Przejdź do forum
Piszemy historię vo...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

[Zamknięte] Piszemy historię volume I

121 Posty
33 Użytkownicy
0 Reakcje
11.2 K Wyświetlenia
przemek20011
Dołączył: 27.03.2008
PokerStrategist

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"...


mazaq
Dołączył: 04.02.2007
PokerStrategist

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi :


Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:

"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.

- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.

Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.

McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką:


Kaczmarol
Dołączył: 24.09.2009
BlackMember

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91


babel92
Dołączył: 23.07.2009
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia:


AceBestini
Dołączył: 09.11.2008
PokerStrategist

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku.


babel92
Dołączył: 23.07.2009
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Interesował się piłką nożną, a jak wiemy w Azerbejdżanie są bardzo dobre kluby piłkarskie.


Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Interesował się piłką nożną, a jak wiemy w Azerbejdżanie są bardzo dobre kluby piłkarskie. . Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulankom i igraszkom z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia...


AceBestini
Dołączył: 09.11.2008
PokerStrategist

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o


babel92
Dołączył: 23.07.2009
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć!


Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko...


AceBestini
Dołączył: 09.11.2008
PokerStrategist

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który...


babel92
Dołączył: 23.07.2009
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie.


Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:

"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.

- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.

Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.

McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie. Za każdym razem gdy kogoś zabił, Blacha myślał o swoim jedynym bracie, a zarazem największym wrogu, panie McDonaldzie. Myślał o dniu, w którym McDonald


Thorek
Dołączył: 26.12.2007
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie. Za każdym razem gdy kogoś zabił, Blacha myślał o swoim jedynym bracie, a zarazem największym wrogu, panie McDonaldzie. Myślał o dniu, w którym McDonald dał mu hamburgera z przeterminowanym ogórkiem


babel92
Dołączył: 23.07.2009
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie. Za każdym razem gdy kogoś zabił, Blacha myślał o swoim jedynym bracie, a zarazem największym wrogu, panie McDonaldzie. Myślał o dniu, w którym McDonald dał mu hamburgera z przeterminowanym ogórkiem i Blacha musiał skapitulować oddając soczystego pawia w swojej wypucowanej na błysk "Ślicznotce".


Mooris
Dołączył: 04.11.2007
PokerStrategist

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie. Za każdym razem gdy kogoś zabił, Blacha myślał o swoim jedynym bracie, a zarazem największym wrogu, panie McDonaldzie. Myślał o dniu, w którym McDonald dał mu hamburgera z przeterminowanym ogórkiem i Blacha musiał skapitulować oddając soczystego pawia w swojej wypucowanej na błysk "Ślicznotce". Kiedy oddawał pawia myślał również o ...


Thorek
Dołączył: 26.12.2007
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie. Za każdym razem gdy kogoś zabił, Blacha myślał o swoim jedynym bracie, a zarazem największym wrogu, panie McDonaldzie. Myślał o dniu, w którym McDonald dał mu hamburgera z przeterminowanym ogórkiem i Blacha musiał skapitulować oddając soczystego pawia w swojej wypucowanej na błysk "Ślicznotce". Kiedy oddawał pawia myślał również o komisarzu rybie, który jest jak


Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:

"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.

- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.

Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.

McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie. Za każdym razem gdy kogoś zabił, Blacha myślał o swoim jedynym bracie, a zarazem największym wrogu, panie McDonaldzie. Myślał o dniu, w którym McDonald dał mu hamburgera z przeterminowanym ogórkiem i Blacha musiał skapitulować oddając soczystego pawia w swojej wypucowanej na błysk "Ślicznotce". Kiedy oddawał pawia myślał również o komisarzu rybie, który jest jak za długo ciągnąca się opowieść. Nagle na niebie pojawiło się coś przerażającego, co szybko zbliżało się do Ziemi. Był to


