Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Ciaciak w czasach popkultury

452 Posty
59 Użytkownicy
157 Reakcje
21.8 K Wyświetlenia
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

Weekend meczowy _drink:

Odpowiedz
Cytat
boroboro12
Dołączył: 12.02.2015
Poker Player

Czyli tak się chodzi/jeździ na mecze ;)


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

Bełchatów - Rozwój 0:2, Ruch - Lechia 3:2 (3:0), niesamowity wieczór, nerwowka jak szlag na Ruchu, póki co więcej nie piszę bo nadaję z telefonu, u babci w Chorzowie nocleg. Jutro mecz w Sosnowcu Zaglebie - Chrobry. Plaża. Uczucie niczym na turnieju szachowym gdy po wygranej partii przechadzasz się po sali gry.


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder
Spoiler
ZWYCIĘSTWO ZA MGŁĄ

Ruch Chorzów - Lechia Gdańsk 3:2 (3:0)

Sobota, godzina 18, surowy listopadowy wieczór. Mgła. Z tą surowością to może trochę przesadziłem, wyznając zasadę, że nigdy jeszcze nie było mi przy takiej aurze za ciepło, ubrałem się tak, że byłem prawdopodobnie najgrubiej przyodzianym człowiekiem w Chorzowie. A może nawet nie tylko w Chorzowie, a całej wschodniej Europie od Nowosybirska po Wodzisław. Odwiedziłem w Chorzowie babcię, także na stadion szedłem kulturalnie, piechotą, w szaliku, co z wiadomych względów w innych okolicznościach nie byłoby możliwe.

Ruch przed rozpoczęciem kolejki kończącej pierwszą połowę sezonu zasadniczego, mógł poszczycić się passą trzech spotkań bez porażki, a dwóch bez straconego gola. Trochę spokoju dodawał fakt, że 15. w tym sezonie ligowa potyczka była kolejną jubileuszową – dla trenera Fornalika był to 250. mecz w ekstraklasie w roli szkoleniowca – a wcześniejsze jubileusze kończyły się powodzeniem (150. mecz Fornalika na ławce Ruchu – wygrana 2:0 z Piastem, 500. mecz Surmy w ekstraklasie – 1:0 ze Śląskiem). Prawda, trochę jestem przesądny.

Lechia to „zbieranina ludzi, którzy dobrze grali w innych klubach”. Peszko, Mila, Wojtkowiak, Wawrzyniak, Łukasik, Borysiuk, Kuświk, no i 31-letni trup Krasić, który 5 lat temu rządził i dzielił w Juventusie. Kasa jest, stadion jest, nazwiska są, kadrowicze są, tylko wyników na miarę oczekiwań nie ma. I w tym roku również nie zanosi się na upragnione w Gdańsku puchary.

Mecz zacząłem oglądać w dobrym humorze, z lekkim napięciem, bo sprawdziłem, że Rozwój wygrywał w Bełchatowie 1:0, a tuż przed przerwą podwyższył na 2:0.

Kibice z Gdańska mieli zakaz, sektory gospodarzy tradycyjnie praktycznie pełne (7000). Na buforze, zamiast reklamowego baneru Węglokoksu, sektorówka upamiętniająca Gerarda Cieślika (w drugą rocznicę śmierci).

Najbardziej kreatywny tekst meczu w wykonaniu jednego z chorzowskich pikników: Wawrzyniak - Co - Ślisko

W 10. minucie strzelanie rozpoczął Mario Stępiński, potwierdzając, że Nawałka powołał go do kadry nieprzypadkowo. Kwadrans później cały stadion śpiewał „jeden gol, drugi gol, trzeci leci, na tablicy 3:0 się świeci”. Skuteczność Niebieskich niesamowita. Do przerwy taki rezultat się utrzymał, na Cichej panowała atmosfera wyluzowania, Rozwój utrzymał 2:0 i z terenu spadkowicza wywiózł 3 punkty - tak dobrego wieczora „moich” drużyn nie pamiętałem.

Druga połowa na Ruchu to był horror. Nonszalancka gra, posiadanie piłki chyba 20-80. Niby Lechia specjalnie setek sobie nie stwarzała (chociaż może Peszko stworzył jakąś „setkę”, nie wiem, bo został zmieniony w przerwie, hyhy, taki dowcip na poziomie dwóch kibiców Zagłębia, obok których siedziałem wczoraj na Stadionie Ludowym w Sosnowcu), ale wyczuwalne było, że ewentualny stracony gol może wprowadzić nerwowość w naszej defensywie i uskrzydlić gdańszczan.

Trochę to wyglądało, jakby zawodnicy Ruchu na drugą połowę wyszli sobie pokopać, powybijać, czekając na końcowy gwizdek. A może gadam tak, bo to ja czekałem już na gwizdek?

No ale stało się, 65. minuta 3:1, 68. minuta 3:2. Można w sumie stracić 2 gole w jednej połowie, ale…

Tak się zastanawiałem, że pod pewnymi względami lepiej się gra, gdy do przerwy prowadzenie jest 1:0, a nie 3:0. Jakiś taki większy paraliż przy 3:0 musi być. No ale zawodnicy też mają przecież jakieś cele, założenia, pośrednie zadania do spełnienia, przy których wynik schodzi na dalszy plan...

Z pikniku zrobiła się straszliwa nerwówka. Przez głowę przebiegały mi myśli, że pozwolenie sobie na wyrwanie punktów w takich okolicznościach to będzie coś nieprawdopodobnego. W końcówce meczu Niebiescy już jeździli na dupach, a cały stadion głośno wspierał drużynę. Tak fajnego, niosącego się przez wszystkie sektory dopingu nie pamiętam.

Wygraną udało się siłą woli dowieźć do końca. Niedosyt pozostaje, ale 3 punkty to 3 punkty! Tym samym, na półmetku sezonu zasadniczego, ze składem będącym mieszanką młodzieży i oldboyów, jesteśmy na miejscu premiowanym grą w grupie mistrzowskiej. Jestem pewien, że gdyby chorzowski zespół prowadził kto inny niż Waldek King, bylibyśmy w podobnym miejscu co Górnik.

