pansilverjo,
wchodzisz na tę stronę - https://www.pokertracker.com/custom/stats i wpisujesz "My Currency Net Won + RakeBack"
pansilverjo,
wchodzisz na tę stronę - https://www.pokertracker.com/custom/stats i wpisujesz "My Currency Net Won + RakeBack"
No to wlatuję z planem na wrzesień
Pokerowo
Spiny - 2000+
Nauka - 20h
Ręce do analizy - min. 20
Sportowo
Siłownia - 10x
Sport (basen/squash) - 4x
Tabata - 4x
Do tego jakaś dietę typu MŻ
Zacznę od podstawowej na zasadzie nie przekraczania określonej liczby kalorii, 2300kcal z podziałem makro 40/30/30% (węgle/białko/tłuszcz)
Do osób co ogarniają temat, czy zmiana makro w dzień nie treningowy na 20/40/40 jest korzystna i ma sens?
Zobaczymy co z tego wyjdzie i jak będzie waga się zmieniała, zaczynam od 86kg, kolejny mój rekord na blogu:coolface:
Do końca roku liczę na 80kg i bez oponowego balastu a z jakimś zarysem mięśni:profit:
Mam nadzieję, że wytrwam - póki co jest motywacja bo z kumplem założyłem się o dużą flaszkę JD
2300kcal to chyba troszkę za dużo uciąłeś na start przy wadze 86kg, nie lepiej 12x siłownia zamiast tej tabaty?
a z tym makro bym nie kombinował z jakimis zmianami w treningowy czy nie treningowy.
Jem generalnie mało, ale bardzo źle w wielu aspektach. Więc z tym 2300kcal to nie będzie za dużo. Co do tabaty to nie wiem co lepsze, tabatę mogę zrobić w domu a na początku na siłownie na pewno nie bedzie mi się chciało tak często chodzić
To tak na początek, zobaczymy co z tego wyjdzie i jak to będzie się zmieniać w czasie...
W sensie, że za mało 2300kcal, ale wsumie porównuje do siebie a chyba jestem trochę młodszy
gruszka tak czy siak 2300 tez mi sie wydaje za malo, wrzuc sobie dane do jakiegokolwiek kalkulatora na necie
zaczniesz nisko - bedzie problem potem bo nie bedziesz mial z czego ciac
obecnie tez po 6mcach nic nie robienia z dietą wracam do porządnego jedzenia, wiec doradzil bym ci na poczatku ogolnie przejrzeć co jadłeś zrezygnowac z tego co nie powinno byc, pozamieniac produkty i po 2tyg zobaczyc co sie bedzie dzialo
same te zmiany powinny juz ruszyc wage, zwlaszcza ze chcesz dolozyc cwiczen
zacznij jedzenie wysoko, sport delikatnie i obserwuj, jak spada nic nie rob, jak przestanie delikatnie doloz cwiczen i obetnij kcal (100-200)
ps. rozkład makro tez mi sie nie podoba, ale specem nie jestem to tu sie nie wypowiadam
Ja osobiście lepiej czuję się na wysokich węglach, ale sam musisz spróbować jak jest najlepiej dla Ciebie.
Ustaw sobie początkowo przynajmniej 2500, ale polecałbym więcej. I po tygodniu sprawdź co się dzieje z wagą.
2 gramy białka na każdy kilogram i 1 gram tłuszczu na każdy kilogram, resztę węglę.
Między węglami i tłuszczami możesz sobie zmieniać proporcje, ale białko zostaw na takim poziomie.
No i oczywiście polecałbym jednak siłownie(a tam trening na wolnym ciężarze bez maszyn!) bo ciężko ją zastąpić.
Wg kalkulatora wyszło mi zapotrzebowanie ok. 2900 (przy 2-3 razy w tygodniu aktywności) wiec ściąłem od razu do tej wartości. Może zbyt drastycznie zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Mógłbym zmniejszać stopniowo po mały gdybym wrzucał w siebie co dzień over 3,5k kcal, a u mnie problem jest w tym, że jem mało pewnie często nie przekraczam 2500kcal ale za to ponad 60-70% to są węgle.
Mam własnie tak jak Świeżak napisał ( w punkt:f_drink: ), główny problem to za dużo węgli w diecie i to u mnie w głównej mierze decyduje o mojej wadze.
Wczoraj np pierwszy dzień na "diecie", wrzuciłem niecałe 2000kcal z czego ponad 50% węgli, nie tak to miało wyglądać
taki więc długa droga przede mną, żeby się nauczyć dobrze i zdrowo jeść...
odnośnie tabaty też słyszałem/czytałem dużo dobrego o niej zwłaszcza jeśli chodzi o podkręcenie metabolizmu i spalanie tłuszczu więc raczej przy niej zostanę
BTW. dobry nick

