Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Z cyklu: The Men of the Game - Jack Keller

O tym Panu dziś pamięta już chyba tylko trójka jego dzieci. Swoimi dokonaniami zasłużył sobie jednak na miejsce w pokerowej Hall of Fame i podziw profesjonalistom najbliższy - podziw kolegów "po fachu". Kim był "Gentleman" Jack, jeden z karcianych królów lat osiemdziesiątych?

Kolejno odlicz!

Nice jacket...

Gdy flota Wehrmachtu zatapiała francuskiego "Protee", Włosi tańczyli na linii Gustawa, Liese obejmował dowództwo nad 8. Armią Brytyjską, a w oblężonym Leningradzie z głodu padał milionowy obywatel, w Philadelphii rodził się Jack Keller. Wróżbita Maciej wycedziłby, że właśnie wojenny czas narodzin Kellera sprawił, że jak tylko zyskał prawną możliwość, z miejsca wstąpił do United States Air Force.

Jak to w armii bywa, o wiele łatwiej nauczyć się grać w karty, niż strzelać i ciskać granatem. Po pewnym czasie poker pochłonął Jacka bez reszty i choć dziś nie wiadomo, czy udawało mu się regularnie kosić żołdy towarzyszy broni, pewnym jest, że do dawców nie należał - wówczas nie podjąłby decyzji o wyskoczeniu z kamaszów i przeprowadzce do Vegas.

Stolica hazardu szybko przekonała się, jak skuteczna okazała się przeprowadzana w wojsku pokerowa musztra. Do 1983 roku Keller konsekwentnie budował bankroll, by rok później zadebiutować na World Series of Poker. Większość profesjonalistów znała go ze stolików cash, nikt jednak nie przewidywał tempa, w jakim Jack zabłyśnie turniejowo. Triumf w evencie 5000 $ Seven Card Stud przyniósł mu 137 500 $, najlepsze miało jednak przyjść dopiero w Main Evencie.

Murderous Jack

Morderca nigdy nie wygląda na mordercę

Kluczowy turniej 15 edycji cyklu WSOP przyciągnął do stołów 132 graczy. Dziś może wydawać się to dziecinnym fieldem, warto jednak zaznaczyć, że w porównaniu do czasów współczesnych trudno było o fisha, na którego błędach można by budować stack - do turnieju mistrzowskiego siadali tylko ci, którym nadzieję na końcowy sukces dawały umiejętności. Keller od początku zasiadał przy najtrudniejszych stołach, mimo to konsekwentnie utrzymywał się w środku stawki, gromadząc żetony wprost proporcjonalnie do zmian poziomów blindów.

Przy finałowym stole, oprócz Kellera, zasiedli m.in. posiadacz dwóch bransoletek Howard Andrew (który dziś jest rekordzistą pod względem startów w Main Evencie), specjalista Seven Card Stud David Chew, czterokrotny wówczas uczestnik finałowych rozgrywek turnieju głównego Jesse Alto oraz dwukrotny triumfator lowballowych eventów Amarillo Slim Super Bowl of Poker - "Cowboy" Byron Wolford. To właśnie on w heads upie uległ wyciszonemu Kellerowi, który do swych zarobków dorzucił 660 tys. $.

Kolejne lata przyniosły Jackowi aż sześć triumfów w pokerowym Super Bowl, szesnaście finałowych stołów WSOP, udekorowanych zwycięstwem w dziewiczym evencie Limit Omaha, oraz pierwsze miejsce w silnie obsadzonym turnieju Hall of Fame Poker Classic. Na początku XXI wieku Jack z powodów zdrowotnych zmuszony został do zmiany klimatu i przeprowadzki do Mississippi, gdzie korzystał z dobrodziejstw kasyna w Tunica do swojej śmierci w 2003 roku.

Gentleman Jack

Jack Keller w trakcie

Jack Keller doczekał się dwóch pokerowych przydomków, niemal kontrastujących. Jeden z nich to "Murderous" i stanowi pokłosie połączenia niesamowitych umiejętności z kamienną twarzą mordercy. Keller zwykł rozprawiać się ze swymi przeciwnikami w sposób konsekwentny i bolesny, przy czym przybierał milczącą postawę cyngla wykonującego mafijny wyrok. Nickname "Gentleman" wziął się natomiast z nienagannych pokerowych manier gracza - Keller nigdy nie krzyczał, prawie nigdy się nie uśmiechał; mówił wolno, kojącym głosem. Było bez znaczenia, czy notował okrutnego bad beata, czy trafiał na river cud kartę - wszystko przyjmował z niesamowitym spokojem.

"Gentleman" Jack nigdy nie gonił za obiektywem, w przeciwieństwie do większości najlepszych swoich czasów, którzy łasi byli na udział w telewizyjnych show jak Maciek z Klanu na Martynkę. Operatorzy nie widzieli nic atrakcyjnego w marnowaniu taśmy na nagranie posągu i Kellerowi to odpowiadało - było to zarazem główną przyczyną jego anonimowości dla fanów pokera. Faktem jest, że popularność i pokerowe umiejętności wcale się nie warunkują, choć "ogarnianie" i "statki" bardzo pomagają w znalezieniu się na małym ekranie. Gdyby Jack Keller żył do dziś, częściej się uśmiechał, sypał dowcipami i tiltując detonował bombę - znalazłoby się dla niego miejsce przy niejednym feature table.

by acebestini