Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Z cyklu: The Men of the Game - Jay Heimowitz

Tylko ośmiu ludzi ma w swym dorobku więcej bransoletek niż Jay Heimowitz. Wszyscy oni są jednak full-time profesjonalistami, Jay natomiast, można by rzec, w pokera gra okazjonalnie, w chwilach "wolnych od pracy". Rezultat musi robić wrażenie.

Piwo z rana jak śmietana

Młody Heimowitz w towarzystwie Wendeen Eoils.
Albo odwrotnie...

Jay B. Heimowitz urodził się w 1937 roku w Bethel nieopodal Nowego Jorku. Już jako kilkuletni chłopiec na pytanie "kim chcesz zostać" odpowiadał: "biznesmenem". Pierwsze pieniądze zarabiał jednak nie przy saturatorze, a dobierając do straightów i flushy - w wieku dziewięciu lat był już uznanym w oczach okolicznych szkrabów pokerzystą i posiadaczem największej kolekcji kart baseballowych, które w owych czasach stanowiły dla dzieci wartość większą nawet od pieniądza.

W wieku lat osiemnastu Heimowitz wstąpił do armii, jak wielu młodych mężczyzn w latach 40. i 50. Zgodnie z przypuszczeniami wojsko okazało się szeroką areną pokerowych gierek, a Jay, jeden z najlepszych karciarzy w kompanii, po zrzuceniu kamaszy mógł przytulić do piersi zdobyczne 10 000 $, co stanowiło w ówczesnych czasach niemałą fortunkę. Oczywiście kwota ta wyraźnie odstawała od upchanych w dwóch worach przez "Amarillo Slima" Prestona 300 000 $ czy niemal sześciocyfrowej gotówce skumulowanej w armii przez "Puggy'ego" Pearsona, ale do otworzenia wymarzonego biznesu była co najmniej wystarczająca.

Jay Heimowitz, nauczony na bazie młodzieńczych trudów wielkiego kryzysu, szybko zainwestował swoje dziesięć patoli. Kupił mały browar i sprzęt do butelkowania, po czym zakasał rękawy i wielogodzinną pracą począł budować piwne imperium. Owoce przedsięwzięcia obrodziły już po dwóch latach, gdy wizytę złożyli mu przedstawiciele Budweisera z propozycją nie do odrzucenia. Jay został najmłodszym w historii dystrybutorem piwa dla kompanii Budweiser i choć wciąż angażował się w działalność swej firmy, w końcu poznał znaczenie definicji wolnego czasu. Jego część zaabsorbowała żona z czwórką dzieci, resztę - oczywiście poker.

Jam Master Jay

Mam trochę wspólnego z Jayem.
Obaj jesteśmy amatorami...

W latach siedemdziesiątych nie było dla Heimowitza tygodnia, w którym nie zasiadłby do karcianej rozgrywki. Uważano go za niezwykle utalentowanego gracza, ale przez lata opinię tę podzielali między sobą jedynie inni amatorzy, niemiłosiernie skórowani przez value bety piwiarza z Bethel. W 1975 roku Heimowitz zadebiutował we wciąż raczkującym jeszcze World Series of Poker, wygrywając pierwszy poważny turniej, do którego zasiadł (był to 5000 $ No Limit Hold'em).

Pięć lat później Jay osiągnął znakomity deep w Main Evencie - dość powiedzieć, że w grze 3-handed trzymał na all-inie preflop samego Doyle'a Brunsona z AA w swym ręku. Niestety dla amatora asy zostały złamane, a Heimowitz wkrótce pożegnał się z turniejem, zamiast bransoletki otrzymując czek na 109 500 $. Zresztą turnieje główne należały niemal do jego specjalności: w kolejnym roku znów zasiadł przy finałowym stole, zajmując szóste miejsce i obserwując, jak Stu Ungar broni tytułu. W późniejszych latach nigdy już nie dotrwał do final table, co nie znaczy, że nie miał się czym pochwalić: 1987 rok - 11 miejsce, 1988 rok - 15 miejsce, 1989 rok - 14 miejsce, 1991 - 11 miejsce, 1997 - 13 miejsce. To musi robić wrażenie.

W 1986 roku najpierw zdobył tytuł czempiona Omaha podczas Amarillo Slim Super Bowl of Poker, by trzy miesiące później zdobyć swą drugą bransoletkę WSOP. To właśnie na kilka chwil przed pięćdziesiątką zaczął grać w miarę regularnie. W 1991 roku chwycił swój brejslet nr 3, po omahowym zwycięstwie nad Johnem Bonettim. Trzy lata później, po paru przegranych FT splitowego Studa, zdobył kolejny tytuł - tym razem pot-limit Hold'em. W 2000 roku 63-letni już Jay Heimowitz raz jeszcze zwyciężył w naszpikowanym utytułowanymi zawodowcami (Steve Zolotow i Men "The Master" Nguyen przy final table) evencie World Series, co jednak wcale nie było ostatnim słowem weterana. Swoje szóste świecidełko zgarnął za ship w turnieju seniorskim. Jeszcze w 2010 roku potrafił odebrać czek z kasy mistrzowskiej serii i nawet w tegorocznej edycji można było natknąć się na siwowłosego, wysokiego mężczyznę o orlej twarzy i przenikliwym spojrzeniu. Bransoleta nr 7? Wszystko jest możliwe!

New York, New York

Od lewej: Sam the Eagle, Marcin Plichta, Steven Tyler,
Popa Wu, Fu Manchu i wujek Benek z Wielunia

Jay Heimowitz zawsze sentymentem pałał do Nowego Jorku i całego wschodniego wybrzeża, wobec czego nie mogło go zabraknąć w 1980 roku na otwarciu Mayfair Clubu - jednej z najlepszych wizytówek pokera wschodu (oczywiście nie tak dalekiego, jak ten od Johnny'ego Chana i Scotty'ego Nguyena). W odcinku Poker After Dark pojawić się musiał - tamten stolik z Ledererem, Zolotovem, Danem Harringtonem i Mickey Applemanem także ugiął się pod ciężarem skilla pokerowego wiarusa.

Heimowitz jest jedynym obok Billy'ego Baxtera graczem, który zdobywał bransoletki na przestrzeni czterech dekad World Series. Jay nie mógł uchronić przez blaskiem swych zdobyczy własnych latorośli, które bardzo szybko namówiły tatę na karciane lekcje. Największymi sukcesami z całej czwórki juniorów Heimowitz może pochwalić się Lonnie, który aż 35-krotnie cashował eventy WSOP, cztery razy zasiadając przy finałowych stołach. Także imponujące - a to przecież kolejny amator, który tylko podążył po śladach ojca. Śladach, które odznaczyło czyste zamiłowanie i potrzeba rywalizacji, tak naturalnie różne od konieczności zarabiania pieniędzy.

Na koniec trochę historii udokumentowanej:

Jay Heimowitz przy FT Main Event'81. BONUS: jeszcze trzeźwy Bill Smith.

Użytkowników wrażliwych na złodziejstwo uprasza się o nieoglądanie tego filmu.

by acebestini