Przejdź do forum
a jezeli...?
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

[Zamknięte] a jezeli...?

13 Posty
8 Użytkownicy
0 Reakcje
775 Wyświetlenia
AliAli
Dołączył: 18.01.2008

Leszku mowisz zawsze zeby dazyc do marzen i te plany i w ogole tylko tak zupelnie teoretyczie pomyslalem sobie ze co z ludzmi ktorzy swoje marzenia juz potracili? tzn cele

np jakas dziewczyna chciala zostac baletnica ale nie poszla na balet i teraz ma powiedzmy 20 lat i juz nie ma szans na zostanie baletnica...

dodatkowo powiedzmy ze chciala isc na balet ale nie poszla z przyczyn (1) losowych (2) rodzicow

jak to wplywa? jak sobie z takim czyms radzic? to tak co do planowania i wyznaczania celow...

tzn wiem ze fajnie jest powiedziec sobie ze to juz bylo i trudno ale tak moga chyba Wy, czyli trenerzy nlp czy innych takich ktorzy dyscypline maja wycwiczona magicznie

co z ludzmi ktorzy poszli na studia i wiedza ze to nie jest ich kierunek albo wiedza ze teoretycznie jest ich ale tak ich meczy albo nie widza sensu lub cos, albo co gorsza wiedza ze to nie jest ich kierunek ale nie widza innej mozliwosci?

albo nie wierza ze uda se takie planowanie na milion lat naprzod bo to dla nich za daleko? za dlugo? zbyt duze ryzyko?

skad wziac w sobie odwage itd?

btw to nie chodzi o mnie bo ja rzucilem studia w tym roku ;d a do baletu to mnie nie ciagnelo zbytnio xddd ale... :P

tzn chodzi mi ze kazdy z nas chcialby wykonywac swoj wymarzony zawod itd itp a tymczasem to co Ty propagujesz pokazuje ze sie da tylko wystarczy pracowac...

skoro kazdy marzy o jakims zawodzie a tu sie okazuje ze wystarczy zrobic plan x letni i sie go trzymac to marzenie przestaje byc marzeniem tylko staje sie realne, staje sie planem, to czasem za duzo (?)

i nie chodzi tylko o zawod tylko ogolnie o te marzenia ktore dzieki Twoim szkoleniom i postom (wielkie dzieki!) staja sie niebezpiecznie realne (by w nie uwierzyc)


12 odpowiedzi
whyucry
Dołączył: 14.05.2010

Na zyskanie odwagi i kopa motywacyjnego mam fajne ćwiczenie, które w niektórych sytuacjach mi pomaga. Wyobraź sobie siebie za 20 lat jesteś starszy wkurwiony na swoją pracę po studiach, które robiłeś z musu i ich nie lubiłeś i tą osobę coś gryzie, jest to myśl, że nie miał odwagi(jaj) żeby podjąć decyzje, a teraz jest na to za późno. A teraz wyobraź sobie siebie zadowolonego z dużą ilością kasy, twoja praca jest twoją pasją, kochasz to, widzisz człowieka spełnionego zadowolonego, który ma taki swoisty błysk w oku.

( ja używam tego jeśli mam jakieś opory przed zmienianiem swego życia)

To apropo znalezienia odwagi.


ajej87
Dołączył: 20.12.2009

Napisane przez AliAli
Leszku mowisz zawsze zeby dazyc do marzen i te plany i w ogole tylko tak zupelnie teoretyczie pomyslalem sobie ze co z ludzmi ktorzy swoje marzenia juz potracili? tzn cele

np jakas dziewczyna chciala zostac baletnica ale nie poszla na balet i teraz ma powiedzmy 20 lat i juz nie ma szans na zostanie baletnica...

dodatkowo powiedzmy ze chciala isc na balet ale nie poszla z przyczyn (1) losowych (2) rodzicow

jak to wplywa? jak sobie z takim czyms radzic? to tak co do planowania i wyznaczania celow...

tzn wiem ze fajnie jest powiedziec sobie ze to juz bylo i trudno ale tak moga chyba Wy, czyli trenerzy nlp czy innych takich ktorzy dyscypline maja wycwiczona magicznie

co z ludzmi ktorzy poszli na studia i wiedza ze to nie jest ich kierunek albo wiedza ze teoretycznie jest ich ale tak ich meczy albo nie widza sensu lub cos, albo co gorsza wiedza ze to nie jest ich kierunek ale nie widza innej mozliwosci?

