Z cyklu: The Men of the Game - Berry Johnston
Gdyby kto zapytał mnie o mojego pokerowego idola, pewnie kluczyłbym wokół kilku nazwisk. Jednym z nich z pewnością byłoby: Johnston, wzór klasy, pokerowej wytrwałości oraz karcianych umiejętności - pięciu bransoletek przecież nie znajduje się na ulicy...
"Berry jest znakomitym zawodnikiem, ale najbardziej podziwiam w nim to, że jest tak znakomitym człowiekiem - człowiekiem głębokiej wiary i rodzinnej więzi, który pozostaje gentlemanem w każdej sytuacji" - te słowa Doyle'a Brunsona ktoś mógłby opacznie zrozumieć jako "coś tam grał, ale prawdziwie należy docenić jego klasę". Nic bardziej mylnego: Berry Johnston swymi bransoletkami, mistrzostwem świata NL Hold'em, jedenastoma [sic!] miejscami w kasie Main Eventu i sześćdziesięcioma na przestrzeni całego cyklu wystawia sobie świadectwo co najmniej wystarczające. A że przy tym wydaje się być mentalnie nieskazitelny, wyrasta na wzór.
Z kościoła do Horseshoe via Oklahoma Golf Course
![]() |
| "Jeśli wygram, też uśmiechnę się i uścisnę ci rękę..." |
Berry Enfield Johnson urodził się w 1935 roku w Oklahomie. W młodzieńczych latach nie było mu dane zasmakować karcianej rywalizacji, choć bynajmniej nie ze względu na zdewociałą familię. Przeciwnie - z gamblerką do czynienia miał już jako dwudziestokilkulatek, ale ta posiadała golfowy wymiar. Johnston stawiał zarówno na siebie, jak i na mecze swych kompanów na tyle skutecznie, że pozwalało mu to zapomnieć o jakiejkolwiek nieprzyjemnej pracy. Pod koniec lat sześćdziesiątych koledzy z pola golfowego poczęli coraz więcej czasu spędzać na wspólnej grze w pokera. Johnston z wielką chęcią pozwolił się wtajemniczyć. I zakochał się w kartach od pierwszego flopa.
Już w 1970 roku Berry zawitał do Las Vegas. Dość szybko stał się wygrywającym graczem w grach na niskich i średnich stawkach, jednak jego rygorystyczny bankroll management uniemożliwił mu jakiekolwiek shoty na najlepszych. Droga do najwyższych stawek zajęła mu grubo ponad pięć lat, choć z czystym sumieniem mógł próbować swych sił przeciwko Brunsonowi czy "Chipowi" Reesowi już o wiele wcześniej. Na początku lat osiemdziesiątych zainteresował się grą turniejową, by w 1982 roku zadebiutować w World Series of Poker.
Nieograny turniejowo Johnston dotrwał do stołu finałowego, gdzie aż roiło się od pokerowych znakomitości: Doyle Brunson, Dewey Tomko, "Sailor" Roberts, uczestnik pierwszego World Series of Poker Carl Cannon oraz Jack Straus, który nieco wcześniej powstał z martwych legitymując się jednym, zabłąkanym w serwetce żetonem. Berry zakończył swą pierwszą przygodę z Main Eventem na 3. miejscu, a wygrana w wysokości 104 000 $ pozwoliła mu na stałe zagościć na poziomie high stakes.
Do trzech razy sztuka
![]() |
| "I'm old. Deal with it" |
Już w roku następnym Berry zdobył swą pierwszą bransoletkę, pokonując w ostatnim pojedynku eventu heads-up, nazywanego wówczas Match Play, znakomitego teoretyka pokera, Raya Zee. W roku 1985, po dobrych występach na Grand Prix of Poker i zajęciu czwartego miejsca w evencie pot-limit Omaha (wygranym przez "Amarillo Slima"), Johnston stanął przed kolejną szansą zwycięstwa w Main Evencie. Po wyeliminowaniu takich tuzów jak Johnny Moss i Hamid Dastmalchi, przy stole pozostała tylko trójka: Berry, T.J. Cloutier i pijany jak ojciec na pępkowym Bill Smith.
Johnston grał znakomicie, jednak gambler-paps Cloutier i ochlaj Smith nie odstawali formą ani trochę. Gdy na stole znalazła się lwia część żetonów, a na showdownie spotkały się AK Berry'ego i AJ T.J.'a - świętujący swe 50. urodziny były golfista mógł już w myślach czuć na nadgarstku kojący chłód mistrzowskiej bransoletki. Turn przyniósł jednak waleta i Berry odpadł, wtedy jednak miał miejsce zaczątek legendy jego klasy. Mike Sexton tak zrelacjonował tamtą chwilę: "Berry uścisnął dłonie obu przeciwników i życzył im szczęścia. Kiedy odszedł, jego żona powiedziała mu: Kochanie, jestem głodna. Możemy iść na kolację? Berry z uśmiechem odrzekł: OK, Kochanie, chodźmy zjeść, jeśli chcesz".
1986 rok stanowił dla Johnstona trzecie podejście do mistrzostwa świata. Pierwsze dwa dni, krystalizujące udziałowców puli nagród, przeszedł w dobrej stackowej kondycji. Rywale jednak nie trącili amatorszczyzną: Artie Cobb, Johnny Moss, Bobby Baldwin, Lyle Berman i Dewey Tomko nie doczekali dnia czwartego - w przeciwieństwie do Johnstona, Jesse Alto, księcia Studa Gary'ego "Bonesa" Berlanda i broniącego tytułu Billa Smitha. Ostatecznie nie wylewający za kołnierz Smith przekroczył astralną granicę racjonalizacji decyzji, a w finałowej ręce AT Berry'ego utrzymało się przeciw A8 Mike'a Harta i gracz z południa w końcu doczekał się czempionatu NL Hold'em.
Numbers of "The Numbers"
![]() |
| Duży chłop - duży stack |
Kolejne lata przyniosły Johnstonowi zwycięstwa w Amarillo Slim Super Bowl of Poker i Hall of Fame Poker Calssic oraz mnóstwo finałowych stołów WSOP. W 1990 roku zdobył swą trzecią bransoletkę (dorzucając do niej piątą lokatę w Main Evencie), by pięć lat później wzbogacić kolekcję. W 2001 roku, w wieku 66 lat, wygrał na World Series po raz piąty i, póki co, ostatni, triumfując w Razzie. Największe uznanie budzi jego dotychczasowy rekord zarabiania na turnieju głównym - dotychczas robił to już 11 razy, zajmując kolejno 3, 3, 1, 32, 29, 5, 17, 21, 16, 21 i 113 miejsca.
Al Moe stwierdził: "Old legends never die, they just keep cashing" - Berry Johnston świetnie wpisuje się w ta regułę. Do czasu pokerowego trzęsienia ziemi z powodzeniem łupał na Full Tilt Poker jako członek ekipy FTPpro. Z racji swego cichego usposobienia dla nowoczesnych obiektywów kamer jest dziś niewidoczny, dla "dzieci Moneymakera" - nierozpoznawalny. To jednak jest mu jak najbardziej na rękę - zawsze starał się chronić swą prywatność, unikał rozgłosu, a namówić go na wywiad było trudniej niż amiszkę na seks na pierwszej randce. Taki typ: "dress your jacket, shut your mouth and play your best".
Na koniec trochę historii udokumentowanej:
Stara szkoła we WSOPowym Turnieju Mistrzów
Poker After Dark - pięciu pokerzystów i Jamie Gold...
W tym wątku znajdziecie linki do wszystkich poprzednich części "The Men of the Game".
by acebestini


