To i ja skrobnę parę słów.
Jak dla mnie praca nad mindsetem musiała zacząć się od pełnego uświadomienia sobie jednego fundamentalnego faktu.
Poker jest w pewnym stopniu grą losową i jeżeli istnieje choćby 1% szans, że coś się może zdarzyć, to to się może zdarzyć. I może się to zdarzyć właśnie mnie. Zarówno jako wygrywającemu szczęśliwie rozdanie, jak i pechowo przegrywającemu swojego monstera.
Czyli pierwsze - jeżeli coś się może zdarzyć, to się na pewno kiedyś zdarzy!
I drugia sprawa, związana z podejściem do tzw. 'fiszy', 'donków'...
Zdarza się, że przegrywam swoje lepsze ręce jedna za drugą. Na początku mi to podnosiło ciśnienie, choć może nie należę do osób rzucającymi 'mięsem' na lewo i prawo i ciskającymi różnymi przedmiotami po suckoutach, to jednak minimalnie miało to wpływ na późniejszą zbyt luźną grę. W sumie udało mi się to opanować w dość prosty sposób, może i banalny i nie dla kaźdego skuteczny, ale mi pomaga. Gdy rywal dobierze na river do flusha, oesd, trafi drugą parę lub tripsa na river ze swoim A2 na boardzie KJ72 i złamie mi KJ (itp itd) to po pierwsze zadaję sobie pytanie - czy chcę żeby on tak grał?.
No oczywiście, że tak. To jest najczęściej osoba dostarczająca nam ogromne ilości chipsów i budująca naszego stacka.
Więc kolejne - czy zawsze w takiej sytuacji, gdy mam lepszą rękę na flopie i turnie, będę wygranym po riverze?
No oczywiście, że nie (tutaj obowiązuje to, o czym napisałem na początku
).
Tak więc, skoro przeciwnik zagrał tak, jak byśmy chcieli żeby zagrał, najczęściej zarobimy na nim sporo żetonów, ale jest też możliwe, że czasem (20% przypadków - 40% czyli jeden do dwóch razy na pięć przypadków) on dobierze swoje outy i nas 'pokona', no i właśnie się to stało, to nie jest to nic nadzwyczajnego. Robię notkę na gracza i cieszę się jak mogę z nim się kolejny raz spotkać przy stole w turnieju.
Oczywiście ważnym dodatkowym aspektem jak dla mnie (choć prawdopodobnie jest to bardzo istotne dla każdego pokerzysty) jest to, by nigdy nie zaczynać sesji mtt, jeżeli nie jest się odpowiednio wypoczętym i zawczasu zaopatrzyć się w wodę (lub inne napoje) i coś do zjedzenia na czas całej sesji. Nie ma nic bardziej irytującego dla mnie, jak w trakcie grania robię się głodny lub spragniony, a nie mam zupełnie nic pod ręką
Jeszcze jedno dodam - bardzo ważnym elementem dla mnie, pozwalającym zrozumieć i zaakceptować, że nawet najgorsze suckouty zdarzają się nie tylko mnie, ale są normą dla każdego, nawet dla najlepszych (czyli normą w pokerze ogólnie mówiąc), jest 'podglądanie' co jakiś czas w ramach szkolenia, jak grają Ci najlepsi. Włączam sobie wtedy przeważnie tylko jeden turniej i odpalam kilka stolików znanych mi dobrych graczy mtt, oczywiście w celu, by się czegoś od nich nauczyć. Ale często wtedy mogę zobaczyć, jak dostają tak samo bolesne suckouty, jakie mi się zdarzają.
A wystarczy zobaczyć na profity takich osób, by dojść do prostego wniosku - ciągła praca nad swoją grą sprawi, jak to wcześniej pyszalek (a.k.a. Olorion
) napisał, że wygramy w końcu turniej który 'ustawi naszego rolla na zawsze'.
To tyle o tym, jakie ja mam podejście do kwestii mindsetu w mtt.
Pozdro!