Jak to wszystko będzie wyglądać za 15 kolejek? Kto to wie… Trzymam kciuki za Piasta, by utrzymał swą dyspozycję. A spadek? Nie ma komu spaść… Lech na pewno nie spadnie, do niedawna byłem przekonany, że Górnik też nie, bo grają dość dobrze, ale tam jest tak pogłębiający się burdel organizacyjny, że faktycznie w tym momencie są numerem jeden do opuszczenia ekstraklasy. Podbeskidzie się odkorkowało, Ruch w górnej połowie tabeli… Śląsk Wrocław za to nędznie się prezentuje. No, zobaczymy, nie ma co gdybać.


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder
Spoiler

Zadyszka beniaminka? Nic bardziej mylnego

Zagłębie Sosnowiec - Chrobry Głogów 2:0 (1:0)

Nie ma nic przyjemniejszego niż oglądać jak inni grają, gdy samemu już się wygrało. Na turniejach szachowych bardzo to lubiłem – po zwycięstwie przechadzać się po sali gry, obserwując boje znajomych czy reszty prosów. W niedzielę w Sosnowcu czułem się podobnie – sobotnie mecze pozytywnie zakończyły się dla Ruchu i Rozwoju, i jedno z ciekawszych spotkań I ligi można było obserwować na kompletnym luzie.

Mecz zapowiadał się bardzo ciekawie. Po pierwsze, jak gra Zagłębie to zawsze są fajerwerki. Po drugie, sosnowiczanie są w czubie tabeli, Chrobry też przez kilka kolejek liderował , dodatkowo Zagłębie jest zespołem o najlepszej skuteczności, a Głogów może pochwalić się najszczelniejszą defensywą (najmniej straconych goli). No i, co tu dużo mówić, stęskniłem się trochę za patologią Stadionu Ludowego. Ostatni raz byłem w tym miejscu w połowie sierpnia, na Pucharze Polski z Górnikiem Zabrze, w którym gospodarze zmietli ekstraklasowicza (3:1). Niezwykle kulturalnie wtedy było. Zresztą, gdybym z tego sezonu miał wybrać jeden, najbardziej zapadający w pamięć mecz, poza oczywistościami typu derby Katowic, wskazałbym Zagłębie – Górnik.

Spoiler
WSPOMNIEŃ CZAR

Puchar Polski Zagłębie - Górnik, sierpień 2015

Mogło się wydawać, że po rewelacyjnej passie w lidze i bardzo dobrym zaprezentowaniu się w pierwszej potyczce ćwierćfinału Pucharu Polski z Cracovią (ostatecznie przegranej 1:2), zespół Zagłębia nieco się wypalił. Przed tygodniem porażka w Ząbkach z Dolcanem 1:4…

No ale, nic bardziej mylnego. Zagłębie dość pewnie, bez historii pokonało Chrobrego 2:0. Czasem tak jest, że najlepiej zapowiadające się mecze wcale takimi nie są. Ten zdecydowanie nie był. Brat powiedział mi, że gdyby w Chrobrym grał Drewniak (na wypożyczeniu z Lecha, zasłynął jakiś czas temu w internecie dzięki filmikowi rejestrującemu, jak tańczy z kolegami z gołymi dupami), pełniący rolę playmakera, wyglądałoby to trochę inaczej. Niestety, Drewniak rano dostał gorączki i nie było dane tego dnia ujrzeć go w akcji.

Goście wyszli niskim pressingiem, Zagłębie prowadziło grę, ale o dogodnych sytuacjach trudno powiedzieć. Dwa razy gonić długiej piłki nie chciało się Grzegorzowi Fonfarze, za co został podsumowany przez lokalną publiczność. Ze śmiechem pomyślałem sobie „no pewnie, pan piłkarz, co się będzie przemęczał i zapierniczał, skoro nikt go w tyłek nie kopie”. Fonfara między innymi przez takie zachowania w nieprzyjemnej atmosferze rozstał się z GKS-em Katowice, po sezonie 2013/2014 (po jesieni GKS miał spore szanse na awans), zostając określonym jako „hamulcowy”.

Jednak, tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę, Fonfara zrehabilitował się, i po jakiejś przebitce, w której niemały udział miał dający się tego dnia we znaki wiatr, umieścił piłkę w siatce.

Po przerwie gra z obu stron również nie zachwycała, Chrobry nie stworzył żadnej klarownej sytuacji pozwalającej na wyrównanie, a w 73. minucie wynik został ustalony na 2:0. Nuda.

Jeśli chodzi o trybuny, wyjątkowo były spokojne. Mimo obecności w klatce grupy kibiców przyjezdnych, obyło się bez bluzgów.

Przede mną siedział około 70-letni jegomość w szaliku Łowcy Hanysów. Próbowałem wyobrazić sobie mojego świętej pamięci dziadka, przyodziewającego szalik np. Łowcy goroli. Jakoś nie dałem rady ;D Obok mnie siedziała grupka trzech śmieszków, którzy raz po raz wymieniali żenujące komentarze. Niech kabaret założą. Dwie sytuacje zapadły mi w pamięć. W pierwszej, rzut wolny ze środka boiska, zwyczajnie wykonany przez pozbawionego owłosienia na głowie pomocnika Zagłębia, został podsumowany hasłem „hyhy, łysy jebany”. W drugiej, gdy spiker podał informację o zmianie w Chrobrym

Boisko opuścił grający z numerem 17. Damian Sędziak, a w jego miejsce wszedł z numerem 21. Krzysztof Ziemniak

jeden z kabareciarzy skomentował „hyhy, jebana frytka”.

Poza tym, gdy piłka znalazła się na trybunach i nie została odrzucona na boisko, upomnienie spikera by futbolówkę oddać (dwa razy) , spotkało się z gromkim „spierdalaj, zamknij ryj już, odpierdol się” itp.

Zwycięstwo kibice przyjęli ze spokojem. Dało się wyczuć, że jest to już dla nich standard. Przyjeżdża solidny pierwszoligowiec i z kwitkiem zostaje odprawiony.

