Przejdź do forum
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

He got game

3,256 Posty
99 Użytkownicy
1578 Reakcje
87.3 K Wyświetlenia
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

,


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

<DID switch >
Dla grających w nocy dwie wiadomości. W porównaniu do grających w dzień jesteście bardziej narażeni na choroby układu krążenia, cukrzyce, otyłość i depresję, ale mam też dobrą wiadomość… to wszystko sprawia, iż macie szanse umrzeć wcześniej.
</DID>

Właściwie to planowałem od zawsze napisać coś o śnie z perspektywy grającego w karty (jak, ile, po co?) bez pedalskich porad typu: niebieskie światło monitora spowoduje, iż do rana urodzisz dwugłowego cielaka <DiD switch> szczyt hipokryzji, koleś sam korzysta z f.lux </DID >, ale skończyłem się w 2014 przed tym, jak się zacząłem i tylko na tyle mnie stać. Jako, iż położyłem serią z karabinu czyszczonego spirytusem parę miliardów neuronów, to od kilku lat (jak wiecie) miewam problemy ze spaniem i z tego powodu wciągnąłem nosem każdą sensowna informację na jaką mogłem natrafić, która pomoże mi przymknąć choć jedno oko, a nawet nie sensowną, bo stojąc nad łóżkiem, które nie chciało mnie za nic przytulić wycałowałem - będąc o krok od obcięcia sobie ucha - mokre lustro w łazience, jednak później się okazało, iż jest to metoda polecana przez szeptaczy, ale "dobra" w przypadku opryszczki meh. Cholerny homofob Morfeusz, obdarzył zwiewnym pocałunkiem, ale nadal nie chce ze mną sypiać.

Przechodzę obecnie fazę "ja przeciwko światu", która objawia się dotykaniem bez foliowych rękawic bułek, a następnie odkładaniu ich na miejsce oraz lizaniu ziemniaków na stoisku z warzywami (wyciągnąłem lekcję z poprzedniego okresu młodzieńczego buntu i taka jego forma jest korzystniejsza, niż "z nożem przy węzłach, z Bogiem od serca"), więc wydźwięk wpisów może sprawić, iż ktoś będzie miał ochotę wytarzać mnie w smole i pierze (rozumiem potrzebę), ale nie piszę jedynie o tym, iż w domu, to ja mam słonia, który po salto mortale poprawnie typuje numery lotto, ale nikomu go nie pokaże – za co przepraszam, bo wypadałoby w końcu napisać coś, co się przysłuży innym – piszę o tym, iż tą wygraną się z wami nie podzielę... nie czekaj, chyba nie o to chodzi.

Niezobowiązująco mrugam okiem sugerując, że jak uda się spoliczkować wewnętrznego przegrywa, to postaram się napisać coś, co może się okazać dla kogoś użyteczne, choć mam pewne wątpliwości, czy to miejsce do tego czasu się nie zdetonuje, bo odnoszę wrażenie, że siedzi na beczce TNT, której lont w końcu odpali byle skra. Patrz na miernik, który wskazuje niebezpieczne stężenie oparów absurdu w powietrzu :coolface:.

Ale teledysk chociaż optymistyczny #oczy#sukienka. Teraz szybko, sio do spania. Dobranoc.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Autor wątku chciałby napisać coś, co praktycznie przyda się czytelnikom, bez zaaferowania ich cennych wolnych chwil w celu poderżnięcia tym chwilą gardła tępym contentem.

Jordan Peterson na to mówi: Powinieneś najpierw skupić się na sobie i posprzątać swój pokój.

Autor wątku: Ale ja nie mam pokoju

Jordan Peterson:

Zatrzymajcie tę karuzelę śmiechu, na której relaksuje się z rodziną Franka Castle, bo zaraz ktoś ich wystrzela. Ostatnio chce wrzucić w zasadzie tylko muzykę, ale jakoś tak reszta sama się uzewnętrznia ¯\_(ツ)_/¯

Dobranoc myszki :heart:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Brzytwa Hanlona


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Dzisiaj w sklepie widziałem typa robiącego zakupy w masce przeciwgazowej...


