Z cyklu: The Men of the Game - Billy Baxter
Billy Baxter dziś dla wielu jest tylko dziadziem, który nie gra w Texas Hold'em. Prawda jest jednak taka, że z pewnych względów poker zawdzięcza mu więcej, niż komukolwiek. Odważna teza? Poznajcie mistrza lowballa!
Kto jest niekwestionowanym królem Hold'em? Elvisem Cadillaca wśród gier, Davidem Hasselhoffem karcianej plaży, zdobywcą Oscara za pierwszoplanową rolę w tym pełnym agresji filmie z community cards w tle? Trudno aklamować jedną postać. Żył sobie kiedyś Murph Harrold, który za zmasterowanie Deuce-to-Seven włączony został do pokerowej Galerii Sław. Nie wiem, co potrafił ów gracz - może był bogiem tej odmiany. Później jednak, jak w dowcipie, okazało się, że metka "Chuck Norris" była zarezerwowana dla kogoś zupełnie innego.
Ósemka do narożnej
![]() |
| "Maybe Ferguson looks like Jesus. I don't have to look like god to be him" |
Billy Baxter urodził się w 1940 roku w Auguście. Był synem urzędnika w bazie wojskowej i agentki ubezpieczeniowej - gamblerki "4 rollz" nie mógł więc wyssać z mlekiem matki i wyuczyć się z ważącej sprawiedliwość dłoni ojca. W wieku 14 lat zapragnął zarabiać pieniądze - jeździł więc z matką do centrum, jednak podczas gdy ona wpadała w hipnotyczną żonglerkę polisami, on skręcał do klubu bilardowego, gdzie w ciągu 1,5 roku przeszedł drogę od całkowitego nowicjusza do dzieciaka, który na bogatych kijołamaczach zarobił kilka tysięcy dolców. W owych czasach za te pieniądze mógł nie tylko postawić ziomkom kolejkę żelków i wymiotować do woli na rollercoasterze, ale także kupić szacunek lokalnych silnorękich i cnotę swoich rówieśniczek.
Gdy o jego "pracy" dowiedziała się matka, w domu dostał zapewne kończące uderzenie w koronkę nr 8, bowiem doczekać musiał pełnoletniości, by wrócić do klubu i bilardowego biznesu, przy okazji rozpoczynając obserwację pokerowej i remikowej akcji. Początkowo wszystko, co wygrywał w bilard, tracił na kartach, ale z czasem, głównie dzięki solidnemu table selection, zaczął solidnie zarabiać. Wkrótce jednej nocy wygrał w remika ponad 40 zielonych klocków, co zamienił na współwłasność kasyna Paisley Club. Nieźle? Niedługo potem jego nowy biznespartner tak bardzo chciał się odegrać, że uczynił swym nędznym skillem 19-letniego Billy'ego właścicielem pełnego pakietu! A co ty robiłeś, mając 19 lat?
Owe czasy były trudniejsze, niż można było przypuszczać - stłamszony prawem Billy musiał zwinąć interes. Bystry chłopak zorganizował jednak zakłady sportowe i klub z ruletką, blackjackiem i innym żyłami złota, dzięki czemu... natknął się na FBI i powąchał mury Georgia State Prison. Był 1975 rok - Baxter szybko się ożenił, udał się w miesiąc miodowy na Hawaje, a stamtąd do Vegas. Ktoś taki jak on musiał tam oczywiście namieszać.
"When you play Kansas City Lowball, you don't have to look in your cards to win"
![]() |
| Takie tam w pracy |
Billy Baxter szybko znalazł swoich: grał z Doylem Brunsonem, Puggy Pearsonem, Byronem Robertsem... Był jednym z pierwszych, których na remikową ziemię w Vegas sprowadził Stu Ungar. Szybko jednak upomniał się o Billa rodzimy wymiar sprawiedliwości i spędził on ponad 9 miesięcy w więzieniu. Wyciskał pompki, w myślach celując w zielone serce World Series of Poker.