Z jednej strony, nic dziwnego, bo Zagłębie to klub sporego regionu, z wielotysięczną grupą fanów. Z drugiej – mając na uwadze to, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu przegrywali u siebie z Legionovią Legionowo czy Okocimskim Brzesko, a teraz grają jak równy z równym z czołową drużyną kraju (Cracovią) i są poważnym kandydatem do awansu, przy zaledwie trzech – czterech wzmocnieniach (Pribula, Fidziukiewicz, Sołowiej), mi się to w pale nie mieści. I trenerzy, którzy nie mają dobrej opinii w środowisku…

Lubię oglądać mecze Zagłębia i generalnie uważam, że jest to bardzo fajny zespół, a klub jest mądrze zarządzany. Tylko do tej publiczności jakaś taka niechęć… Nawet nie hanysowsko – gorolska, tylko po prostu…


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder
Spoiler

Rozwój Katowice - Sandecja Nowy Sącz 2:0 (1:0)

Na mecz zabrałem się z bratem, a po drodze zgarnęliśmy jeszcze czarnoskórego, nigeryjskiego pomocnika Joshuę Baloguna (przed przyjściem do Rozwoju grał min. w Rakowie Częstochowa, Bytovii Bytów czy GKS-ie Bełchatów), który z powodu przeziębienia wypadł z kadry. Pech chciał, że przed wjazdem na teren stadionu natknęliśmy się na idącą bez żadnej obstawy hordę przyjezdnych kibiców i nasłuchaliśmy się agresji, wyzwisk i rasistowskich bluzgów. Trzeba się cieszyć, że szyby zostały całe, i nikt nie próbował Josha wysadzić. Nie wiem, co byśmy wtedy zrobili…

Ogólnie to takiej patologii dawno na Zgody nie było – bo przyjechała zarówno Sandecja, jak i ich koledzy z GKS-u Tychy. Tyscy latali po okolicy bez eskorty policji i tylko zamieszanie wprowadzali. Tak sobie mówiliśmy, że pewnie nie ma ich na żadnej liście, będą chcieli wejść na sektor, zgodnie z procedurami nie zostaną wpuszczeni, co skończy się tym, że zawiną się zarówno tyscy, jak i fajni Sandecji, którzy z pieśnią na ustach „piłka nożna dla kibiców” obrażeni udadzą się do autokaru. No i tak też się stało, między 35. a 40 minutą. Fatalnie się zaprezentowali. Nawet nie weszli na trybunę, tylko cały czas stali pod bramą. I ani pół zdania wsparcia dla swej drużyny. Nietypowy ten kibolski światek i panujące w nim zasady, trzeba przyznać.

Wieczorem przeczytałem, że przed meczem kibice z Nowego Sącza udali się pod pomnik zamordowanych górników przy kopalni Wujek. Za to akurat wielki szacunek i brawa za inicjatywę. Miło by było, gdyby kibice z całego kraju kojarzyli Rozwój z Wujkiem, który jest symbolem walki o wolność ojczyzny.

Jeśli chodzi o samo spotkanie, to w pierwszej połowie gra wyglądała dość chaotycznie, Sandecja nieco przeważała, ale w ostateczności to gospodarze do przerwy wygrywali 1-0. W 13. sekundzie po rozpoczęciu drugiej odsłony drugiego gola (zarówno drużyny, jak i swojego) zdobył Adaś Czerkas (któremu parę postów wcześniej wystawiłem „laurkę”…). Dalej to nerwówka była chyba tylko definicji, poczynania Sandecji w ofensywie były bezradne i zdecydowanie bliżej było 3:0 niż 2:1, zmarnowaliśmy kilka setek.

Także jest trzecie zwycięstwo z rzędu. Skład się dociera, jest paru zawodników dających pewność, defensywa jest niezwykle solidna. Nie wyobrażam sobie, by w takim składzie Rozwój miał nie utrzymać się na zapleczu ekstraklasy. Klub może i jest do spadku (finanse, infrastruktura), ale drużyna na pewno nie. Szkoda tylko, że od wiosny - z racji braku oświetlenia – spotkania domowe będą rozgrywane na stadionie miejskim, na którym rezyduje GieKSa. Bo „kurnik” przy Zgody 28 ma swój klimat. Nawet, gdy przyjdzie 500-600 osób, wygląda to na tłumy, jest nabite ludźmi i dobra atmosfera. Na 5x większym stadionie cały ten urok w piździeć pójdzie. Już pomijając to, że część emerytów, mieszkających w promieniu kilometra od Zgody, po przeprowadzce być może całkowicie odpuści…


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

I pomyśleć, że proponowano mi wyjazd na ten mecz... Przegapiłem uczestnictwo w naprawdę fajnym widowisku. Kibicowałem Zagłębiu, już pierwszy, przegrany u siebie 1-2 mecz dobrze zagrali, a dzisiaj ambicją pogonili czołówkę ekstraklasy :f_drink: Półfinały Pucharu Polski 30 marca / 20 kwietnia, ale już pora by zacząć polować na bilety ^^


Odpowiedz
Cytat
sergii1984
Dołączył: 23.04.2011
Elite Grinder

Lekki szok gdy piszesz że kibicowałbyś Zagłębiu a jednocześnie chodzisz regularnie na Ruch

ale fajnie się czyta twoje relacje z meczów, szczególnie że byłem na kilku z przedstawionych stadionów..można sobie przypomnieć "atmosferę" śląskiego kibicowania ;)


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

Napisane przez sergii1984
Lekki szok gdy piszesz że kibicowałbyś Zagłębiu a jednocześnie chodzisz regularnie na Ruch

Fajna drużyna po prostu :) Odbudowują powoli swą markę, po dość długim okresie w II lidze, jak już w końcu coś zaczęło trybić to na całego. Z głową prowadzony klub, zespół świetnie się ogląda, prezes Marcin Jaroszewski to osoba godna szacunku, mająca łeb na karku. A że nie przepadam za tamtejszym środowiskiem? No trudno ^^

Teraz już chyba nikt w Sosnowcu nie będzie owijał w bawełnę, że dysponują argumentami i solidnymi podstawami by myśleć o ekstraklasie. Aczkolwiek stawiam, że w niedzielę w meczu na szczycie z liderującą Wisłą Płock przegrają - podobnie jak nie wywieźli punktów z Ząbek w tygodniu, w którym grali pierwszy pucharowy mecz z Cracovią. Trochę wypalenia, trochę zmęczenia, wyjazd i relatywnie silny przeciwnik (jak na I ligowe standardy).