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Przyzwyczajaj się. :f_drink: Niektórzy wyciągną OP1. Nie nabijam się , ale różnie ludzie będą reagować. :f_ugly:


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Hallo!
Where are you?
What happened?


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Long story short...

Niestabilnie opór, czekam na lepsze dni.


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Miewałem okresy na blogu, gdzie wrzucałem więcej postów jednego dnia, niż przez cały obecny rok. Zastanawiam się, czy nie spróbować podsumować 2020, bo tego też od lat nie robię, z tym, że nie wiem jak to ogarnąć, bo standardowo trzymam poziom, przez co od dekady każdy kolejny rok jest gorszy od poprzedniego. Liczyłem, że na początku stycznia chandra minie, a nie chciałem ciągle pisać o tym samym, jak to nie przegrałem życia - chociaż nie mam z tym problemu - bo to po prostu nudne. Dla odmiany chciałem napisać coś optymistycznego, ale nie miałem do tego okazji przez cały 2020, bo nadal wyciągam najkrótsze zapałki. Nie wiem, może napiszę coś głupkowatego, bo katować ludzi tym, że stoję nad przepaścią mierząc długość drogi, to tak średnio.

Mało co zaglądałem na forum. Ostatnio miałem poczucie, że zaczyna wchodzić w czwartą gęstość. Coś się zmieniło na lepsze, czy człowiek po sprawdzeniu niektórych wątków nadal ma ochotę na obcięcie sobie uszu? :coolface:

BTW: Prawie nigdy nic nie polecam, bo jestem tak zjebany, że zawsze gdzieś dopatrzę się nierzetelności, ale zrobię wyjątek, bo sześć i pół na dziesięć - całkiem przyzwoicie. Jak ktoś będzie się nudził (KLIK)


Odpowiedz
Cytat
Rantrave
Dołączył: 19.04.2009

Żyjesz?


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Spojrzałem zezowatym okiem przed chwilą na brudnopis, w którym leżakuje sobie podsumowanie 2020 z wyczerpującą odpowiedzią na to pytanie, ale jak próbuje zabrać się za redakcje tekstu, to ten awanturuje się, że wpycham mordę pod parasolkę nie swojego drinka przeszkadzając mu w urlopie i najlepiej, jakbym wrócił pod kamień, spod którego wypełzłem. Dam mu trochę czasu, aby ochłonął, bo wyrazy ze znakami diakrytycznymi rozchodzą się jak nogi u pijanego na weselu, a ja nie mam obecnie w sobie na tyle samozaparcia, aby się z tym użerać.

Niemniej wypada napisać pokrótce, co u mnie, bo zdaje się o to pytasz. W styczniu 2018 stałem jedną nogą w grobie. W 2019 druga próbowała dotrzymać pionu pierwszej, ale lądowała co chwilę na skórce od banana, przez co nie wlazła do trumny i nie dało się mnie zakopać. Po 2020 ślizgałem się jak świnia po lodzie. Właściwie na tym świecie pozostał już tylko nos, a i to głównie dlatego, że zwęszył rabat na Jordany.

Styczeń 2021 zdemolował mnie doszczętnie, bo opatrzność, która od lat napierdalała mnie po łbie kołem fortuny, wzięła i umarła sobie na epidemię, przez co w końcu sprawa, która nie dawała mi żyć od lat rozwiązała się w połowie miesiąca z lepszym, niż mógłbym sobie kiedykolwiek wyobrażać rezultatem, co pozwoliło na chwilę odetchnąć pełną piersią… zanieczyszczonym powietrzem, a to opór opuszczenie strefy komfortu, gdyż nie jestem przyzwyczajony do tego, że "rzeczy mogą wychodzić", przez co mam spory bałagan na strychu, bo nie wiem, co o tym myśleć (a jak mi odpierdoli i uznam, że samorozwój ma jakikolwiek sens lub zacznę robić inne dziwne rzeczy jak -- --- .-. ... --- .-- .- -. .. . ? < 1/2 troll>.

Zdaje się, że powoli wszystko wraca na stare tory prowadzące do Busan, bo w sobotę wieczorem musiałem płacić jakimś typom*, aby wyłamali mi antywłamaniowe drzwi, bo się obraziły na śmierć, przez co nie byłem w stanie wyjść z domu i tak trochę jakby... no nie mam drzwi, więc "racja bytu" usypiając moją czujność chyba po prostu sfingowała własną śmierć, aby grać mi na nerwach szczotką do kibla bez ponoszenia konsekwencji prawnych.

