Z cyklu: The Men of the Game - T.J. Cloutier
Dziś T.J. Cloutier stanowi jeden z lepszych synonimów hazardzisty i obiekt drwin tych, którzy świadkują wstydliwym upadkom wielkiego gracza. A Cloutier jak najbardziej zasługuje na miano mistrza, mimo, iż właśnie mistrzostwa zdobytego w Main Evencie brakuje mu, by zostać trwale wpisanym do pierwszego szeregu.
Rekordy T.J.'a musza robić wrażenie: 6 bransoletek World Series of Poker przy 41 miejscach w Top Ten i 57 płatnych, 49 turniejowych zwycięstw i bycie pierwszym, który przekroczył milion dolarów wygranych na WSOP bez zwycięstwa w Main Evencie. Właśnie... Pomimo wielu konkretnych prób zdobycia najlepszej z pokerowych legitymacji nigdy mu się to nie udało. W przeciwnym razie dziś wymienianoby go jednym tchem wraz z Ungarem, Mossem, Brunsonem i Hellmuthem.
Touchdown!
![]() |
| Ładna ondulacja... |
Thomas James Cloutier urodził się w 1939 roku w kalifornijskim Albany. W młodości palił się do fizycznej aktywności, będąc solidnym graczem futbolu amerykańskiego i baseballu podczas studiów na Berkeley University. Po ukończeniu nauki został powołany do wojska, gdzie po raz pierwszy zetknął się z grą w pokera. Gdy jednak zrzucił kamasze, nie zamierzał wcale dokonywać żadnego wyboru - został zawodnikiem rywalizującej w Canadian Football League drużyny Montreal Allouettes, skąd został przetransferowany do Toronto Argonauts.
Kanadyjczycy wcale nie byli grzeczniejsi od swych bardziej znanych, amerykańskich pożeraczy jardów. W jednym ze spotkań T.J. został potraktowany łokciem przez rywala na tyle przekonująco, że wypluł zęby. Po zszyciu krwawiących ust Cloutier wrócił do gry - taki był twardy. W końcu jednak przestawiono mu kolano i o dalszej karierze futbolisty musiał zapomnieć.
Pieniędzy musiał szukać na platformach wiertniczych w teksańskim Longwiev. Po pewnym czasie Cloutier przeprowadził się do Shreveport, by stamtąd trzy razy w tygodniu podróżować do Dallas na regularne gierki pot-limit. W końcu zestawienie nieprzespanych pokerowo nocy z koniecznością marznięcia na platformie okazało sie na tyle niekorzystne, że Cloutier musiał dokonać bilansu. Cyferki przemawiały za tym, co bardziej zagadkowe - T.J. Cloutier został zawodowym pokerzystą. Początkowo skupiał się na grze cash, to jednak turnieje miały zapewnić mu dobrobyt i najwyższą estymę.
So good, so close...
![]() |
| "Grałem z tobą pięć lat temu?" |
Przygodę z grą turniejową Cloutier rozpoczął właściwie w 1983 roku w wieku 44 lat, kiedy to w zorganizowanym w Plaza Hotel & Casino turnieju pokonał w heads-upie Stu Ungara oraz zwyciężył w Annual Jack Straus World Match Play Championship. Największy sprawdzian nastąpił dwa lata później w Main Evencie World Series of Poker. Cloutier, poważany już pokerzysta, grał znakomicie i jako główny kandydat do triumfu wymieniany był już od chwili, gdy w grze pozostało 24 graczy. Jego przeciwnikiem w heads-upie był Bill Smith i teoretycznie Cloutier nie mógł lepiej trafić.
Smith bowiem karciarzem był średniawym, z wyjątkiem fazy, która następowała po solidnym, alkoholowym upojeniu, a przed ostatecznym zgonem. Przypadek Billa był powszechnie znany - gdy ten przetrwał wczesną fazę turnieju, w której nie zdążył wystarczająco wypić - wówczas mógł być bardzo niebezpieczny i bynajmniej nie chodzi tu o szukanie zaczepki. Już w pierwszym rozdaniu pojedynku króle Smitha pokonały dziewiątki T.J.'a, miażdżąc znacznie jego stan posiadania. Udało mu się odrobić straty, aż nadeszło rozdanie, w którym napruty Bill Smith sprawdził z potężną wsuwkę rywala, który na swoje nieszczęście trzymał
. Board nic nie zmienił i choć Cloutier wzbogacił się o 280 000 $, wielka szansa na najważniejszą z bransoletek pozostała niewykorzystana.
W 1986 roku Cloutier triumfował w Amarillo Slim Super Bowl of Poker, by rok później odbierać swą pierwszą nagrodę za sukces w Limit Omaha podczas osiemnastej edycji World Series. W 1988 roku ponownie znalazł sie przy finałowym stole Main Eventu, na swoją drugą bransoletkę musiał jednak czekać do 1994 roku, kiedy to zdominował event Omaha Hi/Lo i za kolejne dziesięć dni świętować ship w turnieju pot-limit Hold'em. Na czwartą błyskotkę czekał cztery lata, kiedy to pokonał Doyle'a Brunsona w finałowym pojedynku pot-limit Omaha. Wówczas zaliczył także kolejny deep w Main Evencie, zakończony trzecim miejscem i niemal pół milionową wygraną. Znów był blisko szczytu, jednak nie na tyle, na ile zrobił to u progu nowego milenium.
