Pograłem 7.5 godziny ale co jakieś 15 minut "prawie kończyłem" na fochu sesje bo mi slapy robio cały czas. Normalnie płakałem jak dzifka

Pograłem 7.5 godziny ale co jakieś 15 minut "prawie kończyłem" na fochu sesje bo mi slapy robio cały czas. Normalnie płakałem jak dzifka

Słabo na stołach. Nie chce mi się grać w tym miesiącu ale jak sobie pomyślę, że poker może iść do więzienia to tak trochę głupio nie włączyć softu. Ogólnie nie bardzo wiem co mam robić przez co moja gra mocno ssie (w zasadzie się zmuszam by coś pograć co sprawia że tiltuje, a nie często mi się to zdarza ) . Samopoczucie nie pomaga i nie mogę robić za bardzo sportu bo pada a to zawsze pomaga jak jest chujnia. Staram się relaksować przy jakimś video ale też mi się nie chce tego mielić w sumie. Jesień zawsze mnie wkurwia, największe porażki zaliczam o tej porze roku. Zazwyczaj miałem z głowy ten okres i przerwę w życiorysie ale .. a wszystko chuj . . Coś wymyślę by się nie rozjebać... oby heh
Sztos nuta i dobry sport.
O dziwo w chujowym nastroju ale kończę dzień z bilansem jakiś 600 kcal. Chociaż plan odnośnie żywienia jako tako realizuje co przy takiej chandrze powoduje, że jestem jeszcze bardziej wkurwiony
Rekord pod względem snu w tym roku zaliczyłem dzisiejszej nocy. Spałem prawie osiem godzin co w sumie dobrze rokuje jeżeli chodzi o gierkę bo podejrzewam, że dzisiaj również będę się wykrwawiał na stołach i koncentracja się przyda by nie puścić zbyt wiele farby , chociaż z drugiej strony gram tak słabo, że ni chuj nie wiem czy to coś pomoże. Tak czy inaczej tamował będę ewentualny krwotok albo wyjściem na rolki jak zrobi się odrobinę przyjaźniej na dworze albo pierdolnę ze trzy razy Tabate Thrusters co mnie pewnie zabije bo jest to opór hardcore a nie robiłem z rok czasu tej aktywności jak nie lepiej. Zresztą kondycja wciąż ssie i nie wiem czy nie wyrzygam się po pierwszym "obwodzie".
W sumie to chciałbym zaliczyć i rolki i Tabate (no i może Sinead de Vries
) tak więc słońce przybywaj kurwa. Tak się składa, że jak robię sport to nie mam wyrzutów sumienia, że nie gram w karty bo przecież robię coś dla siebie a nie gambluje w jakąś niemoralną grę i zabieram pieniądze innym
no łan nows ...
But my dreams they aren't as empty
As my conscience seems to be
Chciałbym ruchać, na potęgę
Wciągać koks i wódkę pić....
Co do ufc, czekam na walke jedrzejczyk z kowalkiewicz. Dobra walka będzie coś czuje. A mcgregor mistrzunio jak dla mnie
Byłem na rolkach :


Dojebałem "opatrunek " niczym akuszerka próbująca łatać urwane kończyny gdzieś w szałasie podczas wojny secesyjnej
Ale zdał egzamin, na tyle dobrze, że przez pierwszą godzinę jazdy zapomniałem, że mam rolkę na nodze. Niestety po tym czasie wszystko wróciło do normy jednak to i tak sukces w porównaniu do tego co było ostatnio. I tak, to jest gąbka do mycia naczyń .
Poszedłem pojeździć bo wyglądając przez okno na ulicę widziałem, że wyschła po nocnym deszczu a na mokrej jezdni strasznie rolki się ślizgają i można sobie zrobić krzywdę. Problem w tym, że jak tylko wyjechałem od siebie większość pozostałych ulic była mokra. Wychodzi na to, że mieszkam w miejscu skąd nawet opad deszczu czym prędzej spierdala. Ja pierdole
Kto zagra za mnie 3.2 K rąk bo mi tyle dzisiaj brakuje do wyrobienia normy huh ?