albo nie wierza ze uda se takie planowanie na milion lat naprzod bo to dla nich za daleko? za dlugo? zbyt duze ryzyko?

skad wziac w sobie odwage itd?

btw to nie chodzi o mnie bo ja rzucilem studia w tym roku ;d a do baletu to mnie nie ciagnelo zbytnio xddd ale... :P

tzn chodzi mi ze kazdy z nas chcialby wykonywac swoj wymarzony zawod itd itp a tymczasem to co Ty propagujesz pokazuje ze sie da tylko wystarczy pracowac...

skoro kazdy marzy o jakims zawodzie a tu sie okazuje ze wystarczy zrobic plan x letni i sie go trzymac to marzenie przestaje byc marzeniem tylko staje sie realne, staje sie planem, to czasem za duzo (?)

i nie chodzi tylko o zawod tylko ogolnie o te marzenia ktore dzieki Twoim szkoleniom i postom (wielkie dzieki!) staja sie niebezpiecznie realne (by w nie uwierzyc)

Przede wszystkim, punkty dla takich osób za to, że:
- to zauważyli,
- zastanawiają się nad tym.

Teraz muszę się odnieść do tego, co mówi nasz trener od Mindsetu, czyli, jaki cel sobie stawiają? Czy to będzie pewna kwota pieniędzy, którą zarobią w przyszłości? Czy może wykonywany zawód? A może idące te dwie opcje w parze?

Wówczas, taka osoba, musi podjąć decyzje, co dalej robić. Czy to co osiągnęła już do tej pory, swoją pracą i dokładając ewentualnie dodatkowy wysiłek (np. dodatkowe kursy) da mu wystarczającą satysfakcję i zarobek? Czy może, ma na tyle siły, żeby zacząć zupełnie coś innego, w czym widzi większe perspektywy i jest gotów podjąć ryzyko?

To wszystko zależy od człowieka, od tego, w czym się będzie czuł spełniony oraz jak szybko (i czy w ogóle) zauważył, że potrzebne są zmiany.

Jest mnóstwo decyzji, które mają na to wpływ, począwszy od konkretnego planu dnia (a przede wszystkim jego realizacji), po wybór wcześnie odpowiedniego kierunku studiów (bądź podjęcia decyzji o pójście inną drogą), a nawet zainwestowaniu pieniędzy w odpowiedni interes.

A teraz, co najważniejsze. Jest bardzo wiele osób żyjących dniem dzisiejszym i nie dbających o swoją przyszłość. Dopiero po jakimś czasie dostrzegają, że czas na zmiany - czasem jest już za późno, by podjąć radykalne kroki. Z drugiej strony są też osoby, które zbyt przesadnie pragną osiągnąć dany cel w swoim życiu, nie patrząc później nawet na korzyści płynące z jego osiągnięcia - to coś w stylu "idea, dla idei".


informacja dla AliAli [Lol fajny wątek, sam jestem ciekawy co Ci Leszek odpiszę. Ja studiuje kierunek który wybrali mi rodzice, jestem na 3 roku i sam nie wiem czy uda mi się go skończyć :D bo to mnie w ogóle nie interesuje. Najlepsze jest to, że w weekend mnie uświadomili, że jak nie skończę magistra to mnie wydziedziczą, bo to jest obowiązek każdego człowieka ;( sick (walić system, od wakacji gram w poksa i sam się utrzymuje ;) ) ]
pozdro dla AliAli :f_thumbsup: i lechrumski'ego _thumbsup:


lechrumski
Dołączył: 21.12.2008

Witaj:)

Najpierw piszesz o ludziach którzy utracili marzenia. Zastanawiam się czy piszesz o sobie, o kimś ze swoich bliskich czy troszczysz się o cały świat:D Wiesz co rzecz w tym, że sama droga ma być kręcąca a nie tylko to co chcesz osiągnąć, wówczas będziesz szczęśliwy robiąc.