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder
Spoiler
3300 NA ZAKAZIE

MAŁE DERBY - WIELKI WIECZÓR

Piast Gliwice - Ruch Chorzów 3:0 (2:0), 27.11.2015, 17. kolejka Ekstraklasy

W 2. kolejce Ruch wygrał z Piastem 2:0, będąc po inaugurującej porażce przed własną publicznością z Łęczną, a Piast po wymęczonym 1:0 u siebie z beniaminkiem z Niecieczy. Nie był to wybitny mecz (Ruch – Piast), na żywo wydawał się po prostu lipcową, upalną kopaniną (aczkolwiek jak parę dni temu skrót sobie obejrzałem, to nie wyglądało to aż tak źle). Wtedy, dyskutując z kimkolwiek o ekstraklasie, pewnym tonem mówiłem, że jedni i drudzy do spadku. Przebudowane drużyny, paru kluczowych grajków odeszło, a i z nimi w składzie do ostatnich meczów przystało tłuc się w grupie spadkowej o „najwyższej ligi byt”. A razem z nimi do spadku jeszcze Łęczna i Podbeskidzie. Gdyby ktoś powiedział mi że, 125 dni później… Heh….

Spoiler

* „Heh” nie oznacza śmiechu (śmiech to „hehe”), a zadumę, „ech” też oznacza zadumę, lecz bardziej przekazującą emocje smutku, rozczarowania. „Heh” jest zdecydowanie pozytywne.

No właśnie, 125 dni później „małe derby”, jak przystało się określać potyczki zespołów z województwa śląskiego (poza meczami Górnika z Ruchem), zdecydowanie nie były małe. Piast – rewelacja sezonu, niekwestionowany lider, Ruch – solidnie punktujący, z paroma młodymi zawodnikami wyróżniającymi się w lidze, w tabeli – chociaż ciasnej – również będący w czubie na półmetku sezonu zasadniczego.

No i kibicowsko była pompka. Z racji, że między sympatykami z Chorzowa i Gliwic panuje tolerancja i szacunek, wiadome było, że nie będzie problemu z wejściem na stadion kibiców Ruchu. Bo od paru tygodni Ruch ma 13-meczowy zakaz wyjazdowy, zatem wejście na sektor gości jako zorganizowana grupa nie wchodzi w grę. Skoro przed tygodniem w Łęcznej, położonej 400 km od Chorzowa, normalnie, po zakupie biletów, udało się wejść na stadion 400-osobowej ekipie Niebieskich….

Liczba osób zapisanych na „nieoficjalny wyjazd” stale rosła i rosła. Na stronie Piasta pojawiały się między innymi takie wpisy:

Czuło się, że padnie rekord frekwencji, a syndrom zakazanego owocu w postaci zakazu wyjazdowego tylko to potęguje. I że to naprawdę będzie niesamowity mecz.
Myśmy z bratem załatwili bilety na własną rękę, na któryś z piknikowych sektorów, rejestrując się na stronie Piasta i następnie drukując wejściówki.

ORGANIZACJA

Czapki z głów. Imponująca sprawność, pokazująca jak w cywilizowany sposób może przebiegać impreza sportowa, bez traktowania kibiców jak zwierząt w klatce i bez zachowywania się kibiców jak podludzka dzicz. Czy doczekamy czasów, kiedy taka forma będzie normą? Wątpię, bo pewnie za parę lat wytłucze nas islam. A nawet jeśli nie wytłucze, to i tak trzy czwarte ekip ma ze sobą kosę.

Gdy przechodziliśmy przez bramki, jeden z przedstawicieli ochrony żartobliwie rzucił „taaa, zaś te wycinanki”. Na szczęście „wycinanki” zadziałały bez zarzutu, aczkolwiek dla mnie jest to nerwowe, bo co jeśli te wydrukowane kreski nie zaskoczą? Tusz strzeli focha na szóstym milimetrze paska i do kogo będę mieć pretensje?

Po wejściu ochrona spytała nas, czy jesteśmy z Piasta czy z Ruchu. Dyplomatycznie odpowiedziałem „kupiliśmy bilety rejestrując się na stronie Piasta”. Tym razem padło krótsze pytanie, bo tylko czy jesteśmy z Ruchu i czy chcemy „iść do swoich”. Jednak organizatorzy otworzyli sektor gości. Świetne posunięcie, które sprawiło że bardziej komfortowo poczuli się zarówno fani gości, jak i gospodarzy. No i dla ewentualnego bezpieczeństwa, dobrze by przyjezdni nie byli rozsiani po stadionie.

Piwo – dostępne dla wszystkich chętnych kibiców. Po meczu też wszystko idealnie – nie trzymali nas na sektorze godzinę czy jeszcze dłużej, a wypuścili po 5 minutach. Normalnie, bramą. Bez cyrków typu przechodzenie pojedynczo paru tysięcy osób.

SPORTOWO

Mimo paru problemów kadrowych, pamiętając że trener Fornalik nie raz nie dwa radził sobie w takiej sytuacji, wierzyliśmy że wrócimy z Gliwic z tarczą. Lider bo lider, ale to jest jednak Piast, a nie Legia. Jak widać, nie nauczyliśmy się jeszcze należycie trząść przed Piastem portkami.

Już po kwadransie było widać, że zastępujący Patryka Lipskiego w rozgrywaniu w środku pola Iwański i Gigołajew nie istnieją, reprezentant Polski Mario Stępiński bez litości kasowany jest przez gliwicką defensywę, a za nasze „wozy z węglem” na bokach obrony co chwila grane są długie piłki, co może skończyć się tylko źle. Modern football. Krycie na siedem metrów. Piast błyskawicznie przechodził z obrony do ataku, sporo grali przerzutami, wygrywali pojedynki w środku pola. Do teraz jestem pod wrażeniem, przepaść jeśli chodzi o poziom, niesamowite co się w tej drużynie podziało.

Do przerwy 2:0. Po golach grał charakterystyczny motyw, który ostatnio słyszałem będąc chyba jeszcze w gimnazjum. Wtedy wydawał mi się „obciachowy”. Gdyby ktoś mi powiedział, w jakich okolicznościach usłyszę to następnym razem….