Swój pierwszy tytuł zdobył wcześniej - w pierwszym evencie, w jakim wziął udział. Był nim - oczywiście - No Limit Deuce-to-Seven Single Draw. Baxter szybko odnalazł w sobie wyjątkowe predyspozycje do gier lowball i wariantu Kansas City w szczególności, gdyż nikt tak jak on nie potrafił czytać rywali. Mawia się, że jeśli no-limit Hold'em jest Cadillakiem pokera, to NL 2-7 SD to połączenie Roll's Royce'a i Ferrari. A Baxter jeździł najszybciej. Kolejną bransoletkę zdobył w 1978 roku, następnie wygrał event podczas Super Bowl of Poker, by w 1982 roku do sukcesu w Deuce-to-Seven dołożyć triumf w Ace-to-Five Draw. Po pięciu latach zdobył kolejne lowballowe trofeum WSOP, w 1993 roku znów okazał się najlepszy w najszybszym z wariantów lowball, by w 2002 roku, w wieku 62 lat, odbierać swą siódmą błyskotkę za zwycięstwo w Razzie. Dopiero, gdy lowball zaczął umierać, Baxter postanowił częściej zasiadać przy stołach Hold'em.
Las Vegas dla Baxtera to również rozdział pt: "Stu Ungar". Już pierwsza ich wspólna gra przemówiła do karcianego biznesmena z Augusty, że do stołu z "The Kidem" nie można zasiąść ot, tak, myśląc, że będzie się lepszym. Billy nauczył się wychodzić z potyczek z Ungarem na plus tylko dzięki zawiłym side betom, ale w ich relacjach to nie rywalizacja była najważniejsza. Przedostatnim aktem powieści ich przyjaźni było wyłożenie przez Baxtera wpisowego do Main Eventu w 1997 roku, dzięki czemu Ungar zaliczył niesamowity come back w postaci trzeciego w karierze mistrzostwa świata. W następnym roku Billy uczynił to ponownie, jednak rezultat stakingu był smutnym wstępem do ostatniego pożegnania magicznego "dzieciaka".
Pierwszy pros
![]() |
| Należało się... |
Baxter zasłużył się dla pokera nie tylko zmasterowaniem lowballa. Na początku lat osiemdziesiątych odważył się sprzeciwić amerykańskiemu fiskusowi, który dochody pochodzące z gry w pokera przepasał kolosalnym progiem podatkowym, właściwym dla loterii i mistrzostw w "orzeł czy reszka". Gracz domagał się uznania karcianych zarobków za "wynagrodzenie za pracę", co dla wielu wydawało się nie do przyjęcia. Ostatecznie sprawa "William E. Baxter Jr vs. United States" została rozpatrzona na korzyść gracza, w konsekwencji czego ustanowiono niejako zawód "pokerzysty" i usankcjonowano profesjonalizm, raz na zawsze zrywając z mitem karciarza jako speluniarza i gamblera (choć akurat w tym drugim przypadku nie do końca...).
Dziś Billy jest już w wieku emerytalnym, jednak nie zamierza jeszcze układać swych zmęczonych członków w bujanym fotelu. Inwestowanie i zarabianie pieniędzy jest dla niego nie tylko celem samym w sobie, ale także źródłem życiowej przyjemności i miarą sukcesu określanego bardziej na podstawie podejmowania właściwych decyzji niż liczby cyfr na bankowym rachunku. Kiedy dodamy do tego bycie najwyższym bóstwem, ojcem, matką i babką gier lowball - rzeczywiście chce się wstawać każdego ranka. Wydaje mi się, że pokerowy tom życia Baxtera nie ma jeszcze ostatniego rozdziału, mimo aż tylu zapisanych już stron. Trzymam za to kciuki.
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
Z cyklu: pozycja obowiązkowa
Węgierski Norman Chad FTW
by acebestini