W zasadzie obecnie nie jest tak źle, jak mogło by wynikać z powyższego, jednak w lutym czeka mnie następna przeprawa przez pole minowe z detektorem, w którym rozładowują się baterie, więc ciekawy jestem, czy rzeczywistość zdecyduje się spoliczkować mnie po twarzy jak alfons dziwkę, po raz kolejny nie płacąc nic za nadstawianie dupy, czy dane mi będzie znowu przez chwilę popatrzeć na błyszczące zdjęcie uśmiechniętych ludzi zamieszczone w kolorowym magazynie.

A, od lat nie gram w karty <wink>.

* Jako, że to sobota wieczór w Wypizdowie, to trudno było o ślusarza z prawdziwego zdarzenia. Przez chwilę sobie pomyślałem, że być może straż pożarna będzie w stanie uratować zamkniętą na sześć sztab w wysokiej kamienicy księżniczkę. A chuja tam, usłyszałem, że reagują tylko w sytuacjach zagrażających życiu. Chciałem niepocieszony powiedzieć, że zdychając z głodu mogę nie mieć na tyle siły, aby zadzwonić do nich za te trzy tygodnie, jednak w międzyczasie usłyszałem w słuchawce, że w tle ekipa mobilizuje się do wyjazdu w celu ratowania jakiegoś kota z drzewa ¯\_(ツ)_/¯.

Z fartem.


Odpowiedz
Cytat
diemdzi
Dołączył: 27.05.2016

Wchodzę na to forum raz na dwa miesiące i zawsze zaglądam na Twój blog w nadziei, że rzuciłeś parę słów. Nikt tak nie pisze jak Ty, dziękuję :f_love:
W ramach podziękowań zostawiam coś do posłuchania.
Coś sie pierdoli w odtwarzaczu, więc wrzucam całość, ale najbardziej polecam fragment jest od 7:19.


Odpowiedz
Cytat
Redwinee
Dołączył: 18.11.2015

+1, jeden z nielicznych powodów, dla których warto odwiedzać to forum.
Pisz więcej panie chudy :f_drink:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Dziękuje za dobre słowa, również ludziom z wątku, który spadł. Stoję na głowie, przez co napłynęło do niej zbyt wiele „złej krwi”, więc powoli od lutego zacząłem rezygnować z terapii inwersyjnej oraz próbuje postawić się na nogi. Właściwie w krótkim czasie muszę nauczyć się potrójnego Rittbergera, a wspominałem, jak czuje się na łyżwach. Ostatni raz byłem na lodowisku w szkole podstawowej, ale paliłem Jana z wypożyczaniem hokejówek, aby mieć jak najwięcej kasy na Street Fighter II (trzy metry od domu chodziły nowo otworzone flipery), ale na łyżwach tak się rozchorowałem, że dwa tygodnie nie byłem w stanie wyjść z chaty, a jak już wylazłem – każdego dnia wizualizując sobie, jak to zaznaczę swoją obecność na liście rekordów, wypalając gorącym żelazem na dupie Panu Bizonowi, który jako ostatni mnie obijał inicjały, aby mogła podziwiać je cała okolica – to ktoś postanowił zniszczyć moje dziecięce marzenia oraz możliwość rewanżu, przez co zamiast salonu gier, moje oczy ujrzały na ich miejscu lumpeks. No kurwa fajnie heh.

Gierki miały opór przemiał, ale puścili je na ulicy, gdzie znajdowały się dwie szkoły, przez co nauczyciele musieli się fatygować kilkadziesiąt metrów, aby sprawdzić obecność, więc dojechali typa i skończyło się beztroskie dzieciństwo, przez co trzeba było chodzić na miejscówkę, gdzie pozostało napierdalać się z Cyganami wkładającymi łapy do kieszeni po żetony, w momencie jak grałeś, albo na stację kolejową do baru, uważając, aby nie wleźć w jakąś strzykawkę z heroiną, a gdzie cuchnęło bardziej, niż spod siodła Czyngis-chana. Właściwie przypominając sobie to miejsce, niemal czuje stęchliznę. Cudowne 90”s. Kiedyś to jednak nie było.

