Zaktualizowano 03 mar 26 przez

Z cyklu: The Men of the Game - Gary Berland

Historia "Bonesa" Berland z pewnością zasługuje na liźnięcie, z tym, że trudno ją usłyszeć. Znalezienie w sieci jego fotografii jest trudniejsze niż spokojny sen po oddaniu głosu na Prawo i Sprawiedliwość i jest to o tyle dziwne, iż mówimy o jednym z najwybitniejszych graczy Stud w historii pokera.

Oszukać przeznaczenie

Jak można było nie zrobić mu
lepszego zdjęcia?

Gary Berland urodził się w 1950 roku w kalifornijskiej Gardenie, która była w owym czasie czymś w rodzaju Vegas wrzuconego pod sześcienny pierwiastek: mnogość uskutecznianych pokerowych odmian i zarobki regularsów tworzyły znakomicie uzupełniającą się, gamblerską całość z dziesiątkami bilardowych klubów i kręgielni. Berland w celność do łuz ogrywał amatorów w chwilach pomiędzy rozdawaniem kart w jednym z lokalnych kasyn. Próbował wmówić sobie, że przyszłość tkwi w należytej edukacji, a karciana i bilardowa rozrywka stanowić mogą jedynie broszkę przy żakiecie życiowej solidności. Na próżno.

W 1968 roku rodzina Berlandów przeprowadziła się do Las Vegas. Gary rozpoczął studia na Uniwersytecie Stanu Nevada, jednak wraz ze wzrostem umiejętności matematycznych nie przekonywał się wcale do akademickiej przyszłości. Wręcz przeciwnie - celował w potencjalny sukces w kartach, niekoniecznie egzaminacyjnych. Po dwóch latach nauki przestał się oszukiwać - rozpoczął karierę zawodowego pokerzysty.

Texas Dolly did it again!

Pierwszym World Series of Poker, w jakim "Bones" wziął udział, była siódma edycja cyklu z 1976 roku, jednak to w roku następnym złotymi zgłoskami zapisał on swe nazwisko w pokerowej encyklopedii największych. Rozpoczął od triumfu w side-evencie Razz, by w rekordowym wówczas, 34-osobowym Main Evencie dotrwać do heads-upu, w którym za rywala otrzymał obrońcę tytułu i jednego z najlepszych graczy Texas Hold'em w historii - Doyle'a Brunsona.

Ciekawe, jakie myśli przemknęły przez głowę Doyle'a, gdy w jednym z rozdań otrzymał - rękę niemal identyczną do tej, która rok wcześniej pozwoliła mu świętować mistrzostwo świata. Na flopie to Berland jednak dominował - ze swymi dwoma parami i postanowił zwabić Brunsona w pułapkę. Check-check i wciąż pozwalała Berlandowi wierzyć, że ma on w tym momencie najlepszą rękę. Tym razem postanowił on wsunąć za wszystko, na co Brunson odpowiedział snap callem. dopełniła historycznych formalności i "Texas Dolly" po raz drugi z rzędu wygrał Main Event z wątpliwej siły tą samą ręką, "Bones" natomiast musiał odłożyć marzenia o prawdziwej, karcianej wielkości co najmniej do roku następnego.

Five Bracelets Draw

Yup. To ten, który stoi.

1978 rok stanowił dowód na to, iż wyniki Gary'ego nie były przypadkowe. Najpierw w znakomitym stylu obronił tytuł Razz, by następnie zająć drugie miejsce w evencie Ace-to-Five Draw i zgarnąć główną nagrodę w Seven Card Stud. Dwanaście miesięcy później do swego dorobku dorzucił kolejne dwie bransoletki - za zwycięstwa w turniejach Stud (kolejna obrona tytułu) oraz Stud Hi/Lo. W ciągu trzech lat zgarnął więc pięć siedmiokartowych bransoletek, co nawet w czasach o wiele bardziej przystępnego fieldu robiło niesamowite wrażenie.

Kolejne lata turniejowo nie były dla Berlanda tak udane jak poprzednie. Dużo częściej zasiadał on przy razzowych stołach cash, które jednak nie gwarantowały zbyt wysokich profitów. W 1986 roku "Bones" po raz drugi stanął przed szansą wygrania Main Eventu, tym razem jednak na drodze do świetności nie stanęła mu ten-deuce Doyle'a, a solidność i pokerowa powściągliwość Mike'a Harta oraz Berry'ego Johnstona.

Zaledwie jedenastu pokerzystów potrafiło zdobyć więcej bransoletek niż "Bones" Berland. Kto wie, jak potoczyłaby się jego kariera i w jak wąskim gronie najlepszych zasiadałby dziś, gdyby nie przedwczesna śmierć, dokonana w wieku 38 lat w wyniku choroby krwi. Gdyby w 1977 roku to Breland wygrał Main Event, dziś pewnie byłby lepiej zapamiętany - dość powiedzieć, że jedno z jego zdjęć wisiałoby pod sklepieniem Rio. A tak "Bones" pozostał jednym z wielu, którzy zasługują na więcej miejsca w pamięci, niż otrzymali.

by acebestini