A mówiąc po ludzku, jak się przegrywa to strasznie wkurwiająca muzyczka ;D A spiker z kibicami krzyczał „Jeden (dwa, trzy) – mało! Jeszcze siedem, jeszcze siedem”.

W drugiej połowie gra Niebieskich wyglądała już nieco lepiej, nie wiem na ile było spowodowane to zmianą w środku pola, a na ile tym, że Piast był po prostu cofnięty. Tak czy inaczej, kontaktowego gola nie udało się strzelić, pod koniec spotkania kontrując gospodarze dobili na 3:0 i dobranoc. „Eksperci” mówili, że podobno gra Ruchu lepsza niż wynik. A być może.

KIBICE RUCHU

3300 na zakazie ;D Cała trybuna zabramkowa i dwie boczne do niej przylegające opanowane. Mimo że wynik był jaki był, dawaliśmy radę i praktycznie przez cały mecz niósł się głośny, kulturalny doping. Jeden fail tylko – przed meczem, gdy na rozgrzewkę z niebieskich dresach wybiegli zawodnicy Piasta, zostali powitani okrzykiem „niebiescy, niebiescy (…)”. Dopiero po chwili towarzystwo zorientowało się, że to nie nasi się grzeją :)

Po meczu piłkarze ze spuszczonymi głowami podeszli pod sektor podziękować za doping. Odśpiewaliśmy klasyczne „Czy wygrywasz czy nie (…)” i „Niebiescy głowy do góry”.

Tak z psychologicznego punktu widzenia, pomyślałem, że nawet jeśli są zawodnicy, którzy nie przejmują się wynikami, coś tam pokopią i pogonią, a jedyny liczący się jest pełny portfel, w takiej chwili nawet im musi być głupio. W ten czy inny sposób zawieść ponad 3 tysięczną grupę, która jedzie za tobą na mecz i dopinguje pełne 90 minut… No ale nikt nie ma pretensji po tym spotkaniu. Na fali Piast był zwyczajnie poza zasięgiem.

KIBICE PIASTA

Na jakieś 20 minut przed meczem, tzn. około 20:10, młyn nie był zapełniony, a część piknikowych trybun zwyczajnie była pusta. Zastanawialiśmy się, czy może Piastole nie przestraszyli się chorzowskiego oblężenia. Jakaś grupa obok mnie śmiała się, że „póki co jest więcej osób z Mikołowa niż Gliwic”.

Spoiler

Mikołów - małe miasto w województwie śląskim, w którym kibicuje się Ruchowi

W ostateczności na stadion przybyło ponad 8 tysięcy widzów, co przy pojemności 10 tysięcy jest topowym rezultatem. Dopingu specjalnie po naszej stronie nie było słychać, z wiadomych powodów. Ale posiłkując się intuicją, opiniami innych i źródłami wtórnymi, trzeba przyznać że gospodarze również bardzo dobrze się zaprezentowali.

Nawet zazdroszczę im tego, co narodziło się w tym sezonie. No i stadion nowy, fajny, którego my, kibice czternastokrotnego mistrza kraju nie możemy się doczekać…. Oby zdobyte 3 punkty pomogły Piastowi sięgnąć po majstra, bo to już się nudne robi z tą Legią i Lechem… A Niebieskim pozostaje walczyć o grupę mistrzowską.

Na długo zapamiętam ten zimny, listopadowy wieczór, wyjazdowy rekord, atmosferę jaką wraz z fanami Piasta stworzyliśmy przy Okrzei i lanie od naszych rewelacyjnych śląskich sąsiadów.


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder
Spoiler

3 PUNKTY ZOSTAJĄ ZA RZEKĄ


Mecz, który przypomniał ciaciakowi, skąd pochodzi: Zagłębie Sosnowiec - GKS Katowice 2:1 (0:0), 19. kolejka I ligi, 29.11.2015

Nie miałem jeszcze okazji zobaczyć w akcji GKS-u po przyjściu trenera Jerzego Brzęczka – od października stadion miejski w Katowicach zamknięty jest dla kibiców, z racji rzekomych zamieszek, jakie miały miejsce podczas sierpniowych derbów pomiędzy GieKSą a Zagłębiem. Statystyki jednak mówią jasno, że pod wodzą Brzęczka katowiczanie tracą mało goli i poszybowali wyraźnie w górę tabeli.

Rewanżowa derbowa potyczka była ważna dla GKS-u o tyle, że zwycięstwo realnie pozwalało doskoczyć do czołówki – tracąc 6 punktów do strefy premiowanej awansem, co przy dobrze przepracowanej wiośnie jest oczywiście jak najbardziej do nadrobienia. No i ostatni mecz przed zimą także ma swoją specyfikę – ponieważ ludzki umysł skonstruowany jest tak, że najlepiej pamięta niedawne zdarzenia – rezultat w tym czy innym stopniu determinuje nastroje i motywację w okresie przygotowawczym.

Zagłębiu oprócz spotkania derbowego, został jeszcze zaległy wyjazd 5 grudnia na Zawiszę do Bydgoszczy. Dwie wygrane dają beniaminkowi zimowanie na pozycji wicelidera. Już w trakcie meczu, facet siedzący obok mnie powiedział „oni się tej GieKSy przestraszyli”. Sprzeciw. Czego niby mieli się przestraszyć? Przecież wygrali w Katowicach, w Pucharze Polski zmietli Górnika, przeszli Cracovię, nahuśtali Arce Gdynia 4:2. Nie mówiąc już o paru innych wygranych bez większych przeszkód z ligowymi przeciętniakami.

Decyzją, nie wiem czy wojewody, policji, czy PZPN, mecz odbył się bez kibiców gości. Trzeba się zacząć przyzwyczajać, że meczów ciekawych kibicowsko będzie z roku na rok ubywać. Wielkie Derby Śląska, derby Krakowa…

Na trybunach komplet. Rodzinna atmosfera. Bo całe rodziny w końcówce spotkania wspólnie śpiewały „jebać, jebać GKS”. A tak poważnie – jak na to, co w przeszłości widziałem w Sosnowcu, to nawet było kulturalnie.