Z rzeczy, o których wspomnieć mogę, to muszę się przebranżowić, aby mieć co jeść, waga jak mnie widzi, to spierdala po całym mieszkaniu, twierdząc, że jestem dla niej zbyt dużym obciążeniem, a jedyna prawdziwa miłość – aktywność fizyczna (kosz) – wyprowadziła się do rodziny, oskarżając mnie o trzymanie w domu pod kluczem, przez co na horyzoncie pojawiło się widmo rozwodu. Plan na najbliższym miesiąc, to ogarnąć to wszystko.

Tymczasem.


Odpowiedz
Cytat
diemdzi
Dołączył: 27.05.2016

Jak po pół roku dałeś znak życia w innym temacie to poleć z rozpędu i tutaj też coś skrobnij <oczykotazeshreka>


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Nie piszę się takich rzeczy publicznie, ale trudno i darmo. Wpłynął przeciwko mnie akt oskarżenia do prokuratury [Art. 157 § 2]. Podobno następowanie na wagę w moim wykonaniu to przemoc, która spowodowała u niej uszczerbek na zdrowiu trwający dłużej niż 7 dni. Waga nie ma z tym nic wspólnego – nie mogła sypać, bo ktoś wypruł z niej baterie – więc pozostaje podziękować życzliwym, którzy pewnie zazdroszczą, widząc mnie w towarzystwie żarcia lekkich obyczajów, a sami męczą się tygodniami przy sałatce, bo „fit” obrazek na Instagram musi się zgadzać. [To ja tylko przypomnę jak swego czasu Hero złapał fazę na „food porn” i ten cały cyrk w jego wykonaniu z ubieraniem parówek z marketu w fatałaszki i robienie im zdjęć w dwuznacznych pozach – przyp. red.].

Podsumowując wątek nadwagi będącej w dużej mierze wynikiem sytuacji epidemiologicznej, która dała dobry powód – a jak pewnie wiecie, ja nawet nie potrzebuje pretekstów – do opierdalania się po całości przez ostatnie ~ 1.5 roku. Wspomniałem kilka miesięcy temu słowem, że coś wypada zrobić, aby nie musieć wiązać spodni buksą, jednak ostatecznie nie wyszło, ponieważ plan redukcji z początkiem maja pojechał zwiedzać sobie burdele w Tajlandii. Jeżeli komuś się cofa z uwagi na to, że może już nużyć czytanie o mojej nieumiejętności do uczenia się na własnych błędach oraz domykania spraw, to może spróbować iść się profilaktycznie naładować jakimś motywacyjnym wpisem, jednak nie ma w sumie takiej potrzeby, bo wyjątkowo przychodzę z „dobrze” brzmiącą wymówką, która tym razem nie powinna pozostawić czytelnikowi kreski baterii.

Tak naprawdę nie zrealizowałem celu związanego z sylwetką (przez ostatnie miesiące udało się założyć jedynie talerze na gryf, przy czym stara sapie, że nie ma w czym teraz żarcia podać), gdyż zdiagnozowano u mnie śmiertelną… dobra, każdy kto interesuje się choć trochę otaczającą go rzeczywistością wie, że z połową mózgu można normalnie funkcjonować – a ostatni rok pokazał, że i bez całego sporo ludzi daje jakoś radę – więc to, że prześwietlenie unaoczniło brak jednej z półkul (ku zaskoczeniu absolutnie nikogo) mnie nie tłumaczy. Mam coś lepszego na usprawiedliwienie, niż wodogłowie. Otóż nie ogarnąłem się życiowo, ponieważ grałem w karty. No i co? Nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji?

Jako, iż niepisanym zwyczajem jest, że społeczność po tym, jak napiszę się na forum, że dużo gra się w pokera wybacza wszystko (plemienność), łącznie z zawiniętą w dywan pół żywą, pół martwą prostytutką w szafie – no co? Zaprosiłem na partię pokera, a ta odpierdoliła mi angle shooting w obecności gangu świeżaków z Biedronki, to niech teraz spoczywa sobie w superpozycji – toteż nie ma wstydu, że zdarza mi się potknąć o własny brzuch. Zresztą za stary jestem na wstyd. Jak tylko plan redukcji przylezie pod koniec września z wakacji, ogarnę ten temat, bo mi trochę na tym zależy, choć w sumie to nie, ale trochę tak, a może jednak nie, ale od biedy niech będzie. Do meritum.

