Z cyklu: The Men of the Game - Stu Ungar
Dziś ankietowani na szczyt tablicy w "Familiadzie" wynieśliby pewnie Phila Ivey. Gdyby pół wieku temu Johnny Moss zasiadł do gry gdzieś w Nowosybirsku - wkrótce zapewne to on trafiłby na ikony. Koniec końców mógłby pogodzić ich ktoś zupełnie inny - z talentem trwonionym wprost proporcjonalnie do jego wielkości.
"Przypuszczam, że może nadejść taki dzień, gdy komuś uda się ostatecznie przewyższyć moje umiejętności w no-limit Texas Hold'em. Wątpię w to, jednak istnieje taka możliwość. Jeśli jednak chodzi o remika - przysięgam, że nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek i kiedykolwiek potrafił grać w niego lepiej ode mnie" - coś takiego powiedzieć mógłby tylko pewien coach z 2M winnings i brazylijską modelką w tle, totalny szaleniec lub prawdziwy mistrz. Stu Ungara zaliczyć należy z pewnością do tej ostatniej grupy, choć nie można odmówić mu "dzikości" umysłu, bardzo często idącej w parze z wielkością.
Il Mago
![]() |
| Potencjał w rozkwicie |
Stuey wychowywał się w rodzinie węgierskich Żydów, a raczej w towarzystwie żydowskich gangsterów, których przestępczą synagogą była speluna prowadzona przez ojca chłopca. Gdy Stu zaczął dorastać, ojciec powierzył mu "fuchę" pośrednika-pożyczkodawcy, co było dla dzieciaka jedną z pierwszych lekcji szybkiego i dokładnego liczenia. W przerwach między rozmowami o szabasowych mordach i wymuszeniach w dzień przed Chanuką barowi goście lubili dać się porwać partiom remika. Bystry chłopak w szybkim tempie zaczął ogrywać miejscowych regularsów, a swój pierwszy turniej wygrał w wieku 10 lat.
Gdy w wieku 68 lat zmarł Ungar senior - jego niespokojna latorośl mogła bez przeszkód rzucić szkołę oraz siebie w wir hipnotyzującego hazardu. Zaczął wygrywać kolejne turnieje, gdy w końcu wyglądającego na trzynaście lat osiemnastolatka zauważa Victor Romano, szeregowiec w gangsterskiej rodzinie Genovese, przy którym pejsaci silnoręcy z gospody ojca wyglądali jak obsada Disney Channel. "The Kid" został "Il Mago" - otoczony włoskimi amatorami gierek i profesjonalistami w dziedzinach przestępczych, zafascynowanymi jego talentem do liczenia, wygrywał kolejne turnieje remika niezależnie od forów, jakie dawał rywalom, lub nawet oszustw z ich strony.
Ungar wygrywał ze wszystkimi i w końcu ograł wszystkich. We włoskim stylu miast oszczędzać choć dziesiątą część zarobionego grosza, Stuey przepuszczał wszystko na wyścigach konnych, które stały się jego wielką, burzliwą miłością. Gdy na scenie remika nie został już nikt godny gry z młodym mistrzem, Stu zainteresował się pokerem. Nadpobudliwy "The Kamikaze Kid", drobny i wątły chłoptaś z Lower New York w 1980 roku, mimo braku doświadczenia, staje w szrankach World Series of Poker.
The Kid
![]() |
| "Here comes the 80's, paps!" |
Stu rozpoczął od drugiego miejsca w evencie 5000 $ Limit Seven Card Stud i jako pierwszoroczniak zrobił lepsze wrażenie, niż Patrick Ewing w New York Knicks w 1985 roku. Siadając do stołu podczas Main Eventu nie był już anonimowy, ale swój pomnik w Vegas dopiero miał zbudować: "Nazywali mnie monstrum. Od kiedy miałem 15 lat niszczyłem przy pokerowym stole ludzi, którzy grali profesjonalnie od lat 30. Ośmieszałem ich w oczach innych i może faktycznie zasłużyłem sobie na taki przydomek". Ungar eliminował kolejnych przeciwników, by w heads-upie spotkać się z legendarnym już dwukrotnym czempionem Doylem Brunsonem. Goliat padł, Stuey był mistrzem.