Jeśli ktoś pisze o utraconych marzeniach to powiedziałbym mu, że jest jeszcze na poziomie poszukiwania pasji w życiu a nie zrozumienia że całe życie jest jedną wielką pasją i możesz się cieszyć wszystkim co robisz. Możesz cieszyć się uprawiając sport, czytając książki, jedząc, spotykając się ze znajomymi, z dziewczyną, odpoczywając, itp. Ja wiem, że często mówię o poszukiwaniu pasji, bo jest to naturalnie kolejny etap dla ludzi którzy jej nie mają. To początek. Brak pasji => znalezienie pasji => zrozumienie że całe życie to pasja. Nie zaczynasz Holdema od NL400 :) Zatrzymałeś się na drugim etapie i pytasz się mnie co poradzić ludziom, którzy nie mogą realizować swojej pasji. Odpowiadam => nauczyli się już wiele w życiu, a teraz dostali od losu szansę wejścia na kolejny poziom i zrozumienia czegoś więcej. Tego, że życie jest pasją.

co z ludzmi ktorzy poszli na studia i wiedza ze to nie jest ich kierunek albo wiedza ze teoretycznie jest ich ale tak ich meczy albo nie widza sensu lub cos, albo co gorsza wiedza ze to nie jest ich kierunek ale nie widza innej mozliwosci? albo nie wierza ze uda se takie planowanie na milion lat naprzod bo to dla nich za daleko? za dlugo? zbyt duze ryzyko? skad wziac w sobie odwage itd?

Sam byłem na tym etapie, więc chętnie coś więcej o tym napiszę. Po pierwsze zdaję sobie sprawę, że pewnych rzeczy nie można zmienić od razu, ale myśl długoterminowo, o tym jak chcesz, żeby Twoje życie wyglądało za jakiś czas. Zmiana studiów czy rzucenie pracy w ciągu tygodnia mogą być rzeczywiście trudne, ale w ciągu 1-2 lat jak najbardziej realne.

W kwestii tego, że ktoś nie wierzy. Opisywałem gdzieś już na forum poziomy motywacji, one wyglądają mniej więcej tak:

"Ciemna strona mocy"
1) wina, wstyd
2) bezsilność, apatia
3) strach, lęk
4) gniew, agresja
5) pożądanie
6) ego
7) duma, pycha
----------------------------

"Jasna strona mocy"
1) Odwaga, gotowość
2) Neutralność (i tak będzie dobrze)
3) Dobroć
4) Radość
5) Inspiracja
6) Pasja
7) Wizja

Dokładnie przerabiałem to na treningu z motywacji. Jeśli ktoś pisze że mu się nie uda jest po ciemnej stronie mocy (poziomy motywacji mające swoje negatywne konsekwencje emocjonalne) na poziomie bezsilności. Z kolei obawy są na poziomie lęku. To wciąż bardzo niska motywacja (dokładnie masz to wyjaśnione na treningu). Zadaniem takiej osoby jest wyjście ze swojej strefy komfortu i przejście z poziomu apatii czy lęku na poziom odwagi i gotowości. Kiedy jesteś gotowy zmienić coś w swoim życiu. Zadaniem takiej osoby jest stworzenie sobie wizji siebie i swojego życia tak fascynującego i wkręcającego, która pomoże mu pokonać swoje wymówki i słabości i przejść na jasną stronę mocy na poziom odwagi i wprowadzania zmian. Tutaj nikt nie zrobi pracy za Ciebie, można Ci pomóc, zmotywować, pokazać, ale krok musisz zrobić samemu.

skoro kazdy marzy o jakims zawodzie a tu sie okazuje ze wystarczy zrobic plan x letni i sie go trzymac to marzenie przestaje byc marzeniem tylko staje sie realne, staje sie planem, to czasem za duzo (?)

Tak, dokładnie, marzenia traktuj jak plany. Najpierw jest zrozumienie czy na pewno chcesz to robić i czy będzie to w zgodzie z samym sobą( czasami ludzie realizują cele swoich rodziców bądź społeczeństwa). Potem wiara że możesz to osiągnąć i że wszystko zależy od Ciebie. I w końcu plan jak to zrobisz i marzenie staje się planem :)


Wronx93
Dołączył: 05.03.2011
AliAli Autor wątku
AliAli
Dołączył: 18.01.2008

dobrze leszku a czy kazdy czlowiek jest w stanie znalezc i zaplanowac sobie taka droge ktora nie dosc ze jest wyslana rozami a do tego jeszcze prowadzi do raju? w kazdej sytuacji zyciowej? w kazdej osobowosci itd itp?