W zasadzie to miałem pisać o kartach już gdzieś w okolicach pierwszego kwietnia, tylko się nie wyrobiłem (bo grałem duh!), więc udajmy, że to dzisiaj, bo tak po prawdzie aprilis jest jedynym dniem w gregoriańskim, gdy mogę wspominać o pokerowej karierze bez krzywienia mordy i recepty na Posterisan H.

Sam pomysł powrotu pachniał jeszcze w marcu jak kremy, którymi na geriatrii smaruje się odleżyny. Po tym, jak przestałem grać w 2017, uznałem, że nie ma co za bardzo pisać o pokerze, gdyż na przestrzeni lat zmieniła mi się optyka, przez co zapatruje się na kwestię związane z grą (a raczej na anturaż, bo gra sama w sobie jak wiele innych) trochę inaczej, niż pozostali i gdybym zaczął dzielić się spostrzeżeniami z tym związanymi, to prawdopodobnie zostałbym ekskomunikowany przez społeczność, a na wbicie ostatecznego poziomu Party Poppera jako, iż znowu zacząłem fałszować wykresy w MS Paint, aby przedstawić bankowi jakąś podstawę, do przyznania mi kredytu na jedzenie jest za wcześnie.

No i nie grałem przez lata, więc temat przewodni bloga umarł na suchoty, choć po napisaniu o tym ostatnim razem nie bardzo pamiętałem dlaczego właściwie przestałem klikać, więc aby sobie przypomnieć sięgnąłem po kieszonkowy paralizator, za pomocą którego udawało mi się zachowywać jako tako dystans społeczny – z jakichś powodów wysmarowanie się gównem nie robiło roboty – przystępując do defibrylacji kiera z gwiazdą, który od ostatniego uniesieniu odcinka ST zsiniał jak David Carradine po masturbacji i okazało się, że odmiana (która według mojej intuicji powinna być martwa) czasami chodzi jak statysta u Romero, a w skarpecie, o której myślałem, że jest dziurawa jak czarny niewykonujący poleceń jankeskiej policji mruga kokieteryjnie do mnie z Kapitolu Ulysses Grant [Przerost formy nad treścią. Jakby nie można było napisać, że ostała się pięćdziesiątka. Ha tfu przeintelektualizowane ścierwo. Pokaż lepiej czerwoną, a nie poetę udajesz <rzyga do wiadra> – przyp. red.]

Myślałem, że znudzi mi się po kilku godzinach, jednak nie znudziło, choć po pierwszym miesiącu gry pojawił się problem, albo ze dwa__dzieścia. Primo, brakuje gier więc na horyzoncie wyłoniła się – jak załatwiający potrzebę półdupek za krzaka – konieczność nauki innej odmiany, jeżeli ma to mieć nieujebane ręce i nogi w przyszłości. Secundo grałem od lipca za dużo, bo gdzieś po drodze dałem sobie wcisnąć garnki za sześć tysięcy złotych oraz pościel przedłużającą życie za piętnaście (skusiłem się na MPC oraz trial programu lojalnościowego), co postawiło mnie w sytuacji, w której zapierdalałem przez ostatnie miesiące jak dzieciaki w kopalniach diamentów w Kongo i właściwie nawet nie wiem po co?

Zdaje się, że Rhasneth znowu włączył tryb obsesji. A przecież prosiłem grzecznie, żeby nie bawił się przyciskami w mojej głowie, bo to sprawia, że często realizuje się scenariusz, w którym popadam ze skrajności w skrajność. Jak się obraziłem na karty, to przez lata nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby się zalogować. Jak przypadkiem odpaliłem soft, to myślę, że nie będzie dużym nadużyciem, jak napiszę, że sesję zacząłem w czerwcu, a skończyłem przed chwilą, bo właściwe mam poczucie, że poza graniem nie robiłem nic innego, choć w sumie robiłem inne rzeczy między sesjami jak chociażby nauka Kamehame-Ha, czy też próbowałem rozkręcić biznes związany z produkcją świec zapachowych własnej roboty.