Napisane przez gruszka
Do osób co ogarniają temat, czy zmiana makro w dzień nie treningowy na 20/40/40 jest korzystna i ma sens?
Siema, ja tam nic nie ogarniam, szczególnie przy piątku (edit: nawet nie wiem jaki dzisiaj dzień
) ale napiszę ci jak wygląda to z mojej perspektywy . Sama rotacja ma sens imo w dwóch przypadkach:
a) adaptacja organizmu przy dłuższej redukcji. W sensie jeżeli będzie zastój spowodowany tym, że redukujesz ze 2-3 miesiące i organizm zacznie się przed tym bronić. Wtedy można pomyśleć nad bym by robić go trochę w chuja żonglując na przykład kaloriami. Ja jednak nie zauważyłem by mi to w jakiś sposób pomogło i bardziej sprawdzało się rozwiązanie w postaci izokalorycznej diety z "oszukanym dniem " raz na dwa tygodnie, a jeżeli już rotuje to z powodów wymienionych w punkcie "b"
b) możesz od razu rotować dla komfortu psychicznego by lepiej znosić redukcje z tym, że skupiłbym się bardziej na kaloriach a nie makro. U mnie wygląda to tak, że w dzień w który mam cięższy trening jem 2,5 tyś a w ten bardziej lightowy lub wolny od aktywności 2 tyś chociaż ja osobiście rotuję też węglami (w dni gdzie jest zapierdol jem ich po prostu więcej kosztem fatu). Zaletą rotacji jest głównie właśnie aspekt psychologiczny i to, że po prostu co drugi dzień możesz zjeść więcej przez co łatwiej jest "przetrwać"długotrwałą redukcję.
Co do 2.3 K kalorii na dzień to ścinka o ~ 500 powinna być ok. Nie chce mi się tego liczyć teraz i nie wiem jaki masz body fat ale strzelam, że jeżeli tygodniowo będziesz tracił więcej niż 0.7 kg można rozważyć podniesienie nieco kaloryczności. Organizm ma ustalony limit energii jaki może pobrać z fatu (dla każdego indywidualny w zależności od otłuszczenia). Raczej nie jesteś tłustą świnią więc w twoim przypadku spadki powyżej 1 kg będą przy okazji palić w większym stopniu mięcho.
Dzięki chudy:f_drink:
Ogólnie podoba mi się taka rotacja bo tak jak zauważyłeś nie męczy psychicznie i nie odczuwam tego, że jestem na jakieś "diecie". Póki co jestem na etapie nie przekraczania ilości kalorii bo z makro nie zawsze mi się udaje utrzymać założone proporcje, ale i to dopracuje. Fajne jest to, że w dzień treningowy można wrzucić więcej jakże smacznych węgli. Na razie spada mi ok. 0,5 kg na tydzień więc spoko.
W zeszłym tygodniu zacząłem swoją "studniówkę". Założyłem sobie, że do końca roku (100dni) w każdy dzień spędzę min 30min na aktywności fizycznej, wyjątkiem będzie niedziela lub inny weekendowy dzień, który poświęcę na regenerację (do końca roku 15dni). Na koniec roku każdy wynik powyżej 85 dni treningowych będzie super, natomiast za każdy brakujący dzień żonka wzbogaci się o 20$
Musze się jakoś dodatkowo motywować bo bez tego ciężko mi się ruszyć...
Znowu nie pokerowo i nie za wesoło...
Są w życiu czasem takie chwile, sytuację i zdarzenia, w których zatrzymuję się i zastanawiam się nad swoim życiem. Pojawia się wtedy dużo myśli i pytań bez odpowiedzi. Jak widzę osoby pogrążone w żalu i rozpaczy po utracie bliskiej osoby, która miała przed sobą jeszcze całe życie, te myśli potęgują a pytania się mnożą. Zastanawiam się po co mi to wszystko i za czym tak pędzę? czy naprawdę te dodatkowe kilkaset $$$ miesięcznie jest tego warte? Czy poświęcając teraz czas na pokera nie tracę czegoś więcej? Wygram pieniądze a czy nie stracę czegoś innego? Nawet mając te dodatkowe pieniądze czy będę miał czas i zdrowie aby je wydać? Czy przepuszczę na pierdoły i po chwili nie będzie po nich śladu? Wiadomo fajnie było by mieć hajsu jak lodu ale nie za wszelką cenę, bo co jak jutra nie będzie, "Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu"
Nie jestem już młodzikiem po studiach i mam już inne priorytety a ostatnie miesiące zaburzyły je. Na pierwszym miejscu wylądował poker później praca a na końcu rodzina... Nie tak to wyglądało i nie tak to powinno wyglądać. Poker powinien być jako dodatek i zajmować ostatnie miejsce na podium, nie jestem poker-pro i przez głupie prawo nie zanosi się, żeby coś w tej kwestii się zmieniło. Ten miesiąc dokończę co zacząłem między innymi challange ze smart kolegami na 2,5k gierek, ale od przyszłego z pewnością sporo wyluzuje z volume...
Zdaję sobie też sprawę z tego, że póki sprawa jest świeża wszystko wydaje się takie oczywiste i proste bo mając ustalone priorytety wszystko będzie się dobrze układać, wystarczy się tego trzymać. Potem przychodzi proza życia codziennego, skupiam się na sprawach codziennych, znowu zaczynam biec, szybciej i szybciej a to o czym teraz piszę uleci w niepamięć...
...dlatego o tym piszę, żeby wrócić do tego i przypomnieć sobie te chwile i to co w życiu jest ważne...
W spojlerze wiersz, który utkwił mi w pamięci. Czytany przez księdza w atmosferze tragedii rodzinnej zrobił na mnie piorunujące wrażenie...
Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi oczami tracimy 60 sekund światła. Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.
Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.
Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!
Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.
Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi... Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.
Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.
Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.
Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.
Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym "kocham cię", a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu. Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć "jak mi przykro", "przepraszam", "proszę", dziękuję" i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, jak bardzo są ci potrzebni.
Prześlij te słowa komu zechcesz.
Jeśli nie zrobisz tego dzisiaj, jutro będzie takie samo jak wczoraj.
I jeśli tego nie zrobisz nigdy, nic się nie stanie.
Teraz jest czas.
Pozdrawiam i życzę szczęścia!!!
Następny wpis nie będzie już taki pesymistyczny...
Dla mnie to nie jest wpis pesymistyczny, jest prawdziwy. Oczywiście takie wpisy i przemyślenia nie są po trafionym Jackpocie . Ja bardzo często się nad tym co napisałeś zastanawiam. Dla mnie to raczej normalne po 40-ce. Ja też zwalniam, wracam do tego co było 1,5roku temu, gdzie poker był tylko dodatkiem.
Wrzesień pokerowo uważam za zamknięty, gdyby nie fatalna końcówka było by całkiem przyjemnie skończyło się dość przeciętnie.