z ta pasja to wlasnie o to o co mi chodzilo zebys mi napisal, bo mowienie ze mamy czuc sie ze soba dobrze itd itp to bardzo fajnie ale trudno jest cos wziac nie wiedzac dlaczego.. tzn moze inaczej, bierzesz to bo wiesz ze jest dobrze jak jest dobrze ale dalej czujesz ze jest dobrze tylko dlatego ze sobie wmowiles ze powinienes czuc sie dobrze a nie jest to spontaniczne poczucie sie dobrze ;ddd

tematy ktore poruszasz sa bardzo ciezkie i trudno je przyjac nie znajac jakiejs wiekszej filozofii ktora jest za tym

z tego co piszesz wynika ze nasze zycie jest pasja wiec powinnismy sie z tego cieszyc --> to jest powod dlaczego powinnismy czuc sie z tym dobrze (uzupelniam mysl dot czucia sie dobrze), ale mozna uslyszec cos wiecej?

ogladalem Twoj trening o poziomach motywacji tych dobrych i zlych, jasnych i ciemnych stronach mocy i to przed zalozeniem tematu, ale tak jak wczesniej pisalem trudno przyjac do siebie tak duzo rzeczy nie znajac filozofii na czym to sie opiera

problemem ogolnie jest to ze jezeli ktos zyje marzeniami (chyba ja troche ;d) a tutaj mowisz mi marzenia sa ale ogladniesz 3 filmiki, zrobisz plan na 8 lat i bedziesz kim chcesz to... dosc trudno to przyjac

a tak przy okazji:

Spoiler

mam po prostu wrazenie ze gdyby nie to ze gram sobie w pokerka na ps.com (yeeee) to ciezko byloby tak wszystko planowac... a raczej te plany bylyby dosc zmudne, ciezkie, nudne, trudne, meczace, wymagajace wielu wyrzeczen itd itp

zmierzam do tego ze (byc moze nieswiadomie) lobbujesz granie w pokera :D

malo ktory uzytkownik ps.com wie co chce robic w zyciu, zeby sie dowiedziec zazwyczaj potrzeba czasu, pieniedzy i niezaleznosci (zarobie x tysiecy na poksie, zwiedze troche swiata, rozwine swoja osobowosc, bede sie utrzymywac sam, starzy mi naskocza, wtedy znajde cel w zyciu, zrobie plan i bede szczesliwy)

a i jeszcze dodam ze aktualnie jestes najwiekszym atutem pokerstrategy! :D

i to widac chocby po wypowiedziach ludzi czy innych blogowiczach


lechrumski
Dołączył: 21.12.2008

AliAli,

dobrze leszku a czy kazdy czlowiek jest w stanie znalezc i zaplanowac sobie taka droge ktora nie dosc ze jest wyslana rozami a do tego jeszcze prowadzi do raju? w kazdej sytuacji zyciowej? w kazdej osobowosci itd itp?

Nie znam każdego człowieka i nie mogę odpowiadać za każdego człowieka na świecie. Powtarzasz to pytanie kilka razy, sprawdź u siebie czy to nie jest rodzaj wymówki na zasadzie "jeśli on mi powie że istnieją osoby u których się nie da, to ja wtedy będę miał świetne usprawiedliwienie". Po prostu sprawdź, po takie pytanie ma swoje źródło w Twoich przekonaniach.

tematy ktore poruszasz sa bardzo ciezkie i trudno je przyjac nie znajac jakiejs wiekszej filozofii ktora jest za tym

Wiesz co, staram się jak mogę robić poszczególne tematy stopniowo. Czasami (jak np. ten temat o motywacji) zastanawiam się czy nie robię zbyt zaawansowanego materiału, ale wydawało mi się, że odpowie to na sporo pytań odnośnie motywacji które od jakiegoś czasu pojawiały się na forum. Jeśli chciałbyś wyjaśnić coś konkretnego to daj znać, postaram się to zrobić:)

z tego co piszesz wynika ze nasze zycie jest pasja wiec powinnismy sie z tego cieszyc --> to jest powod dlaczego powinnismy czuc sie z tym dobrze (uzupelniam mysl dot czucia sie dobrze), ale mozna uslyszec cos wiecej?