Peace out
Napisane przez donorlo3
Co do ufc, czekam na walke jedrzejczyk z kowalkiewicz. Dobra walka będzie coś czuje. A mcgregor mistrzunio jak dla mnie
Widziałem chyba wszystkie jej walki w UFC i wszystko co było dostępne z boksu tajskiego i kibicuje od początku ale im więcej o tym myślę tym dochodzę do wniosku, że dobrze by jej zrobiło jakby dostała wpierdol
Przynajmniej coś by się w tej słomkowej zaczęło dziać bo "monopol" to trochę chujnia. Oczywiście baty tylko i wyłącznie od Polki bo w innym scenariuszu tego nie widzę
Breaking News:
Wróciłem z rolek, wykąpałem się i idę na kosza bo mi tu brat grozi, że mi dojebie. Wygląda na to, że poker dopiero po 20 i nocka zarwana
Dzisiaj wycisnąłem z siebie > 1.7 K kcal (rolki + kosz). Miałem niby robić Tabate ale serio nie chce mi się trzeci raz kąpać więc przełożę sobie to na jutro. Jako, że zostawiłem ponad 70 % dziennego zapotrzebowania na energię na dworze to trzeba było zjeść coś konkretnego a, że cieszy mi się morda, iż udało się trochę zmęczyć to na grubo dzisiaj.
200 gramów tego mięsa kosztuje 25 zł co równa się ja pierdole, kurwa mać wyczerpałem budżet na żarcia do końca tygodnia, mama mnie zabije . W sumie, jak wiecie żarcie i wszystko co z nim związane to moje hobby więc być może wrzucę coś co uda mi się kupić by ewentualnie polecić od czasu do czasu i zrecenzować bo ni chuj w "ciemno" tyle za mięso płacić trza być jebniętym :coolface:. Chciałem sprawdzić czy faktycznie argentyńska wołowina taki kozak jak się mówi. Overall polecam bo naprawdę dobre o ile nie spierdolisz na patelni.
No i tak naprawdę nie zapłaciłem za ten antrykot normalnej ceny (bo ja jestęęę mondry ) tylko poprzedniej nocy z tyłu Tesco siedziałem w krzakach i czekałem, aż personel wyjebie mięso, które traci ważność. Potem hop do śmietnika i z górki. Tak więc ustawiać się pod śmietnikiem w Tesco tylko proponuje o trzeciej rano bo o czwartej z maczetami wjeżdżają Turcy po mięso do kebaba i bardzo często o tej samej również chińczyk tak więc trzeba się napierdalać jak się zaśpi co nie jest za fajne ...
No dobra

Prawdę mówiąc nie kupuje mięsa, które traci ważność bo ze dwa, trzy razy miałem niemiłe z tym wspomnienia związane i wolę "przepłacić " ale chuje mnie tak strolowali ceną, że nie pozostawili wyboru. Zresztą gdyby to było coś innego to bym nie wziął a serio byłem ciekawy jak smakuje Black Angus i sfarciłem bo jebało zepsuciem tylko trochę
4. 5 gwiazdki na 5 --- dobreeeee !!!
Jedynym lepszym mięsem jakie jadłem był udziec jagnięcy z "New Zeland". Pewnie dlatego, że to mięso jebie jeszcze bardziej niż takie zepsute. Nie serio podczas smażenia wszyscy u mnie w domu uciekli na dwór bo faktycznie charakterystycznie "pachnie" znaczy się zapierdala jak osrany kloszard. Tam będę narzekał zawsze więcej dla mnie, tym bardziej, że do obsranych kloszardów jestem przyzwyczajony
W biedrze były kiedyś takie kotlety do hamburgerów (ale to polacko brzmi
kotlety do hamburgierów xD) z black anusa. 99.9% miensa, sól i pieprz. Najpierw 15 zł za 500g, a potem coś zjebali, bo wszystkie pudełka były pogniecione i przecenili na 6 zł to całą zamrażarkę tego miałem i na obiad jadłem takiego kotleta z jajkiem sadzonym i boczkiem. English burger gluten free.
Ostatnio pewna mądra głowa strasznie zachwala owoce morza więc chyba pora dodać do jadłospisu.
Wiesz o tym że po Tobie mam najwięcej wpisów na tym blogu , a Ty na moim. Ty mój przyjacielu.
Jak trafię Jackpota to przyjadę do Ciebie na małą , tygodniową wódeczkę.
Nie polecam świeżych małży (św Jakuba, ostryg etc ) prawie rzygnąłem po tym a mało co wybrzydzam jeżeli chodzi o żarcie
Krewetki dobrze zrobione są spoko, tam samo homary ( langusty za drogie, nie próbowałem ). Głowonogów nie jadłem chyba, chociaż kilka razy chciałem kupić ośmiornicę ale za duża jest dla jednego typa . Za to jadłem ślimaki (nic specjalnego w sumie ). Ja tam wole dziczyznę i dzikie ptactwo niż owoce morza.
Napisane przez tigerek73
Jak trafię Jackpota to przyjadę do Ciebie na małą , tygodniową wódeczkę.
![]()
Uważaj czego sobie życzysz. Zresztą mam wrażenie, że nie wytrzymałbyś do środy. Co w sumie jest zaletą, żeby nie było.
