Z cyklu: The Men of the Game - Tom McEvoy
Ja i Tom mamy wiele wspólnego. W karty zaczęliśmy grać bardzo wcześnie, burząc tym procederem wychowawcze fundamenty - nigdy jednak nie zapomnieliśmy o wadze wykształcenia. Potem Tom zaczął odnosić pokerowe sukcesy, czym wyraźnie przerwał wykres podobieństw...
"I bet ham sandwich and a banana..."
![]() |
| Yup, kinda gay, ale to żonaty facet... |
Thomas K. McEvoy urodził się w 1944 roku w Grand Rapids w stanie Michigan. Już w dniu swych piątych urodzin brał pokerowe lekcje od znudzonej starością babci i nie omieszkał wypróbować swego skilla na nowych, szkolnych kolegach. Swoje "school games" organizował jednak zbyt ostentacyjnie, karty rozdając na lekcjach pod nosem zszokowanych pedagogów. Z tego względu matka Tommy'ego musiała niejednokrotnie odbierać trudne telefony od zaniepokojonych wychowawczymi metodami państwa McEvoy dyrektorów. Co prawda w rodzinnym domu Toma nie pielęgnowano karcianych talentów syna, lecz jego matka miała świadomość tego, z jaką pasją jej latorośl podchodzi do gry w pokera. Gdy więc telefon zadzwonił po raz kolejny, a nauczyciel oznajmił, iż Tommy ograbił swego kolegę ze wszystkich pieniążków, matka chłopca odrzekła: "Jeśli Johnny jest na tyle głupi, by grać z moim synem na pieniądze, to jego problem!". Bura w domu była mimo wszystko.
Pomimo miłości do kart Tom nigdy nie zapomniał o potędze edukacji. Przystąpił więc do nauki na Ferris State University w rodzinnym Grand Rapids, uzyskując dyplom z zarządzania finansami. I choć niemal wydłużał dobę, by realizować się w grze w karty, postanowił nie zawieść mamusi i znaleźć "real job" w wyuczonej na uniwerku księgowości. Los chciał jednak, by McEvoy zarabiał na siebie ćwicząc poprawne liczenie przy innym stole - obitym przyjemnym jak poły maminego płaszcza suknem, z uderzającymi o siebie dźwiękiem bogactwa kompozytowymi krążkami na nim. W 1978 roku Tom został zwolniony z pracy i przeszedł na pokerowy profesjonalizm.
McEvoy stopniowo wspinał się po limitach okolicznych gier cash, po pewnym czasie zaczął się jednak dusić w ograniczonym finansowo, miejscowym ekosystemie i postanowił wyemigrować do Vegas. W 1982 roku zadebiutował w kasie World Series of Poker, zajmując szóste miejsce w silnie obsadzonym turnieju Razz. Wówczas był jeszcze szerzej nieznanym "nowym z Michigan", ale już w roku następnym przedstawił się w sposób najbardziej dobitny.
"Theres nothing that will ever be better than winning the World Series"
![]() |
| "Thank you, Lord, for that pot..." |
WSOP A.D. 1983 Tom McEvoy rozpoczął od zwycięstwa w turnieju fixed-limit Hold'em, po pokonaniu w heads-upie ojca i matki irlandzkich kart, Donnachy O'Dea. Ten sam gracz zasiadł obok Toma przy finałowym stole turnieju głównego, do którego bohater artykułu dostał się z satelity, będąc pierwszym graczem w historii, który nie musiał uiszczać całości pięciocyfrowego buy-ina, by zagrać w Main Evencie. Gdy w grze pozostało już tylko trzech graczy, największe szanse na triumf (bez względu na wysokości stacków) dawano Doyle'owi Brunsonowi, który tytuł najlepszego na świecie zdobywał wcześniej już dwukrotnie. W heads-upie spotkali się jednak McEvoy oraz Rod Peate, ustanawiając rekord długości trwania finałowego pojedynku ME WSOP na ponad siedem godzin (który pobity został dopiero w 2006 roku). Zwycięstwo przypadło byłemu księgowemu z Grand Rapids.
