Z cyklu: The Men of the Game - Bobby Baldwin
Przed rozpoczęciem eventu The Big One For One Drop niektóre media, dzieląc uczestników na pokerzystów i nie-pokerzystów, Bobby'ego Baldwina zaliczyło do tej drugiej grupy. Nazwanie go biznesmenem-amatorem nie różni się jednak od nazwania naszego kraju karcianym rajem.
Bobby Baldwin co prawda dawno już pozwolił o sobie zapomnieć, ale przygotował doskonały reminder w postaci zajęcia ósmego miejsca w owym kosmicznym turnieju z milionowym wpisowym. Dla ignorantów to po prostu ciasny dziadek, dla obytych - wielki mistrz świata. Pozwól się doszkolić!
Feel the rush!
![]() |
| 1979 - Bobby Baldwin i Crandell Addington rok po HU w Main Evencie znów obok siebie |
Robert Baldwin urodził się w 1950 roku w mieście Tulsa w stanie Oklahoma. Jego dzieciństwo było słodkie jak pianki Marshmallow: kochający rodzice, wystarczająca zasobność portfela, edukacyjne możliwości - nie było w pobliżu żadnej patologii, która mogłaby popchnąć młodego Bobby'ego w objęcia hazardu. Mimo to już w wieku 12 lat chłopak spróbował swych pokerowych sił przeciw rówieśnikom. Dla nich karty nie były pierwszyzną i do ostatniego centa wyczyścili kieszenie spodenek Baldwina, lecz ten bynajmniej nie sparzył się grą - nigdy wcześniej nie poczuł bowiem takiej ekscytacji i podniecenia, jak podczas karcianej rywalizacji.
W połowie lat sześćdziesiątych Bobby zadurzył się w grze w bilard. Intensywnie usprawniał skilla, preferując, w przeciwieństwie do wielu udających z początku nowicjuszy zawodowców, grę na 100 % możliwości w każdym podejściu. W 1970 roku Baldwin rozpoczął naukę w Oklahoma State University. Wraz z grupką zaprzyjaźnionych studentów postanowił wyruszyć w podróż do Vegas, z uciułanym wspólnie rollem w wysokości 5000 $. Torba przyszła szybciej niż zmęczenie astmatykom, lecz Bobby'emu udało się przekonać obsługę Alladin Casino do przyznania mu 500-dolarowego kredytu. Na kościach pożyczony roll przyszłego mistrza spadł do 75 $, jednak w ciągu kilku następnych dnia niesamowitym rushem Baldwin odkuł się z masakryczną nawiązką, przywożąc do Tulsy 180 000 $.
Pieniądze w młodej głowie Bobby'ego zatańczyły salsę. Młodzieniec potrzebował coraz większych zastrzyków adrenaliny, a sześciocyfrowy kapitał sprzyjał temu bardziej niż sędziowie Ruizowi w walce z Gołotą. Baldwin zaangażował się w zakłady sportowe i zapragnął za wszelką cenę zmasterować obstawianie wyników NFL. W ciągu trzech miesięcy w strzępy rozbił bankroll, bukmacherską ambicję oraz pierwsze małżeństwo. Wtedy to postanowił się otrząsnąć i zrezygnować ze stricte hazardowych miłostek. Skupił się na grze w pokera i szybko zasiadł naprzeciw najlepszych.
WonderKid
![]() |
| I'm just former world champ... |
Doyle Brunson wspominał: "Nie mogłem doczekać się, kiedy dostanę w swoje ręce tego nowego dzieciaka, Baldwina. Kiedy zdałem sobie sprawę, że do tego doszło, byłem już 40 000 $ do tyłu". Młody Bobby szybko począł toczyć regularne i często zwycięskie pojedynki z Brunsonem, "Amarillo Slim" Prestonem czy Puggym Pearsonem. Doyle był na tyle zafascynowany umiejętnościami 26-letniego wówczas gracza, iż zaproponował mu napisanie rozdziału w swej legendarnej książce "Super/System". Zresztą nie tylko "Texas Dolly" z uznaniem obserwował poczynania Roberta. Taki Bobby Hoff, który przez wielu najlepszych pokerzystów na świecie uważany był za najlepszego pokerzystę na świecie powiedział kiedyś, że nikt nigdy nie grał lepiej niż, zwany "The Owl", Baldwin. A "Czarodziej" Hoff grywał ze wszystkimi.
