znałeźć po pięć błędów w wyposażeniu
trzech skoczków spadochronowych. Przeoczenie czegokolwiek groziło eliminacją
- mówi mjr Wójcik.
Amerykanie poczuli sympatię do „twardego Polaka", kiedy ten w ciężkich
wojskowych butach wyszedł na pierwszą poranną zaprawę: - W USA uważają
że takie buty niszczą kolana. Więc żołnierze biegają w adidasach. Kiedy przebiegłem
pięć kilometrów w moich ciężkich butach, koledzy wyraźnie okazywali mi
sympatię.

Tam człowiek jest wykańczany fizycznie, czołgany w błocie i szambie,
lżony. W Polsce za stosowanie takich metod instruktor poszedłby pod sąd.
Tam jest to normalny etap szkolenia. Kursanci są namawiani do rezygnacji z kursu.
Wystarczy założyć pagony... i można jechać do domu. Ale wtedy w teczce personalnej instruktorzy piszą, że żołnierz nie ma motywacji.
To w amerykańskiej armiioznacza koniec kariery - opowiada pierwszy polski rangers. Dlatego niektórzy
kursanci padają z wycieńczenia, ale nie poddają się. - Po wyjściu z „gułagu "
szkolenie zaczyna się od dnia „zero ". Niektórzy ostatniego dnia są zawracani na
początek. Spotkałem człowieka, który 72-dniowy kurs załiczałjuż 13,5 miesiąca
- twierdzi rangers.

Drugi etap to bagna Florydy. - Tam skręciłem nogę. Spuchnęła, więc przez
trzy tygodnie nie ściągałem buta - mówi. Kursanci non stop byli w wodzie. W smolistej
mazi jedli, załatwiali wszystkie potrzeby. Żeby nie utonąć w czasie snu,
przywiązywali się do drzew.
Mogli korzystać z pomocy medycznej, pod warunkiem, że łączny czas „chorobowego"
nie przekroczył 72 godzin. A liczy się wszystko: wizyta u dentysty,
czas na zrobienie zastrzyku. - Ukąszenie przez grzechotnika eliminuje z kursu.
Po podaniu surowicy chory musi być na 72-godzinnej obserwacji. A na pustyni
było ich bardzo dużo. Instruktorzy ostrzegali nas, żeby zawiązywać śpiwory, bo
w nocy w poszukiwaniu ciepła wpełzają do środka. Mało spaliśmy, więc to nam
nie groziło. Kiedyś nadepnąłem na węża. Było to w nocy, tylko zagrzechotał. Atakują,
gdy odetnie się im drogę ucieczki. Znacznie gorzej było na bagnach. Tam
żyły „Czarne Mokasyny", węże, które broniły swojego terenu o powierzchni 100
na 100 metrów. Atakowały pod wodą. A na wstrzyknięcie surowicy człowiek miał
tylko kwadrans - opowiada.
Z Florydy kursanci trafili na pustynię w Teksasie. - Przez trzy tygodnie uczyliśmy
się przeżycia. Najważniejsze, to umieć zdobyć wodę. Ten etap najbardziej
mi odpowiadał. W dzień temperatura dochodziła do 60 st. Celsjusza, w nocy spadała
do 10. Przy takich skokach temperatur koledzy nie mogli jeść. Zjadałem
więc wszystko, co zostało. Dzięki temu przytyłem 9 kg. Na pustyni przekonałem
się, że można spać w marszu - mówi K. Wójcik.
Kiedyś omal nie skończyło się to „gułagieirT. Kiedy idący w szeregu zatrzymali
się, major stojąc natychmiast zasnął. Podobnie jak ci, którzy stali za nim. Na
szczęście początek grupy udało się odnaleźć po śladach.
Podczas etapu górskiego zdarzyło się najwięcej wypadków. To już prawie
koniec, kursanci byli wyczerpani i głodni. - W pewnym momencie pomyślałem
sobie: .. To tylko sen. W czasie pokoju nie można tak ryzykować życiem żołnierzy".
Ludzie spadali, widziałem rannych. A myśmy maszerowali - wspomina.

17 lipca 1992 r. skończył kurs. - Ani przez moment nie myślałem, żeby zrezygnować.
W kraju skończyłem szkołę oficerską we Wrocławiu, w wojsku zawsze
zajmowałem się rozpoznaniem, wygrywałem zawody walki wręcz. Nie wyobrażałem
sobie, żeby pierwszy polski oficer mógł odpaść. Nigdy potem nie przeszedłem
czegoś równie ciężkiego - kończy major rez. Krzysztof Wójcik."

Nie chce mi się poprawiać tekstu po kopiowaniu.


Odpowiedz
Cytat
Certh Autor wątku
Certh
Dołączył: 01.07.2008

Dzieki Panowie za wszystkie wypowiedzi!

Nie zagladalem tu przez jakis czas, gdyz moj poprzedni net i tak nie pozwalal na dluzsze sesje. Ostatnio jednak sie to zmienilo i zaczalem stosowac sie do kilku Waszych rad.

Przed przystapieniem do sesji robie sobie jakies przekaski i chowam do lodowki na wypadek wystapienia glodu. Picie zawsze pod reka. Dobrze tez, jesli mam jakiegos batona w zanadrzu, gdyby nagle spadl poziom glukozy we krwi :).

Dlugosc sesji bede zwiekszal stopniowo, ale juz po kilku dniach widze efekty, w postaci wiekszego volume, ktore nie rosnie kosztem jakosci gry.

Gdybyscie mieli jeszcze jakies rady to bede wdzieczny!

edit: sa efekty, udalo sie juz rozegrac 100 sitkow jednego dnia _thumbsup:


Odpowiedz
Cytat