Kolejne lata były dla McEvoya bardzo udane. W 1986 roku zdobył swą trzecią bransoletkę (tym razem w wariancie Razz), którą okrasił wieloma sukcesami na arenach Stairway to the Stars, America's Cup of Poker, Hall of Fame Poker Classic oraz Annual Jack Strauss World Match Play Championship. Świetnym dla niego rokiem był 1992, kiedy to najpierw dopiero na heads-upie z Menem "The Master" Nguyenem zatrzymał się w World Series evencie Seven Card Stud, a następnie pokonał Berry'ego Johnstona w finale turnieju FL Omaha, zdobywając tym samym swą czwartą bransoletkę. Pięć lat później aż trzykrotnie awansował do top 3 kolejnych eventów WSOP.
Tom posiada w swoim dorobku tytuł Professional Poker Tour, zdobyty siedem lat temu w Bay 101 Shooting Stars of Poker z niemal ćwierćmilionową nagrodą główną. Rok później zajął znakomite 36 miejsce w Main Evencie WSOP (co było jego pierwszym cashem w turnieju głównym od czasu zdobycia mistrzostwa w 1983 roku). Pokerowi fani nowej generacji także mieli okazję poznać brodatą twarz starego mistrza, kiedy to w zorganizowanym dla uczczenia czterdziestolecia królewskiego cyklu turnieju Championship Invitational okazał się najlepszy spośród dwudziestu mistrzów świata, dzięki czemu opuścił parking Rio klasyczną Corvette z 1970 roku.
No smoking!
![]() |
| Champion of Champions |
W tym roku Tom McEvoy po raz kolejny atakuje Poker Hall of Fame. Wielu uważa, że włączenie go do Galerii pozostaje kwestią czasu, on sam jednak twierdzi, że ma go już niezbyt wiele, a chciałby być świadkiem tego wyróżnienia. Zasługi Toma wykraczają daleko poza cztery brejslety i mistrzostwo z 1983 roku. Pokerzysta ten jest autorem aż piętnastu pokerowych publikacji, które sumarycznie traktują o ośmiu pokerowych odmianach w wariancie turniejowym (z satelitami włącznie). Książki te zyskały szerokie uznanie czytelników, szczególnie seria "Championship", napisana wspólnie z degenem T.J. Cloutierem, Maxem Sternem, Bradem Daugherty i Lindą Johnson.
Jeśli nie tolerujecie dymu tytoniowego, także powinniście zakumplować się z biografią McEvoya. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych cygara i papierosy były nieodłącznymi atrybutami większości kasnowych regów, a siwa siekiera kłębiła się ponad głowami graczy niekiedy tak nieznośnie, że Johnny Chan mógł sobie wsadzić swą pomarańczę głęboko w huang pìgu. W 1998 roku Tom zorganizował pierwszy non-smoking event i okazało się, że dla wielu uzależnionych pieniądze w puli były ważniejsze od chęci puszczenia dymka. "The addiction to poker is greater than the addiction to smoking" - jak zwykł mawiać bohater artykułu. W 2002 roku dyrektor generalny rodzinnego kasynowego imperium Benny Binion Behnen (prywatnie nałogowy palacz) w zamian za kilka bezpłatnych lekcji pokera zagwarantował mu, że przyszłe turnieje WSOP odbywać się będą w atmosferze wolnej od szlugów i cygar.
Tom McEvoy zawsze należał do ikon pokerowej klasy i spokoju, jaki zachowywał w trakcie gry. Gdyby nickname "Gentleman" nie był zarezerwowany dla Jacka Kellera, obdarzony nim zostałby z pewnością mistrz świata '83. Dziś gros karcianego świata gdzieś ma zasady kultury przy stole, bo nikogo nie obchodzi to, że "pokerchump" ze "Starsów" podczas sesji siedzi prosto i bezę je łyżeczką. Wcale nie ma się do czego przyczepić - ważne przecież, kto jak gra. A Tom - niezmiennie robi to bardzo dobrze.
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
"Jeśli to pamiętasz, twoje dzieciństwo było zajebiste"
Nice line-up, ay?
Not sure... Sullivan chce stiltować przeciwnika, czy jest po prostu burakiem...
by acebestini