W pierwszej połowie trybuna odkryta prezentuje oprawę „Krucjata przeciwko niewiernym”, z symbolicznym mieczem, na końcach mającym przekreślony islamski półksiężyć i meczet.

Jeśli chodzi o sam mecz, to dawno nie widziałem tak dobrze grającego GKS-u. Pełna dominacja w środku pola, obrona przez którą nie udawało się przebić gospodarzom, wygrywane pojedynki. Tak było mniej-więcej do 60 minuty. Też świadczy to o wielkości i jakości Zagłębia, że mimo słabszego meczu nie dawali sobie wbić gola.

Jedno zastrzeżenie. Ofensywę GKS-u hamował Wojciech Trochim, zwrotny jak Batory w porcie. Gość ma 26 lat wyglądając na 35, nadwagę, za swój „bojowy charakter” wyrzucony został z Tychów czy Podbeskidzia. Niebywałe, że GieKSa w tym sezonie ma już trzeciego trenera i pod wodzą każdego z nich Trochim łapie się do wyjściowej jedenastki. Gdy schodził z boiska, został pożegnany hucznym „wypierdalaj, wypierdalaj”, za co wymownie podziękował publiczności brawami. Ale to nie koniec historii Trochima w tym meczu…

Po 60 minucie przewaga GKS-u ulotniła się, cały Stadion Ludowy głośno dopingował, a Zagłębie zaczęło łapać wiatr w żagle. Gdy już wydawało się, że mroźne popołudnie zamykające ligową jesień przyniesie derbowy bezbramkowy remis, w 82. minucie goście po stałym fragmencie i błędzie bramkarza objęli prowadzenie. Ławka GieKSy wyskoczyła do linii, a na gwizdy z trybun niezawodny Wojtek Trochim odpowiedział podburzającym gestem unosząc rozłożone ręce z dołu do góry, jakby chciał powiedzieć „no dawać, dawać, głośniej, głośniej”. Moją porażką jest to, że nie nagrałem tego momentu, jak Trochim rozwściecza sosnowiecką publiczność…

Brak pokory w piłce jednak szybko się mści. Jeśli reprezentuje się barwy klubu ze stolicy wielkiego województwa, należy umieć się zachować ponad wszelkimi animozjami. Zagłębie praktycznie od razu, niecałą minutę później wyrównało. Na tablicy nawet nie zdążono zmienić wyniku na 0:1, a już było 1:1.

Trybuny ożywiły się i emocje unoszące się nad stadionem zaczęły przypominać klasyczny Ludowy. To było to, czego brakowało przez całą pierwszą połowę i większość drugiej.

No i stało się. W 90. minucie Zagłębie strzeliło na 2:1 i po raz enty w tym roku wygrało mecz, w którym musiało podnosić się z kolan. Wszystkie trybuny, łącznie z niemałą częścią sektora VIP śpiewały „jebać, jebać GKS”, a po meczu do Trochima „wyłaź z budy”. Schodzącemu do szatni skrzydłowemu katowiczan Pietrzakowi, pochodzącemu z Sosnowca i będącemu wychowankiem Zagłębia akompaniowały gwizdy i docinki rodzaju „Pietrzak, w Sosnowcu jeszcze mieszkasz, czy już w familoku?”

Delikatnie mówiąc, nie jestem fanem ani Zagłębia, ani GKS-u, ale ten mecz przypomniał mi skąd pochodzę - trzymałem kciuki za GieKSę. Wygrywając, mieliby realne szanse włączyć się jeszcze do walki o najwyższe cele, a ewentualna ekstraklasa pomogłaby również Rozwojowi – który przestałby być traktowany przez miasto jak zagrożenie, który pokazuje, że 15-krotnie mniejszymi nakładami można się znaleźć w miejscu co finansowany wielomilionowymi nakładami GKS.

Także szkoda bardzo tego meczu. O ile w sierpniu można było mówić, że Zagłębie było po prostu w derbach lepsze, to dziś GKS naprawdę rozegrał dobre spotkanie. Taki weekend, komukolwiek kibicowałem to w łeb.


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder
Spoiler
DNO JEST GŁĘBOKIE

Podbeskidzie Bielsko-Biała - Ruch Chorzów 1:1 (1:0), 19. kolejka Ekstraklasy, 5.12.2015

To był drugi z rzędu bliski wyjazd – z Chorzowa do Gliwic jest około 25 kilometrów, do Bielska 70 kilometrów, także również w tym meczu zanosiło się na wysoką frekwencję kibiców gości. Dla brata i dla mnie był to powrót w stare kąty – doskonale znamy Bielsko, bo mamy tam rodzinny dom letniskowy. Zresztą, na stadion miejski też się chodziło. W 2002 roku byliśmy na meczu, w którym Podbeskidzie (jeszcze pod nazwą BBTS Marbet – Ceramed Bielsko-Biała) zwycięstwem 4:0 z Chrobrym Głogów przypieczętowało awans na zaplecze ekstraklasy, zaznaczyliśmy swą obecność na inauguracji II ligi z Tłokami Gorzyce, a także na żywo w sezonie 2002/2003 widzieliśmy potyczki z Ceramiką Opoczno i Hetmanem Zamość. Ktoś jeszcze pamięta te drużyny? :) A ostatnio na tym stadionie byłem jeszcze przed remontem, w 2011 roku na III lidze BKS – LZS Piotrówka (obiekt jest miejski, więc grają na nim zarówno Podbeskidzie, jak i BKS).

Delikatnie mówiąc, trochę się pozmieniało od tego czasu. Nowy stadion powstawał bardzo szybko, w mądry sposób „trybuna po trybunie”, dzięki czemu nie wiązało się to z koniecznością przeprowadzki. Choć znajduje się przy głównej drodze, co niesie za sobą trochę problemów logistycznych i deficyt miejsc parkingowych (trochę tak, jakby w Warszawie stadion stał przy Alejach Ujazdowskich), to i tak robi wrażenie – jak to się mówi, „Europa”.

