Gdybym kilka lat wstecz pomyślał sobie że coś sobie ‘ot tak’ napiszę, to kolejną myślą byłoby z miejsca ‘chyba Cie pojebało’. Otóż w życiu chyba nigdy nie napisałem więcej niż kilka zdań kiedy nie musiałem. Z przypadku wylądowałem w LO w klasie humanistycznej. Jedynym efektem jaki to przyniosło był rządek jedynek w dzienniku w rubryczkach z napisem ‘praca domowa’. Uparłem się że pierdole pisanie tych wszystkich wypracowań, charakterystyk i innych pierdołek i konsekwentnie czyniłem to przez 3 lata.
Bo tak to już u mnie jest, że jak się uprę że nie będę czegoś robił, to nie i chuj.
Szkoda tylko że nie działa to w drugą stronę. Przynajmniej raz w miesiącu, czasem w tygodniu mówię sobie ‘ dobra Maciej, od tego miesiąca/tygodnia kończysz z pierdoleniem i wprowadzasz swoje plany w życie’. Zaczniesz wcześnie chodzić spać, zrobisz biceps, a na śniadanie przygotujesz jak zdrowe i pożywne płatki owsiane. A na deser wpierdolisz morelke bo jest dietetyczna. I co z tego wynika? Nawet napisałem sobie kiedyś taką kartkę motywacyjną i powiesiłem przy kompie. Głosiła ona ‘skończ pierdolić, zacznij działać’ Hasło może niezbyt wyszukane, ale lubię proste rozwiązania. Kartka po wisiała sobie z miesiąc. potem zaginęła w niewiadomych okolicznościach.
Kolejny termin z cyklu, ‘ nie no, tym razem to już ostatecznie bierzesz się za sobie’ minął w Piątek. Piątek, ostatni egzamin, weekend, początek wiosny i inne pierdolenie tworzące w mojej głowie tysiące wymówek ze tym razem na pewno ‘to już ten czas’. I co? Jajco. Jest sobota wieczór/ niedziela rano i siedzę z dupa jak siedziałem. Dlaczego? Bo w piąteczek czułem się trochę gorzej, gardło bolało, główka też, jednym słowem , doskonała wymówka żeby znowu przełożyć coś na potem. No i w ramach walki z chorobą postanowiliśmy opierdolić z kumplami trochę wódeczki. Na trochę oczywiście się nie skończyło i dzisiaj siedzę przy kompie z gardłem opuchniętym tak jakbym wpierdolił mandarynkę w całości. Czyli w sumie znowu wyszło standardowo. Czyli chujowo. I plany zmiany świata muszą poczekać kolejne 2 tygodnie na realizacje.
Teraz wypadałoby napisać że chce z tym skończyć, nadrobić stracony czas, obiecać poprawę a ten blog zakładam w celu zmotywowania się do ciężkiej pracy. Ale wtedy bym skłamał, a mama zabroniła. Zachciało mi się napisać to napisałem. Bo czasem mam tak że coś wydaje mi się dobrym pomysłem i to robię. Ale w tym przypadku tak nie jest. Bo jest druga strona medalu, wiem że coś wydaje mi się idiotycznym pomysłem, a i tak to robie. Tak jak light 4 bet all in z jakimś gównem. Wiem że 90% przypadków wtopie kolejny raz, ale klikam. I przegrywam. I zamiast pierdolnąć z barana w ściane to pomyśle sobie ‘ nooo rzeczywiście miałeś racje, to było chujowe’ . Popełnianie błędów z pełna premedytacją to chyba jakiś kolejny level. Ale w sumie jest fun. Tak samo jak wbitka po imprezie na nl 100 i wtopienie całego rolla. Ale w sumie mnie to nie rusza. Jakiś tam mądry pros kiedyś napisał że , uwaga madry cytat, ‘ kluczem do wygrywania jest zerwanie emocjonalnej więzi z pieniądzem’ . No dobra, no to to mam już opanowane.
Wrzucam te wypociny tutaj, bo w sumie nie mam pomyślu gdzie indziej. Guziki pokerowe czasem klikam, to chyba mogę, nie?
Pis joł , pozdro
PS. Z okazji ten dioniosłej chwili poczynienia najdłuższej wypowiedzi pisemnej w swoim życiu, wrzucam soczystego bengera