Dzisiaj dla odmiany spałem mało przez co kilka rąk niepotrzebnie zbyt agresywnie zagrałem ale nie było to nic gorszego od seta na stosunkowo suchym boardzie więc daje sobie częściowo rozgrzeszenie, ale tylko kawałek resztę złych uczynków odpracuje w polu jak przyjdzie wiosna. Tak nawiasem mówiąc straciłem umiejętność bycia pizda przy stole i nie wiem kiedy to się stało . Kiedyś potrafiłem dobry fold z dwoma parami na flopie zagrać co w fixie jest sick, obecnie nawet jak wszystko mówi, że trzeba silna rękę zrzucić nie daje rady. Gówno... Mój WTS to 42 za ten rok gdzie zawsze miałem maks 36
D-ryboza - czekam na esej
O argininie w sumie też. Testuje oba. Ciekaw jestem argininy przed snem ma przykład.
Napisane przez chudyand1
Napisane przez tigerek73
Jak trafię Jackpota to przyjadę do Ciebie na małą , tygodniową wódeczkę.
![]()
Uważaj czego sobie życzysz. Zresztą mam wrażenie, że nie wytrzymałbyś do środy. Co w sumie jest zaletą, żeby nie było.
Ja, ja bym conajmniej do czwartku!
Wczoraj nawet nie wiem kiedy padłem, obudziłem się około trzeciej w nocy potem poszedłem spać po raz kolejny i przed chwila obudziłem się z "wisielczym" samopoczuciem. Boli mnie głowa (co bardzo rzadko się zdarza). Co prawda nie na tyle aby robiło to większą różnicę ale zawsze. Nie wiem czy to nie przez pogodę bo krajobraz za oknem zwiastuje "30 dni mroku ". Odczuwam też jakieś nudności i się zastanawiam czy przypadkiem nie są to początki jakiejś choroby (miałem ostatnio styczność z chorymi ludźmi ) co byłoby niefajne bo nie chce mi się płacić za zbędną wizytę u lekarza, który powie mi to co prawdopodobnie już wiem albo co gorsza nic nie powie tylko wypiszę jak znam życie antybiotyk. No i w moim przypadku może być to po prostu ZZA bo objawy "głodu" mniej więcej tak wyglądają co byłoby w sumie lepsze bo dam rady to "rozchodzić"
Napisane przez JanyWins
D-ryboza - czekam na esej![]()
O argininie w sumie też. Testuje oba. Ciekaw jestem argininy przed snem ma przykład.
Wiesz, że nie jestem fanem suplementacji więc usłyszysz przeważnie ode mnie, że nie ma co wydawać $ ( z mojej opinii raczej zadowolony nie będziesz skoro już hajs utopiłeś
). Jeżeli nie ma stwierdzonych niedoborów to imo takowa w wielu wypadkach ma sens jedynie podczas profesjonalnego uprawiania sportu (albo w takim zakresie jak robiłem ja na początku roku czyli dwie ciężkie jednostki treningowe w ciągu dnia 5-6 razy w tygodniu, chociaż w sumie na jedno wychodzi ). Z tego powodu nie bardzo wiem co miałbym napisać. O ile suplementacja D-rybozą w twoim wypadku może mieć sens o tyle arginina wydaje się być topieniem niepotrzebnie hajsu (a może nawet niekorzystnie wpływać na zdrowie ). Nie brałem też tych supli więc nawet gdybym uważał suplementacje nimi za zasadną (a raczej mam odmienne zdanie ) to miałbym kłopot z polecaniem ich z czystym sumieniem. Napiszę więcej jak poczuje się lepiej bo teraz nie chce mi się wertować Biochemii Harpera a czytałem ją zbyt dawno by profesjonalnie ci odpowiedzieć.
Jak mi się nie chce czegoś robić lub nie znam się na czymś a brakuje czasu by to ogarnąć to jak każdy normalny pytam kogoś mądrzejszego (no przynajmniej tak sobie to wyobrażam co jednak patrząc na to co w necie można na niektóre tematy przeczytać nie jest powszechną praktyką). Jakiś czas temu gdzieś przyszedł do mnie temat, na który nie miałem czasu szukać odpowiedzi, a przynajmniej dla mnie wydał się dość ciekawy. Jakiś pogląd na ten temat miałem ale jak to bywa w moim wypadku weryfikacja swoich przemyśleń jest czymś normalnym. Zapytałem więc osobę trzecią i tak się złożyło, że doczekałem się po dłuższej chwili i otrzymałem mniej lub bardziej zadowalającą odpowiedź choć pewnie nie ja stricte tylko do mnie kierowana a również do miliona innych osób, które o to samo pytały
Tyle wygrać
Pytałem o coś jeszcze ale tutaj ani mnie nie zadowala odpowiedź ani nie wierze w ani jedno słowo, które usłyszałem. Pierdolenie, że się nie da C, nie ?