Tym razem wyjazd na minus. I nie chodzi tu o aspekt sportowy. Kibiców Ruchu stawiło się do Bielska około 2000. Z racji, że bilety na trybunę gości szybko się rozeszły, na sąsiednich sektorach również siedziało sporo osób w niebieskich szalikach, wymieszanych między kibicami Podbeskidzia. Organizatorzy trochę przyspali, tak jakby nie przewidzieli, co się szykuje, i „kreatywnie” przerzucili przyjezdnych z innych sektorów na znajdujący się obok młyna gości. I byłoby całkiem w porządku, gdyby nie to, że były na nim również osoby z Podbeskidzia, które w tych miejscach miały powykupowane karnety…

Czyli podsumujmy: nie dość, że nie ma sektora buforowego, to jeszcze między miejscowymi piknikami upchnięty jest młyn Ruchu. Gdybym był kibicem z Bielska, to by mnie chyba szlag trafił… O czym to świadczy? Że zakaz wyjazdowy ciążący na ekipie Ruchu to tragedia nie dla nich, a organizatorów, którzy ich przyjmują.

Niedaleko miejsca w którym stałem, za ogrodzeniem znajdowało się gniazdo, najwyżej położony punkt na stadionie (spośród tych dostępnych). Pewnie przeznaczone w razie czego dla operatora kamery czy jakichś służb koordynujących bezpieczeństwo na stadionie.

Obok mnie stała grupa ćmojów na oko 14-17 letnich, którzy samą swą obecnością i zachowaniem hańbią barwy czternastokrotnego mistrza kraju. Kilkukrotnie wspinali się na to gniazdo, czuć było że palą zielsko (chociaż samemu nigdy marihuany nie paliłem, jest to dość charakterystyczny zapach :) ), podchodzili do płotu obrażając ochroniarzy i podburzając lokalnych kibiców. Pewnie u siebie w gimnazjum po takich opowieściach na przerwie są królami korytarza. Powinna być w każdej ekipie jakaś starszyzna porozstawiana po kątach sektorów, która w razie czego temperowała by takie zachowania. Zresztą, młynowy też nie lepszy:

Wygramy, wygramy, wygramy
Kurwy pokonamy

Jazda z kurwami
Niebiescy jazda z kurwami

Ruch wam nie popuści, Ruch wam nie popuści
Ruch wam dzisiaj wpierdol spuści

(aczkolwiek to ostatnie to być może spontanicznie wyszło, a nie od młynowego)

A co my, z Legią, Wisłą albo Górnikiem gramy, żeby śpiewać „jazda z kurwami” ? Zrobiło nam coś to Podbeskidzie? Albo kibicujące im spokojne pikniki? Przed tygodniem z Piastem, mimo niekorzystnego wyniku taka kultura była, ani jedno przekleństwo…. Nic dwa razy się nie zdarza, jak widać.

Wstyd, wstyd, wstyd. W przerwie, na wspomnianym wcześniej sąsiednim sektorze podobno jeden z kibiców Podbeskidzia dostał łomot (widziałem, że jest jakieś zamieszanie, ale swojej wersji wydarzeń nie jestem w stanie przytoczyć, opieram się na tym, czego dowiedziałem się z innych źródeł), przez co fani z Bielska zostali przeniesieni w inne miejsca na stadionie, a bufor stanowiły żółwie ustawione wzdłuż schodów przy płocie odgradzającym sektory.

W drugiej połowie znowu było wspinanie się na gniazdo, rozwalono stojący przy nim płot, a po meczu paru dzikusom nie chciało się minuty poczekać na otwarcie drugiego wyjścia ze stadionu, więc połamali ogrodzenie między jednym a drugim wyjściem, a stojący w pobliżu pracownik ochrony powalony na ziemię zebrał parę konkretnych ciosów.

Oto, jak stosunkowo mała liczba osób może przyczynić się do tego, że cała ekipa zapamiętywana jest jako bydło. Na forach zawrzało, nawet na facebooku jakaś zbulwersowana dusza założyła profil „Żądamy bezpieczeństwa na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej”.

W Niecieczy pewnie już trzęsą portkami przed 19 grudnia, kiedy to Termalica ma podejmować Ruch.

Errata: W ostatniej chwili dowiedziałem się, że całe to zamieszanie jest wynikiem rzucenia petardy hukowej w przyjezdnych przez jednego z lokalnych kibiców. Coś nie chce mi się w to wierzyć, że można być takim kaskaderem, by samemu atakować dwutysięczną ekipę…

Errata2: Historia napisała się na oczach, podobno ultrasom z Bielska-Białej udało się uratować flagi przed skrojeniem ^^

SPORTOWO

Niebiescy przed tym meczem mieli 27 punktów, do końca sezonu zasadniczego zostało 11 kolejek. Z historycznych danych można oszacować, że zwykle na zakwalifikowanie się do pierwszej ósemki potrzeba około 40-42 punktów. Czyli do końca te 15 by wypadało ukulać. A z kim ich szukać, jeśli nie z Podbeskidziem, w dodatku zmagającym się z problemami kadrowymi?

Do przerwy gospodarze, którzy na własnym stadionie póki co w tym sezonie nie odnieśli zwycięstwa, prowadzili 1:0 po golu z karnego wywalczonego w stosunkowo niegroźnej sytuacji. W drugiej połowie analogia – Ruch wyrównał po karnym, również uzyskanym podczas akcji nie powodującej bezpośredniego zagrożenia. Z przebiegu spotkania remis jest sprawiedliwy, obie ekipy zanotowały sporo strat w środku pola, a ataki często kończyły się na nonszalancji i niechlujnych zagraniach. Rozżalenie i niedosyt pozostaje, ale taka jest liga, różnorodność rezultatów to naturalna sprawa.

Kibice Niebieskich, których zakaz wyjazdowy tylko podkręca, wymyślają kolejne rekordy. Tym razem został pobity rekord, ale absurdu. Bo jak inaczej nazwać doprowadzenie do burd podczas meczu z Podbeskidziem?

Jestem przekonany, że nasza wizyta w Bielsku odbije się szerokim echem i będzie o niej głośno w mediach w nadchodzącym tygodniu. A i przed ustawodawcami twardy orzech do zgryzienia. Dopiero co zniesiono obowiązek kart kibica. Może jednak to jedyne rozwiązanie?