Nie odpowiadają mi za bardzo zmiany jakie zaszły podczas mojej nieobecności, łącznie z tym, iż poubierali mi stoły w sukienki o koszmarnych kolorach. W zarządzie P* prawdopodobnie ktoś fapie do bajek Disneya, bo Aurorze dosłownie zdarza się być personifikacją „Śpiącej Królewny” , by innym razem latać na mefedronie tak bardzo, że nie jestem w stanie zarejestrować, do kogo przesuwa się pula po rozdaniu.

Próbowałem również bawić się przez chwilę w byt wszechmogący i uruchomić PT3 na P*, ale mniej energii kosztowałoby pewnie stworzenie nowego wszechświata – w którym od słodyczy się nie tyje – więc dałem sobie spokój, bo byłem bliski tego, aby z frustracji obciąć sąsiadowi uszy i zrobić z nich barszcz (pokazał na chwilę HUD na jednym stoliku). Pierwszy miesiąc grałem „bez okularów” w nadziei, że nie spierdoli mi to doszczętnie wzroku. A wystarczyło sprawdzić, że okna dziesiątki nie wspierają PT3 i oszczędziłbym sobie sporo czasu i nerwów, ale to wymagałoby uruchomienia przeglądarki oraz wklepaniu kilku słów kluczowych, więc mnie to po prostu przerosło.

O tym, jak mi idzie, to długa historia, ale będzie krótko. Pierwszego miesiąca wytrzymał sklejony na ślinę BM. Drugiego pogrywałem z niezłym WR – co prawda nawet nie z połową tego, co kiedyś, ale już wtedy połowa, to był niezły wynik <skromność> – na moich bazowych stawkach, z których po miesiącu gry można sobie kupić kawę w Lidlu, a trzeciego poślizgnąłem się na szorstkiej wykładzinie i zdarłem mordę, a że o „porażkach” pisze się najlepiej, to skupię się przez chwilę nad tym, co nie wyszło w czerwcu, bo mam potrzebę rozliczenia się z tym skurwysynem na gołe pięści, choć niewykluczone, że ktoś mi podłożył wówczas woreczek uroku pod poduszkę, gdyż od początku miesiąca plan na życie oraz grę zaczął rozkładać się jak nogi Raily Reid na wieczorze kawalerskim.

Ze względów na małą ilość gier okazało się, że chcąc ogarnąć MPC trzeba siedzieć codziennie – choć na początku czerwca nie zdawałem sobie z tego do końca sprawy – bo potem nawet składanie ofiar diabłu nie pomaga i nie ma z czego wytrzepać tych punktów. W pierwszym tygodniu czerwca wyłączyła mnie z gry na blisko dobę aktualizacja softu. Z jakichś powodów powoduje ona, że silnik zamula, jak się otworzy więcej niż jeden stół, przez co gra była tak niekomfortowa, jak klęczenie jako dzieciak przed dorosłym typem ubranym na czarno i opowiadaniem mu, że miało się nieprzyzwoite myśli widząc plakat Brada Pita w Bravo… to znaczy Cindy Crawford, oczywiście, że chodzi o Cindy.

Rozwiązanie, które pomagało, to czysta instalacja klienta i ustawienia wszystkiego od nowa. Co prawda mogłem zrobić to od razu, ale możliwe, że zobaczyłbym wtedy stan kasjera, a jak sprawdzę wynik więcej, niż raz w miesiącu, to tiltuje przez resztę dnia, co jest jednak mniejszym zjebaniem w stosunku do tego, jak wyglądała sytuacja, gdy zaczynałem uczyć się gry, bo wtedy sprawdzałem saldo po każdym większym rozdaniu.

