Elo 600 siema joł, albo jak kto woli, po prostu witam Was.
W zasadzie nie do końca wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku.
Na świat przyszedłem 26 lat temu (bez kilku dni), później było kilka dni płaczu, robienia w pieluchę i takie tam.
Może trochę przewinę jednak, bo długi byłby to wpis. Tak więc jako młodzieniaszek byłem zarażany kartami przez rodzinkę. Nie to by rozwijali we mnie patologiczną chęć oskubania biednych fishy z ostatniego grosza... po prostu od czasu jak pamięć moja sięga grywaliśmy rodzinnie w tysiąca, kanasty, remika itd. Zawsze lubiłem to uczycie gdy to ja wygrywłem "In your face dziadku!!!".
Niestety czas leci, rodzina się wykrusza, z resztą rodziny w karty już się nie gra, więc kilka lat temu postanowiłem spróbować moich sił w internetach...
Na początku był kurnik... nie mam pojęcia po kiego grzyba tam wchodziłem... może dlatego bo nie miałem życia osobistego... hmm.
To był krótki epizod.
Przewińmy.
Kilka lat temu, za namową kolegi, założyłem sobie konto na PS. Jak wiadomo, 50$ szybko topniało, grało się dziwnie... niby trzymałem się strategii, no ale jakoś nie żarło. Spiknąłem się z forumowiczką, ja jej przelałem 20$ na FTP, ona mi na PS gdzie odpaliłem sobie jakieś 3 sng 180so za 1,5$, czy tam 2,5$... stare dzieje, nie pamiętam.
W każdym razie, zdobyłem pierwsze i drugie miejsce w tych sng no i byłem wieli pokerzysta... a jak.
Więc wypłaciłem kasę i poszedłem na lody.
Kilka razy powracałem, z nastawieniem, że tym razem będzie to na poważnie... teraz roz....le system. No ale gdy grałem sesje, to jakiś filmik leciał w tle... czasami kliknąłem call, czasami bet... a czasami zaszalałem i All In.
Było kilka takich podejść.
Teraz coś się zmieniło, za tym podejściem o którym będzie traktował ten blog, tym obecnym, jedynie słusznym.
Wpłaciłem 20$ by grać sng 45$ (na początku 0,5$). Wiem... Według BR powinno być dużo więcej, no ale nie chciałem szaleć.
Czytałem dużo o strategiach, oglądałem wiele filmów. Najbardziej nakręciły mnie filmy ACoimbry... jego wyzwanie z tamtego roku, chociaż nie zwieńczone sukcesem, działało na wyobraźnie (dlaczego to nie miałbym być ja)...
No i efekty były fatalne:
Tutaj powinien być wykres, ale jestem tłukiem i nie wiem jak je wstawić
Więc krótko mówiąc, na ok 350 sng zjechałem -70bi.... no masakra. Nie wiedziałem co robić itd.
W końcu w okolicy połowy sierpnia zacząłem czytać blogi innych graczy, oraz posty dotyczące sng 45os... Kilka bardzo prostych rad tak wyryły mi się w głowie... że zacząłem od razu grać to z automatu.
Tutaj też powinien być wykres... no ale wiecie...
Przez następne 400 sng 45os zrobiłem 220 bi na plus.
ROI wynosił w podskokach za te ostatnie 400 gier blisko 50%... no po prostu szaleństwo... wróciła wiara, że jednak da się coś zrobić z tym związkiem... w sienie moim z pokerem.
Następne 200 gier to lekka stagnacja, ponieważ wyszło na 0.
Jestem święcie przekonany, że nie gram najlepiej jak to możliwe, a ostatnie gdy tyle nerwów mnie kosztowały, że szkoda gadać... np wczoraj przegrałem jakieś 4 razy AA pre flop z Axo... zawsze przeciwnik trafiał na kolor... wiele nie brakowało, a zrobiłbym dziurę w plazmie...
Jednak wiem, że poker to matematyka... na 200-300 gier można naprawdę dostać takie bad beaty, że się wszystkiego odechciewa, ale gramy dalej... tym razem jest to gra na poważnie.
Reasumując udało się w końcu iść ku górze... z marnych 6$ pod w połowie sierpnia (dopłacałem trochę w trakcie, bo już się raz spłukałem z tych 20$) stworzyłem pokaźnego rolla na początku września, który wynosił 110$.
Tak jak mówię, dzisiaj jest stagnacja, ale rozpoczynając każda następną sesję liczę na to, że w końcu złamię te żałosne 0,5$ i wejdę wyżej.
Jestem świadom z chaosu panującego w moim wpisie, lecz jestem inżynierem, nie filologiem, więc myślę, że można mi wybaczyć.
Liczę, że czasami ktoś zajrzy... coś przeczyta... będzie mnie wspierał wiedzą, jak i dobrym słowem.
Pozdro