Thorek
Dołączył: 26.12.2007
Oldschool Grinder

Pan McDonald farmę miał ija ija oł, gdy nagle pewnego dnia przyszedł do niego US i poprosił o dobrze wypieczonego schabowego , jednocześnie zastrzegając, że jeśli nie będzie wypieczony, to jego papiery zabiorą ministranci.Ksiądz był wtedy na pogrzebie. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że ksiądz niespecjalnie przepadał za pogrzebami, gdyż jego dzieci mało jadły, zęby gruby klecha miał na mercedesa. Merdecesy mają to do siebie, że są piękne oraz drogie. Często też znikają z parkingu zachrysti, tak też stało się dzisiaj. Ksiądz nie myśląc długo udał się do siedziby mafijnego bosa, Pana McDonalda, który właśnie smażył schabowe dla US. Z jednej strony niedopieczone wyglądały jak wiosenna sałata podczas procesu fermentacji. A że wujek Fredek lubił wino z kapusty, którym raczył się przy konsumowaniu niedopieczonego schabowego, często powtarzał:
"O ku**a, jak ja lubię wino z kapusty!". Mówiąc te słowa podniósł lewą rękę do góry. Prawą stracił kilka lat temu w Afganistanie, po pijaku żonglując odbezpieczonymi granatami.
- ahh, co to były za czasy - westchnął i zahaczył ręką o wystający z sufitu, iskrzący się kabel. Nie trzeba było długo czekać na reakcję. Jeden z urzędników odłożył sztućce i wyciągnął notes, będzie mandacik, stwierdził sucho. A jednocześnie jego przekrwione od codziennego chlania oczy,zaświeciły się widząc kuso ubraną blondyneczkę nachylającą się nad rozgrzanym olejem z frytek. Niestety po dłuższej chwili okazało się, iż jest to Pan Mietek, pracownik pobliskiego skupu metali kolorowych, który właśnie jak co drugi dzień dorabiał po godzinach przebrany w fatałaszki swojej sąsiadki. Sąsiadka zostawiała mu czasami klucze do swojego mieszkania, żeby podlewał kwiatki pod jej nieobecność, tym razem jednak było inaczej. Nie podlał kwiatka ,tylko zlał w dupę sąsiadkę, dla której analne igraszki były chlebem powszednim.Mimo wszystko to była dobra kobieta. Na imię jej było Jan Maria. Pan Mietek pomyślał w duchu dobrze, że to nie Nelly, bo to czarnoskóry raper z ameryki, który za takie podchody odwzajemniłby się czymś o wiele dłuższym i grubszym.
Tymczasem Pan Macdonald miał problem - nieopatrznie przypalił ostatnią partię schabików. No to się wpakowałem po uszy, ten gruby dzieciorób w życiu nie daruje mi takiej zniewagi - pomyślał. Nie mając pomysłu co zrobić udał się do swojej żony - Hany Montany po radę jak się ubrać na paradę. Nie było jej jednak w domu, szyba w oknie była wybita od zewnątrz, a na stole w kuchni leżała kartka z wymownie nabazgranym "mamy Hanę - US". Nie zastanawiając się długo Pan McDonald wyciągnął z szafki swoją dwururkę i pobiegł w kierunku Szczecina. W czasie drogi spotkał wojennego kompana z Wietnamu - trzykilowego suma, którego złowił w jednej z wietnamskich rzek. Sum chciał mu powiedzieć, że Szczecin to zły kierunek i pokazać właściwy, ale ponieważ nie potrafił mówić, ani nie miał ręki, której mógłby użyć, wyciągnął tylko z kieszeni paczkę chesterfieldów i odplynal do wisly, gdzie czekal na niego jego najlepszy przyjaciel bóbr o imieniu Palikot. Imię to wzięło się stąd, iż ów bóbr codziennie palił koty w celu... W zasadzie nie było w tym celu, ponieważ palenie kotów było hobbym bobra, który tak na prawdę siedział i zawijał w te sreberka ze swoimi przyjaciółmi na Giblartarze, swoją drogą kręcili niezły biznes, a mieli oni na imię: Krzysztof i Krawczyk oraz Michael "Fuc*in'" Bolton.
McDonaldowi całe życie stanęło przed momentalnie oczami , Takie gówno tylko w snach , a jednak nie jestem Sam- pomyśłał. I wypalił: "Co tu jest ?" Cholera o co chodzi z tymi gównami? Ja też chcę zyć Wtedy poczuł mocne uderzenie w tył głowy. odwrócił sie i zobaczył że to jest gruby elvis, spytal go czy wie gdzie jest las vegas. Po czym Elvis zrobił się zielony i odleciał na wyspy bergamuty.Wtem MC Donald odkroił sobie kawałek słoniny (ze słonia), i pomyślał dziwne... smakuję jak gówno, ale skąd gówno w dupie słonia? Napełniwszy kubeczek kałem, udał się w drogę powrotną do swojej żony. Po przejściu kilkudziesięciu kilometrów, jego oczom ukazał się widok tak piękny, że aż wypuścił z ręki obsrany kubeczek, zapomniał też o swojej żonie i nieprzerwanie gapił się na... nie owijamy w bawełnę, gapił się na piękne kształtne cycki, które wyglądały jak dojrzałe dynie. Za 10 lat to będą 2 banany pomyślał, po czym wsadził swą pomarszczoną dłoń w spodnie, w poszukiwaniu czegoś co, mógłby przysiąc, jeszcze nie dawno tam było. Szukał