DLACZEGO NIGDY NIE BĘDĘ/NIE STANĘ SIĘ PROFESJONALNYM POKERZYSTĄ?
Poker jest grą, która przyciąga tłumy młodych ludzi, chcących urzeczywistnić marzenia na temat pracy prosto z domu, korzystając z dobrodziejstw Internetu wraz z możliwością zarobienia ogromnej jak na polskie realia sumy pieniędzy. Ja również dałem się na to skusić. Zacząłem grać, bo chciałem na grze dużo zarabiać. Byłem z tym szczery, stawiałem od początku sprawę jasno.
Nie udało mi się i uważam, że mi się nie uda.
Poznając grę bliżej dotarło do mnie jak wiele trzeba umieć, ile trzeba poświęcić, jakie cechy trzeba posiadać, by móc w ogóle mówić o konkretnym zarobku. Od początku mojej przygody z kartami nie byłem wyżej niż NL10. Grałem głównie cashówki. S&G jakoś mi nie podchodziły, zaś na MTT nie miałem tak dużej ilości czasu.
Pod koniec poprzedniego roku zrozumiałem, że nie ma sensu, bym dalej brnął w obraz „zarabianie na pokerze”, gdyż wprost się do tego nie nadaję. Technicznie, charakterologicznie i nie tylko. Poniżej przedstawiam trzy główne powody:
1. Ilość czasu i zaangażowania w grę.
Nie jestem w stanie poświęcić wszystkiego dla kart. Bądźmy szczerzy – ciągłe wygrywanie wymaga poświęcenia codziennie wielu godzin pracy i nauki. Nie piszę tu o 5-6 godzinach dziennie. Piszę o 9+.
Z technicznego punktu widzenia jednym z najważniejszych aspektów gier cash jest volume. Grając maksymalnie 6 stołów regularnych rozgrywałem 450 rozdań na godzinę. Więcej nie byłem w stanie. By mówić o konkretnym dziennym volume, musiałbym siedzieć przed komputerem grubo ponad 10 godzin. Moim zdaniem konkretne volume to 5000 rozdań dziennie, by móc miesięcznie robić co najmniej 100 tys. rozdań. Nie byłem w stanie tego zrobić. Nie miałem ani możliwości czasowych, ani sił (fizycznie i mentalnie), by tyle czasu przy pełnym skupieniu grać.
Oprócz volume, trzeba poświęcić czas na ciągłe doszkalanie się, analizę rozdań itd. To są kolejne godziny. A jeszcze trzeba coś zjeść, odpocząć, spotkać się z rodziną, znajomymi itd. Takie życie nie jest usłane różami i ewidentnie mi nie odpowiada.
Do tego ogromna strata value. Rezultaty z gry są niewspółmierne do włożonego wysiłku. Ja pracując obecnie w korpo i ucząc się drastycznie mniej mam większe korzyści, niż przy kartach. Moim zdaniem (nie musisz się z tym zgadzać) w każdej innej dziedzinie życia poświęcając mniej czasu i zaangażowania otrzymasz większe korzyści, niż w pokerze.
2. Charakter, mentalność, osobowość.
Jestem z natury człowiekiem otwartym, towarzyskim, emocjonalnie pobudzonym, czasami wybuchowym. Mój charakter bardzo przeszkadzał w grindowaniu. Przede wszystkim w podejmowaniu prawidłowych decyzji.
Częste spazzy, dziwne zagrania były u mnie na porządku dziennym. Do tego grając byłem sam jak palec. Lubię, gdy wokół mnie są ludzie, gdy pracuję wspólnie na dany cel. Przy kartach poznałem siebie bliżej i zrozumiałem, że nie jestem indywidualistą. Lubię pracę w zespole, a w pokerze liczysz tylko na siebie. Sam kontrolujesz absolutnie wszystko – od celów, po harmonogram pracy, urlopy, odpoczynek.
Najlepsze godziny gry cash są pomiędzy 17:00 – 3:00, a najlepsze dni to weekendy. Wtedy, gdy większość społeczeństwa wypoczywa i spędza ze sobą czas, to pokerzyści zapierdalają. W pewnym momencie bardzo mi to uwierało, bo nie mogłem spędzić ze swoimi znajomymi czasu. Uwielbiam towarzystwo swoich znajomych, lubię się bawić. Aspekt społeczny odgrywa u mnie ogromną rolę.
3. Zaplecze finansowe i Plan B.
Poker, jako „zawód wysokiego ryzyka” wymaga posiadania ogromnego zaplecza finansowego. Moim zdaniem takie zaplecze powinno wynosić 12 miesięcznych kosztów życia. Dlaczego? A czy mam pewność, że karty będą dla mnie? Czy będę posiadał takie umiejętności, by móc stale zarabiać? Co się stanie jak zmieni się polityka hazardowa w naszym kraju? Jak zareaguję na downswing? Czy w razie niepowodzenia mam Plan B na zawodowe życie? Czy będę miał środki na ewentualne przebranżowienie się?
Sami doskonale wiecie, że poker przynosi dochody, ale niestabilne. W MTT nawet nieprzewidywalne. A ja kocham stabilność i kontrolowane ryzyko.
Podsumowując – trzeba mieć do tego gówna predyspozycje, pewne cechy charakteru, które bardzo ułatwiają grę w pokera, dlatego podziwiam tych co regularnie grindują. Nie wszyscy mogą w to grać, ale wszyscy mogą się tym bawić. Dlatego ja postawiłem na zabawę i nie żałuję. Pogodziłem się z tym i czuję się z tym naprawdę dobrze.
PS.: Jak podoba Ci się taka forma pisania na blogu, daj plusa
Również liczę na Twoje zdanie. Jeśli masz coś ciekawego do przekazania, pisz śmiało.
Następny wpis za tydzień, pozdro!