Nie musisz mieć żadnego powodu i właśnie o to chodzi. Jesteśmy uczeni że musimy mieć powód żeby czuć się dobrze bo to napędza biznes i gospodarkę.
Czujesz się źle => kup sobie nowe dżinsy
Jesteś zestresowany => jedź do SPA się zrelaksować
Nie masz co zrobić z czasem => obejrzyj telewizję
Chcesz się dowartościowany => kup sobie nowy samochód
Chcesz poczuć się bezpiecznie=> kup sobie ubezpieczenie

Wiele osób buduje dzisiaj domki z kart. Mówiliśmy o tym na treningu z Yacem i jest to tak ważny temat, że na pewno zrobię o tym oddzielny trening. Jakby niektórym zabrać samochód do którego mają poczucie własnej wartości to czuliby się jak ...

Właśnie o to chodzi żeby nie budować sobie świata warunkowego na zasadzie muszę sobie coś kupić żeby czuć się dobrze. To nie jest radość, ale chwilowy uzależniający Cię entuzjazm, który powoduje, że stajesz się idealnym klientem, który wciąż kupuje więcej i więcej. Czucie się dobrze nie wymaga wysiłku i jest naturalną konsekwencją pracy nad sobą i pozbycia się lęków, stresów itp. Po prostu, czuj się dobrze i nie miej na to żadnego powodu.

ogladalem Twoj trening o poziomach motywacji tych dobrych i zlych, jasnych i ciemnych stronach mocy i to przed zalozeniem tematu, ale tak jak wczesniej pisalem trudno przyjac do siebie tak duzo rzeczy nie znajac filozofii na czym to sie opiera problemem ogolnie jest to ze jezeli ktos zyje marzeniami (chyba ja troche ;d) a tutaj mowisz mi marzenia sa ale ogladniesz 3 filmiki, zrobisz plan na 8 lat i bedziesz kim chcesz to... dosc trudno to przyjac

Myślę, że to może wynikać z jednej z 3 rzeczy => sprawdź sam:
-nie masz jeszcze doświadczenia i na razie rozważasz rzeczy ale ich nie próbujesz. Oceniasz to o czym piszę z perspektywy swoich obecnych strategii i przekonań

-bardziej trafiają do Ciebie ludzie, których możesz oglądać i w kwestiach mindsetowych bardziej przemówiłby do Ciebie np trening live

-są to wymówki trzymające Cię w Twojej strefie komfortu i broniące Cię przed zmianą swojego światopoglądu

Sprawdź sam, może to Ci pomoże:)

zmierzam do tego ze (byc moze nieswiadomie) lobbujesz granie w pokera

Zakładam, że ludzie grający zawodowo bądź pół-zawodowo w pokera, chodzący na treningi itp co najmniej lubią tą grę, więc rzeczywiście takie ukryte założenie może się gdzieś pojawiać, ale nie do końca o to mi chodzi. Zależy mi na tym, żebyś był bardziej szczęśliwym i przede wszystkim świadomym człowiekiem. Świadomość jest tutaj moim zdaniem kluczem, nawet jeśli ktoś miałby dzięki moim treningom stwierdzić, że nie chce grać w pokera, ale np. grać na pianinie i będzie się w tym spełniać, to dla mnie jego radość i satysfakcja będzie największą nagrodą.

Oczywiście to co robię, staram się robić głównie w kontekście pokerowym, bo to jest podstawowy cel mojej pracy.

Pozdr i dzięki za pozytywne opinie:)


AliAli Autor wątku
AliAli
Dołączył: 18.01.2008

nie mozesz odpowiadac za kazdego czlowieka ale mozesz odpowiadac za uniwersalnosc Twoich rad :) z ta wymowka masz prawdpodobnie czesciowo racje ale chcialem tez tym sprawdzic trop ze dajesz nam przepis ktory jest mozliwy dlatego ze gramy w poksa lub mozemy grac w poksa ale o tym juz pisalem

o motywacji skrobne cos jeszcze, czeka mnie troche podrozy pociagami to bede mial czas zeby to ladnie ulozyc :)

do pojscia w slepy konsumpcjonizm mi daleko, a po prostu nie przekonuja mnie argumenty zeby czuc sie dobrze bo tak

jest na pewno duzo rozwiazan jak czuc sie dobrze i dlaczego

to ze kupowanie rzeczy ktore sa dla nas niepotrzebne za pieniadze ktorych nie posiadamy jest rozwiazaniem zlym to wiem, ale to nie jest powod dla ktorego powinnismy wybrac to 1 rozwiazanie nie myslac o innych

na razie popracuje ze swoimi przekonaniami i jak cos to bede Ciebie jeszcze meczyc w tym watku :)


lechrumski
Dołączył: 21.12.2008

Ok to czekam na Twoje dalsze rozkminy w tym temacie;)


poquitoapoco
Dołączył: 01.05.2011

AliAli poruszył fajny temat dla mnie, tzn. co z osobami, które utraciły marzenia...