Za zadymę w Krakowie Niebieska Szarańcza dostała karę 13 meczów zakazu wyjazdowego. I w imię czego ta kara była? Zasad czy porządku? Gdyby nie zakaz, fanów Ruchu w Bielsku czy Gliwicach byłoby cztery razy mniej. Z jednej strony, zyskują na tym normalni kibice, którzy nie mieliby ochoty na wyprawę na mecz w zorganizowanej grupie ultrasów. Z drugiej, parę błędów bielskich organizatorów ukazało negatywne oblicze takiej sytuacji.

Nie od wczoraj odnoszę wrażenie, że jestem na marginesie biorąc pod uwagę to ile mam lat, czym się zajmuję i w jakim miejscu w życiu się znajduję. Ale takie wycieczki jak wczorajsza uświadamiają, że prawdziwe dno jest dużo głębsze niż może się wydawać.

Pozdrawiam normalnych kibiców, a owym małolatom i dzikusom hańbiącym barwy polecam spróbować podobnych zagrywek w Zabrzu, na Żylecie albo Lechu.


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

.


Odpowiedz
Cytat
boroboro12
Dołączył: 12.02.2015
Poker Player

:nh:
Nie komentowałem, żeby nie było odbierane za "fajny wpis", ale byłem, jestem ... będę; czytam.

Pozdro Ciaciak _drink::appl:


Odpowiedz
Cytat
JohnyMighty
Dołączył: 01.03.2012
PokerStrategist

Bede sprawdzac :)


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

:f_thumbsup:


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

.


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

Pokerowo ostatnie pół roku to dla mnie bardzo ciężki czas. Przeprowadzka z FR na SH, kilka - kilkanaście dni naprawdę fajnych, optymistycznie nastrajających wyników/dni/sesji. Potem jakaś tam przerwa, bo upał, bo niechcemisię, bo mecz, bo ślub, bo to/tamto/owamto, bo mam wyjebane. Po przerwie, pewnie niektórzy pamiętają, challange z psią karmą zwieńczony wpierdolem na zoomie 25, po którym zdecydowałem na zejście na nl10. Na nl10, nawet z zapasem odbiłem się od tego, co uwaliłem na 25, czułem jak wraca luz i nawet radość z gry jakaś tam się pojawia. Potem, pod sam koniec października, zainspirowany jakimś tam usuniętym wątkiem na forum, zacząłem w sieci szukać deali.

Przeprowadziłem się na jeden z ipokerowych skinów, bardzo pozytywnie odczułem tą zmianę, nie narzekałem na traffic i poziom graczy, niestety po kilkunastu dniach okazało się, że każdy affi gada co innego, a ja akurat podczas rejestracji trafiłem na takiego, który nie udzielił wszystkich należytych wskazówek, by dwa kliknięcia poprawnie wykonać. Nie podpięło, nie ma odwrotu - zdarza się. Poczuli się, znaleźli dla mnie inną ofertę, na microgaming, ale po dwóch dniach wpierdolu weekendowego nie podobał mi się zarówno soft, jak i dynamika gierek.

Wtedy wpadłem na ofertę konkurencyjnej strony, znowu rejestracja na ipokerze. Po 2,5 - 3 tygodniach mniej lub bardziej regularnej gry tam jestem. Czuję straszną niemoc i chyba straciłem wiarę, że na jakichkolwiek stawkach jestem w stanie wygrywać. W ogóle jakoś tak blado jest. Jak na uczelnię idę, już szósty rok, to po przekroczeniu progu za każdym razem mam wyrzuty sumienia, bo przecież nie powinno mnie w tym miejscu już być. Chociaż są przecież ludzie, którzy po 6-7 lat studiują, a nie mają ani jednego kierunku skończonego, więc niby nie jest to jakiś wstyd, ale i tak trochę mnie uwiera. Roboty oczywiście nie szukałem, bo totalnie nie mam ciśnienia finansowego - mieszkam z najbliższą rodziną i jedyne koszta to żarcie na obiady, nie mam auta, dziewczyny, przestałem palić 15 miesięcy temu, nie imprezuję, więc stos oszczędności z niedalekiej przeszłości specjalnie się nie zmniejsza.

Ale zawsze jakieś drobne z poksa wpadały, a teraz po prostu nic... Przed chwilą quitnąłem sesję na największym rozżaleniu ever, mimo że nie przegrałem chyba żadnej puli powyżej 20-30bb, pierwszy raz miałem ochotę jebnąć myszką w monitor, squeezując AK wiedziałem, że i tak nie trafię, callując 3bet z AQ wiedziałem, że i tak nic nie trafię.

Jak tak teraz się "wypłakałem" to widzę, jak śmieszny ten lament jest ^^ Bo o co się tu wkurwiać? Tak czy inaczej, czuję że doszedłem do ściany. Bo tak można nazwać paraliż przed grą na najbardziej gównianych stawkach w sieci. I brak wiary, że znajdzie się dobre stoliki czy rozegra przyjemną sesję. Może olać ten rb i wrócić na starsy?

A może pora na zmiany? Zebrać się i jak najszybciej napisać tą ostatnią w życiu pracę dyplomową i znaleźć robotę? I w końcu przestać być kryptoobibokiem i "podludziem"?

Jeszcze, żeby było mało, od czwartku biorę udział w SG prowadzonym przez bąbla i leszka. A potrzebne mi to chyba jak zającowi dzwonek na polowaniu....

Kto pamięta? _pleased:


Odpowiedz
Cytat
elusivepl
Dołączył: 26.07.2015
Legacy Member

Nie łam się. Warto poszukać nowej motywacji w pokerze. Zmiana roomu może mieć dobry wpływ, być może warto popytać znajomych żeby spojrzeli chłodnym okiem na Twoją grę , abyś utwierdził się że Twoja gra jest dobra/poprawna i w long runie będziesz zarabiał. Nie wiem czy odwiedzasz blog Tombo , jeśli nie to polecam. Dobrze spojrzeć jak z kryzysami dają sobie radę najlepsi. Powodzenia:f_drink:


Odpowiedz
Cytat
ciaciak1 Autor wątku
ciaciak1
Dołączył: 27.11.2012
Oldschool Grinder

Chorzowska inwazja na Niecieczę:

https://odmeczudomeczu.wordpress.com/2015/12/19/niebieska-inwazja-na-nieciecze/


Odpowiedz
Cytat