Na 15s grałem przez większość miesiąca na 4 stołach, dzięki czemu udało się wykręcić super volume, w sumie to życiówka:f_drink:
W tym miesiącu tylko liznąłem 30s i znowu się poparzyłem, chyba brakuje mi pewności na tych stawkach i gram zbyt zachowawczo przez co dostaje oklep od regów, z resztą fisze też mnie tam biją
Trzeba się w końcu ogarnąć i stawić czoła temu problemowi, bo ileż można klikać no-brainera na 15s z fiszami?
Jestem w fajnej drużynie w Smart Lidze z bardzo pomocnymi ludźmi, muszę wykorzystać ten potencjał i okazję to polepszenia swojej gry. Problemem będzie jak zwykle organizacja czasu, ale myślę, że kosztem volume w końcu znajdę czas na naukę.
W lidze po 3 kolejkach mamy komplet punktów i duże szanse, że i w 4 wyszliśmy zwycięsko. Póki co na moim koncie 3 mecze wygrane, niestety ostatnie 2 kolejki poszły słabo, jak z reszta widać na wykresie, więc tu punktów z mojej strony nie będzie.
A ostatni tydzień wyglądła mniej więcej tak:
http://www.boomplayer.com/poker-hands/Boom/20899261_E8E4B74E95
http://www.boomplayer.com/poker-hands/Boom/20899233_5419FB765C
Sportowo idzie dobrze, na razie 6/7 dni ćwiczonych
dzień 1. w domu (stretching, pompki, brzuszki, przysiady)
dzień 2. w domu (stretching, pompki, brzuszki, tabata)
dzień 3. off (niedziela)
dzień 4. siłownia
dzień 5 w domu (stretching, pompki, brzuszki, przysiady)
dzień 6. siłownia
dzień 7. bieganie ( dystans - 3km)
Jak utrzymam tempo to do końca roku to wszystkie plany zostaną osiągnięte:f_drink:
Weekend mam off od pokera, jadę wypocząć i naładować baterie aby od poniedziąłku wrócić z pełną energia do gry i do pokonywania swoich słabości.
Plany na październik pojawią się pewnie w poniedziałek. W nowym miesiącu jedno jest pewne - wbije w końcu swoją pierwszą SUPERNOVA. Do celu brakuje 5k VPP więc easy game:f_drink:
Ostatnie 4 tygodnie to mega ciężki okres w robocie, sypnęło tematami i oczywiście wszystkie na wczoraj. Generalnie końcem roku to standard bo zawsze w tym okresie było więcej pracy, ale zazwyczaj zaczynało się w listopadzie a nie w połowie września. Trudno, trzeba to przerobić, po prostu mniej czasu będę poświęcał na coachingi i oglądanie filmów ze smarta a tym bardziej na wpisy na strategy:coolface:
Miałem ambitne plany grać tylko 30s, ale jestem miękka faja i się boję tym bardziej teraz gdy nie czuje skilla i nie uczę się na bieżąco:ayfkm:
Póki co zostają więc 15s, może jak się w robocie poluzuje spróbuje wrócić...
Z dobry informacji to zawinąłem x25

Ostatnia rączka

No i na deser w końcu wbiłem swoją pierwszą SN

Ładnie wyglądają te gwiazdeczki na stole

Do następnego, GL
Gratulacje;) ja pamiętam że po swojej pierwszej SN kilka lat temu balowałem przez 2 dni;)
Napisane przez elusivepl
Gratulacje;) ja pamiętam że po swojej pierwszej SN kilka lat temu balowałem przez 2 dni;)
Wtedy było za co , teraz to chyba lekka kupa za SN.