To chyba ja - od podstawówki jarałem się ping-pongiem, pamiętam jak zostawaliśmy z kumplem po 2h po lekcjach do 16:00, żeby pograć. Pewnie siedzielibyśmy dłużej ale szkołę zamykali. Kumpel dobry był. Za dobry xD Zawsze dostawałem po dupie, dzięki temu na pewno dużo się nauczyłem, ale co najważniejsze gra sprawiała mi radość, właśnie mimo porażki. Porażek, wielu porażek :D

Na wsi mieszkam, u nas o czymś takim jak klub w nogę mało kto słyszał, a co dopiero o tenisie stołowym. Co najwyżej były konkurencje typu kto wyrwał najwięcej sztachet sąsiadom jak wracał najebany.

I tak się to granie ciągnęło - amatorsko. Zajawka trwała do liceum, tam też ping-pong. Na autobus się nie czekało na dworcu w pizgawicy tylko 'paniii, można paletki?' i jazda, chociaż 20minut. W końcu, poszliśmy do klubu - 'eee... ale wy gdzieś graliście wcześniej profesjonalnie? Eeee...? Bo jak chcecie zacząć to... ten... no sorry - za późno'.

Teraz już nie mam czasu, żeby grać nawet 4fun. Realizuję nowe cele, które mam nadzieję, że staną się moją pasją zbliżoną do tej pasji do tenisa stołowego... Ale ciągle żałuję tego, że w któryś dzień w podstawówce, który cały spędziłem bezproduktywnie przed kompem (a takich dni było hmm... milijon?) nie zmobilizowałem się -> autobus -> 'plose pana? mosna do klubu sie sapisac? paletke nawet mam, o tako sa 15 slotych kupilem'.

Wyciągnąłem wnioski, przede wszystkim nie marnuję czasu przed kompem, przymierzam się do własnego biznesu, bo od małego chciałem robić hajs na swoim. Idę własną drogą. W dupie będę miał to, że innym się nie spodoba, bo się wyłamuję ponad stereotypy...

Dobra tak teraz patrze, na to co napisałem i w sumie nie mam pytań. Jeżeli ktoś zechce to komentarz mile widziany. AliAli thx za założenie tematu xD Mogłem opowiedzieć moją historię życia hahaha xD Pozdro.


eatmyroll
Dołączył: 05.02.2010

Wracajac do tematu utraconych pasji. Piszesz, ze jest to etap posredni, polegajacy na poszukiwaniu pasji i oddaniu sie jej, przez co osiagamy szczescie.

Przytocze beznajdziejny (swoj :D) przypadek. Ok kilku lat przebywam za granica, skupiam sie na kumulacji kapitalu, zabezpieczaniu swojej i nie tylko przyszlosci, innymi slowami stalem sie jedna z ofiar komercjalizmu. Ale dosc nietypowa. Nie sprawia mi radosci zakup jakiegos drogiego gadzetu, "zabawki" dla siebie, ale z drugiej strony cieszy mnie, gdy np moge sobie pozwolic na "dopieszczanie" takimi prazencikami osob mi najblizszych.
Nie sprawia mi radosci praca, alternatywa mial byc poker, ale jest jak jest i moge grac tylko semiprofesjonalnie. Ale... Nawet, gdybym mogl rzucic prace, to tak naprawde sama gra w pokera nie sprawia mi az tyle frajdy, by wiazac sie z pokerem na x lat (zreszta sytuacja jest tak niepewna, ze trzeba miec wiele alternnatywnych wyjsc). Nie mam pomyslu na prace, ktora mogla by mi dac szczescie.

Mimo to planuje i mniej wiecej mam obraz siebie i swojej sytuacji za kilka lat. Najprawdopodobniej skoncze jako wlasciciel kilku lokali i bede zyl z wynajmu + byc moze otworze jakis maly biznesik czy tez, jezeli bedzie to nadal mozliwe, bede dorabial, jak teraz, pokerem.