okrągłej monety i nagle go olśniło: "Nie mam ich, ale bowiem ostatnie 5 złoty wydałem w pobliskim barze na kakało". Generalnie Pan McDonald lubił kakało, ponieważ nazwa kojarzyła mu się z dupą, do której to zawsze miał wielką słabość. Swoją drogą ciekawa historia z tymi dupami: gdy był w wieku przedszkolnym jego babcia lubiła przechadzać się nago po mieszkaniu, z kolei dziadek był fishem i sprawdzał alliny babci z 72o. Gdy babcia złapała bad beata tłuka dziadkiem wałkiem do głowy, który był gumowy. Ciekawa historia wiąże się z jego pochodzeniem - owy gumowy wałek,został przemycony w Trabancie z Turkmenistanu, który jak wiadomo jest potentatem na rynku gumowych wałków, ale wiedzą o tym tylko grubi gracze na rynku nieruchomości. W takim razie skąd on u babci? Zacznij może od tego, że owszem był on gumowy, jednakże po dokładnych oględzinach, ów przedmiot wcale nie przypominał wałka, ale coś co w zwapnionych rękach babci wyglądało wręcz zaskakująco. Była to najnowszej generacji bomba gumowo-wodorowa, z małym elektronicznym wyświetlaczem, który jak zauważyła babcia odliczał czas wstecz. Babcia pomyślała, że skoro licznik się cofa, to jej ubywa lat i zaczęła przyglądać się upływającym kolejnym latom jej życia, aż w końcu się zestarzała, gdyż nie była to prawda. "Co za bad beat" pomyślała jednocześnie, "Jak ten debil mógł mnie sprawdzać z 72o i złapać runner runner bottom pair, która zdominowała moje 9-high?". W tej sytuacji postanowiła walnąć owego dziadka owym gumowo-wodorowym bombo-wałkiem. No ale do rzeczy owe kształtne cyce, na które tak ostentacyjnie gapił się pan McDonald znajdowały się, jakże mogło być inaczej, na bilboardzie po drugiej stronie ulicy. Pan McDonald siarczyście charknął, po czym ruszył na pomoc swojej małżonce. W pierwszej kolejności udał się do wróżki z TVNu, która szybko przewidziała, że jego żona jest przetrzymywana w siedzibie głównej US, najlepiej strzeżonym miejscu na świecie...zaraz po willi pod Toruniem pana R. czy prywatnym domu Billa Gaya strzezonego przez sondy NASA i zmutowane chomiki. Pan McDonald postanowił zwrócić się o pomoc do Ojca Rydzyka, który zgromadził potężniejszą armię, aniżeli jego brat bliźniak, który zmarł stratowany przez stado antylop w scenie z Króla Lwa. Film ten jest nieoficjalną reklamą Radia M. ale nie każdy leveluje na tym poziomie, aby to zrozumieć. Kontynuując historię pan McDonald wpadł do siedziby US krzycząc "dla kogo teraz miauczysz?"- jednocześnie spoglądając na cycatą sekretarkę, która bardzo lubiła "na hiszpana". Hmmm co do hiszpanii to pan Mc Donaldowi przypomniał się wypad do Giblartaru-"mekki lubiących zabawy analne pokerowych graczy"... Tymczasem pod Radomiem, w czasie corocznych rorat, ksiądz powiedział Januszowi : "bój się Boga Janusz, co ty robisz na roratach pod Radomiem?". Na co Janusz odpowiedział zagadką: Robię to co Ty robiłeś w '91! Księdzu w mig przeleciało przed oczami całe życie i przypomniała mu się jakże mroczna historia z jego życia: pracował w owym czasie w fabryce tarcia chrzanu w Baku. Tak, to było za dnia. Natomiast wieczorami oddawał się hulanką i igraszką z nieletnimi przystojnymi ministrantami. Gdy tylko przypomniały mu się tamte wydarzenia przypomniał sobie, że w rzeczywistości nie jest księdzem, tylko lubi się bawić w obleśnika w sutannie, natomiast w tarciu chrzanu zawsze był dożynkowym mistrzem. W jednej chwili podjął decyzję o zadzwonieniu do chłopców z Pruszkowa: Blacha? Janusz musi zginąć! Blacha nie był jednak do tego przekonany, zabić jednego ze Stadionowych Januszy to gorsze niż zadrzeć z mafią Liechsteinu, dlatego postanowił, że tylko wypucuje mu na parkingu lampy jak Rumun, który został zabity. Tak więc suma trupów się zgadzała i Blacha miał czyste sumienie. Za każdym razem gdy kogoś zabił, Blacha myślał o swoim jedynym bracie, a zarazem największym wrogu, panie McDonaldzie. Myślał o dniu, w którym McDonald dał mu hamburgera z przeterminowanym ogórkiem i Blacha musiał skapitulować oddając soczystego pawia w swojej wypucowanej na błysk "Ślicznotce". Kiedy oddawał pawia myślał również o komisarzu rybie, który jest jak za długo ciągnąca się opowieść. Nagle na niebie pojawiło się coś przerażającego, co szybko zbliżało się do Ziemi. Był to to jak można się spodziewać wielki meteor. Pojawił się co prawda Super Es, który oznajmił wszystkim, że smsy w 36.6 są za darmo, niemniej jednak nie był on w stanie zapobiec zagładzie. W jednym momencie McDonald zginął, a razem z nim cała ludzkość.

Koniec.