Następnie popsuł mi się komputer przez co, gdy go wyłączyłem [trzeba było to robić na noc, bo kultura pracy przypomniała odkurzacz przemysłowy, a mnie łopot machania kutasem w klubie go-go na drugim końcu miasta budzi], to na ponowne uruchomienie schodziła co najmniej godzina i z każdym kolejnym dniem było gorzej, a na nową skrzyknę trzeba było czekać niemal tydzień. Niemniej pomimo tych trudności ogarniałem dzienne RP, dopóki nie rozpoczęło się Euro, bo wtedy ilość gier zmalała do rozmiarów mojego pen…sjonatu (jak wiecie, mieszkam w komórce), jednak ostatecznie nie udało mi się ogarnąć MPC przez niefortunny układ gwiazd na nieboskłonie – tak przynajmniej twierdzi wróżka, u której szukałem po wszystkim pocieszenia.

Dobrze, to nie przez gwiazdy. Tak naprawdę pod koniec czerwca (gdzieś w poniedziałek) miałem wyznaczony termin drugiego szczepienia, ale zadzwonili w piątek w środku nocy (8 A.M.) z pytaniem, czy nie chciałbym mieć autyzmu wcześniej. Zaspany zgodziłem się i to właśnie ta decyzja przeważyła i spowodowała, że nie wyrobiłem normy w kamieniołomach, przez co za karę P* ujebało mi rękę, a przynajmniej tak się czułem, bo za bonus żyłem sobie jak król, a bez niego, to nie stać mnie nawet na mortadele z marketu za 3.75 zł/kg. Dodatkowo jak na złość dzień przed telefonem odwiedził mnie „pierwotny ból głowy” – taki trochę kuzyn migreny – który nie chciał pomimo próśb mnie opuścić przez blisko cztery dni, z każdym kolejnym robiąc co raz to większy syf pod kopułą. W sobotę był tak uciążliwy, że nie byłem w stanie spać w nocy, a w zasadzie nawet leżeć, a ja naprawdę potrafię sporo znieść (choć złotego jajka pomimo wielu prób do tej pory się nie udało). Zgrało się to z immunizacją, która mnie rozłożyła totalnie i mamy przepis na piękną katastrofę [Niektórzy twierdzą, że szczepionki nie leczą. No cóż. W moim wypadku szybko wyleczyła, chociażby… portfel z nadwagi, bo niby darmowa, a w rzeczywistości kosztowała mnie 400$ :ayfkm: ].

Musicie wiedzieć, że ja przy temperaturze pod 39 stopni zaczynam mieć halucynacje, więc już podczas stanu podgorączkowego zazwyczaj ląduje jedną nogą w krainie, o której nikt nie ma pojęcia, przez co nie byłem w stanie grać w tym czasie. Przez chwilę próbowałem, jednak przy stoliku z Malinowskim, Smokiem Wawelskim, Sasuke Uchiha i tą laską z Pulp Ficiton niewiele mogłem zdziałać, bo im wszystkim spadało na drugiej ulicy, a mi chuja tam. Na cztery dni przed końcem MPC miałem do zrobienia 1/5 punktów. Być może, gdybym poszedł wyżej, to bym dał radę, choć istniała spora szansa, że brakłoby ze „100” RP i dopiero bym się wkurwił. Osobną kwestią jest to, że dostając cały miesiąc „wpierdol”, a przynajmniej się tak czując (ostatecznie okazało się, że 40 K byłem b/e) nie miałem w sobie zacięcia do tego, aby oglądać jak 5% equity z flopa łoi mi dupsko na rzece za dwa razy tyle żetonów.

Tak więc bonus za czerwiec dołączył sobie do planu redukcji i podobno nieźle się tam na tych wakacjach wyszumieli, gdzie ja wrzesień skończyłem ze zbyt wieloma godzinami na liczniku i powoli zaczynam się czuć, jakbym został wytarzany w smole i pierze, a następnie wywleczony przed tłum gapiów i przeciągnięty na golasa po rynku. Jednym słowem jestem trochę zmęczony, bo przez ten trial P* + 40% MPC przesiedziałem przed monitorem zbyt wiele godzin, co mógłbym pewnie znieść lepiej (a może i bezproblemowo), gdyby dostęp do gier był stały, a nie, że trzeba polować na stół jak chytra baba z Radomia na karpia.