I to nie jest dla mnie mega szczesliwa opcja, ale ma inne zalety. Stabilizacje i bezpieczenstwo. Ktore z tych wartosci sa wazniejsze?

Zmierzajac do sedna, jak znalezc ta pasje, gdy wykonywanie zalozen, gwarantujacych bezpieczenstwo (praca + poker) zajmuje mi wiekszosc czasu? A nawet gdyby udalo sie taka pasje znalezc, jak przekonac sie do zaryzykowania diametralnej zmiany, ktora moze wywrocic nasze zycie do gory nogami. Czy to ewentualne szczescie jest warte tego ryzyka?

I druga kwestia, cieszenie sie sama droga.
U mnie, w przypadku pokera, wyglada to mniej wiecej tak, ze sama gra przestala mi sprawiac radosc. Gram, bo wiem ze dzieki temu mam wiecej pieniedzy. Ale mam w sobie na tyle samodyscypliny, ze nawet "meczac" sie przy pokerze traktuje go jak prace i siedze te x godzin dziennie by wyrobic norme. Teraz mialem dluzsza przerwe spowodowana wyjazdem i porzucilem stoliki na dluzszy okres. Oprocz tego wyniknelo zamieszanie z czarnym piatkiem i gierki o interesujacych mnie porach umarly. Chyba podswiadomie nawet zaczalem sie cieszyc z tego powodu, bo nie musialem grac.
Po pewnym czasie zaczalem sie uczyc nowej odmiany i gra znowu zaczela sprawiac mi przyjemnosc. Niestety na krotko. Teraz probuje taktyki "przymuszania sie poprzez nowosci", kupilem nowe biurko, dwa monitory i czekam na nowy komputer, a to wszystko tylko po to, by cos sie zmienilo, by miec nadzieje, ze nowe warunki przywroca radosc z gry.

I faktycznie o o wiele przyjemniej mi sie teraz grinduje, ale wiem, ze podziala to przez kilka dni, a potem wroci znuzenie i monotonia.

Jak sobie z tym poradzic? Czy mozliwe jest, by wyeliminowac efekt wypalenia, bo prawde mowiac juz tak bardzo tkwie w pokerze i obecnej pracy, ze nie wyobrazam sobie bym mogl robic cokolwiek innego. Zreszta nawet nie mam ani sily ani ochoty na ryzyko zmian, bo chyba juz za duzo razy w zyciu wiele ryzykowalem i doszedlem do etapu, gdy zadowala mnie to co mam, czyli zludne bezpieczenstwo.


lechrumski
Dołączył: 21.12.2008

innymi slowami stalem sie jedna z ofiar komercjalizmu

Ofiarą? Jesteś pewien, że chcesz przez kilka następnych lat żyć w tożsamości ofiary? Jak Ty jesteś ofiarą to gdzie jest odpowiedzialność? Kto pozwolił samemu sobie na stanie się ofiarą.

Nie mam pomyslu na prace, ktora mogla by mi dac szczescie.

I żadna Ci nie da, bo szczęście nie jest uzależnione zewnętrznie od pracy ale wewnętrznie od Ciebie - Twoich przekonań, podejścia do życia itp.

Mimo to planuje i mniej wiecej mam obraz siebie i swojej sytuacji za kilka lat. Najprawdopodobniej skoncze jako wlasciciel kilku lokali i bede zyl z wynajmu + byc moze otworze jakis maly biznesik czy tez, jezeli bedzie to nadal mozliwe, bede dorabial, jak teraz, pokerem.

Ciągle szukasz na zewnątrz. Niektórzy spędzają tak całe życie. Spokój, radość czy szczęście odnajdziesz w sobie a nie w biznesiku. Biznesik to rewelacyjna sprawa ale nie da Ci tego czego szukasz.

I to nie jest dla mnie mega szczesliwa opcja, ale ma inne zalety. Stabilizacje i bezpieczenstwo. Ktore z tych wartosci sa wazniejsze?

To pytanie do Ciebie. Są osoby dla których bezpieczeństwo w ogóle nie jest ważne. To Ty sam ustalasz swoją hierarchię wartości.

Zmierzajac do sedna, jak znalezc ta pasje, gdy wykonywanie zalozen, gwarantujacych bezpieczenstwo (praca + poker) zajmuje mi wiekszosc czasu? A nawet gdyby udalo sie taka pasje znalezc, jak przekonac sie do zaryzykowania diametralnej zmiany, ktora moze wywrocic nasze zycie do gory nogami. Czy to ewentualne szczescie jest warte tego ryzyka?