Rok później "Babyface Killer" rozpoczął od zwycięstwa w prestiżowym evencie 10 000 $ No-Limit Deuce-to-Seven Draw. Puggy Pearson powiedział wtedy: "Kto tu znów przyprowadził tego dzieciaka? Boję się go bardziej niż swojej starej!". W Main Evencie w niesamowitym stylu obronił tytuł, w ostatecznej rozgrywce pokonując Perry'ego Greena z mroźnego Anchorage. W 1983 roku zdobył swą czwartą bransoletkę, do czego dorzucił trzy zwycięstwa w cyklu Super Bowl of Poker Amarillo Slima i wydawało się, że wciąż młody Stu wyśrubuje pokerowe rekordy do poziomu koksowanych Chinek na lekkoatletycznych średnich dystansach. Ten jednak również wpadł w sidła osobliwego dopingu.
Kokainę przyjął po raz pierwszy w 1979 roku, po śmierci matki. Po pewnym czasie odkrył jej zbawienny wpływ na wytrzymałość podczas pokerowych maratonów, a że uczestniczył w nich codziennie - codziennie faszerował się koksem. Jednak dopiero w 1986 roku, po rozwodzie z żoną Madelaine i utratą kontaktu z córką, Stu zgłodniał na tyle, że radykalnie zwiększył porcje swej białej diety - na śniadanie wcinał specyficzny twarożek i przy podwieczorku wolał odstawić pączka, a zlizać sam cukier puder. W 1990 roku u progu trzeciego dnia turnieju głównego WSOP Ungar był chip leaderem, znarkotyzowany zaległ jednak bez przytomności w swoim hotelowym pokoju. Znalezione przy nim yeyo zawstydziłoby samego Tony'ego Montanę. Stu Ungar znalazł się na krawędzi.
The Comeback Kid
![]() |
| Ostatnie tango w Vegas |
Przez kolejne lata "The Kid" grał tylko wtedy, gdy potrzebował pieniędzy na narkotyki. Gdy nie potrafił w szybkim tempie przećpać tego, co wygrał - pushował "any two" na wyścigowym torze. Z czasem przestawał wychodzić ze swego pokoju, pieniądze na śnieżną moc częściej pożyczając, niż zdobywając dzięki kartom. O powrót do żywych poprosiła go w końcu ukochana córka i Stuey podjął ostatnią próbę. Bóg lowballa Billy Baxter pożyczył mu pieniądze potrzebne na pokrycie wpisowego do Main Eventu w 1997 roku i Ungar dołączył do gry w ostatniej wręcz chwili. W niczym nie przypominał dzieciaka sprzed kilkunastu lat - stanowić mógłby natomiast wzorzec przestrogi u bram MONAR-u: nieskoordynowane ruchy, objawy bruksizmu i skąpane w lawie oczy, skryte pod osłoną niebieskich lennonek.
I stała się rzecz niesamowita i historyczna - Stu Ungar znalazł się naprzeciw kasynowego przedsiębiorcy Johna Strzempa II w decydującym o tytule pojedynku. I wygrał, zostając po raz trzeci triumfatorem turnieju głównego World Series i wracając w glorii chwały w iście powieściowym stylu. A wszystko to dla Stephanie... Miłość do córki nie była niestety nieprzejednana i Ungar przepuścił swoją część zwycięskiej nagrody, a w roku następnym ze stakowanego przez Baxtera Main Eventu wycofał się na 10 minut przed jego rozpoczęciem, po czym całkowicie zszedł z karcianej sceny, stając się pełnoetatowym Czarnym Łabędziem baletu na cztery ścieżki. 22 listopada 1998 roku znaleziono go martwego w pokoju hotelu Oasis na przedmieściach Las Vegas.
"Bóg dał mi dar, którym nie obdarzył innych. Ja nie potrafiłem wykorzystać go w pełni, ale nie jestem złym człowiekiem - całe moje zło wymierzyłem w samego siebie" - z taką świadomością osobistej klęski kończył żywot największy gracz w historii. Księga jego życia pisana jest w dwóch odmiennych aktach - obok autodestrukcji mamy pokerowego arcymistrza, króla remika, człowieka potrafiącego liczyć BlackJacka na sześciu taliach oraz prawdziwy rentgen umysłów przeciwników, jak choćby w słynnej ręce z Mansourem Matloubim, gdzie na boardzie 337KQ Stuey sprawdził oponenta z T-high w grze o 50 000 $, pytając: "masz 4-5 czy 5-6?". Wielka szkoda, że nie dane nam było przekonać się, ile Stu byłby w stanie osiągnąć, mając siebie w garści. Z drugiej strony - jakże piękna etiuda przewidywań komponuje się dziś w naszych głowach...
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
Back-to-back - czy można wyobrazić sobie większy prestiż?
Tak, można.
Meet the Kid!
by acebestini