W 1977 roku Bobby Baldwin po mistrzowsku wkroczył na turniejową arenę Las Vegas. Najpierw zwyciężył w 10 000 $ No-Limit Deuce-to-Seven Single Draw Championship podczas World Series of Poker, by po kilku dniach dorzucić drugą bransoletkę za sukces w Seven Card Stud. W 1978 roku Baldwin zwyciężył w Main Evencie, pokonując w heads-upie wielkiego Crandella Addingtona. "The Owl" był wówczas najmłodszym graczem, któremu udało się wygrać najważniejszy z turniejów. Rok później ponownie wygrał dziesięciokołowy event 2-7 Draw. 28-letni posiadacz czterech bransoletek mógł stać dziś tam, gdzie stoi Phil Hellmuth, jednak w 1982 roku ogłosił, że poker odstawia na bok i planuje zaangażować się w przemysł gamblingowy.
Niesamowity talent pozwalał mu na osiąganie znakomitych wyników w niemal każdym z niewielu turniejów, w których w latach '80 i '90 uczestniczył. Trzykrotnie zajmował miejsca w "piątce" swego ulubionego eventu 10k $ 2-7 Draw (który wygrywali wówczas Sarge Ferris, Billy Baxter i Stu Ungar), przegrał z Baxterem heads-up turnieju Ace-to-Five Draw podczas WSOP'82 i dziewięciokrotnie dochodził do kasy Main Eventu. Mało? Baldwin nie grał wówczas nic więcej, a w ostatnim dziesięcioleciu turniejowo niemal się nie wynurzał. Nie zmienia to faktu, że z pokera się nie wyrasta i się go nie zapomina, czego przykładem jest ósme miejsce i 1 408 000 $ nagrody ugranej w The Big One For One Drop.
Business is business
![]() |
| "Większość pieniądze z biznesu przeznacza na karty - ja pieniądze z kart włożyłem w biznes" |
W owym przełomowym 1982 roku Baldwin został konsultantem Golden Nugget Casino u boku samego Steve'a Wynna. W ciągu trzech lat wdrapał się na fotel prezydenta GN, by po pewnym czasie objąć szefostwo także Bellagio oraz Mirage. Gdy Wynn sprzedał swoje udziały w Mirage Resort Kirkowi Kirkorianowi, ten uczynił Baldwina swoją prawą ręką. W 2000 roku nasz bohater został natomiast dyrektorem generalnym Mandalay.
Pomimo zaangażowania w wiele projektów, Baldwin znajdywał niekiedy czas na grę cash. O bankroll nie musiał się martwić - za sam podpis na pierwszym kontrakcie z Kirkorianem otrzymał 7 mln $. Gdy w 1994 roku Archie Karas budował swą legendę, wygrywał w Mirage ze wszystkimi na wszystkich stawkach. Jedną z jego ofiar okazał się Bobby, który po tym incydencie na 13 lat zaprzestał gry w którymkolwiek ze "swoich" kasyn. Decyzję zmienił tworząc w Bellagio legendarny "Bobby's Room", w którym na nieziemskich stawkach w tempie dealer's choice w szranki stawali najlepsi gracze cash na świecie, by wymienić choćby Brunsona, Sammy'ego Farhę, Chau Gianga, Johna Hennigana czy "Chipa" Reese'a.
Bobby Baldwin do Poker Hall of Fame trafił w 2003 roku. Dla wielu barierą uniemożliwiającą spełnienie kryteriów są ekscesy i niedżentelmeńskie wyskoki - w przypadku "The Owl" nic takiego nie mogło mieć miejsca. Zawsze spokojny, zawsze wyciszony, w rękawiczkach wręcz mordował stacki rywali z odlanym z elegancji i pokory tłumikiem. Trochę szkoda, że w niektórych przypadkach nie było możliwości poznać prawdziwego potencjału graczy na przestrzeni długich lat kariery. W większości kres przychodzi wraz z przedwczesną śmiercią lub "wyprzedzeniem epoki", przypadek Baldwina jest jednak jeszcze inny - po zdobyciu szczytu zapragnął wejść na następny. Kto wie, może niedługo dojrzy kolejny?
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
Różowe (i zamazane) lata siedemdziesiąte.
Freddie Mercury, Michael Jackson i Elton John w jednym pokoju!
Baldwin na gorąco.
by acebestini