Trzeba przejść z poziomu motywowania się za pomocą strachu i pożądania na poziom odwagi, radości i pasji. Jeśli piszesz o ryzyku, to dla mnie oczywistym jest, że podstawową motywacją która trzyma Cię przy pracy jest strach. Jeśli znajdziesz pasję, albo zrozumiesz, że wszystko jest pasją to musisz zrozumieć jakie powody sprawiają że chcesz pracować a jakie, że wykonywać swoją pasję. To jest moment gdzie musisz przełamać swoją strefę komfortu, ograniczenia, lęki (nie jest to łatwe, sam przez to przechodziłem) i zdecydować się podążać drogą pasji i odwagi do podejmowania nowych wyzwań. Na tym etapie wiele osób odpada i ja to rozumiem, dlatego uczulam Cię, że właśnie tam będziesz potrzebował najwięcej siły mentalnej.

I druga kwestia, cieszenie sie sama droga. U mnie, w przypadku pokera, wyglada to mniej wiecej tak, ze sama gra przestala mi sprawiac radosc. Gram, bo wiem ze dzieki temu mam wiecej pieniedzy. Ale mam w sobie na tyle samodyscypliny, ze nawet "meczac" sie przy pokerze traktuje go jak prace i siedze te x godzin dziennie by wyrobic norme. Teraz mialem dluzsza przerwe spowodowana wyjazdem i porzucilem stoliki na dluzszy okres. Oprocz tego wyniknelo zamieszanie z czarnym piatkiem i gierki o interesujacych mnie porach umarly. Chyba podswiadomie nawet zaczalem sie cieszyc z tego powodu, bo nie musialem grac. Po pewnym czasie zaczalem sie uczyc nowej odmiany i gra znowu zaczela sprawiac mi przyjemnosc. Niestety na krotko. Teraz probuje taktyki "przymuszania sie poprzez nowosci", kupilem nowe biurko, dwa monitory i czekam na nowy komputer, a to wszystko tylko po to, by cos sie zmienilo, by miec nadzieje, ze nowe warunki przywroca radosc z gry.

Znowu szukasz na zewnątrz. Używasz tej strategii wszędzie. Zmienisz, komputer, wyjedziesz na wakacje, kupisz sobie nowe monitory, przemalujesz pokój, ale wciąż nie o to chodzi. Nie chodzi tutaj o kupienie sobie nowego monitora - może bardziej odzyskasz jakąś świeżość albo coś w tym stylu, ale pasji nie czerpiesz z monitora. Pasji szukasz wewnątrz, próbując zrozumieć, że wszystko co robisz może być pasją.

Jak sobie z tym poradzic? Czy mozliwe jest, by wyeliminowac efekt wypalenia, bo prawde mowiac juz tak bardzo tkwie w pokerze i obecnej pracy, ze nie wyobrazam sobie bym mogl robic cokolwiek innego. Zreszta nawet nie mam ani sily ani ochoty na ryzyko zmian, bo chyba juz za duzo razy w zyciu wiele ryzykowalem i doszedlem do etapu, gdy zadowala mnie to co mam, czyli zludne bezpieczenstwo.

To wszystko o czym pisze wymaga zrozumienie bardziej emocjonalnego niż logicznego. Znalezienie pasji to nie dział oceny rąk - gdzie dostajesz gotową odpowiedź i możesz policzyć sobie jakie miałeś oddsy. Pasji nie odnajdujesz umysłem, ale sercem. To kwestia również rozwijania swojej świadomości - przede wszystkim świadmości swoich myśli poprzez kwestionowanie powodów dla których coś robisz, np zauważasz że robisz coś ze wzgledu na strach albo to ze czujesz sie od kogos lepszy i zaczynasz to kwestionowac. Zaczynasz kwestionowac ze jestes lepszy, bo nie jestes ani lepszy ani gorszy ( to tylko przyklad oczywiscie), zaczynasz kwestionowac lek, bo lęk zawsze wynika z iluzji tego co moze sie stac itd. Dochodzisz do momentu kiedy stajesz się świadomy powodów dla których robisz określone rzeczy i wówczas będziesz w stanie zdecydowanie bardziej świadomie podjąć decyzję co do swojej przyszłości.

Pozdr