Nine on the river? Oh crap!
![]() |
| Mo money mo problems! |
W 2000 roku w Main Evencie wzięło udział 512 graczy, wobec czego zwycięzca po raz pierwszy w historii zagwarantowaną miał nagrodę w wysokości 1,5 mln $. Na starcie heads-upu Chris Ferguson przytłaczał swym stackiem żetony Cloutiera, jednak po kilkudziesięciu rozdaniach weteran dogonił długowłosego pretendenta. Gdy przy niemal równych stanach posiadania T.J. zaserwował all-ina z i dostał call od ręki
, upragnione zwycięstwo było bliżej niż kiedykolwiek. Nickname Fergusona jednak zobowiązywał, wobec tego nie obyło się bez cudów: po suchocie pierwszych czterech kart wspólnych na river spadła magiczna
, znamionująca, że to "Jesus jest Panem", a T.J. jedynie bogatszym o niemal 900 koła śmiertelnikiem. Bliżej mistrzostwa świata być już nie można.
W 2003 roku Cloutier zanotował swe najlepsze podejście do cyklu World Poker Tour, zajmując trzecią lokatę w L.A. Legends of Poker, natomiast w kolejnych dwóch latach zdobywał bransoletki World Series (w Razzie i NLHE), śrubując swój prywatny rekord do poziomu sześciu zdobyczy - każdej w innym wariancie gry. Ostatnim jego większym cashem było niemal pół miliona dolarów za piąte miejsce w evencie 50 000 $ H.O.R.S.E. z 2006 roku, wygranym ostatecznie przez "Chipa" Reese'a. W ostatnich latach Cloutier jest coraz mniej widoczny w strukturze WSOP, co w dużej mierze spowodowane jest czynnikiem poza pokerowym.
Terrence Chan zaliczył w swym życiu jedną, niezbyt udaną przygodę hazardową z T.J.'em w tle, jednak jest przekonany, że Cloutier przegrał w kości więcej, niż ktokolwiek inny na świecie. W jak odległe miejsce weteran nie powędrowałby w pogoni za pokerowymi pieniędzmi, zostawiał za sobą nieprzyjemny zapach wielkich, crapsowych przegranych, wyjątkowo wstydliwych dla mistrza tego poziomu. Lwia część pokerowych wygranych trafiała potem na kościane stoły, co w ostatnim czasie uniemożliwiało Cloutierowi grę w turniejach z wpisowym nawet poniżej 500 $, także z powodu przerzedzenia się zniesmaczonego już grona potencjalnych stakerów. W styczniu 2010 roku T.J. zmuszony był nawet sprzedać na e-Bay jedną ze swoich bransoletek.
Championship Craps
![]() |
| Learn some, Tommy-son! |
Choć za Cloutierem podąża obraz zawarty w poprzednim akapicie, to nie wszystko w swoim życiu potrafił zepsuć. Jest współautorem (wraz ze zwycięzcą ME'83, Tomem McEvoyem) czteroksiążkowego cyklu "Championship", traktującego o Omaha i Hold'em. Jego największym atutem podczas analizy gry rywali jest znakomita pamięć: "Jeśli grałbym z kimś w pokera pięć lat temu, może nie pamiętałbym jego imienia, ale pamiętałbym twarz i to, jak rozgrywa ręce w poszczególnych spotach, jego tendencje. Myślę, że znajomość przeciwnika jest najważniejszą rzeczą w grze w pokera". My też tak myślimy.
T.J. jest źródłem wielu pokerowych historii i anegdot, także tych różnych od żebrania na wpisowe i staczania się przy stole do gry w kości. Jedną z nich jest "mystery hand", która stanowi pokłosie dawnej gry PLHE w Shreveport. Gdy Cloutier ustrzelił na turnie nutsy i postawił zakład, dealer popełnił błąd, muckując jego karty. Na szczęście dla sześciokrotnego triumfatora eventów WSOP jego przeciwnikiem był Wayne Edmunds, któy zwykł opuszczać głowę po zagraniu, by nie śledzić tego, co czyni rozdający. T.J. postanowił to ograć, trzymając ręce pozycji "mam pod nimi karty", po czym zagrał kontynuację na river. Edmunds zmuckował, dealer przemilczał, Cloutier mógł natomiast zgarnąć pulę z kartami w mucku.
Trudno powiedzieć, czy T.J. Cloutier zaskoczy nas jeszcze pozytywnie przy pokerowych stołach. Umiejętności, mimo zaawansowanego już wieku, z pewnością mu nie brakuje; jeśli jednak jego hazardowy pierwiastek dojrzewał będzie wprost proporcjonalnie do umykania wiosen, pokerzysta może już nigdy nie wrócić na szczyt, na którym miejsce bezwzględnie mu się należy.
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
Poker knows no age!
From here to eternity...
This beautiful game of Razz
Kolejny maineventowy missclick
by acebestini