Akurat z tego dwojga to arginina za jakieś grosze była więc tylko testować będę. Chociaż ostatnio Donaj (nie wiem czy kojarzysz, jeśli tak to szanujesz?) mówił, ze poleca ja wszystkim jako stałą suplementację. D-rybozy sam ciekaw jestem. Póki co po 2.5g po 2-3 razy dziennie biorę, docelowo wejdę pewnie w 15-20g i zobaczę czy gra warta świeczki, bo interes drogi, ale jeśli poczuje różnicę to suplementacja dzienna to jakieś 6 zł, czyli 6 spinów pod sam rakeback.
Tymczasem biorę się za Cały ten cukier. Ostatnio w TV leciało więc zrobiło się głośno na grupach fejsbukowych, w których siedzę.
14-go będzie po północy lecieć w TVN 7
Typa, o którym wspominasz nie kojarzę. Jak pisałem, nie jestem rozeznany mocno w suplementacji bo wolę bawić się jedzeniem niż łykać "tabletki" i nigdy nie przykładałem do tego takiej wagi by móc się wypowiadać "wiążąco "ale mój chłopski rozum nie pojmuje po co brać argininę. Przecież to aminokwas egzogenny. No dobra względnie egzogenny jednak organizm dorosłego człowieka syntezuje tego tyle ile potrzeba, a nawet jeżeli nie pokryje to zapotrzebowania z jakiegoś powodu to przy twoim sposobie żywienia dostarczysz spokojnie w ciągu doby odpowiednią ilość chociażby z mięsa. Oczywiście należy rozróżnić suplementacje amatora od kolesia, który bawi się w sporty sylwetkowe bo temu drugiemu być może takie suple są potrzebne (ale ci kolesie właściwie jedyne co robią to jedzą i trenują więc mało ma to wspólnego z przeciętnym Kowalskim a pół internetu stara się żywienie, trening i suplementacje takich typów wprowadzać u siebie w przełożeniu jeden do jednego co jest głupie tbh).
Trzeba sobie również zdawać sprawę jak działają producenci suplementów zachwalając swój produkt. W dużej części jest to marketingowa paplanina. Zresztą cały biznes tak działa nie tylko ten związany z suplami. Skoro zahaczyłeś o cukier to może napiszę na jego przykładzie. Nie ma różnicy pomiędzy cukrem rafinowanym, trzcinowym, etc natomiast ten drugi potrafi być reklamowany jako zdrowsza alternatywa jednak to jedno i to samo. Tzn różnica jest w cenie bo ten drugi potrafi kosztować trzy razy tyle (pierdolenie o tym, że jest zdrowszy to mydlenie oczu osobą, które zadały sobie pytanie " O chuj tutaj chodzi ?. Czemu mam przepłacać za kolor cukru ?" . Gdyby przełożyć to na argininę to ktoś kto ci chce ją sprzedać będzie reklamował to jako specyfik przyśpieszający regeneracje. Ok spoko bo to prawda, jednak to, że takie zastosowanie ma sens głównie u osób dla przykładu skrajnie wychudzonych i schorowanych zostanie już przemilczane.
W sumie nie wiem po co leje wodę bo to jak działa "marketing " jest ci pewnie znane. W skrócie w dużej mierze jest to oparte na tym by sprzedać ci coś czego nie potrzebujesz nie ?
http://www.boomplayer.com/en/poker-hands/Boom/21074349_0AB5107945
Dobry blef trzeba to uczcić. Dzisiejszy obiad sponsoruje miejscowa cukiernia.

Ogólnie to się przewaliłem w chuj bo nie chcieli mi ukroić mniejszego kawałka a za to zapłaciłem jakieś 14 zł. Już głupio mi było mówić jak zapakowała, żeby sobie sama zjadła za tą cenę upiekę dwie blachy . Zapomniałem, że sernik to ciężkie ścierwo. Dobra, tak naprawdę przepłaciłem bo podobno cukiernia piecze bez chemii, znaczy się naturalnie. Wystarczy mi w to wierzyć bo sprawdzić nie ma jak . Zresztą z pieczeniem jestem na bakier raczej, chociaż to zależy głownie od stanu świadomości ale to opowiem wam kiedy indziej.
Dieta i wyrzeczenia ? Bitch please... niemal co dzień wpierdalam takie rzeczy i lecę z wagi
Peace.