[Teraźniejszość]

Chciałem rozśmieszyć Boga, opowiadając mu na początku września o swoich planach, ale rzewnie zapłakał, trzasnął drzwiami i do tej pory nie wychodzi z pokoju – wiedział, że będą cieli mi RB, a nie miał odwagi prosto w pysk tego na czas powiedzieć, to niech tam teraz sobie siedzi zabity dechami – więc nie będę się wygłupiał i wam również o nich nie wspomnę, bo raz, że z październikiem P* zdecydowało, że przyda mi się więcej wolnego (po obniżce MPC zagram pewnie maks 1/3 tego, co do tej pory), dwa, planowanie rzadko kiedy mi wychodzi, a po trzecie na dobre się rozchorowałem, co nieco ogranicza moje możliwości.

Moim największym problemem stało się odkładanie wszystkiego na potem. Pomimo iż można pewnie często po lekturze wpisów odnieść wrażenie, że dostaje srogi wpierdol, to różnie z tym bywa i ostatnią trzymiesięczną rundę (z której jestem zadowolony) z prokrastynacją wygrałem, a nawet udało się posłać dziwkę na deski (nigdy wcześniej nie grałem tak dużo, tak regularnie), choć nie wiem, co suka ćpa, bo zawsze udaje się jej podnieść.

Tymczasem myszki.


Odpowiedz
Cytat
tigerek73
Dołączył: 24.09.2007

Wariat.:f_thumbsup:

Czy ja dobrze patrze, masz 0,5BB na 100:f_o:


Odpowiedz
Cytat
chudyand1 Autor wątku
chudyand1
Dołączył: 04.04.2010

Nie byłbym w stanie grać, gdyby WR wyglądał tak, jak policzyłeś, gdyż byłoby to kopanie się z koniem, a nie chciałbym mu zrobić krzywdy. Do tego wykresu napisałem w ostatnim wpisie legendę, i to, jak bardzo jestem z niego niezadowolony, ale nie wrzuciłem, bo wpis byłby zbyt abstrakcyjny :coolface:, a i trochę nie wypadało jęczeć, bo mimo wszystko uważam, że ten WR jest bardzo dobry, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności na tamten czas. Inaczej. Ile powinien w BB/100 wynosić według Ciebie? Mogę napisać szczegółowo, dlaczego ten wykres wygląda tak, a nie inaczej i czy mógłby wyglądać lepiej, ale to trochę pałowanie się pod ego. Niemniej jeżeli Cię to interesuje, to mogę narazić się na śmieszność (bo tym jest w zasadzie gadanie o WR na mikro -low), bo powiewa. Pod rozwagę. Wiesz pewnie, że stołów nie ma, więc zdarza się, że czasami usiądzie obok koleś, który kiedyś grał jakieś... 200/400$ :coolface:


Odpowiedz
Cytat
AliAli
Dołączył: 18.01.2008

chudy zyjesz? zyj kurwa plz :)


Odpowiedz
Cytat
RogerMorales
Dołączył: 18.07.2008

Napisane przez chudyand1
Nie byłbym w stanie grać, gdyby WR wyglądał tak, jak policzyłeś, gdyż byłoby to kopanie się z koniem, a nie chciałbym mu zrobić krzywdy. Do tego wykresu napisałem w ostatnim wpisie legendę, i to, jak bardzo jestem z niego niezadowolony, ale nie wrzuciłem, bo wpis byłby zbyt abstrakcyjny :coolface:, a i trochę nie wypadało jęczeć, bo mimo wszystko uważam, że ten WR jest bardzo dobry, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności na tamten czas. Inaczej. Ile powinien w BB/100 wynosić według Ciebie? Mogę napisać szczegółowo, dlaczego ten wykres wygląda tak, a nie inaczej i czy mógłby wyglądać lepiej, ale to trochę pałowanie się pod ego. Niemniej jeżeli Cię to interesuje, to mogę narazić się na śmieszność (bo tym jest w zasadzie gadanie o WR na mikro -low), bo powiewa. Pod rozwagę. Wiesz pewnie, że stołów nie ma, więc zdarza się, że czasami usiądzie obok koleś, który kiedyś grał jakieś... 200/400$ :coolface:

Ktos cokolwiek z tego zrozumial i moglby przelozyc na nasze? Brzmi troche jak Sapheal


Odpowiedz
Cytat